Mój sennik

Miłość słodki ma smak, ale pozostawia po sobie tylko gorycz cierpienia, żalu i tęsknoty.

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Wpisy obserwowanych

BARDZO PROSZĘ O PRZECZYTANIE NOTKI POD EPILOGIEM

Tak, rozdział bardzo długi, ale ostatni. Nie wiem, czy cieszycie się z tego powodu, czy wręcz przeciwnie, ale ja jestem bardzo podekscytowana, bo właśnie dzisiaj zaczynam kolejnego bloga z fanfiction o Justinie, ale o zupełnie innej tematyce (link znajdziecie pod rozdziałem i epologiem). Mam nadzieję, że zajrzycie zapoznać się z prologiem.

Oczami Julii

Po dziesięciu minutach od zniknięcia Justina, nadal siedziałam w łazience pod drzwiami i płakałam. W mojej głowie panował istny chaos. Nie potrafiłam pogodzić myśli. To, co się stało, w zasadzie jeszcze do mnie nie dotarło. Jak Justin mógł mi to zrobić? On? Taki dobry, taki kochany, taki wrażliwy? Po tym wszystkim, co razem przeszliśmy? Po tym wszystkim, co mu powiedziałam i co on powiedział mnie? Nie umiałam tego zrozumieć. Nie umiałam nawet w to uwierzyć. Czy to wszystko, co mi mówił przez cały ten czas, kiedy byliśmy ze sobą tak blisko, jak jeszcze chyba nikt z nikim nie był, było kłamstwem?
Jego miłość do mnie zastępowała miłość rodziców, którzy się mnie wyparli, ojca, który zostawił mamę, gdy tylko się pojawiłam w ich domu. I nagle przepadła. W ciągu tych nieszczęsnych pięciu minut rozmowy z Justinem, powróciłam do dawnego życia sprzed dwóch lat, kiedy nie znałam go osobiście, a wszystko było szare i monotonne, wszyscy ludzie fałszywi i oschli w stosunku do mnie. Zrozumiałam, jak dobrze mi było z Justinem, jak cudownie było nareszcie mieć kogoś, kto mnie czasem przytuli, kto mnie wysłucha, kto postara się mnie zrozumieć. Dni spędzone z nim były najlepszymi w moim życiu. Dodał mi sił i wiary w siebie. Dzięki niemu przestałam się bać ludzi i życia.
To było oczywiste, że się zakocham. Z początku ja miałam pomagać jemu, a to on pomógł mnie. Pomógł zaakceptować siebie, otworzyć się, przestać się bać odzywać do innych. Dzięki niemu nareszcie zaczęłam żyć. A teraz znowu upadłam i nie było go tutaj, by mógł mnie podnieść. Czy kiedykolwiek jeszcze zdołam się podnieść samodzielnie?
Dlaczego tak jest?, pytałam. Dlaczego wszyscy po kolei mnie opuszczają? Czy coś jest ze mną nie tak? Wstałam z posadzki i podeszłam do umywali. Oparłam się o nią i przejrzałam się w lustrze. Miałam mokrą i lepką twarz pokrytą czerwonymi śladami od łez. Przemyłam ją chłodną wodą, ale niepotrzebnie, bo tuż po zobaczeniu swojego odbicia w lustrze i niespostrzeżenia żadnej pozytywnej zmiany, rozpłakałam się ponownie.
Przypomniały mi się wszystkie przyjemne momenty z sierocińca, które pamiętałam. Nie było ich wiele… Pamiętałam pokoik, w którym spałam… Pamiętałam mały telewizor, przed którym zbieraliśmy się po kolacji, by obejrzeć dobranockę… I pamiętałam, jak czasem panie wyprowadzały nas na dwór i dzieci starsze ode mnie jeździły na rowerach, a ja tylko stałam przy opiekunce i patrzyłam na nich… Do mojej głowy powrócił również obraz kobiety, niosącej w rękach owinięte w koc dziecko. Nieustannie się rozglądała, jakby bojąc się, że ktoś ją zauważy. Weszła prędko po czterech schodach, by za chwilę znaleźć się przed drzwiami sierocińca. Chwilę jeszcze się wahała, ale w końcu zapukała stanowczo i położyła dziecko na wycieraczce, po czym zniknęła tak szybko, jak się pojawiła, nawet się nie oglądając…
Zawsze tak sobie wyobrażałam tamtą chwilę. Zazwyczaj wszystko wyglądało tak samo, tylko twarz matki zawsze była rozmyta, niewyraźna… Czasem była młodą dziewczyną, blondynką z kręconymi włosami. Kiedy indziej była dorosłą kobietą, nieco grubszą i o miłej twarzy. Niekiedy miała idealnie proste czarne włosy, być może farbowane, i oczy tego samego koloru. Jednak zawsze była piękna, idealna… Ciekawe, jaka była naprawdę…
Jeszcze raz stanęłam przed lustrem i spojrzałam w swoje odbicie. Spróbowałam wyobrazić sobie siebie jako dorosłą osobę i po chwili zobaczyłam nieco wyższą blondynkę podobną do mnie, ale o doroślejszej i szczuplejszej twarzy. Czy tak mogła wyglądać moja mama? Czy byłam do niej podobna? Bojąc się, że za chwilę stracę tę wizję, przyjrzałam się jej jeszcze raz. Dzisiaj tak wyglądała moja mama według mnie.
O nie. To wraca, pomyślałam. Nie myślałam tak wiele o mojej mamie i o sierocińcu od bardzo dawna. Teraz, gdy straciłam Justina, znów nie daję rady. Nie może tak być. Nie mogłam na to pozwolić.
Widząc, co się ze mną dzieje, postanowiłam sobie wmówić, że wszystko będzie dobrze, obojętnie czy było to prawdą czy nie. Czas goi rany, powtarzałam w myślach. Wkrótce będziesz czuła tylko złość, mówiłam do samej siebie. Będziesz wściekła na Justina jak nigdy, że zachował się jak dupek. A potem zaprosisz jakąś koleżankę i pośmiejecie się i wszystko będzie ok. Spotkasz się z jakimś chłopakiem. Justin nie jest niezastąpiony… prawda?
Nieprawda.
Zaszlochałam głośno, ale zdecydowałam się coś z tym zrobić. Bałam się, że się załamię, siedząc zamknięta w łazience, kiedy cisza była moją jedyną towarzyszką. Nie mogłam być sama. Potrzebowałam zajęcia. Potrzebowałam rozmowy.
Wyszłam z łazienki i uspokoiłam mamę, która przejęła się moim atakiem depresji. Wyjaśniłam jej naprędce, co się stało i spytałam, czy mogę kogoś zaprosić, mimo dość później pory. Ale nie zgodziła się. Zaproponowała tylko, bym spotkała się z kimś następnego dnia.
Przez kolejne parę dłużących się chwil nie robiłam nic poza rozglądaniem się po pokoju, próbując zająć czymkolwiek myśli. Chciałam, by ten nieznośny, niemożliwy to zaakceptowania niepokój o nic konkretnego nareszcie dobiegł końca. Nie pragnęłam nic prócz spokoju. Jednak zamęt i strach ulatniały się bez pośpiechu, wręcz niezauważalnie. Cały czas towarzyszyły mi straszliwe myśli i coraz potworniejsze pomysły, jak skrócić swoje cierpienie. I chociaż naprawdę potrzebowałam odetchnąć i odpocząć od dręczących mój umysł słów, pewien głos, gdzieś wewnątrz mnie, powtarzał: ,,Jesteś sierotą”, ,,Jesteś nikim”, ,,Nikt cię nie chce”, ,,Nikt nawet nie zauważyłby, gdybyś zniknęła”, ,,Nie znaczysz nic dla nikogo”, ,,Nie nadajesz się do niczego”, ,,Nawet własna matka cię nie chciała”.
By zapobiec panice i nie pozwolić myślom doprowadzić mnie do tragicznego stanu, włączyłam telewizor i zajęłam się oglądaniem komedii, która nawet od czasu do czasu wywoływała delikatny uśmiech na mojej twarzy, jednak już po krótkiej chwili przygnębienie wracało wraz z gnębiącymi mnie myślami. ,,Czy to ma jakikolwiek sens? Po co się cieszyć, kiedy jego nie ma obok?”.
*

Oczami Justina

Kilka dni później
Minęło już dziesięć dni. Tyle czasu nie kontaktowałem się z Julką. Nie sposób opisać, jak się cieszyłem, mając Selenę znowu tak blisko, mogąc ją tulić, głaskać i całować. Ale początkowa radość tak nagle się rozproszyła, jak i pojawiła. Nadal byłem szczęśliwy, będąc blisko Sel, ale ten okres, kiedy nie mogłem uwierzyć w to, że stoi obok, minął. Teraz przejmowałem się Julią, dzień w dzień, godzina w godzinę. Rzadko myślałem o czymś innym. Przerywałem pocałunki z moją dziewczyną, bo dręczyło mnie poczucie winy. Częściej odwracałem wzrok. Po randkach i spotkaniach wracałem do domu i myślałem nad Julią. Nurtowały mnie pytania: ,,jak się ma?”, ,,czy nadal mnie kocha?”, ,,co zrobić, byśmy nie stracili kontaktu?”, ,,czy poradzi sobie beze mnie?” i najgorsze ,,czy ja poradzę sobie bez niej?”. Kończyło się na niczym – na nic zdały się telefony i sms-y. Kończyłem każdy dzień, pogrążając smutki w puszce lodów albo z ustami wypchanymi chipsami z czekoladą albo żelkami czy dozownikiem od puszki bitej śmietany. To wszystko popijałem ziołami uspokajającymi, które smakowały i pachniały paskudnie. Zdarzyło się, że taka mieszanka była przyczyną nieprzespanej nocy, spędzonej na wymiotowaniu do umywalki.
Od tamtego wieczora, kiedy przez drzwi łazienki pożegnałem się z płaczącą Julią, nadaremnie próbowałem się do niej dodzwonić. Wysłałem też parę wiadomości tekstowych, mających pokrzepić ją na sercu i upewnić, że naprawdę mi na niej zależy i kocham ją tak jak dawniej, tzn. tak jak za czasów, kiedy byliśmy najlepszymi przyjaciółmi na zawsze, nieustannie się śmiejącymi i wspierającymi się. Byłem pewien, że je przeczytała, chociaż za wszelką cenę chciała, bym myślał, że było inaczej. Mimo, że nie widziałem jej od tak dawna, wiedziałem, że wszystko z nią w porządku, po tym jak zobaczyłem jej zdjęcia w internecie – raz w drodze do sklepu, kiedy indziej, gdy wracała ze szkoły do domu, innym razem jej własne selfies z zacisza domowego. Starała się nie okazywać smutku, ale byłem pewien, że jest załamana i bardzo przeżywa to, co się wydarzyło, czego nie chciałem. Po prostu to byłoby do niej niepodobne, gdyby się tym nie przejęła i mnie olała. To, jak dobrze ją znam, było aż przerażające, ale nie tak bardzo, jak fakt, że zaczęła nosić ciemne okulary przeciwsłoneczne i to nie w celu ochrony oczu przed słońcem, ale przed innymi ludźmi i skierowanymi w jej stronę wizjerami kamer, nie przed blaskiem słońca, ale błyskiem fleszy.
Tak, Julia miała coraz mniej prywatności. Wiedziałem, że to moja wina. Wiedziałem też, że to odmieni jej życie, a przecież zauważałem, jak sława mnie odmieniała – na gorsze. Ostatnią rzeczą jakiej pragnąłem, to by to samo przydarzyło się Julii.
Była zbyt dobra, by się marnować. Zbyt porządna, by się stoczyć. Zbyt delikatna, by spotkać ludzi, na których natknięcie się jest nieuniknione, jeżeli jesteś celebrytą.
Po co w ogóle to zaczynałem?, wypominałem sobie. Zanim nasz związek – mój i Julii – ujrzał światło dzienne, miałem wątpliwości. Trafne wątpliwości. Obawiałem się, że zniszczy ją moja sława, moje życie, ludzie, którzy mnie otaczają, brak prywatności, stres. Bałem się, że ja ją zniszczę. Nie myliłem się. Życie ze mną było dla niej trudne, nie tylko ze względu na otaczających mnie paparazzi i podążających za mną grup fanów, ale przede wszystkim ze względu na mnie i moje błędy, rany, które bezustannie jej zadawałem. A najgorsze w tym wszystkim było to, że nie mogłem nic zrobić, nie mogłem nic poradzić, lecz jedynie patrzeć jak moja sława mnie zmienia w zupełnie innego człowieka. Nie kontrolowałem się. Najpierw robiłem, potem myślałem. Działałem pod wpływem chwili i impulsu. I byłem bezradny, kompletnie bezradny w tym, co robię. Pod koniec każdego dnia patrzyłem na wszystkie moje wady, błędy i życiowe potknięcia i zastanawiałem się, czy zrobiłbym to samo cztery czy pięć lat temu, nie ze względu na wiek, ale na dojrzałość. I każdego dnia nabierałem większego przekonania, że lat przybywa, a ja jestem coraz większym idiotą.
Marzyłem, by Julia mi wybaczyła. Zawsze wybaczała każdemu i nauczyła mnie miłości do innych swoją postawą wobec ludzi i życia. Nie wątpiłem, że tak będzie i tym razem. Nie traciłem nadziei.
*

- Wow, to było niesamowite… - wyszeptała Selena, nadal z otwartymi ustami z wrażenia. Właśnie wysiedliśmy z olbrzymiego balonu, którym przelecieliśmy nad miastem. Chwyciłem jej dłoń i podszedłem do stoiska z balonami (o wiele mniejszych rozmiarów), kupiłem jeden i wsunąłem sznurek między jej palce.
- Na pamiątkę. – oznajmiłem i uśmiechnąłem się, patrząc w jej duże, ciemne oczy. Czekałem, aż odpowie swoim aksamitnym, idealnym głosem, gładząc ją po kosmyku równie delikatnych i jedwabistych włosów, za których dotykiem tak bardzo tęskniłem.
- Na pamiątkę zaledwie do końca dzisiejszej nocy, którą i tak zapewne spędzę dziś u ciebie, prawda? – w ten sposób wprosiła się do mojego domu w tak urokliwy sposób, że nie miałem jej za złe i nie byłem w stanie odmówić.
Po niecałej godzinie byliśmy już u mnie w domu. Jakaś dziwna radość wypełniła moje serce i rozpromieniła twarz, gdy patrzyłem na dziewczynę, spacerującą po moim domu i rozglądającą się dookoła. Na widok różnych pomieszczeń, korytarzy, mebli i obrazów wracały do niej związane z nami wspomnienia i wywoływały nadzwyczajny uśmiech na jej twarzy – nie był to zwykły uśmiech, który zdobił jej twarz, gdy miała dobry humor. Było w nim coś wyjątkowego, nuta smutku i czegoś jeszcze… Może wyrzutów sumienia?
To było oczywiste, że wylądujemy w łóżku. Zaczęło się od dłuższego, romantycznego pocałunku. Każdy kolejny był bardziej zdecydowany. Wkrótce po pokoju roznosiły się nasze głębokie oddechy i wzdychania.
Nie sposób było nie przypomnieć sobie o Julii. W końcu właśnie w tym domu, choć nie w tej samej sypialni, spędziliśmy kiedyś noc i była to noc niezwykła. Być może dlatego, że Julka też taka była, a może dlatego, że zdecydowała się ofiarować mi swoje dziewictwo… Nie byłem pewien. W końcu Selena też z nikim innym tego nie robiła…
I to właśnie mnie przytłaczało. One obie były czyste i postanowiły się oddać mnie. Ja przyjmowałem je z otwartymi rękoma, ale ja sam wcześniej uprawiałem seks z przynajmniej trzema innymi dziewczynami. Czułem się… zużyty? Tak, być może to było odpowiednie słowo. Kiedyś również chciałem zachować czystość do ślubu – do czasu, kiedy naprawdę zaczynałem pragnąć bliskości.
Czułem się z tym źle. Właśnie w tamtej chwili, kiedy całowałem się z Seleną i szykowało się coś więcej… Nie wyobrażałem sobie teraz tego robić. Widzieć ją nagą. Pokazać siebie. Nie mówiąc o całej reszcie akcji i przedsięwzięć z jakich składa się stosunek. Nie wiedziałem dlaczego. Czyżbym przestał jej ufać? Może po prostu miałem gorszy dzień? Lub Selena już nie była dla mnie atrakcyjna? Nie, to na pewno nie. Nadal była śliczna…
W pewnej chwili odsunąłem się. Popatrzyła na mnie wzrokiem, który nazwałbym ,,oddaję się tylko tobie, a ty mnie odrzucasz?”. Spuściłem wzrok, mając nadzieję, że nie będzie wściekła. Jeszcze tego by brakowało, by ten dzień zakończył się kłótnią. Na szczęście okazało się, że tylko poczuła się niezręcznie, zresztą podobnie jak ja. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy, aż Sel oznajmiła, że pójdzie się wykąpać.
Jeżeli sądzicie, że wszedłem do łazienki podczas jej kąpieli, by chwilę potem uprawiać z nią gorący seks, to się grubo mylicie.
Drzwi się za nią zamknęły, a ja nadal siedziałem w bezruchu, patrząc się w jeden, znany mnie tylko punkt. W końcu postanowiłem się czymś zająć, chwyciłem laptopa i skończyło się na przeglądaniu folderu w dokumentach, gdzie znajdowały się wszystkie zdjęcia i filmy z Julią, jakie tylko posiadałem. Śmiałem się przez łzy, kiedy oglądałem filmy, na których tańczyliśmy, śpiewaliśmy albo po prostu pletliśmy różne głupoty do kamery. Uchwycone zostały też momenty wyjątkowe, jak ten, kiedy byliśmy na południu Stanów Zjednoczonych w amerykańskiej farmie, gdzie miejscowy nauczył nas podstawowych kroków tańca country – a w zasadzie nauczył Julię, która podbiegła do mnie z promieniejącym od ucha do ucha uśmiechem, gdy nareszcie załapała, o co chodzi, i od razu zademonstrowała mi, czego się nauczyła. Selena przekroczyła próg pokoju i zastała mnie siedzącego na łóżku i wpatrującego się w ekran laptopa szklistymi oczami, śledzącymi obcasy Julii, rytmicznie uderzające o ziemię, i krańce jej spódnicy, która falowała z każdym jej ruchem.
Już wiedziałem, co mogę zrobić, by naprawić rozerwaną więź między mną a Julką.
*

Oczami Julii

W tym samym czasie
Minęło już dziesięć dni, od kiedy Justin i ja nie odzywamy się do siebie. Dziesięć dni bez Justina oznaczało więcej czasu dla siebie.
Głównie czytałam książki, ale spotykałam się również ze znajomymi. Spędzałam czas z klientami mojej mamy, szczególnie z Nathanem. Okazał się zupełnie innym człowiekiem niż ten, na którego natknęłam się na dworcu tamtego mrocznego wieczora. I tak, zdarzało mu się uśmiechać. A uśmiechał się bardzo ujmująco.
Cały czas nurtowało mnie, co miał na myśli tamtej nocy, kiedy żegnając się stwierdził, że mam coś, co mogłabym mu dać. Wolałam nie wracać do tego tematu i nie wspominać o tamtym koszmarnym dniu.
Nathan wręcz uwielbiał zadawać pytania. Było jedno, którego szczególnie nienawidziłam. Nigdy nie wiedziałam, jak powinnam na nie odpowiedzieć. A brzmiało ono: ,,gdyby Susan zapragnęła do mnie wrócić, czy powinienem się zgodzić?”. Chciałam odpowiedzieć ,,nie” i dodać nawet ,,absolutnie”, ale gdy zadawałam sobie to samo pytanie, odnosząc się do Justina, za wszelką cenę pragnęłam odpowiedzieć ,,tak”. Bo na tym właśnie polega miłość. Zauważamy błędy i wady osoby, którą kochamy, ale czasem tracą one swoje znaczenie…
Tego dnia Nathan i ja spotkaliśmy się ponownie. Ze względu na to, że jego pasją było gotowanie, postanowił nauczyć mnie paru przepisów, więc staliśmy nad garami cały dzień, pichcąc różne przysmaki.
- Wiesz co zauważyłam? To idealnie wygładza dłonie… - stwierdziłam, obtaczając skrzydełka z kurczaka w miodowej marynacie.
- Rzeczywiście. – odparł od niechcenia.
Zauważyłam, że od czasu do czasu uśmiechał się, a kilka sekund później wpatrywał w jeden punkt przed sobą i jego oczy smutniały. Byłam ciekawa nad czym myślał. I byłam ciekawa, co miał na myśli tamtego strasznego dnia, którego z wielu powodów chciałam zapomnieć, mówiąc, że mam coś, co mogłabym mu dać. I czułam, że nie rozgryzę tego chłopaka. Był jakby z innej planety. Z innego świata, którego nie byłam w stanie pojąć i ogarnąć, mogłam go tylko zaakceptować. Zaakceptować jego i jego słowa, które nie zawsze miały sens lub miały sens wyłącznie dla niego. I postanowiłam zaufać mu do pewnego stopnia, na tyle, na ile mogłam sobie pozwolić. To wszystko, co mogłam zrobić.
Co gorsza, również przyłapałam siebie na wpatrywaniu nieprzytomnie naprzód, próbując sobie przypomnieć głos Justina, jego twarz i wyobrazić to, co by było, gdybym go przeprosiła, gdybym mu dała kolejną szansę. Starałam się odtworzyć w głowie scenkę, do której by doszło, gdybym zaufała mu na nowo. Bardzo mi zależało, by wszystko wróciło do normy. Ale wiedziałam, że to niemożliwe. Mogłam wybaczyć Justinowi. I wybaczyłam mu. Wszystko. Nie miałam mu za złe.
Było mi po prostu przykro, że mu nie zależy. A raczej, że zależy mu dopiero wtedy, gdy mnie straci.
*

Ale dałam mu szansę.
Nie było to trudne do przewidzenia. Nie potrafiłabym żyć z poczuciem winy, że mu nie wybaczyłam. Postanowiłam się spotkać. Z nim i z Seleną. To było najlepsze rozwiązanie. Nie mogłam ich unikać. Niemożliwa byłaby dalsza przyjaźń z Justinem i równoczesna izolacja od Seleny. Musiałam ją zaakceptować i chciałam to zrobić. To mogło być trudne. Ale kochałam Justina, a on kochał Sel. Najwyraźniej nie bez powodu.
Miałam wrażenie, że zdecydowanie za dużo czasu poświęcam rozmyślaniu nad błędami Justina, a tymczasem sama nie potrafię się przełamać, zaangażować i poświęcać. Ale teraz wiedziałam, że nie miałam innej opcji, tylko zacisnąć zęby i przynajmniej spróbować polubić nową dziewczynę Justina. Byłam pewna, że wkrótce łatwiej będzie mi patrzeć na nich dwojga.
*

I tak się stało.
Kilka dni później nareszcie odebrałam telefon od Justina i usłyszałam jego głos. Kilka minut monologu Justina o tym, jak bardzo mnie kocha i przeprasza, nie wywarł na mnie szczególnego wrażenia. Nie spodziewałam się, że te słowa będą mi tak bardzo obojętne. W tamtej chwili wydawały mi się sztuczne, banalne, oklepane. Nie do końca dałam im wiary.
Justin od razu wpadł na pomysł wspólnego jednodniowego wyjazdu, a ja, niechętnie, ale zgodziłam się. Wyjechaliśmy wczesnym sobotnim rankiem. Podróż była wyjątkowo niezręczna. Justin prowadził samochód, a ja i Selena siedziałyśmy z tyłu, przytulone do ścian na tyle, na ile to było możliwe. Byłam prawie pewna, że ona również czuje się tak nieswojo jak ja. Co chwilę czułam na sobie wzrok Seleny, a zaraz potem Justina, co spowodowało, że wkrótce moje oczy lśniły od łez. Czułam się gorsza i niepotrzebna. Jakbym do nich nie pasowała… Jakby zadawali sobie pytanie, dlaczego tu jestem i dlaczego zachowuję się tak, jak się zachowuję.
Po dwóch godzinach wpatrywania się w świat za szybą i nerwowego skubania paznokci dotarliśmy na miejsce. Przespacerowaliśmy się przez miasto. Bardzo prędko zaczęły mnie boleć nogi, nieprzyzwyczajone do pokonywania tak długich dystansów. Usiłowałam nie dać po sobie poznać, że ta przechadzka wymagała ode mnie nie lada wysiłku.
Poczułam ogromną ulgę, jak Justin zaprosił nas do restauracji – nie byłam głodna, ale nie pragnęłam niczego poza choćby najbardziej niewygodnym krzesłem, na którym mogłabym usiąść. Jedzenie było pyszne, ale powstrzymywałam się od pochłonięcia całej porcji w ciągu trzech minut, do czego bez wątpienia byłabym zdolna. Skubałam powoli surówkę. Obiad był przepyszny, ale jedzenie nie sprawiało mi takiej przyjemności, gdy miałam zły humor.
Wieczorem poszliśmy do lokalu, w którym odbywała się potańcówka. Na początku siedzieliśmy tylko przy swoim stoliku i patrzyliśmy na tańczących ludzi. Mimo panujących ciemności i tak unikałam wzroku Justina, nie mówiąc już o Selenie. Drobnymi łykami piłam Coca Colę, bawiłam się słomką i wpatrywałam w bąbelki odrywające się od ścianek szklanki i prędko brnące do góry.
- Julia, wszystko w porządku? – usłyszałam głos Justina przebijający się przez głośną muzykę. To było oczywiste, że na mnie patrzył i nienawidziłam tego uczucia. – Wyglądasz na smutną.
- Nie jestem smutna. – odparłam z westchnięciem. – Jestem szczęśliwa.
- Tak? – spytał, niedowierzając. Znałam go na tyle dobrze, że byłam pewna, że w tamtym momencie podniósł brwi. Wyczułam w jego głosie ironię, zupełnie jakby był wściekły, że go okłamałam. Nie byłam gotowa na kolejną kłótnię przy Sel i przy tłumie obcych ludzi. Na pewno ktoś nas obserwował. Na pewno ktoś nam robił zdjęcia.
Już zastanawiałam się, jakim sposobem wrócę do domu odległego o dwie godziny jazdy samochodem. Już godziłam się z myślą, że upokorzę się przed wszystkimi obecnymi w sali osobami.
- Nie wyglądasz na szczęśliwą. Ale skoro jesteś, zatańcz ze mną.
On również znał mnie zbyt dobrze. Wiedział, że zawsze, gdy jestem szczęśliwa, daję się porwać muzyce, a gdy mam zły humor, wstydzę się chociażby poruszyć.
Zmusiłam się do wstania. Będzie jak będzie.
Akurat w chwili, gdy staliśmy naprzeciwko siebie muzyka ucichła. Nie pozwalałam sobie na śmiech, gdy patrzyłam na jego twarz. Bałam się, że rozbrzmi wolna, romantyczna piosenka, ale na (nie)szczęście był to żywy i wesoły kawałek.
Chwilę kiwaliśmy się w jedną u drugą stronę. Justin próbował mnie zachęcić do czegoś więcej, ale wstydziłam się jak nigdy dotąd. Miałam ochotę wybiec z pomieszczenia.
Dlaczego ja nie jestem taka jak ona? Co ona ma, czego ja nie mam?
Tak myślałam, wpatrując się w posadzkę, gdy nagle Justin chwycił mnie za dłonie i poruszał moimi rękami, zachęcając mnie do tańca jak małe dziecko. Uśmiechnęłam się nieśmiało. Bardzo chciałam zatańczyć, by sprawić radość Justinowi i przy okazji nie narobić sobie obciachu, ale nie potrafiłam improwizować i tak naprawdę tańczyłam tylko i wyłącznie sama lub przy Justinie. Ale to były tylko wygłupy, do których nie byłam zdolna w tamtej chwili, gdy chciało mi się płakać i na dodatek wokół było tylu ludzi…
Dużymi krokami zbliżał się refren - najbardziej dynamiczna część piosenki – a Justin wciąż powtarzał tylko ,,Come on, Julia! Come on!” i ,,Don’t be shy! Dance with me.”, na co ja tylko się uśmiechałam nieznacznie i schylałam głowę. Justin cały czas poruszał moimi rękami i wygłupiał się, robiąc śmieszne miny i wykonując zwariowane ruchy, by mnie rozweselić.
Dopiero, gdy rozbrzmiał refren, Justin chwycił mnie od tyłu i zaczął ze mną skakać i kołysać mną na wszystkie strony. Nie potrafiłam powstrzymać śmiechu, kiedy czułam wiatr we włosach i łaskotanie w plecach. Gdy nareszcie postawił mnie na nogi, miałam o wiele lepsze nastawienie do tańca i zaczęłam okręcać się wokół jego rąk. Przez ostatnią minutę wyszalałam z siebie resztki sił i porządnie się zadyszałam. Miejsce muzyki zajął mój pisk, kiedy Justin niespodziewanie wziął mnie na ręce i odniósł do stolika.
- Księżniczka ma lepszy humor? – spytał, kładąc mnie w fotelu w poprzek. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi.
- Wow, jesteś naprawdę… szalona! Nie sposób było nie patrzeć, jak tańczycie. – skomentowała Sel.
- Czas na drugą księżniczkę. – rzucił Justin i już wyciągnął ręce w jej kierunku.
- O nie, tylko nie na ręce. – zaśmiała się Selena, odsuwając się w głąb fotela.
- Nie uciekniesz mi! – zawołał i wziął ją w ramiona, zanim zdążyła wymknąć się jego rękom.
- Ucieknę! – krzyknęła i, będąc już w jego ramionach, próbowała się wyswobodzić z jego uścisku, miotając się i przebierając nogami, aż z jej stopy zsunął się but. – Zgubiłam buta!
- Jak Kopciuszek. – rzucił Justin i oboje się roześmiali.
Ich głosy były coraz cichsze, gdy się oddalali. Dlaczego do mnie tak nie mówił? Dlaczego nie mieliśmy takich słodkich wymian zdań?
Byłam szczęśliwa, gdy wróciłam do domu. Poszłam spać z nieokreślonym uczuciem, który towarzyszył mi od chwili, kiedy zobaczyłam, jak tańczyli. Wmawiałam sobie, że musi tak być. Karciłam siebie za taką samolubność. Chciałam Justina tylko dla siebie (ewentualnie również dla Beliebers)…
Dlaczego nie mogłam go mieć tylko dla siebie? Przecież on mógł mieć całą mnie wyłącznie dla siebie i nikt mu mnie nie zabierał.
*

Kilka dni później postawiłam na półce koło mojego łóżka zdjęcia Justina z Seleną, by przyzwyczaić się do ich widoku. Naprawdę chciałam uwierzyć, że tak będzie lepiej…
I właśnie na to zdjęcie patrzyłam pewnego dnia, gdy, wydawałoby się, nareszcie zaakceptowałam Jelenę. Miałam świetny dzień i wspaniały humor. Byłam gotowa zrobić im cudowną niespodziankę i urządzić piknik dla całej naszej trójki. I w końcu nie unikać kontaktu z Seleną przez całe spotkanie.
Zadzwoniłam do Justina. Wyobraźcie sobie, jak musiał brzmieć jego głos, gdy zaskoczyłam go nagłą zmianą nastawienia. Popędziłam do sklepu po owoce. Znalazłam na najwyższej półce w mojej szafie pleciony koszyk. Dobry humor przysparzał mi wigoru i wszystko wykonywałam w zastraszającym tempie.
Wyszłam z domu z palcami zaciśniętymi na rączce drewnianego kosza, wypełnionego owocami i kanapkami. Pierwszy raz od dawna czułam się ładna – w żółtej sukience, przepasanej czarnym pasem i w ciemnych balerinach z kokardkami. Na dodatek wiedziałam, że Justin uwielbiał, gdy ubierałam się dziewczęco.
Spodziewałam się, że będę na miejscu przed czasem i będę na nich czekać na wzgórzu w Central Parku, ale było inaczej. To oni pojawili się wcześniej.
Ucieszyłam się na ich widok, chociaż byłam zbyt daleko, by mogli mnie zauważyć. Przyspieszyłam kroku na tyle, na ile pozwalał mi ciężar wypełnionego po brzegi koszyka. Wydawało mi się, że Justin spogląda w moim kierunku, więc wytężyłam wszystkie siły, byle tylko być jak najbliżej niego. Ale najwyraźniej myliłam się, bo wkrótce odwrócił wzrok i zwrócił go na Sel.
I tam jego wzrok pozostał. Uśmiechnęli się do siebie delikatnie. Koszyk stawał się jakby coraz cięższy w moich rękach. Justin uśmiechał się coraz szerzej. W końcu położył dłoń na biodrze Seleny i przyciągnął ją do siebie. Patrzyli sobie w oczy w taki sposób, jak niegdyś my patrzyliśmy w swoje. Spletli dłonie i unieśli je na wysokość ramion. Ich dłonie tak idealnie do siebie pasowały. Miałam wrażenie, że nawet lepiej niż moje i Justina. A przecież kiedyś wydawało mi się, że były wręcz dla siebie stworzone.
Ten widok zmotywował mnie do przyspieszenia i zakończenia tej scenki. Byłam pewna, że się ucieszą na mój widok, co było wręcz zadziwiające. W końcu jeszcze niedawno czułam się odtrącona.
Dzieliło nas kilka metrów, kiedy zbliżyli się do siebie jeszcze bardziej i złączyli w pocałunku. Nie zauważyłam, kiedy zatrzymałam się w miejscu. Od czasu do czasu drogę zagradzała mi przechodząca osoba. Zawiodłam samą siebie. Jednak nie miałam takiej siły, by na to patrzeć. Nie miało sensu udawanie, że wszystko jest w porządku.
Zanim Justin odsunął się od Seleny, musnął jeszcze kącik jej ust i zetknął ich czoła. Wtedy dopiero mnie zauważył i, nadal trzymając dłonie na policzkach Sel, uśmiechnął się. Jeszcze raz spojrzał na swoją dziewczynę i chwycił jej rękę, by razem z nią pójść w moim kierunku. Ale gdy ponownie spojrzał naprzód, jedynym śladem, który po mnie pozostał, był koszyk wypełniony owocami.
Oczami Justina

Tego samego dnia, wieczorem, zapukałem do jej drzwi, a na wycieraczce zostawiłem kosz z pieniędzmi w środku. Wkrótce potem cała kasa znalazła się na mojej wycieraczce wraz z karteczką ,,Byłam wam coś winna”. Jednak pieniądze i tak wróciły do Julii.
Nie mogłem tego znieść. To uczucie, które towarzyszyło mi, gdy tylko wyobrażałem sobie jej zapłakaną twarz. Łzy kapiące na jej parapet, gdy jak zwykle płakała przy oknie, wpatrując się w dal i zastanawiając się, jak wyglądałoby życie, gdyby urodziła się kimś innym… Słowa krążące po całym pokoju, odbijające się od ścian i z powrotem wracające do jej głowy przez uchylone usta.
Ja? Ja ją skrzywdziłem? Tak, ja ją skrzywdziłem. Znowu. Po raz kolejny skrzywdziłem kogoś, kto niejednokrotnie uratował mi życie. Skrzywdziłem tego aniołka. Skrzywdziłem ją.
Z każdym dniem czułem się coraz bardziej niepewny i zamyślony. Każdego dnia ze spotkania z Seleną lub z kolegami wracałem do domu i próbowałem znaleźć pocieszenie we wszystkim, co mi sprawiało radość – ale gdy tylko sięgnąłem po gitarę, na myśl przychodziły mi jedynie smutne piosenki, które jedynie pogorszyłyby mój humor. Nie pozostało mi nic, poza jedzeniem i spaniem. A więc najpierw odwiedzałem lodówkę i pochłaniałem wszystko, na co miałem ochotę – od różnych kiełbas i wędlin, przez sery i jogurty, po urozmaiconą górę słodyczy – po czym kładłem się do łóżka, próbując zasnąć i nie myśleć o tym, jak bardzo siebie nienawidzę.
Z każdym dniem czułem się coraz gorzej fizycznie i psychicznie.
Bezczynność. Niemożność zrobienia czegokolwiek. Brak pomysłu na działanie. To właśnie sprawiło, że coś we mnie pękło.
Obojętnie od tego, jak to mogło się skończyć, musiałem coś zrobić. Nie miałem nic do stracenia.
*

Siedziała jak zwykle pochylona nad książką na posłanym łóżku. Kątem oka rozpoznała moją sylwetkę. Nie musiała podnosić wzroku.
Ale zrobiła to po pewnym czasie. I nie powiedziała ani słowa. Patrzyła na mnie pytająco. Tak jak wtedy, gdy spotykaliśmy się przypadkiem w windzie, mijaliśmy się na korytarzu lub na ulicy.
Ona mnie rozpoznała. Ale ja nie wiedziałem, kim była dziewczyna znad książki. Miała proste, krótkie włosy, niesięgające nawet do ramion. Ale gdy przyjrzałem się jej uważniej, rozpoznałem po drobnej sylwetce i okrągłej twarzy Julkę.
Nie miałem pojęcia, dlaczego zdecydowała się na ścięcie włosów. Przecież uwielbiała kłaść się na podłodze i odchylać głowę, mogąc je zobaczyć daleko za sobą. Uwielbiała zwisać z łóżka głową w dół i zamiatać nimi podłogę. I uwielbiała, gdy plotłem jej na noc warkocze.
Starałem się zignorować mrowiący ból w głowie. Ten jednak narastał z każdym krokiem, gdy zbliżałem się do niej.
Przygotowywałem się do tej chwili tak długo. Czy to dziwne, że nie wiedziałem, co powiedzieć? Wprawdzie mnóstwo słów przychodziło mi na myśl, ale żadne nie było warte wypowiedzenia. Więc tylko otwierałem usta i zamykałem je, nie odwracając wzroku od jej oczu.
Niespodziewanie i delikatnie wsunęła ręce w moje rozwarte, bezradne dłonie. To było niesamowite, że ułatwiała mi znieść tamtą chwilę, podczas gdy ja utrudniałem jej życie.
- Posłuchaj… - zacząłem. – Przepraszam…
W odpowiedzi tylko przytaknęła i pozwoliła się objąć.
- Wybacz mi. Daj mi jeszcze jedną szansę.
- Justin… - przerwała mi. – Mogę ci dać jeszcze tysiąc szans. Ale chyba nie ma sensu nastawiać się na coś więcej, skoro ty nie potrafisz wywiązać się z obietnic i tych szans wykorzystać. Po prostu.
Wstała i odeszła. Skierowała się prosto do okna. Oparła się łokciami o parapet.
- Nie mogę ci obiecać czegoś, czego nie jestem pewny, że jestem w stanie zrobić. – zbliżyłem się. – Ale jestem w stanie ci obiecać, że będę się starać. I już nie pozwolę sobie na coś takiego. Zerwę kontakty z kimkolwiek chcesz. – wyciągnąłem rękę i dotknąłem jej ramienia, by na mnie spojrzała. - Nie chcę cię stracić.
Chwila ciszy.
- Zerwałem z Sel.
I znowu cisza. Piszcząca w uszach. Nieprzyjemna i niezręczna. Miałem wrażenie, że Julia słyszy moje walące serce.
- Dlaczego? Zrobiłeś to dla mnie? – spytała. Nie brzmiała na zadowoloną. A gdy pokiwałem głową, wyglądała na zawiedzioną. – Nie musiałeś tego robić. Już zaczynałam się przyzwyczajać.
- Nie, Julka… - objąłem jej twarz. – Ty już dość się namęczyłaś, by dostosować się do mnie i mojego życia. Zniosłaś już tak wiele… Teraz pora na mnie.
Odrzuciła moje ręce. To zabolało. Tak mocno, że aż czułem to fizycznie. Wróciła do łóżka i usiadła na jego krańcu.
- Julia… - wyszeptałem. Nie miałem pojęcia, ile już razy wymieniłem jej imię tamtego dnia. – Nie przestrasz się i nie pomyśl o mnie źle, ale chcę cię o coś spytać. Nie musisz się zgadzać. Zrozumiem, jeśli nie… Ale myślałem ostatnio. O tobie i o Sel. I… wiem, że to zabrzmi absurdalnie, ale… wyobraziłem was sobie jako…
Czułem na sobie jej wzrok. Sprawiała wrażenie niezainteresowanej, ale wiedziałem, że było inaczej.
- Jako matki. I jako żony. – przełknąłem ślinę, gdy poczułem rozpływające się w żołądku gorąco i chwilę potem falę dreszczy. Poczułem silne mdłości i na chwilę przestałem mówić. – I uwierz mi, że ty w tej roli prezentowałaś się znakomicie. Selena mogłaby dobrze wypaść w roli żony, ale tylko takiej, która pokazuje się ze mną publicznie i towarzyszy mi na galach. Nie w takiej, która czekałaby na mnie w domu z obiadem i prasowała mi koszule…
Oczami Julii

Gdybym nadal miała długie włosy, niewątpliwie bym się wtedy nimi nerwowo bawiła. Może nawet zakryła nimi twarz.
Wiedziałam, że Justin czasem lubi owijać w bawełnę i poetycko rozwinąć temat w celu pogodzenia się. Temat małżeństwa rzeczywiście mnie zdziwił.
Ale nie na tyle, bym podejrzewała, że za chwilę niewiadomo skąd w jego dłoniach pojawi się małe pudełeczko, a Justin uklęknie. Nie usłyszałam słów, które wypowiedział. Ale znałam je na pamięć. Tak jakbym już nieraz je usłyszała. Były zupełnie normalne.
Powstrzymałam się od uśmiechu. Ale nie musiałam długo walczyć z radością. Ulotniła się w mgnieniu oka. Dokładnie tak, jak przyszła.
Wiedziałam, że on czytał mój pamiętnik. Zdawał sobie sprawę, że o tym marzyłam. By zostać jego żoną. Stąd ten cyrk. Stąd ten pomysł i gadka o małżeństwie. Justin nie byłby zdolny do podjęcia tak poważnej decyzji w tak krótkim czasie, gdyby myślał trzeźwo. I ryzykowne byłoby zaufanie mu, gdy był w takim stanie.
- Działasz pod wpływem impulsu, Justin. – wyszeptałam. Ale on ani drgnął. Wyciągnął ręce w moim kierunku, demonstrując pierścionek z brylantem. Mógł być warty kilkanaście tysięcy dolarów. Może więcej. – Nawet się nad tym nie zastanowiłeś, prawda? - pytałam. Ale chłopak był uparty w swoim zamiarze i nie uległ, dopóki nie powiedziałam wyraźnego ,,nie” i nie zamknęłam etui z pierścionkiem. Dla naszego dobra. Dla jego dobra, bo nie wiedział, co robi, i być może wkrótce by tego żałował.
Oczami Justina

Nie potrzeba było więcej słów. Jedno słowo zupełnie wystarczyło, bym zrozumiał. To było oczywiste. W końcu straciła do mnie zaufanie. W dodatku niewykluczone, a nawet bardzo prawdopodobne, że życie ze mną nie byłoby dla niej kolorowe. Musiałaby totalnie zmienić swój styl życia i dotychczasowe przyzwyczajenia. Musiałaby znosić moje błędy przez całe życie. Wiele by się ze mną nacierpiała. Nie miałaby spokojnego życia. A mogła takie życie mieć. Z kimś normalnym.
Pokiwałem głową. Chciałem się z tym pogodzić. Nie potrafiłem.
Mdłości. Poczułem jak mój żołądek kurczy się i wykręca.
Poczułem, jak w mojej głowie szaleje równie gwałtowna wichura jak za oknem.
Podniosłem się. Przez chwilę obracałem w palcach niewielkie pudełko, pokryte przyjemnym w dotyku, puchatym materiałem. Patrzyłem się na nie, jak dziecko patrzyłoby na rysunek, którego nie chciała przyjąć matka.
Chciałem dodać ,,w porządku” lub ,,rozumiem”. Ale czułem gulę w gardle. Wiedziałem, że mogłoby się skończyć jeszcze gorzej. Więc po prostu jeszcze raz pokiwałem głową i spróbowałem się uśmiechnąć. I wyszedłem.
Wróciłem do domu i zwymiotowałem. Znowu.
*

Następnego dnia
Kolejna godzina przewalania się po całej szerokości łóżka i bezowocnych prób zagłuszenia mdłości smakiem sucharków i wody. Było mi wstyd. Chciałem być daleko stąd. Jeszcze poprzedniego dnia miałem zamiar wyjechać do domu i już nigdy więcej nie wracać do tego mieszkania. Ale nie byłem w stanie. Ból brzucha był koszmarny i od czasu do czasu narastał, a potem znów malał. Po południu wypiłem ostatnią kroplę wody z butelki.
Dręczyło mnie przeraźliwe gorąco. Moje ubranie i pościel były przemoczone potem. Jego strużki spływały mi po czole. Ścierałem je co kilka minut z policzków. Jeśli tylko próbowałem uzupełnić zapasy wody, prędzej czy później mój organizm pozbywał się jej w jak najszybszy sposób i wymiotowałem jej dokładnie tyle, ile wypiłem. Czułem się tak tragicznie, że równie dobrze mogłem umierać.
Natychmiastowo potrzebowałem wody, ale nie byłem w stanie się podnieść. Pozostało mi tylko poproszenie o pomoc Julii. Było mi ogromnie wstyd i nie chciałem, by zobaczyła mnie w tak opłakanym stanie. Ale nie miałem wyjścia.
Wysłałem jej sms-a i po chwili usłyszałem przekręcanie klucza w drzwiach. Wolałem nie wyobrażać sobie reakcji Julii, gdy wejdzie do cuchnącego potem i wymiocinami pokoju.
Przyniosła szklankę wody. Nie patrzyłem na nią, gdy minęła próg. Chwilę na mnie patrzyła, a potem wyszła.
Wróciła z całą butelką wody i mokrą szmatką, którą nałożyła mi na czoło. Nie wiedząc czemu, byłem zaskoczony jej dobrocią. Ale to nie było nic nadzwyczajnego.
Patrząc na nią z dołu, stwierdziłem, że uroczo wygląda z krótkimi włosami. Jeszcze bardziej niewinnie i słodko niż zwykle. Kiedy przecierała mi twarz, przeleciało mi przez myśl, że byłaby doskonałą pielęgniarką i byłbym w stanie chorować codziennie, byleby tylko się mną opiekowała. Pomogła mi się podnieść do pozycji siedzącej, by się napić wody, a później znowu położyć. Poruszyłem ustami w słowie ,,dziękuję”. Chciałem ją pogłaskać po ramieniu w geście wdzięczności, ale zrezygnowałem z tego pomysłu. Dłonie miałem brudne, spocone i śmierdzące.
Chciała zmienić moją pościel, ale nie zgodziłem się, bo pod kołdrą leżałem zupełnie nagi. Była gotowa zająć się też sprzątnięciem syfu, który panował w sypialni, ale zebrałem wszystkie siły, by jej przeszkodzić, wymawiając jedno słowo.
- Idź.
- Powinieneś pójść do lekarza. – stwierdziła i spojrzała na mnie. Ale jej wzrok nie był smutny. – Wezwać karetkę?
- Nie… To tylko zatrucie. - wydyszałem i poczułem kolejny przypływ mdłości. ,,Idź”, wyszeptałem.
Zrozumiała, dlaczego kazałem jej wyjść. Więc wyszła.
Wydusiłem z siebie krótkie stęknięcie i z trudem przekręciłem na bok. Wsunąłem dłoń pod chłodną poduszkę i przesunąłem opuszkami palców po skórzanej okładce pamiętnika Julii. Ten dotyk mnie uspokajał.
*

Kolejnego dnia zdecydowałem się na pierwszy krok w celu zdobycia zaufania Julii. Chciałem, żeby zobaczyła, że naprawdę jestem w stanie się naprawić. Nafaszerowany tabletkami i z mokrym od różnych maści brzuchem, wybrałem się z nią do domu dziecka. Najpierw nie byłem pewny prawidłowości tego pomysłu, ale po wyjściu z sierocińca Julia spoglądała na mnie w zupełnie innym świetle. Na dodatek czułem się doskonale, mogąc pomóc. Oboje przynieśliśmy tam mnóstwo ubrań i zabawek.
Przede wszystkim chciałem, by Julia wiedziała, że byłbym dobrym ojcem. To, że prawdopodobieństwo, że zostanę ojcem jej dzieci, było wątpliwe, to była zupełnie inna, odległa sprawa.
Potem pozwoliłem jej zaprowadzić siebie w inne miejsce. Przez całą drogę zatłoczonymi autobusami, w których narobiłem sporego zamieszania, udawałem, że czuję się dobrze. W rzeczywistości było inaczej. Nie chciałem prowadzić samochodu w takim stanie, ale taka opcja okazała się równie wygodna dla Julii, która chciała mi zrobić niespodziankę i zabrać mnie w miejsce, w którym jeszcze nie byłem.
I zabrała mnie na… targ. Tak, na targ. Prowadziła mnie za rękę, gdy przedzieraliśmy się przez tłum targujących się ludzi. Przez tłum ludzi, którzy nie zwracali na mnie szczególnej uwagi. Byłem tam jednym z nich. Nie wyróżniający się. Nikt szczególny. Uczucie było niesamowite. Julia doskonale wiedziała, czego mi było trzeba.
Kupiliśmy truskawki. Chyba owoców o tak niewielkiej cenie nie kupowałem od lat. A potem jedliśmy je w drodze. Nieumyte.
Kupiłem też bukiet kwiatów i korale dla Julii. Wyglądała w nich cudownie. I w tych krótkich włosach…
A potem spacerowaliśmy alejkami niewielkiego parku nieopodal. Patrzyliśmy się na kolorowe kwiaty i słuchaliśmy szumu drzew, gdy wiatr potrząsał liśćmi na wietrze. A gdy Julia karmiła gołębie okruszkami bułki i wszystkie ją okrążyły, domagając się więcej, siedziałem na ławce i uśmiechałem się na jej widok. Korzystając z jej nieuwagi, połknąłem kolejną tabletkę przeciwbólową.
Za każdym razem, gdy rzucała ptakom kawałki bułki, zrywały się z przerażeniem i oddalały o kilkanaście centymetrów. A później znowu podchodziły, oczekując następnej porcji. Ta sytuacja powtarzała się w kółko. I za każdym razem Julia się śmiała i pytała ,,No, czego się boicie?”.
Jej wysoki głos i dźwięczny śmiech słyszałem nawet wtedy, gdy się ściemniło i robiliśmy ostatnią rundkę po parku przed podróżą powrotną do domu.
Miała taki dobry humor… Była taka pogodna tego dnia… Może dlatego za każdym razem, gdy wspominam tamten dzień, widzę słońce przedzierające się przez korony drzew i dachy straganów, chociaż w rzeczywistości niebo pokrywały kołdry puszystych chmur.
Gdy nastała cisza, zapragnąłem jeszcze raz usłyszeć jej słodki głos. Ale nie miałem ani siły, by się odezwać, ani tematu do rozpoczęcia rozmowy. Więc po prostu okręciłem ją pod moim ramieniem. Jej śmiech rozniósł się echem po okolicy, zrobił slalom między drzewami, minął niewielu przechodniów, zniknął w jedynym otwartym oknie pobliskiego budynku.
- Chodźmy. Widzę, że jesteś już zmęczony. – usłyszałem jej głos i poczułem jej głowę, opierającą się o moje ramię, jej rękę, którą położyła na moim dalszym ramieniu. Ja zaś ścisnąłem ją za biodro, ale najwyraźniej zbyt mocno, bo pamiętam, że wtedy mnie o coś poprosiła, ale nie pamiętam o co, a gdy poluzowałem uścisk, ucichła. I szliśmy, zbliżając się do przystanku.
W pewnym momencie wymamrotałem coś, czego nie mogę sobie przypomnieć. Nie jestem nawet pewny, czy moje słowa miały jakikolwiek sens.
Straciłem czucie w kończynach i poczułem jak moje ciało robi się lekkie i ciężkie równocześnie. Nie zauważyłem, gdy upadłem na ziemię. Nie rozumiałem słów, które rozpaczliwie wylatywały z ust Julii. Czułem tylko mdłości i ból. Przeraźliwy ból.
Zdusiłem przekleństwo. Ona wypowiedziała je za mnie.
W tej samej chwili zniknąłem. Przez kolejne parę minut nie istniałem. Byłem w pośredniczącym świecie, czekając, aż będę mógł wrócić. I nie myślałem zupełnie nic. Żadnych słów, żadnych obrazów. Tak, jakbym nadal żył, ale o tym nie wiedział.
*

Gdy otworzyłem oczy, nie wiedziałem, gdzie jestem i co znaczy nieprzyjemne kłucie w przedramieniu. Nie rozpoznałem też dziewczyny z krótkimi blond włosami, patrzącej się na mnie zupełnie tak, jakby mnie kochała. I nie miałem szansy się nad tym zastanowić, bo kolejny skurcz bólu zgiął mnie wpół. Moje gardło wypełnił chrapliwy jęk.
Wszystko działo się szybko. Trafiłem do sali, w której lekarz mnie przebadał w dość dotkliwy sposób, przyciskając najbardziej bolesne miejsca. Byłem w takim szoku tym, co się dzieje, że nawet informacja o konieczności wykonania natychmiastowej operacji nie mogła mnie przerazić jeszcze bardziej.
*

Oczami Julii

Obdzwoniłam całą rodzinę Justina. Być może niepotrzebnie siałam panikę, ale potrafiłam poradzić sobie ze strachem sama.
Cała się trzęsłam. Pielęgniarki próbowały mnie uspokoić i proponowały mi szklanki wody i różne gazety, którymi mogłabym zająć myśli. Ale nie byłam w stanie skoncentrować się na czytaniu. Obok mnie stały matki chorych dzieci. Były spokojniejsze ode mnie.
Zapalenie wyrostka robaczkowego nie należy do poważnych schorzeń, ale na samą myśl, że dotknęło Justina (MOJEGO JUSTINA), przypominały mi się wszystkie możliwe następstwa tej choroby i komplikacje podczas operacji. Dręczyły mnie też wyrzuty sumienia. Jak mogłam się zgodzić na wyjście z nim gdziekolwiek, gdy jeszcze poprzedniego dnia wymiotował? Ale jeszcze nad ranem zachowywał się i wyglądał zupełnie normalnie. Nie dawał po sobie poznać, że tak bardzo cierpi.
On to robił dla mnie. Moje serce pękało.
Trwałam w zupełnej ciszy. Przed moją twarzą przechodzili ludzie, rozmawiali przez telefony i ze sobą nawzajem, bawili się z małymi dziećmi z bandażami na głowach lub wenflonami w rękach. Dla mnie świat się zatrzymał. Byłam nieobecna na szpitalnym korytarzu. Cały czas przebiegu operacji modliłam się.
*

- Czy wszystko z nim w porządku?! – zawołałam, gdy tylko drzwi sali operacyjnej się otworzyły i wywieziono łóżko, na którym leżał Justin. Spojrzałam na jego twarz niewyrażającą żadnej emocji. Nadal spał.
Przewieziono go do jakiejś sali. Pozwolili mi być przy nim, gdy anestezjolog wybudzał go z narkozy. ,,Panie Bieber, proszę się obudzić. Proszę otworzyć oczy.”
Uspokoiłam się dopiero, gdy Justin rzeczywiście otworzył oczy.
- Słyszy mnie pan? Rozumie mnie pan? Dobrze się pan czuje? – dopytywał się. Justin delikatnie kiwał głową. Nic więcej. – Operacja się udała. Wszystko jest już w porządku. Poleży pan u nas jeszcze dwa dni i wróci do domu. Nie czeka pana już nic poza zdjęciem szwów i odpowiednią dietą. Jeżeli coś by się działo, proszę wezwać lekarzy tym dzwonkiem. – dodał, wskazując na przycisk na ścianie i wyszedł.
Wtedy Justin skierował wzrok na mnie. Uśmiechnęłam się i podeszłam bliżej. Chwyciłam jego dłoń.
- Co za ulga… - wyszeptał i pozwolił swojej głowie wtopić się w chłodną poduszkę.
- Tak… Też to czuję. – odparłam.
- Marzę jeszcze tylko o tym, byś mnie pocałowała. Ale lepiej nie…
Jego głos był ochrypły i niski. Takiego tonu używał, gdy chciał się przypodobać. Tak, mój dawny, rezolutny Justin wracał na miejsce pogrążonego w smutku chłopaka.
- Obiecuję, że pierwsze, co zrobię, wychodząc ze szpitala, to cię pocałuję.
- Nie mogę się doczekać.
Jak się później okazało, szwy przeszywały tatuaż Justina ,,Forgive” równo na pół. Ale Justin uśmiechnął się tylko i powiedział ,,to tylko tatuaż”.
Oczami Justina
To mogłoby być dobre zakończenie tej historii, ale jest jeszcze moment, o którym warto wspomnieć.
*

Kolejnego dnia mój ojciec złożył mi niespodziewaną wizytę. Przygotowywałem się na najgorsze. Zupełnie nie miałem siły na kolejną kłótnię. Wytknie mi, że opiekuje się mną dziewczyna i to na dodatek ta, której tak bardzo nienawidzi. A zanim wyjdzie dorzuci jeszcze, że nie takiego syna chciał mieć. Jeżeli w ogóle chciał mieć syna…
- Cześć, synu… - powiedział, przekraczając próg. – Jak się czujesz?
Siedział obok mnie, a ja nadal nie mogłem się nadziwić, że tak dobrze zaczęła się nasza rozmowa.
- Lepiej, tato.
- Przyjechałem od razu jak się dowiedziałem o operacji.
- Dziękuję, tato.
Przytulił mnie. To było coś nadzwyczajnego. Nigdy mnie nie przytulał. W każdym razie bardzo rzadko.
- Chciałem cię przeprosić, Justin, że może byłem… to znaczy jestem… złym ojcem. Gdy dowiedziałem się, że coś ci jest, to…
Ucichł. Nie wyglądał na chętnego do rozmowy na ten temat.
- Dobrze, że już wszystko w porządku. – dodał. – Przepraszam. Postaram się być lepszym ojcem.
- Postaram się być lepszym synem, tato… - wyszeptałem. Gdy mnie przytulał, powstrzymywałem łzy. Ale on nie. Pierwszy raz widziałem, jak płacze. I na ten widok również mnie poleciała jedna łza, którą starł. Zrobiło mi się wstyd. Nie lubił, gdy okazywałem słabość.
- Jesteś najlepszym synem. Kocham cię takiego, jakim jesteś.
- Też cię kocham, tato.
A potem patrzyłem, jak wychodzi na korytarz.
Oczami Julii
Serce zawaliło mi mocniej w piersi, kiedy podszedł do mnie ojciec Justina. Nigdy mnie nie lubił i, szczerze mówiąc, bałam się go. Nie zdążyłam wydukać ,,dzień dobry”, kiedy zaczął mówić:
- Słuchaj, Julia… Myliłem się, co do ciebie. Co do Justina też. Chciałem was przeprosić… Jesteś super dziewczyna.
Uśmiechnął się. Gdy się uśmiechał, wyglądał jak zupełnie inny człowiek.
- Dziękuję, proszę pana…
- To ja dziękuję, że pomogłaś Justinowi. On cię kocha.
- Też go kocham, proszę pana.
Wymieniliśmy uśmiechy i wróciliśmy do sali, w której leżał Justin. Siedziałam na skraju jego łóżka i patrzyłam na niego. Na jego rozpromienioną twarz. Na jego zafascynowanie, gdy opowiadał o czymś ojcu. Miał zapadłe policzki i podkrążone oczy, ale dla mnie był najpiękniejszym na świecie.
Ludzie już tak wiele czuli i powiedzieli tyle, że wszystko brzmi tak prosto. Kocham cię? Twoje życie jest sensem mojego? Bez ciebie moje istnienie nie miałoby sensu? Co za banały!... Ale te banały to właśnie to co czujemy. I uwierz mi, możesz być pewny, że bicie twojego serca to najpiękniejsza rzecz, jaką można usłyszeć, poczuć. Taki mały dowód na to, że naprawdę jesteś, istniejesz, nie jesteś tylko pięknym snem czy wytworem wyobraźni. I tak, kocham cię. I nie, nie chciałabym bez ciebie żyć, bo nie widziałabym w tym sensu. Bez ciebie czuję się niekompletna, niepotrzebna… Jak serce, które przestało bić.
Oczami Justina
Nadszedł moment w moim życiu, w którym zrozumiałem wszystkie błędy, które popełniłem. W których zdecydowałem się na poprawę. Chciałem być człowiekiem, na którego wychowała mnie moja mama i nie dać się zniszczyć sławie i innym ludziom. To było moje życie. Nie mogłem pozwolić, by ktokolwiek nim zawładnął. Rzeczywiście, sława zmienia człowieka. Być może gdyby nie ona, nie dopuściłbym się tylu złych czynów.
Jestem osądzany, nękany, ale będę próbował moralnie postępować. Nadal będę człowiekiem, którego wychowała moja mama. Kocham ludzi. Będę się starał być miłym, nawet gdy sprawy potoczą się niesprawiedliwie. Już zawsze będę pamiętał o osobach, które zostały przy mnie.
Jestem człowiekiem. Czuję. Krzywdzę. Ale jestem nieczuły na obelgi i jestem w stanie sobie z nimi poradzić.
Dziękuję, Beliebers, że jesteście zawsze blisko. Że mnie podnosicie, gdy upadam. Że nieraz jesteście ostatnimi, którzy stają w mojej obronie. Że nie odchodzicie, mimo bólu, który czasem wam zadaję i mimo nadużytego zaufania. Że mnie kochacie. I w końcu że mnie wysłuchaliście, i że każdego dnia jesteście dla mnie Julią.


EPILOG

Oczami Julii

Od tego czasu minęło kilka miesięcy. Justin traktował mnie jak księżniczkę i z szacunkiem, otaczał mnie opieką i pomagał w lekcjach. Nieraz nie przesypiał nocy, ucząc się chemii, by następnego dnia wytłumaczyć mi, że rysunek, który naszkicował na wyrwanej z zeszytu kartce, to wzory strukturalne węglowodorów, a nie, jak uważałam, gąsienice w sandałach.
Naszą nietypową historię chcę zakończyć w dość typowym miejscu – centrum handlowym. Bo właśnie tam zaciągnął mnie Justin pewnego dnia, niezwykle chętny do kupienia mi czegoś nowego, a potem niespodziewanie zniknął. Nie odbierał telefonu. W centrum handlowym zrobiło się spore zamieszanie. Nieświadomie zaczęłam się o niego bać. Co jeśli się źle poczuł? Co jeśli ktoś go zaatakował?
Muzyka ucichła, a w głośnikach rozbrzmiało moje imię. Poprosili mnie na ostatnie piętro. Wskoczyłam do przezroczystej windy, która uniosła mnie parę metrów wyżej. A gdy wyszłam z niej, znalazłam się tuż koło barierki. Ale nie czułam lęku wysokości.
Nikogo tam nie było. Zupełnie nikt na mnie nie czekał. Spytałam przechodzącego pracownika prawdopodobnie jednego ze sklepów, gdzie powinnam się skierować, a on zaprowadził mnie do miejsca (chyba sali do wynajęcia), gdzie był Justin. Cały i zdrowy, chociaż nieco zaniepokojony.
Podeszłam do niego. Chciałam spytać, co się stało, ale nie pozwolił mi na to.
- Muszę ci coś powiedzieć. – oznajmił. Mówił tak głośno, że niemal krzyczał. Patrzyłam mu w oczy i, wbrew niezrozumiałej sytuacji, uśmiechnęłam się. Justin, twoje oczy są zbyt piękne, by się do nich nie uśmiechnąć. – Pięknie się uśmiechasz. – odparł, również ukazując garnitur białych zębów.
- Mogłeś mi to powiedzieć parę pięter niżej. – odparłam, śmiejąc się. Ujęłam jego dłonie i uniosłam na wysokość naszych ramion. – Chodź, musimy się zbierać. Za chwilę masz sesję zdjęciową. Zdajesz sobie sprawę, ile czasu wybierałam ten garnitur?
- Chcę ci powiedzieć coś jeszcze. – szepnął.
Nastała chwila ciszy. Wtedy zauważyłam kogoś, kto krył się za różnymi półkami w kącie pomieszczenia i wskazałam na niego palcem.
- Widzę cię. – powiedziałam. W tym samym momencie okrążył mnie cały tłum, jakby pojawili się zupełnie znikąd. Byli to koledzy Justina, Emma i Nathan. A ty, Justin… Ty wtedy uklęknąłeś przede mną. Już drugi raz w życiu. I drugi raz zadałeś to samo pytanie, które spowodowało, że w mojej głowie pojawiło się ich więcej. Czy jestem gotowa na życie z tobą? Czy jestem gotowa znosić twoje błędy przez całe życie? Czy jestem gotowa na brak prywatności i inne życie niż to, które prowadziłam do tej pory? Na wrogów i krytykę? Na patrzenie, jak się zmieniasz, przez całe życie? Jak twoje całe ciało stopniowo pokrywa się tatuażami, bo wątpliwie, że uda mi się cię wyciągnąć z tego problemu?
A kiedy już odpowiedziałam, oddałeś mi pamiętnik. Pamiętasz? Był posklejany. Wszystkie strony były na swoim miejscu, ale pokrywały je taśma klejąca i plamy wyschniętego kleju.
Wróciłam do domu. Jak tylko weszłam do pokoju, usiadłam na łóżku – tak jak zazwyczaj. W rękach nadal trzymałam mój pamiętnik. Tym razem przejrzałam go dokładnie, zatrzymując się przy każdym spełnionym marzeniu i uśmiechając się. Na jednej ze stron nadal widniało zdanie ,,Dowiem się, kim jest moja mama”. Ale było przekreślone. A przy strzałce z podpisem ,,Tak wygląda moja mama”, wkleiłeś jej wspólne zdjęcie ze mną. Nie potrzebowałam innej mamy. Tuż pod spodem znajdował się napis ,,Zostanę żoną Justina”, otoczony śladami moich niegdyś wylanych łez. Uznałeś je widocznie za spełnione. Obok umieściłeś zdjęcie pierścionka.
Cofnęłam się parę stron do tyłu. Uśmiechnęły się do mnie litery, które tworzyły całość. ,,Never say never”
Pierścionek, który wsunąłeś mi na palec tamtego dnia, błysnął, gdy zamykałam pamiętnik. I był to ostatni raz, kiedy go zamykałam. Ostatni raz, kiedy do niego powracałam. Już nigdy nie zamierzałam go otwierać.
Justin, to nie marzenia, które się spełniały dzięki tobie, sprawiały, że byłam szczęśliwa. Tylko ty.
I dziękuję ci za wszystko.
I tak. Jestem gotowa.


Tadam, kurtyna i w ogóle.
Zanim przejdę do rzeczy, zgodnie z obietnicą zapraszam wszystkie Directioners, które być może czytają mojego bloga, tutaj. :)
Ok, także FF ,,Skryte Pragnienia" dobiegło końca. Mam nadzieję, że przynajmniej trochę Wam się podobało i przyjemnie Wam się czytało, bo ja niewątpliwie wiele się nauczyłam pisząc tego bloga, bardzo się rozwinęłam w tym kierunku i jeszcze bardziej pokochałam to robić DLA WAS.
Oceniając swoją pracę w tej chwili nie jestem z siebie w pełni dumna, ale nie żałuję, że ,,SP" powstały. W końcu każdy ma swoje początki. Mam nadzieję, że ,,SP" i ,,Pajęczyna Łez" cokolwiek wniosły do Waszego życia, uświadomiło Wam, że Justin jest takim samym człowiekiem jak my albo najzwyczajniej w świecie stanowiły dla Was jakikolwiek rodzaj rozrywki.
Dziękuję Wszystkim czytelnikom - tym, którzy są ze mną od początku, ale też tym, którzy wspierają mnie od niedawna - za komentarze, wyświetlenia, wyrozumiałość za dość amatorskie pisanie w pewnych momentach.
Nie wierzę, że ten czas z Wami tak szybko minął. Te dwa fanfictions to były w pewnym sensie moje początki, pierwsze próby prawdziwego pisania (chociaż robię to od kiedy nauczyłam się pisać). Pierwszy etap mam już za sobą i dziękuję, że mi pomagaliście przez niego przebrnąć.
Teraz chciałabym Was zaprosić na ,,premierę" mojego kolejnego bloga z zupełnie nowym fanfiction o Justinie, zatytułowanym ,,The Cellar". Jest to blog o zupełnie innej tematyce, ale mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. Bardzo bym prosiła o podarowanie mi kolejnej szansy, nawet jeżeli mój blog niezbyt Wam przypadł do gustu - być może kolejny przyciągnie Waszą uwagę. Przy okazji dziękuję Marcie, która wykonała dla mnie szablon nowego bloga. A na sam początek podaję link do zapowiedzi FF "The Cellar".
Żegnam się z Wami i widzimy się (bądź nie - to już zależy od Was) na nowym blogu, wspólnie przeżywając kolejną historię. Kocham Was i jeszcze raz dzięki, dzięki, dzięki. ♥
JEŻELI CHCESZ BYĆ POWIADAMIANA O NOWYCH ROZDZIAŁACH FANFICTION ,,THE CELLAR" - SKONTAKTUJ SIĘ ZE MNĄ PRZEZ TWITTERA, E-MAILA BĄDŹ KOMUNIKATOR GG!
01.06.2014 o godz. 20:18
Zwiastun
jeśli ktoś ma chęć obejrzeć zapraszam i to adres mojego bloga który prowadzę . http://nsn-bo-marzenia-sie-spelniaja.bloblo.pl
Tagi: Zwiastun
26.04.2014 o godz. 13:33
Rozdział długi, ale wydaje mi się, że dużo się dzieje. Starałam się, by niczego nie zabrakło. Mam nadzieję, że się spodoba. Dziękuję i miłej lektury. :)


Oczami Julii

Kolejne dwa tygodnie minęły głównie na wspólnym spędzaniu czasu. Trudno wybrać ulubione ze wszystkich naszych spotkań tamtych dni. Poszliśmy razem na parę lekcji tańca, po których zazwyczaj zostawaliśmy w sali, by wymyślać własne układy lub po prostu powygłupiać się przed lustrem do muzyki, dopóki nie wygoniła nas kolejna grupa taneczna przygotowująca się do zajęć. Z racji tego, że raz nie mieliśmy ochoty wychodzić, nasze serca waliły jak oszalałe, a po skroniach spływały strużki potu, usiedliśmy pod ścianą i patrzyliśmy na rozciągające się baletnice i baletmistrzów. Ten widok zalał mnie falą wspomnień. Przypomniały mi się lepsze czasy…
Miałam wtedy pięć lat. Jakkolwiek to brzmi, prawnie byłam już od ponad dwóch lat dzieckiem mamy. Wszystko wydawało się być lepsze niż teraz… Żyłam w na pozór normalnej rodzinie z obojga rodzicami. Mama miała dla mnie więcej czasu niż teraz. Organizowała mi lekcje baletu i skrzypiec. Wtedy mieszkałyśmy również z ojcem. W zasadzie ciężko to nazwać mieszkaniem – bardzo rzadko bywał w domu. Często wyjeżdżał. Był dziennikarzem i podróżnikiem. Zwiedził chyba cały świat… Raz nawet zabrał mnie do Afryki, pamiętam… To był pierwszy i ostatni raz, kiedy znalazłam się za granicą (do czasu wyjazdu na trasę z Justinem). Jedyne co pamiętam, to mój strach przed szczepieniami i nasze wspólne zdjęcie na safari. Nawet, kiedy uklęknął, był wyższy ode mnie… W tle wędrowały żyrafy. Jeszcze rano mama wiązała mi warkocze… To był chyba jedyny raz, kiedy się mną zainteresował.
Nie chciał mnie. I dobrze to wiedziałam. Zorientowałam się za późno, ale zdaje się, że najwcześniej jak się dało. Byłam za mała, by zrozumieć. Nie było go w domu, bo wcale nie miał ochoty tam przebywać. Nie czuł do nas zupełnie nic. Żadnej więzi, żadnej miłości. Wiem, że to był pomysł mamy, by mnie przygarnąć. Wiem nawet to, że to był jej pomysł, by w ogóle mieć dzieci. Jego zupełnie nic nie obchodziło. Mówił ,,rób co chcesz”, do czasu, kiedy mama zaadoptowała niespełna trzyletnią dziewczynkę z zagranicznego sierocińca. Zdaję sobie sprawę, że jej to odradzał. Mama pewnie myślała, że w końcu mnie pokocha jak własną córkę, że z czasem to nie będzie miało większego znaczenia. Ale jak widać, istnieją ludzie, którzy nie są stworzeni do miłości.
Ciekawe, gdzie teraz jest. Czy nadal zwiedza afrykańską puszczę, sawannę i Saharę w tej samej czapce podróżnika? Czy tak jak dawniej ma ślady wokół oczu po okularach przeciwsłonecznych?
Gdy od nas odszedł wszystko się zmieniło na gorsze. Mama musiała znaleźć pracę. Coraz rzadziej bywała w domu, zajmowała się mną babcia albo sąsiadka. Mieszkałyśmy w małym mieszkanku. Musiałam zrezygnować z lekcji tańca i muzyki. Mama nie miała dla mnie czasu ani pieniędzy. Nigdy nie nauczyłam się pływać, jeździć na czymkolwiek poza rowerem. Moje dzieciństwo było nieco… nudne. Całe dnie tylko rysowałam jakieś bazgroły, które mama wieszała na lodówce czy na ścianie przy łóżku, czasem obejrzałam bajkę w telewizji... Moje nadzieje, że moje życie się odmienia na lepsze, częściowo legły w gruzach i zaczęłam się zastanawiać, czy nie było mi lepiej w domu dziecka. Ale nie, nie było.
Wracając do Justina, dodam, że raz pojechaliśmy na drugi koniec miasta do innej szkoły tanecznej, tylko po to, żeby wpaść do jakiejkolwiek sali w środku lekcji i zrobić niespodziankę uczącym się tańca fanom. Wtargnęliśmy do środka – ja z grzechotkami, a Justin z krowim dzwonkiem – i zaczęliśmy skakać wokół nich, dopóki nie zorientowali się kim jesteśmy i nie rzucili nam (a raczej Justinowi) na szyję. Filmik, pokazujący reakcję fanów, trafił do Internetu.
Prócz niego opublikowaliśmy też na serwisie YouTube filmik naszego własnego układu tanecznego do remixu piosenki ,,Minnie The Moocher”. Może nie był wykonany bardzo profesjonalnie, ale muszę przyznać, że wyszedł nam świetnie. I mieliśmy frajdę ćwicząc i obmyślając kolejne kroki. Upewniłam się, by układ miał zabawny klimat i był wykonany w komediowym stylu, by Beliebers (szczególnie te, które za mną z niewiadomych przyczyn nie przepadają) nie były zazdrosne i z przyjemnością mogły to oglądać. Ogólnie taniec ,,opowiadał” o tym, że jestem pewną atrakcyjną dziewczyną, od której Justin nie mógł oderwać wzroku. Podążał za mną po całej sali, a gdy w końcu zwróciłam na niego uwagę, zaczęliśmy się popisywać, by udowodnić temu drugiemu, że jest się lepszym w tańcu, dlatego ja powtarzałam każdy ruch po Justinie, a on po mnie. Komizm sytuacji polegał również na tym, że przez większość dynamicznego, pełnego energii układu tańczyłam z torebką w ręce lub na ramieniu, którą przypadkiem upuściłam na sam koniec, a Justin niczym prawdziwy dżentelmen, podał mi ją do ręki. Odebrałam ją, zarzuciłam mokrymi od potu włosami i, zdyszana, odeszłam pewnym krokiem.
Cieszyłam się, że film spodobał się Beliebers… I nawet nie było dramy na Twitterze. A podczas samych ćwiczeń zrzuciłam dwa kilogramy i nie miałam siły nawet pójść do domu, więc Justin niósł mnie na baranach (bo stwierdziliśmy, że gdyby niósł mnie na rękach, wzbudziłoby to większe podejrzenia) do samochodu.
Oprócz tego kilka razy urządziliśmy sobie piknik w odległym od szumu miasta cichym parku. Bywało, że dołączały się do nas Beliebers lub po prostu podbiegała grupka fanek, prosząc o zdjęcia. Pojechałam z Justinem również na jeden darmowy koncert. Czasem wychodziliśmy na wieczorny spacer i napotykaliśmy fanów. To były naprawdę wspaniałe momenty… Nie mogłam uwierzyć, że Beliebers cieszyły się także na mój widok. Miały mnie za członka ekipy Justina i za bliską mu osobę. Justin raz powiedział, że zauważył, że moje zachowanie i zachowanie jego fanów czasami się pokrywa. Zgodziłam się z tym. Przecież byłam jedną z nich i powtarzałam im to przy każdej okazji.
Spędzaliśmy też czas w mniej przyjemny sposób, np. na nauce. Justin powtarzał gramatykę francuskiego, bo przygotowywał się do ważnego egzaminu, który gwarantował zdobycie certyfikatu zaświadczającego o jego znajomości z języka na wysokim poziomie. Ja miałam co chwilę różne sprawdziany, a że miałam problemy z fizyką, a Jus koniecznie chciał mi pomóc, spędził parę wieczorów nad książkami, by być w stanie mi wytłumaczyć najważniejsze zadania. To było kochane z jego strony. Jednak zawsze, gdy siadaliśmy nad książkami, nie potrafiliśmy się skupić, i kończyło się na tym, że ganialiśmy się po całym bloku jak dzieci albo przewalaliśmy na podłodze, próbując załaskotać siebie nawzajem na śmierć.
*

- I teraz… - tłumaczył Justin, nachylony nad brudnopisem. Ucichnął na chwilę i, wpatrzony w łańcuch obliczeń, przygryzał końcówkę długopisu. – …trzeba przekształcić wzór... Teraz podstawiamy dane… A wynik musimy podzielić przez dwa, bo w poleceniu jest napisane, by… Możesz zdjąć tego szczura z mojego ramienia?
- Fretka! – zawołałam, głaszcząc mięciutkie futerko. Zwierzątko przespacerowało się z jednego ramienia chłopaka na drugie, spojrzało w dół, ustalając na jakiej wysokości mniej więcej się znajduje, po czym zajrzało Justinowi do ucha.
- Możesz to…?! – wrzasnął, po czym roześmiał się głośno, próbując strzepnąć z siebie niewinnego szczura.
- Uważaj, zrobisz jej krzywdę. – zaprotestowałam, usiłując ściągnąć Fretkę z Justina, ale ta uparcie trzymała się ostrymi pazurkami jego bluzki.
- Jest za ciekawska. Zajrzała mi już chyba wszędzie.
- A to nie ta druga wlazła ci wtedy do gaci?
- Nieważne! – odparł, rozkładając ręce. Po chwili wzdrygnął się, bo szczur począł wchodzić mu na głowę. – Boże, możesz to wziąć? Rozwali mi fryzurę.
- ,,To” ma imię.
- Julka! Błagam cię, skup się! Ja spędziłem trzy noce nad tymi książkami i chcę, byś dostała dobrą ocenę, a ty mi wkładasz szczura na głowę! – krzyknął, po czym zamilkł, oczekując odpowiedzi. Próbowałam powstrzymać się od śmiechu, kiedy przez kosmyki włosów Justina wyjrzał drobny pyszczek zwierzęcia i zastygł w bezruchu, napotykając mój wzrok. Ale próby te okazały się bezskuteczne, bo po chwili wydałam z siebie parsknięcie. – Takie śmieszne? – spytał.
- Gdybyś siebie widział! – zawołałam, nadal trzęsąc się ze śmiechu i robiąc mu zdjęcie telefonem.
- Jeśli to wstawisz na instagram, to ja opublikuję zdjęcie, na którym jesz małże, więc radzę ci… - ucichł, gdy odwróciłam ekran komórki w jego stronę i, mimo starań, by do tego nie doszło, wybuchł śmiechem. Zdjął szczura z głowy i niemal rzucił nim w kierunku klatki. – Fuj, jak ja nie lubię takich stworzeń. I ten ogon… Ciągnie się jak glista… No, nieważne. Sprawdźmy, czy mnie słuchałaś. Więc… co powinniśmy teraz zrobić?
- No… Użyć tego wzoru na pojemność tego czegoś…
- Nie ,,tego czegoś”, tylko kondensatora. I nie. To robiliśmy jakąś… - spojrzał na jeden z trzech swoich zegarków. - …godzinę temu.
- Ale ty masz fajne włosy w tym miejscu… - powiedziałam, gładząc go palcem wskazującym po skroniach. – Takie miłe w dotyku…
Odchrząknął.
- Julka… - szepnął, chwytając moje ręce za nadgarstki i opuszczając je. – Posłuchaj. Po pierwsze, jeśli uczę się czegoś tylko po to, by ci pomóc w przygotowaniach do sprawdzianu, to proszę, przynajmniej spróbuj się skoncentrować, ok? I druga zasada. Nie dotykaj moich włosów. Nikt nie może dotykać moich włosów, ok? Nikt. Tylko ja i parę fryzjerów. A poza tym tylko ja. Tylko! Nie ty… - wskazał na mnie. – Nie ty. – wskazał na baraszkującą w misce z chipsami Fretkę, która zastygła w bezruchu, wyczuwając na sobie nasz wzrok, chwyciła w zęby jeden z chipsów i popędziła do klatki. – I ty też nie. – wyciągnął palec w kierunku drugiego szczura, który również od razu czmychnął do klatki, by rozpocząć bitwę o jedzenie z towarzyszką. – Tylko ja dotykam moje włosy, bo to moje włosy. Moja intymna sfera. I… skończyłem.
Przewróciłam oczami i oparłam się o niego, powoli zasypiając, kiedy tłumaczył mi kolejne zadanie.
*

O dziwo, spędzaliśmy również czas razem z kolegami Justina. Raz np. poszli wspólnie pojeździć na desce, a ja cały wieczór przesiedziałam na ławce patrząc się na ich popisy, a szczególnie na popisy Justina, który nie potrafił się powstrzymać od nieustannego pokazywania swoich umiejętności, a czasem nawet od wołania mojego imienia niczym małe dziecko, chcące zwrócić na siebie uwagę. Dookoła placu zebrały się Beliebers, a z racji tego, że byłam najbliżej (ławka niemal dotykała oddzielającej nas kraty), wyciągały do mnie ręce i zagadywały mnie, prosząc o zdjęcia, na które niechętnie się zgadzałam (uważałam, że na każdym z nich wyszłam fatalnie).
Każda spędzona razem chwila była dla mnie skarbem, kolejnym spełnionym marzeniem i schodkiem do pełni szczęścia.
Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli jesteśmy bardzo szczęśliwi, powinniśmy się spodziewać czegoś, co nagle i nieoczekiwanie zakończy ten przyjemny czas… I rzeczywiście, zupełnie nie spodziewałam się, że to coś nadejdzie.
I że jest już tak blisko.
Oczami Justina

Pewnego dnia
Pomachałem Julii przez okno na dobranoc. Już za nią tęskniłem, chociaż dzieliło nas kilka metrów i dwie szyby naszych okien. Skończyłem dziś nasze spotkanie wcześniej, by mogła się wyspać do szkoły. Grubym czarnym markerem napisałem na kartce wzór, który musiała obowiązkowo pamiętać na sprawdzianie, który miała następnego dnia, i odwróciłem w jej kierunku, po czym jeszcze raz się uśmiechnąłem i odwróciłem wzrok.
Zdążyłem zaledwie się przeciągnąć, zanim usłyszałem sygnał wiadomości dochodzący z telefonu. Nie byłem zaskoczony, widząc ten sam numer, co zwykle. Selena.
Naprawdę musi mieć wyrzuty sumienia, jeżeli nie chce dać mi spokoju, pomyślałem. Wtedy pojawiła się wątpliwość, czy dobrze robię, nie odpisując jej. W końcu, jeżeli szczerze żałuje, nic nie zaszkodzi mi jej wybaczyć. Potem i tak odejdziemy w swoje strony. Julka mówi, że trzeba wybaczać.
Miałem zamiar zastanowić się, co jej odpowiedzieć, kiedy telefon zawibrował mi w dłoni. Zaskoczony stwierdziłem, że serce zabiło mi dwa razy szybciej i poczułem gulę w gardle. Przez chwilę wpatrywałem się w ekranik, aż pod wpływem impulsu, odebrałem. Ale nie zdołałem nic powiedzieć.
Usłyszałem jej głos. Był taki sam jak wcześniej, gdy zwykliśmy gadać godzinami przez telefony, bo tęskniliśmy za sobą zawsze – gdy nie widzieliśmy się kilka godzin czy dni. Od razu, gdy go usłyszałem, przypomniała mi się jej twarz, taka śliczna, miła, sympatyczna, jej włosy, zawsze idealnie się układające, błyszczące, które z łatwością przelewały się między palcami. Jej usta… po prostu idealne, błyszczące na brzoskwiniowo albo truskawkowo. I jej skóra, taka gładka, delikatna na całym ciele… I jej dłonie… były takie idealne, gdy mnie dotykała. Patrzyłem na nie i chciałem, by mnie dotknęła.
- Oczywiście, że ci wybaczam… Co to za pytanie? – wyszeptałem, mimowolnie zmieniając głos na niższy. Całe szczęście nie spytała, dlaczego nie odpisywałem. Widocznie znała odpowiedź. Jednak nastała dłuższa chwila ciszy, po tym jej słowach ,,Tęsknię za tobą…”. – Ja też. – odpowiedziałem krótko, starając się nie okazywać swoich emocji.
- Czasami myślę o tobie, a ty? Też o mnie myślisz? – spytała, ale nie dała mi czasu na odpowiedź. – Nie powinnam pytać. Nieważne. W dodatku pewnie już sobie ułożyłeś życie beze mnie. Chodzisz z tą Julką, tak?... Wprawdzie w wywiadach temu zaprzeczacie, ale my też to robiliśmy, pamiętasz? – jej głos nieco ścichł i przybrał smutniejszy ton. Odchrząknęła. – Nie, to nie moja sprawa… - dorzuciła. Wpatrywałem się w jeden punkt na ścianie. Nie poruszyłem się ani razu. Jedyne co robiłem, to przełykałem ślinę. Nie otrzymując odpowiedzi, mówiła dalej. – Ale ostatnio o nas myślałam. – powiedziała. Znałem ją bardzo dobrze. Kojarzyłem ten ton. Chciało jej się płakać. Przerwy między zdaniami były coraz dłuższe i częściej zaczerpywała oddech. – I pomyślałam, że… byłeś moją pierwszą miłością. I jesteś… jedyną. – kolejna przerwa. Wiedziałem, że właśnie przełyka ślinę, powstrzymując łzy. – To już teraz nieważne, ale… hah… - nagle się uśmiechnęła. Zwykła uśmiechać się, płacząc, jakby śmiejąc z samej siebie. To samo zauważyłem kiedyś u Julki. Czy tak mają osoby, które cierpią? Które spotkało coś strasznego? – Mówię i zachowuję się jak pusta laska. Wydzwaniam do ciebie chyba od miesiąca, nie daję ci chwili spokoju… Nie sądziłam, że taka będę kiedykolwiek. Chciałam być samowystarczalna, sądziłam, że taka jestem… I wtedy pojawiłeś się ty i byłam gotowa zgodzić się na wszystko, co tylko zechcesz… - cisza. – Ale nie zadzwoniłam do ciebie po to, by wepchać się z powrotem do twojego życia i błagać o drugą szansę, tylko, by usłyszeć, że mi wybaczasz, że już wszystko w porządku. Ach… I za tamto co powiedziałam o tobie u Lettermana… też przepraszam.
Automatycznie usłyszałem w głowie śmiech ludzi i jej słowa ,,I made him cry”.
Nie chciałem, by myślała, że cierpię bądź cierpiałem przez nią. Jestem bez niej szczęśliwy! Mam Julkę. Mam wszystko, czego potrzebuje. I nie ma dla niej miejsca w moim życiu. Z jednej strony chciałem, by to wiedziała, z drugiej, serce mi pękało słysząc jej głos, niemal przesiąknięty łzami.
- Oczywiście nie chcę obowiązkowo zaczynać od nowa… Ale może miałbyś ochotę się spotkać, tak po prostu? Chcę zerwać to napięcie między nami… Jest takie… męczące. Ciężko przez nie oddychać, prawda? – pomyślałem, że prawie mi to wyjęła z ust. – Chociaż, pewnie tylko ja to czuję… - dodała. I znowu walczyłem z sobą, czy zaprzeczyć czy siedzieć cicho.
Czy jestem na to gotowy? By ją zobaczyć i udawać, że czuję się dobrze, mając ją tak blisko i czując ten sam ból, co dawniej? Czy to dobra decyzja? Czy to naprawi nasze relacje czy je pogorszy? Może po prostu powinienem zapomnieć… I prawie się udało, dopóki nie odezwała się do mnie po raz pierwszy od czasu zerwania.
- Zastanowię się…
- Ok… To daj mi znać… Cześć i dziękuję.
Wprawdzie wyszeptałem ,,pa”, ale tak cicho, że wątpliwa była możliwość, że mnie w ogóle usłyszała. Wszystko wskazywało na to, że zaraz z moich oczu polecą pierwsze łzy, ale powstrzymałem je. Zgasiłem światło i położyłem się, próbując zasnąć jak najszybciej, by nie zdążyć się rozpłakać. Ale nie udawało mi się. Każda łza dodawała mi ochoty na to, by uderzyć siebie za karę w twarz. Wkurzało mnie, że czasem po prostu nie umiem się powstrzymywać od płaczu. Wtedy przypominały mi się wszystkie wyzwiska rzucane w moim kierunku od ludzi z całego świata i niemal przyjmowałem fakt, że mogą być prawdą…
Miałem ochotę pobiec do Julki, zadzwonić do niej lub chociaż nawiązać z nią jakikolwiek kontakt przez szybę. Ale nie chciałem przy niej szukać pocieszenia. Chciałem radzić sobie sam… Sam.
Więc dusiłem ból w sobie, mając wyrzuty sumienia za każdą wylaną łzę, powstrzymując się od szlochu, krzyku i wyrywania włosów ze złości na samego siebie. I ten ból niszczył mnie od środka… Czułem to fizycznie.
Zwątpiłem, że odważę się na spotkanie z Seleną. Zwątpiłem nawet w to, że odbieranie tego telefonu miało jakikolwiek sens.
Kilka dni później
Ale wcześniej wątpiłem również w to, że w ogóle ten telefon odbiorę, a jednak to zrobiłem. I tak teraz stałem przed Seleną na ulicy, którą powoli ogarnia mrok. Wiatr rozwiewał nam włosy. Próbowałem zachować kamienną twarz, nie okazywać żadnej emocji. Tak, jakby było mi wszystko jedno.
Nie mogłem uwierzyć, że spaceruję z nią przy boku. Gdy wróciłem do domu nie byłem pewny, czy to nie tylko marzenia, z których zaraz się wyrwę i wrócę do normalnego życia. Ale to wszystko było rzeczywistością. Rozpacz przelewała się z radością. Niepewność z gniewem…
Ale później, po kolejnych rozmowach i niewielu spotkaniach negatywne emocje w większej części wygasły. Nie mógłbym tego nazwać zaufaniem, ale czułem, że teraz powoli naprawdę zaczynam wybaczać i to, co było, przestaje mieć znaczenie. I za każdym razem, gdy ją widziałem, nie musiałem się powstrzymywać od łez, ale od zbyt szerokiego uśmiechu.
Oczami Julii

Wtorek, 19:22
Ponad 20 minut temu Justin powiadomił mnie, że wkrótce u mnie będzie, a do tej pory się nie pojawił. Światło w jego pokoju było zgaszone. Postanowiłam pójść do niego, by sprawdzić, co się dzieje.
Wyszłam na korytarz i znieruchomiałam, gdy zobaczyłam roześmianego Justina gadającego z… Seleną. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że mnie zauważyli, a na mojej twarzy nadal malowało się zaskoczenie, o ile nie szok.
- O! Hej, Julka! – zawołał Justin. Zdaje się, że już dawno nie był taki szczęśliwy. W ogóle nie przejął się tym, że zastałam ich oboje na korytarzu przed jego mieszkaniem i nie wiedziałam, czy wziąć to za plus czy minus. – O ile się nie mylę, wy już się znacie. Julka, to Selena. Selena, to Julka. Pamiętacie siebie?
- Tak, oczywiście. – odparła Selena bez najmniejszego zawahania słyszalnego w jej głosie. Wyciągnęła do mnie rękę. – Cześć.
Uścisnęłam niepewnie jej dłoń.
- Hej… - wyszeptałam i zmusiłam się do uśmiechu.
- Nie uwierzysz, Julka! Wiesz co się stało? – zaczął Justin, nie mogąc przestać się uśmiechać. A potem emocjonująco opowiadał mi o czymś, ale nie docierały do mnie żadne z jego słów. Zrozumiałam jedynie to, że niedawno spotkał się od tak z Seleną i wszystko sobie wyjaśnili.
W pierwszej chwili zlękłam się. Bałam się, że będzie tak jak dawniej – Justin będzie miał dla mnie mniej czasu i jeszcze, broń Boże, do niej wróci! A potem pomyślałam, że może to i lepiej, że się pogodzili. Może Justin tego potrzebował. Oficjalnych przeprosin. Napięcie wyparowało i Jus zrzucił ciężar z barków. Nareszcie odetchnie z ulgą i zrobi mu się lżej na duszy.
W dodatku nie chciałam go o nic podejrzewać. Chciałam mu ufać i dać mu szansę. W końcu… na niczym ich nie nakryłam.
Dopiero po chwili zorientowałam się, że Justin ucichł i wypatrywał mojej reakcji. Jego oczy nieco posmutniały i uśmiech nie był już tak szeroki jak przed chwilą… Zabolało. Brak uśmiechu na jego twarzy był równoznaczny z wbijaną w serce ostrą szpilką. Tym bardziej, że miałam wrażenie, że przestał się uśmiechać przeze mnie.
Uśmiechnęłam się.
- Wow. To… świetnie! – zawołałam. – Naprawdę. – dodałam i na potwierdzenie spojrzałam na Selenę z zadowoleniem.
*

Później czasem, a nawet dość często, spotykaliśmy się w trójkę – ja, Justin i Selena – i spędzaliśmy razem czas, głównie za namową Jusa. Zabrał nas nawet na wspólny weekendowy wypoczynek nad brzegiem morza, gdzie się opalaliśmy i jedliśmy sorbet na tarasie restauracji. Zawsze czułam się niezręcznie w towarzystwie Sel. Zastanawiałam się, czy Justin naprawdę nie zdawał sobie sprawy z tego, że nie wypada zapraszać równocześnie swojej aktualnej dziewczyny i swojej byłej dziewczyny w to samo miejsce. Czy ty możliwe, że nie przyszło mu to do głowy? A może knuł chytry plan, by nas zaprzyjaźnić? I ostatnie pytanie: po co?
Czasem rzeczywiście przyjemnie się gadało (jeżeli w ogóle się do siebie odezwałyśmy). W głównej mierze to Justin na przemian spędzał czas ze mną, a później z Seleną, a my dwie ze sobą – prawie wcale. Po prostu, niby kwestią przypadku, przebywałyśmy w tym samym miejscu i zachowywałyśmy się, jakbyśmy nie zwracały na siebie uwagi. Zdziwiło mnie, gdy Sel odezwała się pierwsza, najpierw komplementując moją bluzkę, a potem przywołując temat moich długich włosów… Rzeczywiście, była miła i miała sympatyczny głos, ale miałam wrażenie, że wszystko, co mówi, jest fałszywe. A największym problemem było to, że we wszystkim była lepsza ode mnie. Była szczuplejsza, piękniejsza, miała ciuchy ładniejsze od moich (i nie chodziła wciąż w tym samym jak ja), jej włosy układały się lepiej i nawet jej sposób poruszania się nie był tak ociężały jak mój – poruszała się lekko i biegała z łatwością. Nie musiała się szczególnie starać, by ładnie wychodzić na zdjęciach, które robią jej ukryci fotoreporterzy, ani by czarować swoim słowem i wyglądem, gdy był przy niej Justin. Pierwszą moją myślą po jej zobaczeniu było ,,nietrudno się zakochać w kimś takim”.
Po prostu nie potrafiłam przy niej zachowywać się naturalnie. Ciężko było to zauważyć, bo zawsze staję się nieśmiała przy osobach, które nie są mi bliskie – np. przy kolegach Justina. Ale Jus zauważył mój smutny wyraz twarzy na jednym z naszych spotkań z Seleną, ale stwierdził, że jestem zwyczajnie zazdrosna. A ja nie jestem zazdrosna! Po prostu jej zazdroszczę…
Czyli jestem zazdrosna…
Trochę.
Ale nadszedł dzień, kiedy wróciłam po kolejnym spotkaniu z Justinem i Seleną do domu i, po chwili depresji i przygnębienia, dotarło do mnie, że mój smutek nie ma sensu. Nie było żadnego powodu do płaczu, do podejrzeń czy strachu, do sądzenia, że jestem kimś gorszym niż Sel i do siedzenia w cieniu. Stwierdziłam, że w końcu trzeba pogodzić się ze wszystkimi problemami, pozwolić im być i nie dopuścić do tego, by mnie ugięły i zabrały całą radość życia. Od teraz chciałam zachowywać się naturalnie przy wszystkich, nie bać się być osobą, którą jestem, przed innymi.
Oczami Justina

Pewnego dnia
Tego dnia po szkole miałam zajęcia w szkole tanecznej. Nie chodziłam już na próby Justina, więc nie uczyłam się tańca towarzyskiego. Uczęszczałam na zajęcia tańca nowoczesnego i, mniej więcej od mojego powrotu z trasy Justina, również na akrobatykę, ale nie było to coś zapierającego dech w piersiach, gdyż to były, oczywiście, dopiero początki.
Tego dnia miałam pierwszy raz unieść się nieco wyżej na trapezie. Do tej pory ćwiczyłam na nim tuż nad ziemią. Musiałam mieć bardzo dobry dzień, bo zaprosiłam na lekcje Justina, by mógł zobaczyć moje pierwsze prawdziwe wznoszenie się na drążku. Nie bałam się porażki.
To wydawało się o wiele prostsze niż było w rzeczywistości. Powiedziałam pani, że chcę być ostatnia i w czasie, gdy inni uczniowie po kolei podchodzili do trapezu i ćwiczyli na nim, ja z innymi robiliśmy figury.
- No to idę! – zawołałam pewnie, gdy pani wywołała moje imię. Właśnie w chwili, kiedy leżałam na materacach z drążkiem, który lada moment miał się unieść, pod kolanami, do pomieszczenia wszedł Justin, a tuż za nim… Selena. Świetnie. Nawet tu musiał ją przyprowadzić? Z początku myślałam, że zeżre mnie stres, ale było inaczej. Metaforycznie machnęłam na to ręką i przypomniało mi się o moim niedawnym postanowieniu. Bądź sobą. Staraj się z całych sił i nie dopuszczaj myśli, że się nie uda, a jeżeli coś pójdzie nie tak, przyjmij to z godnością. – Jak zawsze spóźniony! – krzyknęłam w kierunku Justina z uśmiechem i wskazałam na niego ręką.
- Nie spóźniony, tylko idealnie punktualny. – poprawił mnie. Po czym oboje stanęli pod ścianą, wpatrując się we mnie i mamrocząc coś do siebie nawzajem.
Przez chwilę martwiłam się tylko tym, jak idiotycznie będę wyglądać, gdy drążek wzniesie mnie w górę, zawisnę do góry nogami, powoli robiąc się czerwona. Z zamyślenia wyrwało mnie drgnięcie trapezu, który sekundę potem zaczął się unosić. Wszystko było ok, dopóki nie mogłam dosięgnąć podłogi palcami u rąk i pisnęłam ze strachu.
- Nie byłam gotowa!
- Spokojnie… Już nieraz to robiłaś. Teraz po prostu jesteś trochę wyżej. – uspokajała mnie nauczycielka.
Jej słowa zagłuszył mój pisk. Machałam rękami w poszukiwaniu czegokolwiek, za co mogłam się złapać, ale w pobliżu nie było niczego takiego. Gdy wyciągałam rękę w górę, w kierunku drążka, również nie mogłam go dosięgnąć. W tym celu musiałabym się poruszyć, czego straszliwie się bałam.
- Jesteś zabezpieczona. Nie ma się czego bać. – instruktorka próbowała ukoić moje nerwy.
- Kiedy to przestanie się unosić?! – wrzasnęłam i właśnie w tym momencie trapez zastygł w bezruchu na wysokości jakichś trzech metrów. – Dziękuję!
W rzeczywistości czułam się, jakbym wisiała nad budynkami i drapaczami chmur całego Los Angeles na niewidzialnej linie.
- I super! Wisisz. – stwierdziła. – Teraz usiądź.
Usiądź? Usiądź?! Przestraszyłam się tak bardzo, jakby co najmniej kazała mi stanąć na drążku na jednej nodze, odbić się, zrobić szpagat w powietrzu i przy lądowaniu zrobić przewrót w przód.
Jeszcze raz wyciągnęłam rękę ku górze, ale nie wyczułam zupełnie nic. Głowa powoli zaczynała mnie boleć od kilkunastu sekund zwisania głową w dół. Spięłam mięśnie brzucha, jakby robiąc brzuszek w powietrzu do góry nogami, ale przy tym z pozoru niewielkim ruchu, cały trapez zawieszony na linach zachwiał się raz w lewo, raz w prawo.
- O matko! O Boże! Oo! Aa! – krzyczałam. Dopiero po chwili docierały do mnie własne słowa. To był jedyny moment, kiedy cieszyłam się, że wiszę głową w dół i prawdopodobnie jestem cała czerwona, gdyż nie dało się dostrzec moich rumieńców. Oprzytomniałam, przypominając sobie o moim zamiarze. – Ok, uda się! – wrzasnęłam. Zebrałam wszystkie siły, spięłam mięśnie brzucha, wyciągnęłam rękę i udało mi się chwycić pomocniczy uchwyt, a potem podciągnąć się na nim do pozycji siedzącej. Kurczowo chwyciłam się lin po obu swoich stronach i odetchnęłam z ulgą.
- Jest! Udało się! – zawołała Selena.
- Brawo, Julka! – wrzasnął na całą salę Justin. Usłyszałam jak klaszcze, ale nie mogłam tego zobaczyć – siedziałam tyłem do niego, a bałam się jakkolwiek poruszyć. Teraz, gdy siedziałam, wydawało się, że jestem jeszcze wyżej niż przed chwilą. Dopiero po chwili zmusiłam się do spojrzenia za siebie, na Justina.
- O nie. Proszę pani, to się obraca, prawda? – spytałam z nadzieją, mając na myśli trapez.
- Nie kombinuj, Julka. Odwróć się do nich. Po prostu najpierw przestaw jedną nogę na drugą stronę drążka, a potem drugą, ok? – mówiła uspokajającym głosem.
- Ok… Yolo. – powiedziałam, chociaż wyraz mojej twarzy zdradzał coś zupełnie innego. Przełożyłam jedną nogę na drugą stronę drążka. Teraz siedziałam na nim, mając go, jakkolwiek to brzmi, między nogami. Liny, a razem z nimi trapez, zachwiały się mocno i ryzykownie. Złapałam się za jedną z nich, ale mimo to, czułam się bardzo niebezpiecznie. Co by było, gdybym teraz spadła? Trzymam się tylko jednej liny obiema rękami. Nie dałabym rady. Wprawdzie nic by mi się nie stało, ale byłoby strasznie. Przełknęłam głośno ślinę. Teraz wystarczyło przełożyć drugą nogę i usiąść przodem do Justina i bardzo szybko złapać się drugiej liny, by nie stracić równowagi, co w moim przypadku jest wręcz nieuniknione.
- Wszystkie twoje ruchy wykonujesz bardzo szybko i energicznie, dlatego trapez się chwieje. – zwróciła uwagę nauczycielka, zadzierając głowę. – Spróbuj przełożyć nogę powoli, delikatnie ją położyć na drążku, w międzyczasie chwycić się drugiej liny. Spokojnie.
- Dawaj, Julka! – krzyczał rozgorączkowany Justin, klaszcząc donośnie w dłonie. – Uwaga! – wrzasnął, widząc, że powoli przekładam nogę, po czym zamilkł i nastała dramatyczna chwila ciszy. Położyłam nogę delikatnie na drążku, chwyciłam się drugiej liny i nawet poprawiłam, by nie ześlizgnąć się z trapezu. – Brawo! – wstał Justin i znowu zaczął klaskać. – To było piękne!
Za namową pani, spróbowałam wstać i… udało się. Nogi mi wprawdzie na początku drżały, ale potem się uspokoiłam. Szybko opuściłam się w dół, siadając z powrotem na drążku – tak, jak robiłam to tuż nad ziemią. Potem znów usiadłam tyłem do Justina, by za chwilę zrobić coś, do czego najtrudniej się zmobilizować.
- A teraz – zaczęła instruktorka. – tak, jak siadałaś na drążku, teraz zrób to samo, ale w odwrotną stronę. Zawiśnij. Po prostu odchyl się do tyłu, pozwól sobie opaść i zawiśnij.
Już chciałam wymamrotać coś w stylu ,,O Boże”, ale naprawdę chciałam wywrzeć wrażenie na Justinie i Sel, więc niemal natychmiast puściłam liny, pozwoliłam opuścić się swojemu ciału. Poczułam paniczny strach, czując siły, które ściągają mnie coraz szybciej w dół. W końcu znalazłam się w tej samej pozycji, co na początku – zwisając na drążku umieszczonym pod kolanami.
- Opuści mnie pani? – spytałam jak najsłodszym głosem się dało w tak nieprzyjemnej pozycji.
- Nie, sama zejdziesz. Tak, jak cię uczyłam.
- A może być nieumiejętnie? – spytałam półżartem i usłyszałam krótki śmiech Justina. Trapez zjechał ociupinę niżej. Podciągnęłam się nieznacznie do góry, chwyciłam obiema rękami uchwytów, pomału wyciągnęłam nogę znad drążka i opuściłam ją. Z drugą bałam się zrobić podobnie, więc przez chwilę wisiałam tylko na jednej nodze w mojej autorskiej wymyślonej w tamtej chwili pozie.
- Wow, Julka. Tego cię jeszcze nie uczyłam. – zaśmiała się nauczycielka, a z nią również Justin, który przybiegł bliżej, by się przypatrzeć. W końcu opuściłam i drugą nogę i po chwili zwisania na rękach, puściłam się uchwytów i spadłam na materace.
Zdążyłam zaledwie otrzepać ręce, zanim Justin przydreptał mnie przytulić od tyłu.
Oczami Justina

A potem rzadziej spotykaliśmy się we trójkę. Częściej spotykałem się z Seleną niż Julką, która miała szkołę i mnóstwo nauki. Z Sel współpracowaliśmy w studiu, pojechałem też na jej koncert. To wszystko zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Tęskniłem na atmosferą panującą na koncertach, a dzięki Sel mogłem poczuć adrenalinę jeszcze raz. Z Julką przeważnie oglądaliśmy filmy i czasem pomagałem jej w pracach domowych, więc nic nadzwyczajnego nie robiliśmy.
Właśnie to zmusiło mnie do przemyśleń, czy z Seleną nie było mi kiedyś lepiej i czy to nie Selena bardziej do mnie pasowała. Miała podobne życie do mojego, więc także podobne problemy. Pojawiły się też wątpliwości, czy Julia będzie mogła być ze mną tak szczęśliwa, jak mogłaby być Sel…
Na początku odrzucałem podobne myśli. Jestem z Julką i tyle, powtarzałem. Ona jest dla mnie dobra i jest tą, którą potrzebuję. Zastanawiałem się nawet czy nie zerwać kontaktów z Sel, ale zanim zdążyłem się zastanowić, jak jej to powiedzieć, już było za późno…
Oczarowała mnie. Po raz kolejny. Nie było to takie trudne. Jak zauważyła Julka, ,,nietrudno zakochać się w kimś takim”. W kimś perfekcyjnym. Z pozoru. Nie sztuką jest kochać, jeśli kochamy tylko ideały.
Oczami Julii

Jakiś czas później
Podczas wykonywania trzeciego zadania z geometrii, z ulgą stwierdziłam, że ktoś naciska klamkę z drugiej strony drzwi do mojego pokoju. Justin uprzedzał, że przyjdzie.
- Puk puk? – spytał niepewnie, zaglądając do środka. – Można?
- Wchodź! – zawołałam, rozpromieniona. Rzuciłam cyrkiel razem z książką na poduszkę i podbiegłam, by go przywitać. Od przytulenia go powstrzymał mnie jednak widok nowych tatuaży – Justin miał nowy rękaw. Jego druga ręka była świeżo wytatuowana aż do łokcia. – O mój Boże… - wyszeptałam. Spojrzałam mu prosto w oczy i odchyliłam dekolt mojej bluzki. – Jest prawdziwy. – rzuciłam pewnym głosem. Justin spojrzał na koronę. Miała wyraźniejszy kolor niż ostatnim razem, gdy ją widział. Przesunął palcami po tatuażu.
- Jest prawdziwy… - powtórzył, nie dowierzając. Jego oczy nabrały dziwnego, smutnego wyrazu…
- Jeszcze ten. – dodałam, zawinęłam rękaw i pokazałam wytatuowany napis ,,Believe” na przedramieniu. – I wkrótce, z racji, że wiem już o twoim rękawie, również ten. – odkryłam wykonany henną tatuaż ,,Forgive”, znajdujący się tuż koło biodra.
- Nie musisz tego robić. – wyszeptał.
- Muszę. Dotrzymuję obietnic.
Staliśmy przez chwilę, wpatrując się w siebie nawzajem, dopóki Justin nie westchnął.
- Mam dla ciebie gorszą wiadomość, więc nie zamartwiaj się moimi tatuażami… - zaczął, położył rękę na moim barku i podszedł ze mną do mojego łóżka, na którym po chwili usiedliśmy. – Posłuchaj, Julka…
- Co…? – spytałam, przestraszona. – Co się stało?
Wiatr, uderzający z zapałem w szybę mojego okna, napawał mnie większym niepokojem.
- Julka, nie wiem, jak ci to powiedzieć… Od razu mówię, że cię kocham i nigdy w życiu nie chciałem cię skrzywdzić. – mamrotał przyciszonym głosem, patrząc się na nasze splecione ręce. Serce zatłukło mi w piersi.
- Co zrobiłeś? Zdradziłeś mnie? – pytałam podenerwowana ożywionym głosem. Wbiłam w niego przejęty wzrok.
- Nie, no co ty. Nigdy bym tego nie zrobił. – stwierdził uspokajającym tonem. Uśmiechnął się delikatnie, napotykając mój wzrok. – Po prostu… jakby to ująć?... – nastała niepokojąca cisza. – Pamiętasz, jak zaczął się nasz związek? Powiedzieliśmy ,,spróbujemy”. I spróbowaliśmy. – skierował wzrok na moje oczy i uśmiechnął się niepewnie. Spojrzałam na niego pytająco. – A pamiętasz, jak bardzo rozpaczałem po stracie Seleny? Ponad rok… Nie sądziłem, że kiedykolwiek się jeszcze spotkamy… Ale widujemy się od niedawna co jakiś czas. Wkrótce dotarło do mnie, że za tym tęskniłem i tęsknię do dziś… Po prostu o tym częściowo zapomniałem.
Odwróciłam wzrok i wyswobodziłam dłonie z jego uścisku.
- Tak myślałam. – wyszeptałam. – Wiedziałam, ale wolałam dać ci szansę...
- Rozumiem, że jesteś wściekła. Masz do tego prawo. – przerwał mi, nachylając się, by móc spojrzeć na moją twarz. – Ale sądzę, że nie masz o co. To po prostu była moja decyzja. Długo nad tym myślałem. Stwierdziłem, że to właśnie z nią będę szczęśliwszy, i że ty będziesz szczęśliwsza z kimś innym. Zrozum, ja i Selena mamy podobne życie… Ty znajdziesz kogoś o takim samym stylu życia… Zauważyłaś pewnie, że od miesiąca cię nie pocałowałem? Przez ten miesiąc byłem jakby singlem… i obserwowałem was obie, by być pewnym, czego naprawdę chcę.
Gdy usłyszałam jego ostatnie słowa, rozbolała mnie głowa. Położyłam dłoń na czole i zaśmiałam się panicznie. Gdy spojrzałam na niego, on również się uśmiechał.
- Nie powinieneś się teraz uśmiechać, wiesz? – rzuciłam. Uśmiech powoli zszedł mu z twarzy i został zastąpiony nutą smutku. – Więc zrobiłeś sobie z nas mini-konkurs. Rywalizowałyśmy między sobą, nie wiedząc o tym. Jakbyś był jakąś… cenną nagrodą. Szkoda, że nie powiedziałeś mi wcześniej, to bym ci ułatwiła wybór. – warknęłam mu w twarz. – Wiesz dlaczego? Bo w momencie, kiedy zaczynasz się zastanawiać, czy kochasz jakąś osobę, to na pewno jej nie kochasz.
- Julka… Co ty. Kocham cię! – wykrzyknął. Brak mi słów, by wyrazić, jak idiotycznie to zabrzmiało. ,,Zrywam z tobą, by być z inną, ale cię kocham!”.
- Co za bzdura! Czyj to był pomysł, by zrobić taki głupi konkurs bez naszej wiedzy?! Może jednego z tych twoich beznadziejnych kolegów, co?!
- Julka! – zawołał, oszołomiony moim zachowaniem. Do tej pory nigdy mu się nie stawiłam, nie miałam odwagi powiedzieć, jak bardzo wkurzają mnie jego debilni znajomi i bezmyślne błędy, które permanentnie popełnia.
- Mam dość, rozumiesz?! Mam dość! – krzyczałam, nie zważając na to, że prawdopodobnie usłyszy mnie moja mama. Wstałam, odchodząc parę kroków. – Wciąż muszę znosić twoje durnowate wybryki, twoje tatuaże, twoich ograniczonych umysłowo kolegów! Selena odeszła od ciebie, nie doznając nawet połowy mojego cierpienia! I teraz jeszcze to ty zrywasz ze mną! Zobaczymy, jak długo z tobą wytrzyma… - sapnęłam pod koniec, opierając się o komodę. – Było zbyt dobrze… Musiało się coś wydarzyć… - spuściłam głowę. Nie chciałam sobie pozwolić na płacz. Nie, póki Justin był przy mnie. – Od pewnego czasu spełniały się wszystkie moje marzenia… Po kolei… - wyszeptałam, odwracając wzrok w kierunku szyby.
I nagle do mnie dotarło. Z osłupienia mimowolnie wzięłam głęboki wdech. Spojrzałam z przerażeniem na Justina. Zacisnęłam paznokcie na drewnianej komodzie. Gdzieś głęboko w klatce piersiowej, czułam, jak ze strachu rośnie mi serce.
- Czytałeś… - wyszeptałam, wbijając w niego swój wzrok. – Czytałeś! – powtórzyłam głośniej. Przerażały mnie chwile ciszy, w których nic nie odpowiadał. Jedyne co robił, to siedział w bezruchu i patrzył się na mnie… ze współczuciem.
Oczami Justina

Współczułem jej. Nie chciałem jej ranić. Ale nie chciałem też jej długo oszukiwać. Musiałem jej powiedzieć…
- Jak dużo przeczytałeś?! – wrzasnęła. Nie ukrywała już łez, wypełniających jej oczy. Mimo pierwszego odruchu, by załagodzić sytuację słowami ,,nie płacz, skarbie”, schyliłem tylko głowę i odparłem:
- Wszystko.
Zamknąłem oczy i otworzyłem je dopiero, słysząc jej szybkie kroki. Z obawy, że zrobi coś głupiego, podbiegłem, by złapać ją za rękę, ale ona tylko sięgnęła po zeszyt leżący na półce. Wertowała prędko kartki, dopóki nie spostrzegła wzmianki o ślubie na jednej ze stron, jakby chciała się upewnić, że kiedyś naprawdę napisała takie słowa.
Po chwili chwyciła kartkę i przedarła ją na pół.
- Co ty robisz?! – krzyknąłem, próbując jej zabrać zeszyt. Ona jednak chwyciła kilka stron jednocześnie, gniotąc je i rozrywając. Gdy wyrwałem jej pamiętnik z rąk, w jej dłoniach pozostały skrawki papieru.
- Proszę! Masz! – rzuciła nimi we mnie. – Zatrzymaj je sobie! Zeszyt też. Jest twój.
- Julcia… - stęknąłem. Podążyłem za nią, gdy odeszła parę kroków. Książkę i kawałki papierków nadal trzymałem kurczowo w dłoniach. – Ale to twoje marzenia… Tak bardzo się starałaś, by to wszystko zrobić…
- Tak bardzo cię ciągnęło do tego zeszytu. Teraz jest twój! – krzyknęła, podnosząc z dywanu jeszcze jeden strzępek papieru i wpychając mi go brutalnie do rąk. – Zaufałam ci… Otworzyłam się przed tobą jak przed nikim… A ty… - ucichła na chwilę, by przełknąć łzy. Jej głos nie brzmiał już tak samo, gdy zaczęła mówić ponownie. – Ty byłeś kolejną osobą, na której się zawiodłam… Dla ciebie to było nic… A dla mnie… A ja myślałam, że… - zamilkła, schylając głowę i próbując dojść do siebie. Wyciągnąłem rękę, by pogładzić jej policzek, ale odrzuciła ją. Mogłem tylko patrzeć jak płacze na moich oczach, póki nie podniosła głowy. – Zburzyłeś moje ściany. Zadowolony?
Powiedziała, po czym wyszła z pokoju, kierując się do łazienki. Minęła minuta odkąd usłyszałem zatrzaskiwanie drzwi, a nadal stałem nieruchomo w jej pokoju, wpatrując się w nieznany punkt w oddali. W końcu zmusiłem nogi, odmawiające posłuszeństwa, by powędrowały za nią, zapukałem nieśmiało do łazienki i zawołałem tylko ,,naprawdę cię kocham i chcę, by było jak kiedyś”. Gdy usłyszałem jej dość nieprzyjemną odpowiedź, przynajmniej byłem pewien, że nie zrobiła sobie krzywdy – zresztą to nie byłoby do niej podobne. Wtedy opuściłem jej dom, wsiadłem do samochodu i rozpocząłem podróż do domu.
Na miejscu nadal dręczyły mnie wyrzuty sumienia, ale wiedziałem, że podjąłem dobrą decyzję. Postąpiłbym gorzej, oszukując ją i ukrywając prawdę. Wiedziałem, a przynajmniej miałem nadzieje, że czas wyleczy ranę jaką jej zadałem i po paru rozmowach, spotkaniach i prezentach będzie tak jak dawniej – kiedy byliśmy najlepszymi przyjaciółmi pod słońcem. Bo tą przyjaźń można przywrócić, prawda…?
Wiedziałem jedno. Pozostało mi zaciskanie zębów i przeczekanie tego strasznego okresu. A potem będzie idealnie. Będę z kobietą mojego życia – Seleną, i nie stracę również Julki, która będzie zawsze przy mnie. Nadchodzą dobre czasy.
Zdecydowałem, że sen zrobi mi najlepiej. Czułem dziwny niepokój. Bałem się, że Julia mi nie wybaczy, chociaż to nie byłoby do niej podobne. W dodatku świadomość, że cierpi przeze mnie, była okropna. Wolałbym wziąć cały ból na mnie. Ale nie mogłem. Więc cierpieliśmy oboje. Chciałem zasnąć, by nie myśleć o tym długo. Mógłbym łatwo wpaść w depresję.
Poszedłem do sypialni, w której niegdyś spędziłem noc z Julką. Postanowiłem spać gdzie indziej. Jednak jeszcze wcześniej przypomniało mi się, że powinienem zrobić coś ważnego. Podszedłem do szafki, by wyjąć stamtąd płytkę, na której były zdjęcia i filmy Julki z tamtej nocy. O filmach nic jej nie mówiłem, ale zamierzałem to zrobić… jednak dopiero po tym, jak się ich pozbędę.
Żadnej płytki tam nie było…
Przeszukałem cały pokój. Nie znalazłem jej. Wolałem nie panikować. Usiadłem na łóżku, by zastanowić się, gdzie mogła być.
Dopiero wtedy do mnie dotarło.
Po tamtej nocy, może dwa tygodnie później, zorganizowałem imprezę. Zaprosiłem mnóstwo ludzi, którzy przyprowadzali znajomych. Wielu gości nawet nie znałem z widzenia. Ale był tam ktoś, kogo skojarzyłem…
Nie pamiętałem jego imienia… Był dość potężnym, czarnoskórym mężczyzną, z pewnością przy forsie, co dało się wywnioskować z jego ubioru i ciężkich złotych łańcuchów na szyi. Muzyk. Koło trzydziestki. Kilkakrotnie aresztowany… Ale dlaczego akurat on przyszedł mi pierwszy na myśl?
Zrozumiałem dopiero wtedy, kiedy przypomniały mi się słowa któregoś z moich bliższych znajomych: ,,Lepiej się z nim nie zadawać. Nie wiadomo, co mu wpadnie do głowy… Zajmuje się dziecięcą pornografią.”.


Znowu potwornie długi rozdział, ale głównie dlatego, że przedostatni. Także chcę prędko to zakończyć.
Przepraszam za opóźnienia.
Po kolejnym rozdziale i epilogu, który pojawi się najprawdopodobniej w tej samej notce, zacznę nowe fanfiction, również o Justinie. Przeskakiwałam z pomysłu na pomysł i CHYBA już się ostatecznie zdecydowałam, ale czas pokaże... :) Mogę jednak obiecać, że Was zaskoczę kolejnym FF (oby pozytywnie).
Mam nadzieję, że rozdział Wam przypadł do gustu, a zwrot akcji wywarł na Was jakiekolwiek wrażenie.
Dziękuję Wam bardzo! Przypominam o sondach z prawej strony i o komentarzach. Kocham Was wszystkich. ♥
Tagi: 31
13.04.2014 o godz. 20:51
Oczami Julii

Po wyjściu Justina popędziłam do swojej sypialni i czekałam, wyglądając przez okno, dopóki światło w jego pokoju się nie zapaliło i nie pomachał mi przez szybę. Wtedy usiadł na łóżku tyłem do mnie i przeciągnął się. Jak widać nie był mną w tamtej chwili w żadnym stopniu zainteresowany, więc udałam się do kuchni zrobić sobie herbatę przed snem. Zbiegłam po schodach i zauważyłam czekającą tam na mnie mamę.
- Powiesz mi, o czym tak ważnym miałam się nie zorientować?
Musiała podsłuchać moją i Justina rozmowę. Wpierw się zdziwiłam, ale postanowiłam, że nie dam się zbić z pantałyku i zachowam spokój.
- O niczym. – odpowiedziałam bezceremonialnie i ominęłam ją szerokim łukiem. Wyjęłam z szuflady pudełko herbaty cytrusowej, ale po chwili zastanowienia zdecydowałam się na wiśniową.
- Nie bądź bezczelna. – odparła, zagradzając mi drogę do czajnika. – Powiedz mi.
- Nie musisz o wszystkim wiedzieć. – broniłam się. Byłam pewna, że mam rację. – Mam prawo do tajemnic. – dodałam, wiedząc, że mama będzie musiała się ze mną zgodzić. Jest psychologiem i dobrze wie, że żadne dziecko nie ma obowiązku mówić o wszystkim rodzicom.
- To prawda. – schyliła głowę. Westchnęła głęboko, pozwalając ulotnić się złości równie szybko, jak się pojawiła. Ominęłam ją raz jeszcze i zagotowałam wodę w czajniku. Z szafki wyjęłam mój ulubiony kubek. Ulubiony, bo dostałam go od Justina. Na kubku namalowany był kangur, a obok znajdował się podpis ,,Schowałbym się w twojej torbie, mała”. To był chyba najtańszy prezent od Justina.
Ciszę zagłuszał jedynie szum czajnika.
- Co się stało, Julia? – mama podeszła do mnie od tyłu, objęła mnie i oparła podbródek o moją głowę. – Kiedyś nie miałyśmy przed sobą tajemnic. Byłyśmy ze sobą tak blisko… A teraz, gdy sytuacja się polepszyła i mamy więcej pieniędzy, z reguły powinno być lepiej… A mam wrażenie, że między nami jest jakaś ściana.
Na te słowa od razu zabrzmiał w mojej głowie zachęcający głos Justina ,,Zburzmy ścianę” i uśmiechnęłam się pod nosem.
- To nie jest żadna tajemnica. – odparłam, zataczając koła torebką herbaty w filiżance wypełnionej gorącą wodą. – Po prostu są rzeczy, o których mamom się nie mówi. – stwierdziłam. Zastygłam w bezruchu, kiedy uświadomiłam sobie, że mówiąc tak zwiększam szanse na to, że mama zorientuje się, o co mi chodzi. Odwróciłam się do niej i spojrzałam na jej twarz.
Wtedy zrozumiałam. Kiedyś byłyśmy blisko. Co się z tym stało?
- Może nie powinnam była cię wypuszczać na trasę… Straciłyśmy dobry kontakt.
- Nie, mamo. – przerwałam jej w połowie zdania. – Dobrze zrobiłaś. Dziękuję.
W tym momencie nastała kolejna chwila ciszy. Odwróciłam się, sięgnęłam po kubek z herbatą i, nawet nie słodząc, podreptałam szybko w kierunku schodów.
- Poczekaj. – poczułam dotyk dłoni mamy na swoim ramieniu. Spojrzałam na nią. – Chodź… Usiądziemy, napijemy się herbaty i porozmawiamy… Tak jak dawniej.
Bardzo tego chciałam, ale wiedziałam, że to będzie równoznaczne z wyjawieniem jej prawdy. Będzie nalegała, zachęcała mnie, mówiła, jak bardzo mnie kocha… W końcu ulegnę. A wtedy co? Jeszcze bardziej straci do mnie zaufanie, da mi kazanie i zakończy krótkim ,,nie tak cię wychowałam”. Wspomni też o tym, że faceci tracą szacunek do kobiety po pierwszym razie, że nagle przestaje im zależeć. Nie chciałam tego wieczoru spędzić na płaczu. A już teraz, kiedy te słowa nie padły z ust mojej mamy, tylko usłyszałam je w mojej głowie, humor mi nie dopisywał.
- Chętnie, mamo. Ale nie teraz, proszę. Kiedy indziej. – odmówiłam, starając się brzmieć jak najdelikatniej. Gdy zobaczyłam jej smutną minę, zrobiło mi się żal. Nie chciałam, by się martwiła. Wiedziałam, że ma tylko mnie. A ja miałam tylko ją. I Justina. Jednak on nie był moją rodziną. A mama była. – Mamo… - uśmiechnęłam się. – Wszystko w porządku. Nie ukrywam nic ważnego.
- Więc dlaczego mi nie powiesz? – spytała, ale moment później westchnęła. – Nie, nie musisz. Masz rację. Masz prawo do zachowania paru rzeczy dla siebie. Powiedz chociaż, czy to zła czy dobra wiadomość.
- Mamo… - zastanawiałam się przez chwilę i w końcu zaśmiałam się pod nosem. Czy to zła czy dobra wiadomość, że wylądowałam w łóżku z Justinem? – Haha, mamo. Gdyby działo się coś złego powiedziałabym ci.
- Więc coś dobrego, tak? Myślałam, że gdy przydarza ci się coś fajnego, to chcesz się ze mną tym podzielić.
- Mamo, to nie jest ani dobra ani zła wiadomość. To po prostu fakt. To nic. Tak naprawdę to… nic ważnego. – wiedziałam, że pierwszy raz to jednak jest coś ważnego, ale nie znalazłam odpowiednich słów, by wytłumaczyć mamie, że nie ma powodu do zmartwień.
- Dobrze, Julia. Dobrze. – powiedziała i pozwoliła mi wrócić do pokoju. Ale gdy byłam w połowie drogi, zawołała. – Julia, to coś wspólnego z Justinem, tak?
- Mamo… - jęknęłam.
- Ok… Przepraszam. – powiedziała i oparła się o blat kuchenny.
5 minut później
- Ona chyba wie. – wyszeptałam do słuchawki, wpatrując się przez szybę w Justina, siedzącego w swoim mieszkaniu. – Jestem przyzwyczajona, że jej wszystko mówię… Czuję jakiś niepokój, gdy skrywam tajemnicę. Nie wytrzymam, chyba jej powiem, Justin.
- Co?! I co jej powiesz? ,,Mamo, przespałam się z Justinem, było fajnie!”
- Nie powiem, że było fajnie.
- A nie było? – spytał, zniżając głos i nadając mu seksowny ton. Przez szybę zobaczyłam jego typowo zalotną minę. Powoli powiększający się łobuzerski uśmiech.
- No było. – wyszeptałam i zaczęłam się szczerzyć do szyby. Dopiero po chwili powróciłam do rzeczywistości. – Przestań! Naprawdę, zaraz zejdę i jej powiem…
- Julka… Spokojnie. Jutro wracam do Kalifornii spędzić czas z mamą, muszę się wyspać. A wkrótce pewnie do taty i Jazzy i Jaxona. A ty idziesz do szkoły, więc też masz iść spać. I radzę ci nie mówić, bo twoja mama mnie znienawidzi.
- Ale… nigdy? – dziwiłam się. – Przez całe życie trzymać to w sobie…?
- Julia. – zaczął Justin, gdy opanował się po wybuchnięciu śmiechem. – Wiem, że pierwszy raz powoduje natłok myśli, emocji… - widziałam przez okno jak wylicza na palcach. – Że nadal jesteś w szoku i nie możesz uwierzyć i już wiesz, że te wszystkie obrazki w książkach od biologii nie są w stanie przedstawić prawdziwego ciała mężczyzny, ale…
W tym momencie zastanawiałam się, jaką głęboką myśl powie.
- Ale ci przejdzie.
- Co?!... – chwila ciszy. Justin znów parsknął śmiechem. – To ty… To ty nie czujesz tego co ja?! – krzyknęłam piskliwym głosem na tyle głośno, na ile mogłam sobie pozwolić, by moje słowa nie doszły do słuchu mamy. Po chwili zorientowałam się, że zabrzmiałam jak bohaterka filmu o młodzieńczej miłości dla dziecinnych nastolatków.
- Skarbie, oczywiście, że czuję… - powiedział i przyłożył rękę do szyby. Zrobiłam to samo.
- Aww… Kocham cię… - w tym momencie byłam pewna, że nawet zachowujemy się jak postacie takiego filmu. Pff, co z tego!
- To dziwne, bo jestem brzydki. – odpowiedział i znowu się zaśmiał.
- Nie miałbyś o sobie takiego zdania, gdybyś nie cykał tych idiotycznych fotek na tumblra.
Odpowiedzią był jeden z jego najgłupszych uśmiechów.
- Nieważne. Idę spać, zanim zdecyduję się na wyznanie mamie wszystkiego. Dobranoc.
- Dobranoc.
Ostatni raz przed snem spojrzałam na Justina (był piękny jak zawsze, nawet w workowatych spodniach w Mario) i zasunęłam zasłony.
Oczami Justina

Następnego dnia, Kalifornia
Po dość długiej podróży i przywitaniu się z mamą popędziłem na górę do sypialni, w której spędziłem jakiś czas temu noc z Julią. Uśmiechnąłem się na wspomnienie tamtego wieczoru. Usiadłem na łóżku i pogładziłem przyjemne w dotyku satynowe poszewki. Wyobraziłem sobie, że Julia nadal leżała na drugiej połowie łóżka i uśmiechała się do mnie delikatnie, zakrywając nieśmiało piersi długimi włosami. Teraz pewnie siedziała jeszcze w szkole. Co może mieć o tej godzinie? Pewnie geografię, zgadłem, znając jej plan lekcji na pamięć. Ciekawe, czy o mnie myśli…
Trudno było uwierzyć, że tęskniłem za nią, chociaż widzieliśmy się wczorajszego, a nawet dzisiejszego dnia z rana przez szyby okien.
Po chwili leżenia z zamkniętymi oczami i szczerzenia się na myśl o Julii, zorientowałem się, że jestem głodny. Zbiegłem na dół, powędrowałem do kuchni, zrobiłem sobie kanapkę i wepchnąłem sporą część bułki do ust. Zważywszy na to, że uwielbiałem przechadzać się jedząc smaczne rzeczy, chodziłem po domu w tę i z powrotem i rozglądałem się dookoła, bo dom był tak duży, że nie byłem w stanie zapamiętać każdego detalu. Zrobiłem rundkę po całej willi, aż wróciłem do punktu wyjścia, zrobiłem sobie kolejną kanapkę i zająłem się wpatrywaniem w mamę, która siedziała przy stole z laptopem i sprawiała wrażenie niezwykle zajętej. Zaszedłem ją od tyłu.
- Co robisz?
- Dziecko, nie mów z pełnymi ustami. – odparła, nawet nie odwracając się w moją stronę. – Właśnie próbuję się skontaktować z Dorothy, ale ona nie ma Skype’a i kombinujemy.
- A po co chcesz rozmawiać z mamą Julki?
- Muszę jej coś pokazać…
- Co pokazać? – dopytywałem się niczym małe dziecko. Wziąłem kolejny kęs bułki z szynką, pomidorem i chrupiącą sałatą. Bez pytania o pozwolenie, spojrzałem na zdjęcie, które jeszcze moment temu chowała pod dłonią. I znieruchomiałem.
Stałem jak wryty z ustami wypełnionymi kanapką i wzrokiem wbitym w zdjęcie nagiej Julii. Moja ręka pokryta tatuażami gładziła ją po policzku. Jej włosy zasłaniały jej piersi. Jej oczy były zamknięte, usta nieznacznie otwarte. Serce mi zabiło jak szalone, lecz tym razem nie z podniecenia. Wyczułem wbity w moją twarz stanowczy wzrok mamy. Szybko, zanim zdążyła zareagować, ściągnąłem zdjęcie ze stołu.
- Oddawaj to! I w ogóle wytłumacz, co to ma być?! – zaczęła krzyczeć. Już myślałem, że da mi w twarz, nie dając mi nawet przełknąć, ale tak się nie stało. – Tłumacz się!
Odłożyłem kanapkę na blat kuchenny i oparłem się o niego. Schyliłem głowę, nie wiedząc co mówić i co myśleć. Co pomyśli Julia? Nie wiedziała, że ją sfotografowałem. Co powie pani Dorothy, kiedy się dowie? Znienawidzi mnie. Pewnie nigdy mnie nie lubiła i sądziła, że mam zły wpływ na Julię. A teraz co? Nasze mamy zabronią nam się spotykać? Wszyscy mnie znienawidzą. Co myśli o mnie moja matka? Zawiodła się? Wpatrzyłem się w zdjęcie. Przecież to było takie niewinne zdjęcie… Nic nie było widać…
- Zaciągnąłeś Julię do łóżka, tak? Tego się po tobie nie spodziewałam. Nawet nie wiedziałam, że jesteście razem i nagle znajduje jej nagie zdjęcie na twoim łóżku! Justin!
Cisza.
- Słuchaj, bardzo się cieszę, że jesteście parą. Ale sądziłam, że jeśli do tego dojdzie, będzie miała na ciebie dobry wpływ, a tymczasem to ty masz zły wpływ na nią, tak?
- Zły wpływ?! – wrzasnąłem, nie wytrzymując. – Seks to jest zły wpływ?! Co jest złego w seksie?! Wszyscy to robią. – być może poniosły mnie emocje. Zbyt otwarcie dyskutowałem z mamą. Ale w głębi serca zdawałem sobie sprawę, że jej słowa nie są mylne. I to bolało.
- Julka to dziewczyna z zasadami, znam ją! Ją i jej matkę. Nie wygląda na dziewczynę, która da się od tak namówić na coś takiego.
Cisza. Nie miałem nic na swoją obronę. Mama miała rację. Wiedziałem to doskonale. Julia bała się, była zestresowana. Nie była jak inne dziewczyny. Ale przecież mówiła, że tego chciała. A co jeśli nie? Co jeśli tego nie chciała, ale bała się odrzucenia? Ponownego odrzucenia… Znowu… Kolejny raz…
- Zgodziła się. – wyszeptałem, nie mogąc w to uwierzyć. Wpatrywałem się w kafelki na podłodze, ale przed oczami widziałem Julię.
- A, czyli to był twój pomysł? Wiedziałam!... Wstyd mi za ciebie, Justin. Co ja powiem Dorothy?! Mój syn przeleciał pani córkę?!
Musiała być bardzo wkurzona, bo nigdy nie używała takich słów.
- Justin, ty masz 20 lat, a ja się za ciebie tłumaczę… Dorośnij. Nie zabraniam ci korzystać z życia, póki jesteś młody. Ale nie kosztem innych.
Wyszło na to, że zabawiłem się kosztem Julii. Długo potem siedziałem w pokoju, zamiast spędzać czas z mamą, jak miałem w planach, i myślałem nad tym, by ją przeprosić. Jednak nie miałem odwagi. Taka rozmowa przez telefon była bez sensu. A wiedziałem, że w cztery oczy nie dam rady.
Pierwszy raz od dłuższego czasu nie miałem odwagi jej czegoś powiedzieć. Ściana, którą zburzyliśmy w tym pokoju, w którym właśnie leżałem, zaczęła się powoli odbudowywać…
Oczami Julii

W tym samym czasie
- Mamo, muszę ci coś powiedzieć! – zawołałam, wpadając do domu. Już miałam krzyknąć ,,Kochałam się z Justinem!”, ale zastałam mamę siedzącą na kanapie z jakimś mężczyzną. Z klientem. Właśnie opowiadał o swoich problemach, kiedy przerwałam mu w pół słowa. – Dzień dobry. – wysapałam nieśmiałym głosem i dygnęłam lekko. Mężczyzna odpowiedział pod nosem, ale nadal wpatrywał się we mnie jak w idiotkę. Zamknęłam za sobą drzwi. – To może później. – szepnęłam, zdjęłam buty i kurtkę, po czym pobiegłam do pokoju.
Pół godziny później
Mama weszła cicho, niemal niesłyszalnie do pokoju. Leżałam na łóżku, wpatrzona w telewizor, z którego dochodził głos jednej z bohaterek telenoweli. Mama popatrzyła na mnie zmartwionym wzrokiem.
- Chciałaś mi coś powiedzieć, skarbie? – powiedziała jak zwykle delikatnym głosem.
- Tak… - wyszeptałam. – Ale nie będziesz zła? I nie będziesz krzyczeć? I nadal będziesz mnie kochać?
- Oczywiście, kochanie… - odparła i uśmiechnęła się sympatycznie. Usiadła obok.
- Pewnie i tak będziesz wściekła, ale wolę być wiedziała… - westchnęłam i zamknęłam oczy, próbując uspokoić szalejące w piersi serce. Postanowiłam, że szybko to z siebie wyrzucę. – Mamo, przespałam się z Justinem. – zacisnęłam powieki, spodziewając się krzyku mamy prosto w moje lewe ucho. Jednak nastała cisza. A po chwili usłyszałam jej cichy śmiech.
Śmieje się…? Ona się śmieje…
- Tak! – zawołała.
Co tu się dzieje?
- Ty… się cieszysz? – spytałam.
- Tak! Cieszę się, że mi powiedziałaś! Ja i tak wiedziałam! – uśmiechnęła się szeroko i wtuliła mnie w siebie. – Och, córuniu! Och, kochanie… Jednak mi ufasz. Jednak jest tak jak dawniej!
- Mamo… - szepnęłam i popatrzyłam na nią ze zdziwieniem.
- O Boże, moja córka dojrzewa… Moja córka dorasta… Coś okropnego… - cisza. Moja mama nie mogła przestać się uśmiechać. Byłam zaskoczona tym, że tak bardzo jej zależało na moim zaufaniu. Jednak tym, że wiedziała o tym, co ukrywałam, nie zdziwiłam się aż tak. Mama i tak zawsze wszystko wyczytywała z mojego zachowywania. Ścisnęła moje dłonie. – Skarbie, posłuchaj… Ty do mnie masz zaufanie i ja do ciebie też mam. Wiem, że jesteś mądra i nie dasz się skrzywdzić… Mówiłam ci, że jeśli kobieta szybko zgadza się na seks to z czasem mężczyzna przestaje ją szanować, ale to nie spełnia się za każdym razem… I oby tak się nie stało. Justin to raczej porządny chłopak… Czasem coś przeskrobie, ale ma dobre serce…
- Jeśli ty tak mówisz to musi być prawda. – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się. Wtuliłam się w mamę. Byłam szczęśliwa, że mi ufała.
- Szkoda tylko, bo miałaś postanowienie, by pozostać czysta aż do ślubu…
- Tak… Szkoda… - szepnęłam, ale po chwili się rozpromieniłam. – No to już ani razu aż do ślubu! – zawołałam i zaczęłyśmy się śmiać. A potem, jak to mamy mają w zwyczaju, wypytywała mnie o wszystko, mianowicie czy się zabezpieczaliśmy i czy robiłam test ciążowy i o milion innych rzeczy, póki jej nie wygoniłam z pokoju pod pretekstem, że jestem bardzo zmęczona.
Oczami Justina

Kilka dni później, u Julii
Byłem szczęśliwy, że otworzyła mi pani Dorothy, i że była w dobrym humorze.
- Dzień dobry. Pani już wie, prawda?... – spytałem. Miałem na myśli to, czy moja mama powiedziała jej już o zdjęciu, które jej zrobiłem. Skinęła głową.
- Wiem, Justin.
- Głupio wyszło. Chciałem panią przeprosić… - powiedziałem, wręczając jej kwiaty. Wiedziałem, że to pewnie wygląda żałośnie, że daję mamie Julii kwiaty, bo zrobiłem jej córce nagie zdjęcie, ale uznałem to za zło koniecznie. – Ja naprawdę nie chciałem jej wykorzystać. Przysięgam. Kocham pani córkę… Za to pani pewnie mnie nienawidzi.
Roześmiała się pogodnie.
- No co ty, Justin! Bardzo cię lubię.
- Naprawdę?... Dziękuję pani… Tego zdjęcia już nie ma. Spaliłem je. Nikt się o tym nie dowie.
- Haha, ok, Justin. Nie musisz mnie przepraszać, po prostu szanuj ją. – poklepała mnie po ramieniu. Była cudowną kobietą, zawsze pogodną i sympatyczną. Nie wyobrażałem sobie, żeby mogła kiedykolwiek być opryskliwa czy niemiła w stosunku do kogokolwiek. – Ona chciała zachować czystość do ślubu…
- Ja… nie wiedziałem. Nie mówiła mi… - zaniemówiłem. Nigdy w życiu nie czułem się tak niezręcznie jak wtedy. Dlaczego mi nie powiedziała? – Co nie przekreśla faktu, że nie powinienem był, nawet jeśli to byłby jej pomysł… Tak mi głupio.
- Nieważne. Stało się. Biegnij do Julii. Chociaż nie jestem pewna czy nie śpi…
Wybełkotałem krótkie ,,dziękuję” i pobiegłem na górę. Otworzyłem drzwi najciszej jak potrafiłem i zajrzałem do środka. Julia rzeczywiście przysypiała. Jednak spojrzała na mnie spod przymkniętych powiek i na jej twarzy pojawił się uśmiech. Słabo wyciągnęła do mnie rękę. Wyglądała tak niewinnie, łagodnie… Jak anioł. Sprawiała wrażenie delikatnej małej dziewczynki, którą łatwo skrzywdzić. Ale wewnątrz była silna i potężna. I miała niezwykłą moc. Potrafiła kochać jak nikt inny. I walczyć z cierpieniem jak mało kto.
- Ciii, skarbie… Śpij, nie przeszkadzaj sobie. – wyszeptałem, podchodząc i siadając obok. Wyciągnąłem spod koca jej długi koński ogon i zacząłem bawić się jej włosami.
- Przytul mnie. – wymamrotała, przysypiając. Poczułem motylki w brzuchu. Na mojej twarzy automatycznie pojawił się uśmiech, kiedy zbliżyłem się i objąłem ją, tuląc do siebie jej wątłe ciałko. Pachniała ,,Someday” i miodem, którym często miała w zwyczaju smarować popękane usta. Pocałowałem ją bardzo delikatnie, by poczuć słodki smak. – Kochasz mnie? – spytała swoim słodkim głosem.
- Przecież wiesz… - odparłem, odgarniając kosmyk jej włosów. – Moja perełko. – przez kilka minut próbowałem ją ukołysać do snu jak małe dziecko, głaszcząc ją po twarzy i włosach. Ale w pewnym momencie chciała wstać.
- Muszę coś znaleźć… - stwierdziła, usiłując się podnieść. Nie zdołała jednak nawet otworzyć oczu. Była taka urocza, taka piękna… Oh God, I love her so much.*
- Nie, skarbie… Śpij… Teraz śpij. – szepnąłem, powoli kładąc ją ponownie, z ogromnym wyczuciem i delikatnością, jakby każdy mój zbyt stanowczy ruch mógł jej zrobić krzywdę. Uwielbiałem to uczucie. Uczucie, kiedy była tylko dla mnie i mogłem o nią dbać i chronić ją.
Patrzyłem jak zasypia. Słuchałem jak spokojnie i cichutko oddycha. Była tak niesamowicie słodka, że nie mogłem oderwać od niej oczu. Te długie włosy i nadal dziecięca twarz. Cały czas miałem ochotę głaskać ją po głowie i policzku, chwytać jej rękę i składać delikatne pocałunki na jej dłoniach. Siedziałem jednak niemal nieruchomo, nie chcąc jej obudzić. Mogłem się zadowolić tylko jej widokiem, bo wiedziałem, że Julię budzi nawet najcichszy odgłos i najlżejszy dotyk.
Odczekałem dziesięć minut, starając się niesłyszalnie oddychać. Wtedy byłem już pewny, że śpi. Mimo to postanowiłem zostać przy niej jeszcze chwilę. Podobało mi się uczucie, które towarzyszyło mi, gdy ona była obok… Uwielbiałem ciepło, które świadczyło o jej obecności…
Dopiero po kilku dłuższych chwilach wpatrywania się w nią i dumania o niej, byłem w stanie oderwać wzrok od jej twarzy. Przez moment rozglądałem się po pogrążonym w ciemnościach pokoju. Potem wstałem najciszej jak potrafiłem i podszedłem do okna. Wyjrzałem przez szybę. Tutaj widok nie rozpościerał się na sąsiedni budynek, więc nie było widać mojego pokoju, za to park. Myślałem, jakie spokojne może być życie i jak normalnie się czuję, kiedy jesteśmy tu tylko we dwoje – ja i Julia, nikt nie wykrzykuje mojego imienia, nikt nie robi zamętu, nikt nie rzuca mi się agresywnie na szyję, wrzeszcząc mi do ucha niestosowne rzeczy. Tak, cisza potrafi być piękna. I uczy pokory.
Przybliżyłem się do okna i przypadkiem przesunąłem stolik nocny. Po pokoju rozniósł się cichy, ale wyraźny zgrzyt nóżki o podłogę. Zacisnąłem zęby i spojrzałem na Julię, która na szczęście ani drgnęła. Odetchnąłem z ulgą. Pod dłonią wyczułem jakiś przyjemny w dotyku, gładki materiał. Wziąłem w ręce zeszyt w skórzanej okładce, o grubych stronach, związany szeroką wstążką na kokardę. Uśmiechnąłem się pod nosem i bez zastanowienia otworzyłem go.
Moim oczom ukazało się zdjęcie. Byliśmy na nim oboje – ja i Julia. Staliśmy bardzo blisko siebie, nasze ciała niemal do siebie przylegały. Wpatrywaliśmy się w wizjer. Nasze twarze rozjaśniały nieśmiałe uśmiechy. Stronę dalej na fotografii całowałem roześmianą Julię w policzek. Na kolejnym zdjęciu, które niegdyś sam zrobiłem nam obojgu, byliśmy na plaży – pamiętam ten wieczór i ten niesamowity pocałunek – i tuliliśmy się na piasku. Na następnym byliśmy w piżamach, owinięci w hotelowe kołdry i śmialiśmy się ze swoich żartów. Wyglądaliśmy dość mizernie, gdyż wtedy właśnie chorowaliśmy. Potem były zdjęcia, na których tańczyliśmy albo staliśmy wśród tłumu Beliebers, zdjęcia zrobione za kulisami koncertów lub w tourbusie, zdjęcia z Sylwestra i każdej wyjątkowej chwili, która nas spotkała. Te wszystkie fotografie spowodowały napływ wspomnień do mojej głowy. Mimowolnie zacząłem się uśmiechać, potem nawet śmiać pod nosem. Nie zauważyłem nawet, kiedy łzy wypełniły moje oczy.
Przewróciłem kolejną kartkę. Na jednej ze stronic widniał duży napis ,,Moje marzenia”, a pod spodem małym druczkiem ,,Believe and never say never”. Westchnąłem, wiedząc, że od tego momentu nie powinienem czytać. Już chciałem zamknąć zeszyt, ale coś zmusiło mnie do zajrzenia dalej…
Marzenia były ponumerowane, a przy części z nich – tej części, które się spełniły – były zdjęcia. Pierwszym było ,,Zobaczyć koncert Justina na żywo”. Było napisane dziecięcym pismem, jakby dwa lata wcześniej. Przy zdaniu widniał ptaszek, co oznaczało, że marzenie już weszło w życie. Spojrzałem na zdjęcie siebie samego unoszącego się na wielkich metalowych skrzydłach… ,,Zobaczyć wieżę Eiffla z bliska”, ,,Patrzeć na gwiazdy nocą razem z moją miłością”, ,,Zagrać na skrzypcach przy Avon Theatre”, ,,Spędzić wieczór przy kolacji przy świecach”, ,,Zostać zaproszoną na wesele”, ,,Zobaczyć zorzę polarną”. W mojej głowie pojawiało się coraz więcej pomysłów, jak sprawić, by marzenia Julii się spełniły. Wiedziałem, że źle robię, ale nie mogłem się powstrzymać.
Przewróciłem stronę. Tutaj lista już dobiegała końca. Pomyślałem, co mi szkodzi? I tak przeczytałem już większość.
Przeczytałem kolejne zdanie. W jeden chwili poczułem, jak mi pęka serce. Nie, ono nie pękało. Ono rozrywało się na milion kawałków. U góry strony drżącą dłonią było napisane ,,Dowiedzieć się, dlaczego mama mnie nie chciała”. Obok było miejsce na zdjęcie, od którego odchodziła strzałka ,,tak wygląda moja mama”.
Powstrzymałem szloch i spojrzałem na Julię. W mojej głowie pojawiło się pytanie, jak ktoś mógłby ją skrzywdzić? Przez całe życie była odtrącana. A ona tak bardzo to przeżywa, bo potrzebuje bliskości. Wyciąga do ludzi ręce, a oni je odrzucają. Z drugiej strony wiedziałem, że ja również nieraz ją zraniłem. I to bolało. Nic mnie tak nie bolało jak fakt, że zraniłem jedyną osobę, która poświęcała swój czas, a może nawet swoje życie dla mnie, by wysłuchiwać moich narzekań, patrzeć na moje błędy i mimo to akceptować mnie, wspierać mnie w każdej chwili, która godziła się na wszelkie cierpienia tylko bym mógł być szczęśliwy.
Ostatni raz spojrzałem na stronę. Łzy rozmazywały litery, więc nie byłem w stanie czytać. Wytarłem oczy rękawem, uważając, by żadna z łez nie spadła na zeszyt. I przeczytałem. Ostatnie marzenie. Zdaje się, że największe…
,,Wezmę ślub z Justinem”
Poczułem, że serce mi przestało bić. Spojrzałem na Julię z otwartymi ustami. Nie wpadło mi do głowy, że ona aż tak poważnie traktuje nasz związek, że patrzy na niego latami w przyszłość. Jeszcze chwilę siedziałem nieruchomo. Potem zamknąłem zeszyt, trzęsącymi się rękoma zawiązałem wstążkę na kokardę i odłożyłem na miejsce.
Zanim opuściłem pokój, jeszcze raz spojrzałem na Julię i obiecałem sobie, że spełnię jej marzenia.
Ale na pewno nie wszystkie.
*

Oczami Julii

Byłam zaskoczona, kiedy Justin mi powiedział, że od teraz będzie mnie zabierał w jakieś ciekawe miejsce w każdy weekend. Wszyscy w szkole bardzo mi zazdrościli, bo oni swój weekend siedzieli w domach lub najwyżej spotykali się w McDonaldzie, a ja podróżowałam po całej Ameryce. Niby za każdym razem Justin brał ze sobą jakichś kolegów, by i z nimi spędzać czas, ale postanowiłam dać im kolejną szansę i okazali się nawet fajnymi ludźmi. Czasami tylko wydawali się nieco podejrzani…
Najpierw Justin zabrał mnie do Panamy, gdzie był zresztą niedawno. Nie obyło się bez towarzystwa Chantel, co na początku bardzo mi przeszkadzało, bo nie potrafiłam się przy niej wyluzować. Zdawałam sobie sprawę, że ma lepsze ciało niż ja, i że jestem przy niej taka… zwykła. Nie sprawiała wrażenia zbyt mądrej, ale dało się z nią pogadać. Ale szczerze mówiąc, bałam się podejść jako pierwsza, tak samo jak do kolegów Justina. Czułam, że nie znajdziemy wspólnego języka, a może biorą mnie jeszcze za jakieś głupie dziecko. Więc albo wszędzie łaziłam za Justinem, albo siedziałam na tyłku.
Głupio się czułam będąc najmłodszą osobą z całej naszej grupy. Ale jeszcze dziwniej się czułam, kiedy Chantel wyjechała i zostaliśmy tylko ja, Lil Twist, Lil Za, Khalil i Lil Jus (znaczy się… Justin), bo wtedy czułam się jedyną białą osobą… Mam nadzieję, ze rozumiecie, o co mi chodzi.
Najlepszym dniem była sobota, bo Justin w końcu sobie o mnie przypomniał i, zamiast wciąż spędzać czas z chłopakami, ganiał mnie po całej plaży, chcąc mnie zmusić do wejścia do wody. Biegam o wiele wolniej od niego, więc udało mu się mnie złapać i całą wytarzać w piachu, więc ostatecznie poszłam do morza tylko po to, by go z siebie zmyć. Jednak dla Jusa to było za mało, więc zawołał Khalila i oboje mnie wrzucili do wody, która wydawała się przeraźliwie zimna. Potem próbowałam jakimś cudem wepchnąć Justina do wody, ale był o wiele silniejszy ode mnie, więc nie należało to do najprostszych zadań. W końcu udało mi się go przewrócić i popchnąć go stopą w tyłek, ale i tak nie był tak mokry jak ja, bo nie udało mi się go zaciągnąć daleko. Więc w nagrodę suszył mi włosy, które musiałam wieczorem umyć, by pozbyć się resztek piachu.
Justin zabrał mnie też do bardzo eleganckiej restauracji, w której nawet nie wiedziałam jak się zachować. Jedzenie było tak drogie, że to było wprost nie do uwierzenia. Za taką kasę wyżywiłaby się cała rodzina przez 3 dni, tymczasem oni na talerzu podali porcję jak dla małego dziecka, które na dodatek jest bardzo wybredne. Ale było cudownie, bo nikt nam nie przeszkadzał, w restauracji byliśmy sami, bo tak zażyczył sobie Justin. I rozmawialiśmy o nas, o naszym związku. A restauracja miała szklany dach, więc mogliśmy spoglądać w górę i patrzeć na świecące nad nami gwiazdy. Było bardzo romantycznie. Mogę nawet dodać, że o tym marzyłam.
Kiedyś nawet podjechał pod moją szkołę i wszyscy zobaczyli, że na mnie czeka. Wprawdzie potem miałam problemy, bo kilka dziewczyn wybiegło ze szkoły podczas lekcji, ale nie przejęłam się tym zanadto. Mieliśmy trudności z opuszczeniem terenu szkoły, bo kilka nastolatek okrążyło samochód, lecz gdy już wyjechaliśmy Justin zabrał mnie do zoo.
Oczami Justina

Właśnie! I jedliśmy lody, które zresztą były całkiem smaczne.
Oczami Julii

Tak, dokładnie. Justin jadł Spongeboba. Nawet wymyśliliśmy piosenkę o małpach, które są w zoo, a jedną z nich był Justin. A potem Justin powiedział coś w stylu:
- Ostatnim razem, gdy byłem w zoo to… - i nagle ucichnął. Urwał w pół zdania, jakby miał zamiar powiedzieć coś, czego nie powinien, i ugryzł się w język odrobinę za późno.
- To co? – postanowiłam rozluźnić sytuacje. – Siedziałeś w klatce z tabliczką ,,Uwaga! Agresywna małpa”?
Żartowaliśmy i śmieliśmy się cały czas, od chwili kiedy się zobaczyliśmy do momentu kiedy mnie odwiózł mnie do domu. Gdy weszłam na Twittera, zobaczyłam tysiące naszych zdjęć, w tym dwa, na których się nie śmiejemy i tylko jedno, na którym dobrze wyglądam.
Ja i Justin zaczęliśmy spędzać więcej czasu. Widzieliśmy się w każdym tygodniu. Zauważyłam też, że coraz więcej moich marzeń zaczyna się spełniać. Na przykład zawsze marzyłam kąpać się z Justinem w morzu, tak jak kiedyś robił to z Seleną. Patrzyliśmy na gwiazdy i spędziliśmy romantyczny wieczór przy kolacji przy świecach. Nareszcie czułam się ważna, a przede wszystkim szczęśliwa.
- Julia. – zaczął Justin pewnego dnia, gdy piknikowaliśmy sobie na porośniętych rzadką trawą wydmach na plaży w stanie Oregon**. – Dlaczego nie chcesz powiedzieć światu prawdy? Uciekasz od wywiadów, mediów. Nie chcesz się pokazywać.
Westchnęłam i podniosłam się z koca, na którym leżeliśmy. Zdjęłam okulary przeciwsłoneczne, którymi chroniłam oczy od piasku, który unosił się w powietrzu nawet przy lekkim powiewie. Wiedziałam, że paparazzi nas obserwują, ale byli zbyt daleko by nas usłyszeć. Nasze słowa i tak zagłuszał częściowo szum fal.
- Wiesz co? – spytałam, spoglądając na jego twarz. Zdjęłam również jego okulary, by móc spojrzeć mu w oczy. Już po chwili zastanawiałam się, czy dobrze zrobiłam. Tak poważna rozmowa w cztery oczy mogła skończyć się źle. Odwróciłam wzrok, bo nie potrafiłam dobrać słów, patrząc mu prosto w twarz. Minęła dłuższa chwila, zanim zaczęłam mówić. Ale Justin nie pospieszał mnie i byłam mu wdzięczna. – Jest wiele powodów. Przykładowo dlatego, że chociaż czuję się jedną z Beliebers i niewiele się różnię od nich, one uważają mnie za kogoś innego… Za kogoś więcej. Za konkurencję. Kogoś, kto ma lepiej. Ale ja wspierałam cię, zanim cię w ogóle poznałam osobiście. Płakałam, gdy nie było mnie stać na bilet na My World Tour.
- Nie wiedziałem… - wyszeptał, ale zignorowałam jego słowa. Nadal patrzyłam się w jeden punkt, gdzieś daleko.
- Lubię, jeśli traktują mnie tylko jak jedną z Beliebers. Nie chcę, by relacje między nami się zmieniły. Kiedyś było tak fajnie… A teraz niemal wywalają mnie z fandomu. – oznajmiłam i spuściłam wzrok. Zaczęłam bawić się małymi kępkami trawy, między którymi przechadzały się mrówki. – I wiesz dlaczego jeszcze?
- Dlaczego? – spytał. Jego głos był uroczy. Kochałam go. Kochałam go tak jak dawniej, za czasów chłopaka z grzywką w fioletowej bluzie. Czasami nie wierzyłam, że to naprawdę on. Ten sam uroczy chłopiec, którego kiedyś oglądałam jedynie na ekranie telewizora czy komputera. Ten sam Justin, który golił swoją idealnie gładką twarz, biegał bez koszulki z pistoletem wodnym i udawał żółwia ninja za kulisami. Ten dziecinny nastolatek jedzący pączki ze śmietnika. Ten, który miał zaledwie szesnaście lat, a potrafił robić wszystko – uprawiał niemal każdy sport, śpiewał, tańczył, grał na czterech instrumentach i wszystko zawsze przychodziło mu łatwo. Nie to co mi. Nigdy nie umiałam nic, prócz grania na skrzypcach, w co włożyłam więcej trudu niż Justin w pianino, gitarę, perkusję i trąbkę razem. I to mnie dobijało. Kochałam go i nie byłam zazdrosna. Ale to bolało, że czułam się inna, gorsza.
- Wiesz co, Justin? Ja po prostu wiem, że mogę iść na ten wywiad, usiąść na fotelu przy najsławniejszych osobach świata, wystąpić w najpopularniejszych programach telewizyjnych… i w pewnym momencie podczas wywiadu spojrzeć prosto do kamery… powiedzieć ,,cześć, mamo”… - czułam, jak moje oczy wypełniają się łzami. Nie miałam odwagi spojrzeć na Justina. - …i wiedzieć, że ona to usłyszy. Może nie od razu. Może po kilku godzinach, dniach, tygodniach… Ale dowie się. Moja prawdziwa matka wie, kim jestem. I gdyby chciała mnie odzyskać, znalazłaby mnie łatwo…
Poczułam, jak otaczają mnie ramiona Justina. Kiedyś o tym marzyłam. Dlaczego jestem smutna? Czy potrzeba mi czegoś więcej?
Potrzebowałam świadomości, że on naprawdę mnie kocha. Potrzebowałam w to uwierzyć. Do tej pory myślałam ,,może”. Teraz musiałam myśleć ,,na pewno”.
Myślałam o tym każdego dnia. Tydzień później oświadczyłam Justinowi, że jestem gotowa. Chciałam zaakceptować zaproszenie do pierwszego lepszego wywiadu, a dochodziła ich spora ilość pocztą do Justina. Scooter i nawet parę innych osób z ekipy otrzymywali też wiele telefonów w związku z wywiadami z Justinem i mną, ale zawsze odmawiali, bo przecież Justin zrobił sobie rok przerwy od mediów. Jednak razem zdecydowaliśmy, że jeden czy dwa wywiady nie zaszkodzą.
- A więc… - zaczął Justin pewnego dnia, prowadząc samochód i odwożąc mnie ze szkoły do domu. – Zgadnij z kim załatwiłem nam wywiad. A dokładniej dwa wywiady.
- Aż dwa?! – wrzasnęłam, aż Justin się zatrząsł.
- Spokojnie, w każdej chwili można zrezygnować. – odpowiedział i zaśmiał się pod nosem. – Z Jonathanem Rossem.
- A drugi?
- Będziesz zła, ale to wszystko wina Scootera. To był jego pomysł! Z Davidem Lettermanem…
Tak, tym gościem, który wręcz uwielbiał kompromitować Justina, co udowodnił nie tylko w wywiadzie z Seleną, ale też z samym Jusem. W zasadzie Letterman wielu ludzi wprowadzał w zakłopotanie, więc byłam pewna, że i mnie będzie chciał wybić z pantałyku. Mnie, która kompletnie nie umiem się zachować przed kamerami i od razu spłonę rumieńcem, czego Justin nie ma w zwyczaju i co mu zresztą na pewno bardzo ułatwia życie. Przerażał mnie fakt, że nawet na Wikipedii nazwano jego styl ,,ironicznym i absurdalnie komediowym”.
Nie muszę chyba wspominać, że każdego dnia stresowałam się przed pierwszym wywiadem, który zbliżał się wielkimi krokami. Wprawdzie nie miał być to wywiad z Lettermanem, ale bardzo bałam się i Jonathana Rossa. Ale byłam szczęśliwa, że Justin będzie przy mnie i ten fakt mnie uspokajał. Postanowiliśmy, że nie przyznamy się, że jesteśmy razem. Jeszcze nie teraz. Może przy kolejnym wywiadzie. David Letterman i tak będzie chciał za wszelką cenę przekonać nas, że nie mamy racji, że jesteśmy parą i się kochamy.
Kilkanaście dni później, Londyn
Nadszedł ten dzień. Dzisiaj zginę marnie.
Przygotowania trwały długo. Justin kupił mi nową sukienkę. Mama poleciała ze mną do Anglii. Justin próbował ukoić moje nerwy. Za to mama znów w dniu wywiadu zrobiła mi śliczną fryzurę – miałam drobny warkocz okalający głowę, a reszta włosów była rozpuszczona, by podkreślić ich długość. Nie po to je zapuszczałam szmat czasu, by teraz je chować za sobą. A jednak. Wszystko na nic. Serce mi waliło jak oszalałe. To dziś. To dzisiaj.
- Co mam mówić? – pytałam Justina drżącym głosem, gdy byliśmy już na miejscu, a pogram miał się zacząć za dwie minuty. Za małą chwilę miałam lecieć na żywo w telewizji.
- Coś wymyślisz. – odparł. Jego ton świadczył o tym, że myśli miał zwrócone w zupełnie innym kierunku. Właśnie odebrał jakiegoś sms-a i wpatrywał się w komórkę. Wow, jesteś genialny! Dzięki za pomoc.
- Nie będą zadawać niezręcznych pytań?
- Pewnie będą. Pamiętaj, nie daj się wprawić w zakłopotanie! Bądź pewna siebie, ale zachowuj się naturalnie. Bądź sobą.
- Ok, ok… - wzięłam parę głębokich oddechów, starając się ukoić nerwy i wmówić, że będzie dobrze. Starałam się nie myśleć o tym, że moja biologiczna matka może mnie oglądać na żywo za kilka chwil. Nie chciałam wciąż o niej myśleć. Nie była obecna w moim życiu, więc nie mogłam pozwolić na to, by stała się jego częścią. Chciałam żyć normalnie. Pogodzić się z tym, że nigdy się nie dowiem, kim ona jest i gdzie jest. I zaakceptować to. I mieć to wszystko gdzieś. Tak, dziś zaczynam żyć od nowa!
Pogram się zaczął. Justin pierwszy wyszedł zza kulisów. Przywitał się z Jonathanem, który podziękował mu za przybycie. Chwilę porozmawiali o sprawach nieistotnych. Wtedy prowadzący powiedział:
- A więc przyprowadziłeś dziś ze sobą specjalnego gościa.
Serce zatłukło mi w piersi.
- Tak. Chciałem przedstawić wam Julię. Julia, chodź do nas! – zawołał. Shit. Zdążyłam jeszcze raz przejrzeć się w lusterku. Może być, stwierdziłam, po czym bez zastanowienia wybiegłam zza kulisów, by nie mieć czasu na rozmyślenie się.
W pomieszczeniu rozległ się ogromny pisk całego tłumu. Wszyscy zaczęli klaskać i cieszyć się na mój widok, co było dla mnie bardzo dziwne. Nie wiedziałam, jak zareagować. Więc zrobiłam to, co zawsze robią celebryci w takich sytuacjach – pomachałam do tłumu. Nie potrafiłam powstrzymać uśmiechu. Nie panowałam nad nim. Nie umiałam zmusić się do eleganckiej, delikatnej miny. Uśmiechałam się tak, jak zawsze, gdy jestem szczęśliwa. Nienawidziłam swojego uśmiechu. Próbowałam nie myśleć o tym, że właśnie zobaczyło go kilkanaście tysięcy ludzi, a może i więcej. Tak, pewnie więcej. Widziałam, że wiadomość o tym, że w końcu pojawię się w jakimś wywiadzie, była na prawie każdej stronie plotkarskiej.
Jonathan wstał i pocałował mnie w rękę. Dotarło to do mnie dopiero, gdy usiadłam na fotelu, obok Justina, i wydałam z siebie ciche ,,och”. Publiczność roześmiała się. Nigdy nie rozumiałam, z czego się śmieli. Ale oni zawsze tacy są w tych programach. Zrozumiałam, że to musiało zabrzmieć naprawdę głupio, że pierwszym słowem wypowiedzianym w programie było ,,och”, więc wypaliłam ,,dzień dobry”, co jedynie pogorszyło sprawę. Spojrzałam na Justina i, chociaż spodziewałam się, że gdy tylko zwrócę na niego wzrok, zapadnę się pod ziemię ze wstydu, było inaczej. Zachciało mi się śmiać z samej siebie. I zrobiłam to. Roześmiałam się. Nagle stałam się zupełnie wyluzowana, a nawet poczułam ekscytację tym, co się właśnie działo.
- Twoje włosy są naprawdę długie. Nawet musisz je odgarniać ręką, zanim usiądziesz.
- Haha, tak… To prawda. Dziękuję. Zapuszczałam dość długo.
- Mnóstwo ludzi o nich pisze w internecie.
- Tak? – nie dowierzałam. Często siedziałam na TT, ale rzadko spotykałam Tweety o moich włosach. – I co piszą?
- No wiesz, że Justin lubi się nimi bawić i tak dalej. – odparł naprędce. Publiczność zawyła długim ,,awww”, a niektórzy zaczęli się śmiać. Zrobiłam zdziwioną minę i też zachichotałam. Całe szczęście Jonathan od razu zmienił temat. - Wow, Julia. Jestem zaszczycony, że właśnie u mnie w programie pojawiłaś się po raz pierwszy. Nigdy wcześniej nie pokazywałaś się w mediach.
- Dziękuję. – uśmiechnęłam się. – To słodkie. – nigdy nie sądziłam, że będę rozmawiać potocznym językiem w tak popularnym programie. – Cieszę się, że mogę tu być. Nie pokazywałam się w mediach, bo nie czułam takiej potrzeby, ale ostatnio pomyślałam ,,czemu by nie?”. Wiele ludzi zadaje mi ogrom pytań, więc łatwiej będzie opowiedzieć tę historię raz, tak by każdy ją usłyszał.
- Ok, więc zaczynajmy! Chcesz porozmawiać o swojej rodzinie?
- Nie. – odparłam krótko. Założyłam nogę na nogę.
- O szkole?
- Nie! – zawołałam. Niektórzy widzowie ponownie parsknęli śmiechem.
- O twoim związku z Justinem?
- Co? Nie.
Cisza.
- A więc porozmawiajmy o twojej rodzinie. – wypalił. Śmiech widowni zadzwonił mi w uszach. Opowiedziałam o tym, że mieszkam z mamą, która jest psychologiem. Chciałam pominąć temat adopcji, ale prowadzący – wręcz przeciwnie. Spytał, czy to prawda, że jestem adoptowana, a ja tylko odpowiedziałam krótkim ,,tak” i na szczęście temat się nie przeciągał dłużej. Mówiłam o tym, jak poznałam Justina, jak się cieszyłam, gdy się okazało, że mój idol mieszka obok i o tym, że nie chciałam, by to zauważył. Nie chciałam być tylko kolejną fanką, która krzyczy mu do ucha, więc zawsze przed wyjściem z domu przygotowywałam się do spotkania, które zawsze mogło się zdarzyć. Potem opowiedziałam o trasie i mniej więcej o tym jak to wyglądało. Oczywiście Justin od czasu do czasu też dodał coś od siebie. Wspominaliśmy o naszych wspólnie spędzonych chwilach i o tym, że zawsze gdy jesteśmy razem, nie możemy przestać się śmiać.
- Ok, fajnie. Pogadajmy o twoim związku z twoim chłopakiem. – przerwał mi w połowie zdania prowadzący.
- Z kim?... – spytałam. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Ale mój rozmówca tylko powtórzył zdanie dwa razy głośniej. – Jakim chłopaku?
- Tym oto młodym mężczyźnie. – powiedział, wskazując na Justina siedzącego obok. Jus uśmiechnął się niezręcznie i potrząsnął swoją bluzą przyozdobioną ćwiekami, jakby mówiąc ,,młodym i na dodatek przystojnym!”.
- Dlaczego tylko mi zadajesz pytania? Spytaj o coś Justina. – broniłam się. Tłum znowu wybuchnął śmiechem.
- A więc Justin?
- Pytasz mnie, czy jestem w związku czy czy jestem zakochany?
- Masz na myśli, że jesteś z Julią, ale jej nie kochasz?
- Co? Nie! – krzyknął, ku zachwycie publiki. – A co jeśli ją kocham, a nie jesteśmy razem?
Wszyscy wydają z siebie słodkie stęknięcie.
- Julia, jak możesz łamać mu serce! – zawołał Jonathan Ross.
- Nie, mam na myśli, że… - Justin usiłował przekrzyczeć śmiech tłumu. - …kocham Julię po przyjacielsku. Sądzę, że jest wspaniałą osobą. Bardzo sympatyczną, szanującą każdego. Jest cudowna.
Kolejne słodkie stęknięcie, któremu zawtórował Jus.
- Ale podobają ci się inne dziewczyny?
- Oczywiście, że tak. – odpowiedział z uśmiechem na twarzy. Wyszeptałam ciche ,,ej”, ale mój głos i tak rozniósł się po całej sali. Publiczność znowu się zaśmiała.
- Julia, podobają mu się jakieś dziewczyny? – spytał mnie. Zrobiłam niezdecydowaną minę i wzruszyłam ramionami. – Nie wiesz? Jeszcze przed chwilą stwierdziłaś, że Justin mówi ci o wszystkim.
- Masz na myśli, czy podoba mu się ktoś poza Beyonce? Może, może… Ale nie mam mu za złe, że mówi mi o takich rzeczach, nawet jeśli parę innych dziewczyn mógłby zranić fakt, że inna osoba jest ważniejsza niż one dla ich przyjaciół. Ufam Justinowi. Postrzegam to bardziej jako dzielenie się emocjami. Nie sądzę, że Justin rzuca mi tym nagle agresywnie w twarz i…*** - ucichłam, bo wszyscy zaczęli się śmiać. Poklepałam się trzy razy w czoło. – Ludzie, śmiejecie się ze wszystkiego, ale to już przesada, haha! Nie miałam tego na myśli i dobrze to wiecie. Uch, a myślałam, że to ja śmieję się ze wszystkiego, co jest tylko możliwe.
Popatrzyłam na Justina. Śmiał się ze spuszczoną głową. Zachichotałam jeszcze raz i odgarnęłam włosy przed ramię, po czym zatrzepotałam nimi tak, by z powrotem opadły na plecy.
- To, co właśnie robisz z włosami, jest bez sensu. – stwierdził Ross.
- Wiesz, kiedy ktoś mi się podoba to kładę włosy przed ramię, tak by były skierowane w jego stronę, a kiedy ktoś mnie wkurza to na plecach, by były jak najdalej od niego. – wytłumaczyłam. Reakcją tłumu był jak zwykle śmiech, bo zorientowali się, że mój rozmówca zdążył mnie już porządnie zirytować.
- Więc jak zareagujesz na naszych widzów? – spytał. Spojrzałam do kamer i zarzuciłam włosami w ich stronę. – A na Justina? – spojrzałam na niego, a on spojrzał na mnie. Miał takie śliczne oczy, że nie zdołałam się nie uśmiechnąć.
- W tym momencie żałuję, że nie ogoliłam się na łyso, bo nie wiem, co zrobić.
Tłum wybuchnął śmiechem (co nie było niczym zaskakującym), ale już widziałam nagłówki w gazetach ,,Julia wyśmiewa się z łysych!", ,,Julia okazuje brak szacunku do osób z nowotworem".
- Haha, ok. To tak na zakończenie, bo jeszcze Justin nie zdąży nam zaśpiewać. Uważasz szczerość za coś ważnego? – zadał ostatnie pytanie Jonathan.
- Tak, dokładnie. Uważam szczerość za podstawę w związ… - ugryzłam się w język w połowie słowa, ale wszyscy zebrani i tak zdołali się zorientować, o co mi chodzi. Poczułam, jak skręca mi się żołądek i krew w żyłach zaczyna płonąć. – W przyjaźni! W przyjaźni! – wołałam, ale było już za późno. Nagle zaczęłam się śmiać tak jak wszyscy, niemal położyłam się w fotelu i zakryłam twarz włosami.
- Ona miała na myśli związek przyjacielski, haha. – bronił mnie Justin. Jaki on był przekonujący! Zbliżył się do mnie i dotknął moje ramię. – Taki platoniczny związek, co nie kochan…
Tym razem nie tylko publiczność pękała ze śmiechu, ale i ja zaczęłam się śmiać jeszcze bardziej, odkrywając twarz z włosów i uderzając otwartą dłonią w fotel, a nawet Justin, chociaż za wszelką cenę starał się uspokoić, by przypadkiem nie wymsknęło mu się jakieś chrumknięcie, które miał w zwyczaju z siebie wydawać podczas szczerego śmiechu.
- Zgaduję, że ,,kochanie” to też platoniczna ksywka? I wasze platoniczne pocałunki? Platoniczne randki? I platoniczne schadzki w łóżku? – ciągnął prowadzący.
Z każdym jego słowem chciało mi się śmiać coraz bardziej, a w szczególności przy ostatnich słowach. Ja i Justin śmieliśmy się patrząc się sobie prosto w twarz i chyba myśląc o tym samym. W końcu, nadal się trzęsąc z radości, objęliśmy się.
- On jest jak mój starszy brat. – wyrzuciłam z siebie między kolejnymi atakami śmiechu. Minęła jakaś minuta zanim wszyscy ucichliśmy i nadeszła pora na występ Justina. Jonathan stwierdził, że skoro Jus nazwał mój talent do tańca niesamowitym i dodał, że bardzo szybko się uczę, to powinnam go zaprezentować w tle, gdy on będzie śpiewał. Uznałam to za najgorszy pomysł świata, gdyż nie byłam nawet stosownie ubrana do takiej sytuacji, ale zachęciły mnie oklaski widzów. Pomyślałam ,,yolo", ale już w drodze na scenę wymyśliłam plan, jak wybrnąć z takiego położenia.
Justin miał zaśpiewać piosenkę ,,Up”, by wspólnie z fanami powspominać dawne czasy. Stanął przed mikrofonem i muzyka zaczęła grać, ale nagle zaczęłam krzyczeć, że nie zatańczę dopóki nie dostanę markera, a gdy został mi przyniesiony zza kulisów, pomazałam nim sobie rękę. Wszyscy spojrzeli na mnie jak na idiotkę. Aż się prosiło, by ktoś włączył odgłos świerszczy. Muzyka została puszczona od nowa. W ostatniej chwili podeszłam do Justina od tyłu, położyłam jego ręce za swoimi plecami, a swoje przełożyłam w ten sposób, by ,,zastępowały” jego własne. Zaczęłam poruszać nimi jak najzabawniej potrafiłam, by Jus wyglądał naprawdę idiotycznie.
Oczami Justina

Byłem zaskoczony jak dobrze poszedł Julii jej pierwszy wywiad. Wybrnęła z prawie każdej niezręcznej sytuacji i zachowywała się na luzie, mimo że w głębi duszy bardzo się stresowała. Byłem z niej dumny. Gdy program się zakończył, wyszliśmy na świeże powietrze, po czym wsiedliśmy do limuzyny, która miała zawieść nas do hotelu. Mieliśmy w planach jakimś cudem wydostać się na miasto i pozwiedzać.
Gdy siedziałem w pojeździe i rozmawiałem z rozemocjonowaną Julią o wywiadzie, doszedł do mnie kolejny sms. Już trzeci dzisiaj i siódmy w tym tygodniu od tej samej osoby. Selena.
,,Wiem, że ułożyłeś już sobie życie beze mnie – pisała. – Ale napisz chociaż, że mi wybaczasz. A potem nie odezwę się do ciebie już nigdy, jeśli nie będziesz sobie tego życzył, choć liczę, że dasz mi kolejną szansę, a jeśli nie, zechcesz chociaż się przyjaźnić. (: Never say never, prawda? Jeśli nie chcesz mnie już znać, po prostu to powiedz.”
Wiadomość dała mi do myślenia, tak jak i każda poprzednia otrzymana od mojej byłej dziewczyny. Byłem pewny, że jestem w stanie jej wybaczyć. Ale nie wiedziałem, czy powinniśmy utrzymywać kontakt. Za każdym razem, gdy ją widziałem, wspomnienia wracały do mnie, a ja chciałem wrócić do wspomnień. Chciałem cofnąć czas. Poczuć jeszcze raz to, co dawniej. Brakowało mi jej… Brakowało mi widoku jej uśmiechu i tego wszystko, co nas spotkało. Chciałbym jeszcze raz udać się z nią na galę i trzymać krańce jej sukienki. Być jej eleganckim księciem, który mógł ją prowadzić pod ramię. Tak… To zdecydowanie była miłość…


*,,Oh God, I love her so much" - słowa Justina na temat Seleny w "Believe Movie"
** Tak jak niegdyś Justin i Selena -> ZDJĘCIE
*** Podobna sytuacja wydarzyła się w wywiadzie Justina z Jonathanem Rossem (TU, 6:25)

Dziękuję za wszystko. :) Nie mam pojęcia, co sądzić o rozdziale... Chyba jest głupi. Nie jestem z siebie zadowolona.
Może będą jeszcze 2 rozdziały (wiem, ostatnim razem to mówiłam), a potem kolejne FF. :) Pozostało pytanie, jakie chcecie by było moje kolejne fanfiction: o Justinie 'bad boyu' (zauważyłam, że ostatnio są popularne, ale i tak napisałabym go na swój sposób i w swoim stylu, który sami wiecie jaki jest [jeżeli czytaliście również moje poprzednie opowiadanie, to raczej czujecie, co jest w nich charakterystycznego]) czy o sławnym Justinie (postaci bliższej do naszego prawdziwego idola)?
WYTRWAJCIE ZE MNĄ DO KOŃCA ♥ OPOWIADANIE WKRÓTCE SIĘ KOŃCZY Obiecuję, że zdąży się jeszcze wiele zadziać i zmienić. (:
1. http://lasthope-fanfiction.blogspot.com/ 2. http://your-choice.blog.pl/ Obiecałam również polecić takie oto dwa blogi. ♥ Także zapraszam pod oba linki. :)
Tagi: 30
07.03.2014 o godz. 17:51
Będziecie musieli znowu mi wybaczyć spóźnienie. Tymczasem w tym rozdziale znajdziecie to, na co tak wiele z Was czekało (z niewiadomych mi powodów :D)...

Muzyka, którą kochacie ♥

Oczami Justina

Wolałem nie wspominać Julce o tym, że Selena zdecydowała się na wielki i niespodziewany powrót do mojego życia, wysyłając dyskretny prezent na Boże Narodzenie. Gdy zorientowałem się, że niepodpisany pakunek jest na pewno od mojej byłej zaniemówiłem. Do tej pory bezskutecznie waliłem głową w mur, próbując wymyślić jakiś sposób, by moje relacje z Seleną się naprawiły, po czym postanowiłem sobie odpuścić, by skupić się na Julii, i nagle Sel wysyła mi prezent, jak gdyby nigdy nic. Dotarło do mnie, że Julka niewątpliwie była dobrą dziewczyną, ale nie potrafiła w stu procentach zastąpić Gomez, tak samo jak Gomez nie mogła zastąpić Julki. To dwie inne osoby, każda inna, wyjątkowa i nieporównana. Różniły się prawie pod każdym względem. Jedyne co je łączyło, to moja miłość do nich.
Postanowiłem, że odwdzięczę się Selenie jakąś ładną bransoletką i na tym się skończy. W końcu zdecydowałem się już na Julkę i oficjalnie byliśmy razem i zachowałbym się jak ostatni bałwan oświadczając, że wracam do mojej kochanej byłej, do której nareszcie dotarł fakt, że jestem boski i że kocha tylko mnie, i dodając, że byłem z Julią od tak, bo nie podoba mi się życie singla.
Zdjąłem łańcuch i schowałem do torby. Pudełko zostawiłem pod ścianą. Do końca wieczoru biło mnie po oczach.
Było dobrze. Zaczynałem sobie radzić. Wszystko zaczynało się układać. I nagle Selena przypomniała mi o sobie. O czasach, kiedy takie miłe gesty były codziennością. O czasach, kiedy również była moim marzeniem, ale osiągalnym, a nawet spełnionym.
Jeśli kiedykolwiek zaufaliście komuś całkowicie, tak że mogliście mu lub jej powiedzieć zupełnie wszystko, i ta osoba was zawiodła, wiecie jak trudno się po tym pozbierać i jak trudno dać kolejną szansę…
Tak bardzo chciałem, by nigdy jej nie było. Ani teraz, ani kiedyś, ani nigdy. Nie cierpiałbym aż tak na samą myśl o niej, na jej widok na zdjęciach w gazetach, na dźwięk jej imienia wypowiedzianego w telewizji…
Ale teraz masz Julię, powtarzałem w myślach. Julię, która nigdy cię nie zawiodła, choć doświadczyła wiele złego z twojej własnej ręki. I która nie tylko potrafi powiedzieć, że kocha, bo to potrafi każdy, ale umie to udowodnić, pokazać w taki sposób, w jaki nikt nigdy ci nie okazał żadnych uczuć. Była przy tobie w najgorszych momentach, nie tylko w tych kiedy się uśmiechałeś i zwyciężałeś. Była wtedy, kiedy nie miałeś sił i byłeś pośmiewiskiem wszystkich. Gdzie wtedy była Selena? Gdy leżałeś w szpitalu, gdy ulegałeś złym wpływom, gdy jechałeś zrobić kolejny tatuaż, by udowodnić samemu sobie, jaki jesteś słaby, i by mieć iluzję, że jesteś kimś innym, lepszym?
To wszystko było prawdą, jednak moje myśli wciąż powracały do Seleny, pięknej, cudownej, idealnej, otoczonej naszymi wspólnymi fanami, uśmiechniętej. Różany zapach jej szamponu do włosów i jej pachnąca kokosem skóra dłoni, głaszczącej mnie po policzku. Subtelny dotyk jej delikatnych rąk na moim nagim ciele. I nasze słodkie brzoskwiniowe pocałunki. Ile bym oddał, by poczuć to wszystko raz jeszcze…
Pragnąłem Seleny, ale nie chciałem stracić Julii. Nie wiedziałem, że zależy mi na Sel tylko dlatego, że nadal była dla mnie nieosiągalna i niedostępna, a Julkę miałem na wyciągnięcie ręki.
*

Pewien styczniowy wieczór
Tego dnia odwiedziłem Julię i spędziliśmy miły wieczór oglądając filmy z Bollywood na jej małym telewizorze. Czułem się trochę głupio, bo jedyne co miałem jej do zaproponowania do robienia w domu to wgapianie się w ekran. Nie byłem przyzwyczajony do siedzenia w czterech ścianach, ale było zbyt późno, by gdziekolwiek wychodzić. Mama nie wypuszczała jej po zmroku z domu ze względu na moje fanki, które często ją naskakiwały, i paparazzi.
- Julka, grałaś we „Flappy Bird”?
- W co? – spytała zmęczonym głosem. Pokazałem jej ikonkę gry na ekranie mojego telefonu. – Aaa, w to. Matko, ty też?
- To jest super! Mój rekord to 84, ale ostatnio prawie go pobiłem! Rozumiesz to?! To głupie ptaszysko walnęło w słup w decydującej chwili!
- Dobra, pokaż to. – ospale wyciągnęła ręce do mojego iPhona, ale odsunąłem się i wstałem, by wyjąc z tylnej kieszeni spodni mój drugi telefon. Rzuciłem jej go.
- Masz. Tu mój rekord to 29. Kiepsko.
- Wow, masz normalne spodnie dziś na sobie… Takie z dżinsu z kieszeniami!
- Mniej gadania, więcej grania!
Włączyła aplikację i po chwili usłyszeliśmy dźwięk machania skrzydeł, a moment później głośny trzask.
- Super, zabiłaś ptaszka!
- Cicho, jeszcze raz.
Po dziesięciu próbach się poddała, a jej rekord to 1.
- Głupia gra! – krzyknęła, rzuciła komórką na pościel i położyła się.
- To, że czegoś nie umiesz, to nie znaczy, że jest głupie.
Machnęła ręką i zaczęła ziewać. Wyłączyłem telewizor i zebrałem telefony z łóżka. Wziąłem ją na ręce. Nie miała nawet siły protestować, tylko cicho jęknęła, zupełnie się tego nie spodziewając z mojej strony. Odgarnąłem kołdrę i położyłem ją pod nią, otulając ją dodatkowym kocem.
- Jak się mój skarb czuje? – spytałem szeptem. Wyglądała uroczo. Jej długo nieobcinane włosy sięgały już poniżej jej bioder. Dziwiło mnie to, że jej nie przeszkadzały. Pewnie trudno żyć z takimi długimi włosami, przeleciało mi przez myśl. Chwilę potem zachciało mi się śmiać, bo zdałem sobie sprawę jak dramatycznie to zabrzmiało. Usiadłem przy niej na łóżku, by móc je związać przynajmniej w koński ogon.
- Przy tobie super. – wymamrotała niewyraźnie.
- Zaśnij. Jesteś zmęczona. – powiedziałem, starając się brzmieć jak najczulej. Uczucie, które towarzyszyło mi w tamtej chwili było nie do opisania. Wiedziałem, że Julia bardzo cierpi z powodu tego, że przez całe życie była niechciana i odrzucana, więc świadomość, że opiekuję się nią i daję jej miłość, jakiej potrzebuje, była cudowna. Chciałem, by wiedziała, że jest kochana i chciana, że nie jest kimś gorszym. Nie rozumiem jak można skrzywdzić taką słodką dziewczynę jaką była. Nie potrafiłbym powtórzyć jej w twarz tych wszystkich rzeczy, jakich się nasłuchała. Ale wiem, że też nieraz ją zraniłem i to cholernie bolało. Chciałem jej to wynagrodzić. Wszystko.
Po upleceniu jej warkocza, zszedłem z jej łóżka i przysunąłem krzesło, by móc siedzieć blisko niej. Głaskałem ją po policzku, bawiąc się od czasu do czasu jej włosami, i patrzyłem jak zasypia. I mogę śmiało stwierdzić, że to jedna z najsłodszych rzeczy jakie w życiu widziałem. Moim marzeniem było, by czuła się przy mnie bezpieczna, a wtedy byłem prawie pewny, że tak właśnie jest. Przynajmniej w tamtej chwili…
*

Oczami Julii

Kilka dni później, willa Justina, Kalifornia
Chodź na imprezę do domu Justina, mówili. Nawiążesz nowe znajomości, mówili. Będzie fajnie, mówili.
Tymczasem siedziałam sobie w ogromnej, luksusowej sypialni Justina, na wielkim dwuosobowym łóżku, z jakimś kotem uwalonym na pościeli, i myślałam o moim nędznym żywocie. Zza drzwi dobiegała głośna muzyka, za oknami zmrok rozświetlały lampy otaczające dom Jusa, zewsząd dobiegały śpiewy, głośne rozmowy i plusk, kiedy jakaś osoba postanowiła wrzucić inną do basenu. W pokoju jednak panowała cisza, przerywana co chwilę mlaśnięciami kota liżącego sobie futerko.
- Ty to pewnie ten nowy znajomy. – powiedziałam do kota. – Pewnie Tuts.
Zbliżyłam się, by go pogłaskać, a po chwili zorientowałam się, że właśnie na czymś usiadłam. Był to pilot. Jeszcze nie wiedziałam do czego służył. Ale jak wcisnęłam przypadkowy guzik, okrągły podest, na którym znajdywało się łóżko, zaczął się powoli obracać.
- Wow. – westchnęłam. To było nic w porównaniu z reakcją, gdy pierwszy raz zobaczyłam willę z bliska. Albo gdy do niej weszłam i zobaczyłam wnętrze, te wszystkie ekskluzywne meble, drogie dywany, kręte schody z pozłacanymi poręczami, kryształowe lampy… To było za wiele jak dla mnie. Nie byłam w stanie tego wszystkiego ogarnąć rozumiem. Nie docierało do mnie, że to wszystko ma mój chłopak, że jestem dziewczyną kogoś takiego… I nie wiedziałam, czy to dobrze czy źle. Byłam tak przyzwyczajona do skromnego życia, że nie wyobrażałam sobie, by tu mieszkać. I nawet tego nie chciałam.
Nie wychodziłam z pokoju, bo czułam się… inna wśród tych wszystkich ludzi. Nie dość, że byłam chyba najmłodsza z tych osób, to jeszcze zbyt cicha i nieśmiała, by ktokolwiek usłyszał mnie, mimo głośnej muzyki. I nienawidziłam hałasu. Wolałam ciszę i spokój, a zabawę z osobami, które znam. Zauważyłam, że Jus bardzo chciał, bym się ze wszystkimi zapoznała i poczuła się akceptowana. Ale skończyło się na uściśnięciu kilku rąk i chwili przebywania razem i patrzenia się na tańczące i bawiące się osoby. Wiedziałam, że tak będzie. Jus obiecał, że mnie nie zostawi w tłumie, ale jak widać nawet nie zauważył, że zniknęłam.
Położyłam się i wpatrywałam w wirujący sufit, dopóki ktoś nie wszedł do pokoju.
- Julka, co ty robisz? – to był Justin we własnej osobie, który po niemal godzinie zorientował się, że ukryłam się w chyba jedynym pustym pokoju.
- Kręcę się na łóżku. Nie widać? – odpowiedziałam, nawet nie przenosząc na niego wzroku.
- Szalona. – skomentował i zaśmiał się po cichu. – Nie bawisz się dobrze, prawda?
- Co ty! Bawię się świetnie. Wiesz jaka faza?
- Uch… - westchnął Justin i usiadł obok. Zabrał mi z ręki pilot i wcisnął jeden z guzików. Łóżko stanęło w miejscu. – Nie martw się. Wkrótce wyjdą i się lepiej pobawimy.
Czyżby?, pomyślałam.
- Nie oczekuj, że będę pływać w basenie, gdy na dworze jest 20 stopni i temperatura ciągle spada. Jeszcze nie zwariowałam, tak jak oni. – stwierdziłam, wskazując przez okienną szybę na parę osób, które taplało się w wodzie w kostiumach kąpielowych, a niektórzy śmiałkowie nawet w ubraniach. Cóż, przynajmniej mają coś na sobie. Wyrwałam mu pilot i położyłam się jeszcze raz. – Jeśli zachoruję, moja mama cię zabije.
Łóżko znowu zaczęło się obracać.
- Nie będziemy pływać. Ja też nie zwariowałem i nie zamierzam cię zmuszać. – zabrał z mojej ręki urządzenie, ale odebrałam mu je w chwili, kiedy chciał wcisnąć guzik. Jeszcze moment, a zaczęlibyśmy się szarpać. – Julka, ogarnij się.
Wypuściłam z płuc wstrzymywane podczas „szamotaniny” powietrze.
- Już? – spytał, mając na myśli czy już mi przeszło. Miałam ochotę mu zrobić godzinny wykład o tym, że miałam rację i nie powinien mnie tu w ogóle zabierać, i że to on powinien się ogarnąć, a nie ja, ale odpuściłam sobie, bo nie miałam sił na kłótnię.
- Już. – wyrzuciłam i uśmiechnęłam się sztucznie. – Jestem potulna jak baranek.
- No weź… - wymruczał i położył niebezpiecznie blisko mnie, po czym otoczył mnie ramieniem i przyciągnął bliżej. Zauważyłam, że bardzo lubił mnie podnosić, przenosić, odkładać i w jakikolwiek sposób pokazywać, że jest silniejszy ode mnie, mimo że wcale nie potrzebowałam dowodów. – Już się nie denerwuj.
- Przecież mówię, że już mi przeszło. – wymamrotałam między krótkimi całusami Justina składanych na mojej całej twarzy, podczas których wydawał z siebie takie pomruki, jakby jadł coś naprawdę pysznego. Mruczał nawet głośniej niż Tuts, liżący sobie właśnie poduszeczkę tylnej łapy.
Zaśmiałam się pod nosem. Zdałam sobie sprawę, że złość mi przeszła. Odwzajemniłam każdy z pocałunków.
Półtorej godziny później
- A tu jest moja łazienka. – powiedział Justin, wprowadzając mnie do pomieszczenia większego niż mój cały pokój. Ściany były wysadzane drobnymi kolorowymi kamyczkami, a podłoga była z marmuru. Wanna była dwa razy większa od mojej. Chętnie bym się tam umyła razem z Justinem…
Boże, o czym ja myślę!
- Już czwarta, do której mnie wprowadzasz… - odparłam bez cienia zainteresowania. W rzeczywistości byłam zachwycona całą willą, po której Justin postanowił mnie oprowadzić, gdy wszyscy goście wyszli.
- Moja prawie ulubiona. – dodał, kompletnie ignorując moje słowa. – Bo moja ulubiona to ta, w której już byliśmy. Trzecia. Ta z taką ogromną okrągłą wanną z hydromasażem wodnym. Kąpiele w niej są cudowne.
Wtedy zrobił taką minę, że aż wpadło mi do głowy, że pewnie pomyślał o tym samym co ja chwilę temu. Wspólnej kąpieli.
Ale wspólnej kąpieli się nie spodziewajcie, bo to nie jest jakieś fanfiction, tylko to wszystko działo się naprawdę!
Ale możecie się spodziewać czegoś innego…
Pięć minut później wchodziliśmy do trzeciej sypialni Justina, znajdującej się na drugim piętrze. Prawdopodobnie było to jedno z najmniejszych pomieszczeń w domu. W pokoju dominowały brąz i czerń. Większość miejsca zajmowało gigantyczne dwuosobowe łóżko, a może raczej łoże, okryte brązową satynową pościelą. Te same ornamenty, które zdobiły ścianę tuż przy suficie, upiększały również krawędzie kołdry, poduszek i firan. Oprócz czarnego stolika nocnego i wiszącego niepokojąco nisko nad łóżkiem kandelabra przyozdabianego frędzelkami i wisiorami, w sypialni nie znajdywało się nic więcej.
- O Maryjo… - wyszeptałam, przekraczając próg i rozglądając się dookoła. Zaniemówiłam. Ten pokój wywarł na mnie największe wrażenie ze wszystkich. Nie zapytawszy nawet o pozwolenie, usiadłam na łóżku i pogładziłam miłą w dotyku, błyszczącą kołdrę. – Ty naprawdę masz satynową pościel… Tak jak śpiewasz w „Confident”.
Justin nie odpowiedział słowem, ale roześmiał się, przygryzając wargę, jak to on miał w zwyczaju, jakbym właśnie opowiedziała mu żart. Zauważyłam już wcześniej, że strasznie cieszył się z moich reakcji, za każdym razem, gdy pokazywał mi nowe pomieszczenia.
- Oj, chyba jestem zmęczona! – zawołałam, przeciągając się i stękając przy tym z przyjemnością. Ułożyłam się na łóżku. Było to zdecydowanie najwygodniejsze łóżko na jakim kiedykolwiek leżałam. – O, matko, ale ty masz super!
Po chwili ciszy, podczas której Justin wydawał się dziwnie zamyślony, jakby go wcale nie było ze mną w pokoju, otrząsnął się i spojrzał na swój zegarek (chyba nie muszę wspominać, że był on złoty), po czym wyjął koc z wysuwanej półki w łóżku.
- Jesteś fajna, więc dam ci mój ulubiony.
Przykrył mnie beżowym, niezwykle miękkim i przyjemnym w dotyku kocem. Automatycznie wtuliłam się w niego i przyłożyłam końcówkę do policzka. Był tak puszysty, że mogłabym pod nim spać w dzień i w nocy.
Oczami Justina

- Jest świetny, nie? – spytałem, uśmiechając się na widok dziewczyny rozkładającej się na łóżku na wszystkie sposoby, przewracającej się z boku na bok, bezustannie przeciągającej się, lgnącej do koca jak najbardziej to było możliwe. W końcu znalazła odpowiednią pozycję i w niej pozostała.
- Już nie wstaję. – stwierdziła. Wsadziła twarz głęboko w poduszkę. – Nigdy. – dodała niewyraźnie. Ale po chwili podniosła głowę i wypluła kosmyk własnych włosów, który dostał się jej do ust. Zaraz kolejny zakrył jej twarz. Bezskutecznie starała się go zdmuchnąć. Potrząsnęła głową. Zebrała włosy w dłoń i ułożyła na jednym ramieniu, lecz leżenie na własnych włosach okazało się nieprzyjemne, więc po chwili przełożyła na drugą stronę, co również jej nie pasowało. Leżała jeszcze przez moment, aż nagle zaczęła gwałtownie rozkopywać się z koca i usiadła.
- Powoli zaczynam mieć dość tych włosów.
Słowa te jednak do mnie nie dotarły do końca, gdyż byłem zajęty gapieniem się w dekolt Julki.
Ciekawe, jak wyglądają naprawdę. Wydają się jędrne, ale wiem, że staniki push-up kłamią. Ale Julia raczej nie należy do dziewczyn, którym zależy, by ktoś gapił się w ich cycki, więc wątpię, by nosiła takie staniki.
- Halo? – moje myśli się potwierdziły, gdy Julia zaczęła machać mi przed twarzą ręką.
- Halo? – odpowiedziałem, nie do końca jeszcze wiedząc, gdzie jestem i co tutaj robię.
- Widziałam, gdzie się patrzyłeś, więc… - powiedziała z lekkim uśmiechem na twarzy i wzruszyła ramionami.
- Och… - zrobiło mi się wstyd, ale postanowiłem inteligentnie wybrnąć z niezręcznej sytuacji. – Myślisz, że nie zauważam, kiedy patrzysz na moje krocze?
- Co?! – wrzasnęła i zaczęła się śmiać. A śmiała się uroczo. – Nigdy się nie patrzyłam na twoje krocze!
- Jak nie? O, właśnie się spojrzałaś!
- Nieprawda! – krzyknęła i zakryła jedną ręką oczy. – Nie spojrzałam!
- Ja przynajmniej umiem się przyznać do tego, że gapiłem się tam, gdzie nie trzeba. Wstyd mi za ciebie.
- Jesteś okropny.
- A ty okropniejsza.
- Ale za to jesteś przystojny. – dodała, śmiejąc się pod nosem. Wyciągnęła ręce w moim kierunku.
- A ty najsłodsza w świecie. – wyszeptałem, obejmując ją mocno i powoli podnosząc, by za chwilę położyć ją na własnym ciele. Odgarnąłem kosmyk z jej twarzy. – Najrozkoszniejsza dziewczyna… - podkreśliłem, przypatrując się jej oczom, jej delikatnie zaróżowionym policzkom i jej ustom, na których zatrzymałem wzrok. Po chwili zauważyłem, że ona również patrzy się na moje, więc złączyliśmy się w cichym, spokojnym pocałunku. – 22 grudnia. Pamiętasz? – spytałem. Julia uniosła na chwilę wzrok, jakby zastanawiając się, a po chwili jej twarz rozjaśnił nieśmiały uśmiech. Jej policzki przybrały wyraźniejszy kolor. Przytaknęła. – Myślałaś o tym od tego czasu?
- Tak… - odparła, schylając głowę. – Myślałam dużo…
- I co myślałaś? – spytałem. Podniosła głowę i spojrzała mi w oczy, ale szybko odwróciła wzrok i roześmiała się.
- Było fajnie. – powiedziała jednym ze swoich najsłodszych tonów.
Oczami Julii

- Podobało ci się?
- Tak... – odpowiedziałam. Chciałam jeszcze dodać ,,ale…”, lecz nie byłam pewna czy to dobry pomysł, by rozmawiać teraz z Justinem o tym, że nie jestem pewna, czy to byłaby dobra decyzja, by się z nim przespać. Moje wątpliwości dotyczyły tego, że przecież jeszcze wciąż czuł coś do Seleny, a przynajmniej takie miałam wrażenie, oraz tego, że jeszcze do niedawna byłam jedynie za seksem wyłącznie po ślubie. Spytacie pewnie, dlaczego? Po pierwsze ze względów religijnych. Po drugie, bo wiedziałam, że jeśli spotkam odpowiedniego mężczyznę, będzie mógł udowodnić, że mu na mnie zależy, przez życie w czystości do ślubu. Po trzecie, bo byłam od samego początku odrzucana i nie chciałam, by ktoś nagle pojawił się, wykorzystał mnie, po czym odszedł tak jak wszyscy inni z mojego życia. W przyszłości pragnęłam mieć dobrego męża lub nie mieć go wcale, jeśli pierwsza opcja nie byłaby możliwa.
Jednak teraz, gdy zaczęłam chodzić z Justinem, bałam się. Moje myśli nie współgrały z moimi dotychczasowymi poglądami. Obawiałam się, że jeśli się nie zgodzę i nagle mu wyskoczę ze zdaniem ,,Prześpię się z tobą dopiero po ślubie”, to Justin ucieknie gdzie pieprz rośnie, a przecież to jedyna osoba poza mamą, której na mnie zależało… I chociaż wiedziałam, że chłopak zazwyczaj zostawia dziewczynę zaraz po seksie, a nie przed, to miałam wątpliwości. Co jeśli nie mam racji? Czy dałabym radę bez Justina?...
- Też tak myślę. – odezwał się Justin, a potem wpił się w moje usta jeszcze raz. Każdy jego pocałunek stawał się coraz bardziej stanowczy.
No i super, pomyślałam. Znowu to samo. I co teraz? Przerwać to czy dać się w to wkręcić? Jeśli przerwę, to co niby powiem? A jeśli się wkręcę, to co potem? Wolałam nawet o tym nie myśleć. Postanowiłam, że nie zrobię zupełnie nic.
Jakieś pięć minut później okazało się, że ten pomysł również był do kitu, bo nie robiąc nic, równocześnie się wkręciłam. Namiętne pocałunki i głośne sapnięcia Justina podobały mi się coraz bardziej, więc przycisnęłam go mocniej do siebie, i mimo że nie odwzajemniałam całusów, Jus chyba nie miał mi za złe i wziął to po prostu za nieśmiałość z mojej strony.
Kolejne dwie minuty później poczułam to dziwne ekscytujące uczucie po raz trzeci w życiu, i wtedy szala przechyliła się nieco na stronę ,,daj się ponieść”. Gdybym miała więcej czasu rozpisałabym sobie na kartce powody, dla których miałabym się zgodzić i dla których miałabym się nie zgodzić, i porównała czego jest więcej.
Minęła minuta. Justin ściągnął z siebie bluzkę. Mój wzrok przykuł nowy tatuaż znajdujący się na wysokości jego bioder. Super, jeszcze tego brakowało. Był to napis „Forgive” („wybaczaj”).
- Fajnie. – powiedziałam ironicznie.
- Wiem, skarbie, że ci się podoba. – wydyszał Justin, który zdążył się już spocić i zasapać. Aha.
Mimo że sprawiałam wrażenie niedostępnej, wystarczyło jeszcze parę chwil, a sama zipałam i drżałam z podniecenia. Jednak cały czas powtarzałam to samo w myślach. Ok, do niczego nie dojdzie. Jedynie się rozbierzemy i popatrzymy na siebie, ewentualnie trochę podotykamy. Nic więcej. To chyba nic złego, nie?
Justin ściągnął spodnie. Chwycił brzegi bokserek Calvina Kleina, które jak zwykle kolorem dopasowane były do jego bluzki. Jeszcze chwilę potrzymał mnie w napięciu, co wręcz uwielbiał robić, aż w końcu zrzucił je z siebie. Zobaczyłam kątem oka ruch jego rąk i usłyszałam szmer materiału zsuwającego się z jego ud. Ale cały czas miałam kontakt wzrokowy z Justinem.
- To mój drugi raz, kiedy stoję przed tobą całkiem nagi, i drugi raz, kiedy ty nawet na mnie nie spojrzałaś. – wyszeptał i uśmiechnął się bardzo delikatnie.
- Przecież patrzę na ciebie. – odparłam równie cicho jak on. Ciekawe, dlaczego my zawsze ściszamy głos, gdy do czegoś dochodzi. Boimy się, że ktoś usłyszy naszą rozmowę? Przecież za moment będziemy pięć razy głośniej. Skarciłam się za takie myśli.
- Na moją twarz. – poprawił mnie. – Ale nigdy nie spojrzałaś poniżej bioder...
- Przecież widziałam twoje stopy.
Zaśmiał się.
- Haha, jesteś po prostu niesamowita. Jednak pominęłaś jeden ważny odcinek… – stwierdził. – Posłuchaj… - sięgnął po moje ręce. – Chcesz tego? Powiedz mi.
- Tak. – odparłam. Nie miałam czasu, by się porządnie zastanowić, ale wiedziałam, że to nie było kłamstwem. W końcu w pewnym sensie na pewno tego chciałam.
- Kochanie… - szepnął. Cały czas spoglądałam mu w oczy. Były takie piękne jak zawsze. Najpiękniejsze, jakie w życiu widziałam. Takie duże, brązowe, takie szkliste… Czy osoba z takimi oczami może nie być warta zaufania?... - Między nami jest bariera… Ale nadszedł czas, by ją przełamać. I mamy teraz okazję. Wiem, że jesteś nieśmiałą, skrytą w sobie osobą, ale ufasz mi i ja ufam tobie. Odgradzająca nas ściana jest niepotrzebna, zbędna. Nie chcemy jej, tak?
- Tak. – zgodziłam się. Mówiłam tak cicho, że sama ledwo siebie słyszałam.
- Nie bój się. Nie musisz się bać. – powiedział tak bardzo dramatycznym głosem, że oboje się krótko zaśmialiśmy. Jego uśmiech pozostał na jego twarzy jeszcze chwilę. – To ja. Justin. – dorzucił, by potwierdzić swoje słowa. Skinęłam delikatnie głową. – Zburzymy ścianę? – spytał, na co również przytaknęłam. – Zburzymy? – powtórzył, bo chciał uzyskać odpowiedź. Ale tym razem jego głos był bardziej ochrypły i niski niż poprzednio. Wiedziałam, że zmienił go celowo. Często tak robił, co pewnie zdążyliście już wywnioskować z wywiadów.
- Przestań mówić w ten sposób. – wyrzuciłam z siebie.
- Jaki sposób…?
Jakbyś był czarny?
- W taki… inny. – wyjaśniłam nieśmiało. Jus znowu zachichotał. Znów zmienionym, ochrypłym głosem. Nie chodzi o to, że nie podobał mi się ten ton. Nie podobał mi się fakt, że Justin chce być kimś innym i upodobnić się do innej osoby.
- Haha, mówię tak jak jestem podniecony.
- W takim razie często jesteś podniecony… - odpowiedziałam. Justin znowu wybuchnął śmiechem.
- Rozgryzłaś mnie. – odparł. Ok, sytuacja się rozluźniła. Julka, wiem, że nie chcesz, ale musisz teraz z tego wybrnąć, skoro masz okazję!
- Widzisz, czym może się skończyć spoglądanie w dekolt? – spytałam retorycznie, ale Jus chyba nie zrozumiał, co mam na myśli, bo spojrzał na mnie pytająco. Pokazałam na niego ręką, ale nadal nie pojął, o co mi chodzi. – Jesteś nagi!
- Zgadza się… A ty nie. I trzeba coś z tym zrobić. – powiedział i, zadowolony ze swojego udanego tekstu, oblizał swoje idealnie białe zęby. Epic fail. – No dawaj, Julia… Spojrzyj na mnie, skarbie. Czemu nie chcesz na mnie spojrzeć? – pytał, ale nie uzyskał odpowiedzi. Spojrzał w dół. – Może nie jest jakiś wyjątkowo ładny, ale… nie wypali ci oczu, obiecuję. – cisza. – Dlaczego nie chcesz go zobaczyć? Boisz się go? – spytał z uśmiechem na twarzy. Cisza. Zaczerwieniłam się, ale odwzajemniłam uśmiech. – Haha, no co ty. Nie ma się czego bać. On nie gryzie. Robi tylko same dobre rzeczy… Matko Boska, Julia… Ale zbladłaś, wszystko ok?
Co? Ja zbladłam? Czemu ja nic o tym nie wiem?
- Haha, żartuję. – zawołał. Bardzo śmieszne. – W takim razie, jak się nie boisz, to co? Brzydzisz się? Nie?... To co? Wstydzisz? – cisza. – W sumie cię rozumiem. Mój pierwszy seks też był stresujący i pierwszy widok nagiej kobiety z bliska to był… szok, haha. Pozytywny oczywiście… - cisza. Ciekawe, z kim Justin uprawiał swój pierwszy seks… Musimy kiedyś wrócić do tego tematu. – Chcesz tego?
- Tak. – odparłam. Tak naprawdę zastanawiałam się nad nowym tatuażem Justina. Robi je tak często, że nawet mi nie powiedział, gdy zrobił kolejnego? Na dodatek, co on tym razem oznacza? Komu wybaczyć i dlaczego? W sumie… ja też mam przed nim pewną tajemnicę. Justin ścisnął moje dłonie.
- Musimy zburzyć ścianę, Julcia… - zaczął mnie całować. – Zburz ścianę.
,,Zburz ścianę” oznaczało w tym wypadku ,,daj się porwać”, ,,zgódź się”, „zaufaj mi”. A co, jeśli burzenie ściany jest sprzeczne z moimi zasadami i poglądami? Czy mam być kolejną dziewczyną bez zasad?...
- Let’s break the wall… - powtarzał. Ostatecznie ściągnął moją bluzkę. Zakryłam się w ostatnim momencie, ale było już za późno. Zauważył.
Powoli zsunął dłoń z miejsca, w którym miałam tatuaż, taki sam jak on. Korona. Na lewym obojczyku.
Spojrzał mi w oczy. Ciekawa byłam, co teraz myśli. Jest na mnie zawiedziony, że tłumaczyłam mu gdzie tkwi błąd w robieniu tatuaży, a sama w tajemnicy robiłam co innego? Czy może zawiedziony na sobie samym, że dał mi zły przykład?
- Stwierdziłam, że za każdym twoim nowym tatuażem zacznę sobie je robić również ja. – zaczęłam się tłumaczyć. - Jeden twój tatuaż równa się jeden mój. Taki sam.
Cisza. Justin polizał palec i potarł mój tatuaż.
- Henna. Wiedziałem, że nie jesteś w stanie tego zrobić.
Odrzuciłam jego rękę.
- W ten sposób tylko przyzwyczajam się, że będę to nosić całe życie. Już wkrótce będzie prawdziwy.
- Jasne… - nie dowierzał. Uśmiechnął się i uniósł brwi.
- Ale powiedz mi. To mnie upiększa? Jak z tym wyglądam? – pytałam. Wiedziałam, że woli moje ciało naturalne i czyste. Chciałam mu udowodnić, że on również jest piękny bez tych dodatków.
- To nie pasuje do ciebie. I tyle. Jesteś zbyt delikatna na takie rzeczy. – odparł i wrócił do całowania. Epic fail 2. – Burzymy ścianę, Julia… - powtarzał. Tak, dotarło.
Po dziesięciu minutach podniecenie wróciło z zawrotną siłą. Justin zdążył już ściągnąć ze mnie spodnie. Położył mnie na kocu, do którego odruchowo zaczęłam się przytulać i wyginać w nim. Był tak miękki, że nie sposób było się od niego oderwać. Justina wyraźnie podniecił ten widok.
- Tak, skarbie… Tak… - szeptał. – Wybieraj. Chcesz najpierw zobaczyć mnie, czy bym ja zobaczył ciebie?
- Wolę najpierw zobaczyć ciebie. – powiedziałam. Ciekawe, ile godzin minie, zanim mnie do tego zmusi.
- Proszę bardzo. – odparł z uśmiechem na twarzy. Jak on może być tak rozluźniony w takim momencie?! – Patrz, nie bój się.
- Ok. – odpowiedziałam, nadal patrząc mu w oczy. – Nie boję się. – dorzuciłam, by zyskać na czasie.
- To dawaj.
- Ok. – odparłam. – To daję. – cisza. – Właśnie teraz. – dodałam. Justin podniósł brew. – Uwaga. – cisza. – Patrzę!
Nadal patrzyłam mu w oczy. Zaśmiał się. Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
- Wiem, że trudno się przełamać za pierwszym razem. A potem już z górki. – poradził mi. Ale ta wskazówka niewiele mi pomogła. – Julia! Spokojnie. Zrób to na spontana. Takie yolo! Ok, dawaj! Spontanicznie!
- Ok! Spontanicznie! – zawołałam. Czemu nagle zaczęliśmy krzyczeć? – Ok! Dobra!...
- Haha, ty w ogóle nie jesteś spontaniczna.
- Ja?! Nie umiem być spontaniczna?! Ja mam takie życie yolo, że nie masz pojęcia.
- Tak? Udowodnij. – powiedział, podnosząc brwi. Matko, jaki on seksowny.
- Ok. YOLO! – krzyknęłam i już miałam spojrzeć w dół, ale coś mnie powstrzymało. – Jeszcze raz… Yolo!...
- Nie umiesz być spontaniczna. - powtórzył.
- Tak?! To patrz! – spojrzałam w dół na ułamek sekundy tak, że nawet nic nie zauważyłam.
- Nie zdążyłaś nic nawet zobaczyć! – zawołał.
- Zdążyłam! Bardzo ładny.
Justin westchnął. Spytał jeszcze raz, czy tego chcę, po czym stwierdził, że łatwiej będzie, jeśli mnie jeszcze trochę „rozgrzeje”, więc całował mnie o wiele nachalniej i gwałtowniej niż poprzedniego, głaskał po nagich udach od wewnątrz i robił jeszcze wiele rzeczy, o których kiedyś zwykłam tylko marzyć przed snem. Nie wierzyłam, że to się dzieje naprawdę. Podniecenie rosło, a w pokoju było coraz goręcej. Chciałam go w końcu poczuć. Znów drżałam z podniecenia i wyobrażałam sobie, co będzie dalej. Znów byłam w tym dziwnym stanie, gdy nie myślałam o niczym innym, ani o konsekwencjach, ani o oporach, ani o strachu.
Tym razem łatwiej było mi spojrzeć w dół. Zobaczyłam Justina całego. Już wiedziałam, jaki dokładnie był. A był piękny. On także mnie zobaczył. Rozbierał mnie powoli i zatrzymując się od czasu do czasu, by mój stres nie narastał. W końcu zobaczył mnie całkiem nagą. Było mi strasznie wstyd. Za to Justin uśmiechnął się i prześledził mnie całą wzrokiem – od czubka głowy do palców u stóp.
- Perfekcyjna. Wiedziałem, że będziesz piękna, ale że aż tak?
Gdy już zobaczył mnie po raz pierwszy zakryłam się włosami aż do miejsca, do którego sięgały, czyli bioder. Justin otulił mnie kocem. Często głaskał mnie po twarzy i włosach, bym się uspokoiła, bo naprawdę bardzo się stresowałam – tak bardzo, że trzęsły mi się nogi od czasu do czasu. Ale gdy zaczynał mnie całować i podniecenie wracało, strach odchodził daleko.
Nie wierzyłam, że to się dzieje. To wszystko było jak sen…
Gdy Justin zaczął zakładać prezerwatywę, wiedziałam, że nie ma odwrotu.
Gdy usiadł obok i wyciągnął rękę między moje nogi, zadrżałam.
- Spokojnie… - uśmiechnął się delikatnie. Podniecenie zawładnęło nim i nie był w stanie uśmiechać się tak, jak moment temu. – To ja. Justin. Nic ci nie zrobię.
Kiedy mnie tak uspokajał, czułam się bezpieczna.
Pierwszy raz poczułam jego dotyk w najwrażliwszym miejscu na moim ciele. Zamknęłam oczy. Czułam przyjemność, jaką jeszcze nigdy. Justin był delikatny i ostrożny. Mogę nawet dodać, że miał większe wyczucie niż ja, bo gdy zdawało mi się, że zaraz poczuję ból, doświadczałam tylko większej rozkoszy.
Zrezygnował z każdego posunięcia, które mogłoby mnie zniechęcić, przestraszyć lub być zbyt odważne jak na pierwszy raz. Co chwilę pytał, czy wszystko w porządku. Okazał się prawdziwym dżentelmenem. Był niezwykle opanowany, mimo że jeszcze bardziej podniecony niż ja.
- Ok, Julia… - zaczął, gdy byłam już wystarczająco rozgrzana. To miało znaczyć ,,zaczynamy”. Poczułam coś między moimi nogami, ale to nie mogły być już jego ręce, bo nimi trzymał mnie mocno za uda. Justin spojrzał w moje oczy i mrugnął do mnie. Wtedy już byłam pewna, że mogę mu zaufać.
- Bądź delikatny… - przypomniałam mu, chociaż wiedziałam, że Jus nie zrobi mi krzywdy.
- Będę. – odparł i mrugnął jeszcze raz. Chwila ciszy, przerywanej naszymi głębokimi oddechami. I w końcu poczułam, jak Justin powoli wchodzi. Ścisnęłam w rękach satynową pościel i zacisnęłam powieki, spodziewając się o wiele gorszego bólu niż w rzeczywistości. Gdy Jus wszedł do końca, oboje odetchnęliśmy głośno. Jus zaczął się znów wycofywać. Na razie wszystko robił bardzo powoli. Po dwóch minutach wolnego poruszania się we mnie poszło o wiele łatwiej. Jus mógł przyspieszyć. Do tej pory trzymał mnie za uda i w okolicach bioder, teraz stwierdził, że może przestać mnie kontrolować i podał mi ręce. Ale jak tylko mnie puścił, zaczęłam automatycznie zaciskać nogi, spodziewając się przez to większej przyjemności. Justin poprawił mnie i, chociaż nie używał słów, zrozumiałam, o co mu chodzi. Ułożył moje nogi w poprawnej pozycji, jednak jak tylko przeniósł dłonie w inne miejsce, sytuacja się powtórzyła. Dopiero za trzecim razem go usłuchałam.
Nieraz też za nim nie nadążałam i prosiłam, by zwolnił. Było mi głupio, ale na szczęście Justin wszystko rozumiał. Było cudownie. W pewnym momencie Justin niemal się na mnie położył. Oddychał głośno przez usta, po jego twarzy spływał pot. Oczy miał zamknięte, ale gdy je otworzył i spojrzał na mnie, uśmiechnął się nieznacznie i wyszeptał:
- Kocham cię. – a potem cicho jęknął i dodał: - Julia.
A potem przytulaliśmy się do samego końca. Justin szczytował pierwszy. Przez chwilę przyspieszał coraz bardziej i bardziej, aż otworzył usta szerzej i jęknął głośno, a potem jeszcze raz i jeszcze… Zaczął zwalniać, ale gdy doszedł do siebie, znów przyspieszył, by dać szansę mnie. Gdy poczułam, że szczytowanie się zbliża, ścisnęłam udami jego biodra, aż syknął. Co chwilę przekładał moje dłonie na swoją szyję, bym zamiast drapać go po plecach, wtuliła się w niego. I w końcu uległam, przycisnęłam go do siebie tak mocno, że zatrzymał się, ale tylko na krótki moment. Chyba wyczuł, gdy byłam już naprawdę blisko, bo powiedział:
- No, Julka… Tak mocno, jak mnie kochasz.
Po czym pchnął jeszcze kilka razy, o wiele mocniej niż do tej pory.
Rozkosz wstrząsnęła całym moim ciałem. Była tak silna, że na moment zrobiło mi się czarno przed oczami.
- Super. – usłyszałam głos Justina, który właśnie się podnosił, by móc ze mnie wyjść. Moje nogi były całkowicie bezwładne. Nie mogłam nawet nimi ruszyć. Jak tylko Jus ze mnie wyszedł, opadły bezsilnie na pościel.
A potem zasnęłam. Od razu. Jedyne co czułam, pomijając ogromne odprężenie, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyłam, to jak Justin mnie bierze na ręce i gdzieś niesie.
Jakiś czas później
Obudziłam się koło niego. Miał na sobie luźne spodnie i czarną bokserkę. Jego wilgotne włosy świadczyły o tym, że zdążył wziąć prysznic. Spał z dłonią przy twarzy, tak jak zwykle, i wyglądał jak aniołek. Dotarło do mnie, co się stało. Nie mogłam w to uwierzyć.
Moje włosy były związane i miałam na sobie jakąś koszulę nocną. Nadal ledwo mogłam ruszać nogami, ale jakimś cudem udało mi się dojść do łazienki i wziąć szybki dwuminutowy prysznic. A potem położyłam się przy Justinie i pogłaskałam go jednym palcem po policzku. Otworzył oczy i przez chwilę patrzył się na mnie nieprzytomnie, ale w końcu się uśmiechnął.
- Hej. – powiedział niesłyszalnie, poruszając jedynie ustami.
- Hej… - odpowiedziałam w ten sam sposób. Pogładził mnie po policzku i mrugnął do mnie.
Wtuliliśmy się w siebie i staraliśmy zasnąć, bo następnego dnia czekała nas podróż z powrotem do domu.
Kilka dni później, dom Julii
Siedziałam przy stole w salonie nad matematyką i próbowałam ogarnąć algebrę, co nie szło mi najlepiej, bo w mojej głowie siedział jedynie Justin. Nie było godziny, w której nie myślałam o tym, co zdarzyło się parę dni temu. Całe szczęście ostatnio Jusa nie było blisko, bo inaczej uściskałabym go na śmierć po raz tysięczny. Ale wyjechał do Panamy ,,pojeździć sobie quadem po plaży” i spędzał czas z przyjaciółmi, więc musiałam to uszanować. Jednak wciąż pisaliśmy do siebie smsy. Cały czas. Non stop. A ja śledziłam na Twitterze jego coraz nowsze zdjęcia. Kręciła się koło niego jakaś laska, Chantel, ale nie przejmowałam się tym, bo widziałam film, na którym jak tylko do niego podchodzi, on wyciąga telefon i oddala się. Ha! Wygrałam. Jestem lepsza. Mam życie yolo i jestem spontaniczna.
- Co się tak cieszysz, Julka? – spytała mama, która właśnie rozwieszała pranie. – Zauważyłam, że po tej imprezie u Justina jesteś bardzo zadowolona.
- Haha, ja? Możliwe… - powiedziałam i znowu zaczęłam się śmiać. – Wiesz, mamo… Wspomnienia.
- Ale nie braliście narkotyków, nie? Do niczego cię nie namawiali? Nie piłaś ani nic?...
- Nie, mamo. Prawie cały czas siedziałam w pokoju, znasz mnie…
- W takim razie co w tym takiego ekscytującego?
- No właśnie nic, haha. – znowu wybuchłam śmiechem, ale przypomniało mi się, że mama jest genialnym psychologiem i jakimś cudem nieraz wnioskuje po moim sposobie mówienia i zachowania, co ukrywam. Postanowiłam być poważna od tej chwili.
- Hmm… - zastanowiła się. Oderwała się od pracy i spojrzała na mnie podejrzliwie z nieznacznym uśmiechem. – Jesteś bardzo szczęśliwa i czuję, że Justin w tym maczał palce.
I nie tylko palce, mamo.
- Um… No tak. – przyznałam jej rację. Wsadziłam nos w zeszyt od matematyki. – Ostatnio jest dla mnie taki miły i w ogóle…
Całe szczęście mama odpuściła i wróciła do rozkładania prania.
Tydzień później
Rzuciłam się na szyję Justinowi, gdy przekroczył próg mojego domu. Nie dałam mu dużo czasu na przywitanie się z moją mamą, bo od razu zaciągnęłam go do mojego pokoju. Miałam wyjątkowo dobry humor i nadal byłam podekscytowana tym, co się zdarzyło ponad dwa tygodnie temu, tym bardziej teraz, kiedy Justin stał przede mną. Naprawdę przede mną stał i wiedziałam, że jest mój. A to uczucie, o którym marzyłam od chwili, gdy go poznałam i jeszcze wcześniej. Bezustannie wygłupiałam się, śmiałam, skakałam, tańczyłam i okręcałam wokół jego rąk, wskakiwałam mu na plecy, i zachowywałam się jak małe wkurzające dziecko, ale u nas to było zupełnie normalne. Przez chwilę było tak jak kiedyś, gdy byliśmy razem na trasie i śmialiśmy się ze wszystkiego i z niczego, i nie baliśmy się aż tak co sobie ta druga osoba o nas pomyśli.
Siedzieliśmy na łóżku i gadaliśmy z godzinę, bez przerwy wybuchając śmiechem i żartując. Cały czas dłubałam łyżką w mojej filiżance z miodem, którego wcale nie chciało mi się jeść. Nie obyło się też bez nowego zdjęcia na instagramie Justina. Ja wcinająca miód. Fajnie.
Oczami Justina

- Julka… - zacząłem. Zdawałem sobie sprawę, że mój głos zmienił się na nieco ponury. – Mam jedną złą wiadomość.
- Niech zgadnę. Nowy tatuaż. – stwierdziła, bardzo pewna swojej racji.
- Pudło.
- W takim razie co? – spytała. Uśmiech zszedł z jej twarzy. Wyglądała na bardzo przejętą.
- Tylko nie krzycz…
- Jaka ja jestem głupia… - powiedziała nagle, klepiąc się trzy razy po czole otwartą dłonią. – Myślałam, że mi zaraz powiesz, że jestem w ciąży, ale dotarło do mnie, że to bez sensu.
- Haha, Julka… Właśnie, sprawdzałaś?...
- Tak. I tutaj zaczyna się też moja zła wiadomość. – wyszeptała, jakby się bała, że jak tylko to usłyszę, zacznę krzyczeć. Ja jednak tylko wyszczerzyłem oczy i otworzyłem usta. Czyżby Julka była w ciąży?! O nie! Nie jestem gotów, by być ojcem! O Matko Boska jedyna! Co ja teraz zrobię?! Co powiem mamie? I co powiem jej mamie?! Co z moją karierą?! I tak w ogóle gdzie się kupuje kojce?
- Nie, nie jestem w ciąży. – uspokoiła mnie, widząc strach w moich oczach.
- Julka… Nie strasz… - wysapałem.
- Za to zrobiłam najgłupszą rzecz jaką mogłam. Poszłam do mamy i spytałam się, czy to możliwe, że test ciążowy wyszedł źle. – znowu zaczęła się klepać po czole. – Tak, wiem, jestem debilem. Wiem.
- Co powiedziała?
- Że rzadko się to zdarza, ale na wszelki wypadek można zrobić dwa razy.
- I nic więcej…? Nie zorientowała się?
- Nie wiem. Trzymałam w ręku ćwiczenia z biologii i coś notowałam kiedy mówiła, udając, że to praca domowa, ale chyba się skapnęła…
Przygryzłem wargę.
- Zabije mnie? – spytałem.
- Ja się boję o własne życie… Nieważne, mów swoją wiadomość. – ponagliła mnie. Cisza. Bałem się jej powiedzieć.
- Selena do mnie wciąż pisze… - wyszeptałem. Spojrzałem na twarz Julii. Jej wzrok zdradzał pytanie ,,I co zamierzasz z tym zrobić?”. – Pisze, że przeprasza i chce drugiej szansy.
Na dowód wyjąłem telefon i pokazałem jej parę wiadomości. ,,Ostatnio myślałam nad tym co zrobiłam i czuję się z tym źle. Wybacz mi.” „Rozumiem, jeśli nie chcesz ze mną gadać, ale jeżeli tak jak ja wciąż myślisz o nas, to daj mi znać.”
- Co powinienem jej napisać?
Oczami Julii

- Napisz jej… ,,Pa”. Haha.
Justin zaśmiał się, ale po chwili znowu spoważniał.
- Ale wiesz, że ja cię kocham bardziej od niej, prawda? – spytałam, przykładając rękę do jego policzka i uśmiechając się subtelnie.
- Ona mnie wcale nie kocha. Tylko ty. – odpowiedział czułym głosem i przytulił twarz do mojej dłoni. – I ja ciebie. – to była najsłodsza rzecz, jaką Jus do mnie kiedykolwiek powiedział. I chociaż nie byłam pewna, czy Sel rzeczywiście niczego nie czuje do Justina, odparłam:
- Dokładnie, kotku…
Justin postanowił, że już pójdzie, bo zbliżała się późna godzina, a nie chciał denerwować mojej mamy. W progu jeszcze rozmawialiśmy chwilę jak najciszej tylko potrafiliśmy. ,,Myślisz, że się nie zorientowała?”, pytałam, a Jus próbował mnie przekonać, że nie. Od razu, gdy zamknął za sobą drzwi, popędziłam do pokoju i wyglądałam przez okno, póki nie zobaczyłam jak światło w sypialni Justina się zapala i chłopak podchodzi do szyby, przykłada dłoń do ust, a następnie wyciąga ją w moim kierunku.
Gdy wyszłam z pokoju, by zrobić sobie herbatę, napotkałam na swojej drodze mamę.
- Powiesz mi, o czym tak ważnym miałam się nie zorientować?
Oczami Pattie

W tym samym czasie
A więc tak wygląda dom Justina po imprezie… Cóż, nie jest tak źle. Zebrałam kilka plastikowych kubków po napojach z podwórka i wyrzuciłam je do kosza. Przynajmniej ani śladu alkoholu. Chyba przy Julce by się nie odważył na coś takiego.
Zajrzałam do każdego pokoju. Podejrzewałam, że Jus zatrudnił firmę sprzątającą. Ale stwierdziłam, że może za mało mu ufam. Powinnam dać mu trochę swobody.
Weszłam do jednej z sypialni. Położyłam się na łóżku, bo plecy bolały mnie od chodzenia i sprzątania resztek śmieci z całego ogrodu. Szkoda, że Justin i ja mamy tak mało dla siebie czasu… Ciekawe, czy w końcu jest z Julią czy nie. Chciałabym, by był. Julia jest zwykłą nastolatką i nie namąci mu w głowie. Przynajmniej nie dopuści do tego, by Justin poczuł się kimś lepszym od innych.
Wzięłam złożony w kosteczkę koc, by włożyć go do szuflady, ale coś z niego wypadło. Zdjęcie. Zawirowało w powietrzu i upadło na podłogę spodem do góry.
Podniosłam je i zaniemówiłam. Serce podeszło mi do gardła i musiałam usiąść z wrażenia. W mojej głowie panował chaos. Rozczarowanie przeplatało się z ulgą, złość z niedowierzaniem.
Na zdjęciu była naga Julia, owinięta kocem, i pokryta tatuażami ręka Justina na jej policzku. Ponadto na obojczyku dziewczyny znajdował się tatuaż taki sam jak u mojego syna.

Także ten... taka sytuacja... :)
Mam nadzieję, że Wam się podobało. Proszę o komentarze i maile. ♥ Dziękuję z całego serca. Kocham Was i do następnego!
Tagi: 29
08.02.2014 o godz. 14:45
CZEŚĆ, KOCHANE! Wiem, że trochę za późno, ale wesołych Świąt! Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! :) Miłej lektury!
Przy okazji chcę Was powiadomić, że opowiadanie wkrótce dobiega końca.

NIE DAM DZIŚ MUZYKI :P
Oczami Julii

Przez chwilę jeszcze stał przede mną nieruchomo, najwyraźniej oczekując odpowiedzi lub jakiejkolwiek reakcji. Mimo panującej ciemności czułam na sobie jego wzrok. Nie odezwałam się jednak ani słowem. Nie byłam w stanie ułożyć nic sensownego w mojej głowie. Stał przede mną zupełnie nagi Justin, patrzył się na mnie tak, jak jeszcze nigdy, jego dłoń dotykała dolnej części moich pleców, tuż nad moimi pośladkami. Serce biło mi jak szalone. Każdy szmer sprawiał, że drżałam i patrzyłam w stronę, z którego dochodził. Wzrok przenosiłam z jego klatki piersiowej na twarz, jednak nie potrafiłam długo patrzeć się prosto w jego oczy, które szkliły się w mroku.
W końcu uprzykrzyło mu się czekanie. Objął dłońmi moją twarz i pocałował mnie. Całował mnie co chwilę, niezliczoną ilość razy, z których każdy jeden pocałunek pamiętam, jakby to było wczoraj. Każdy z nich był inny i miał w sobie coś wyjątkowego… Nikt wcześniej mnie tak nigdy nie całował, pomijając fakt, że całowałam się tylko z dwoma chłopakami, w tym z Justinem. I chociaż Jus całował mnie wcześniej już trzy razy, te pocałunki różniły się ogromnie od poprzednich, jakby należały do zupełnie innych kategorii, jakby zakiełkowały z zupełnie innych emocji. I mimo chaosu, jaki panował w mojej głowie, czułam się niesamowicie, bo właśnie tego chciałam, a przede wszystkim potrzebowałam, od tak dawna. Marzyłam o tym, by poczuć się kochaną i chcianą przez Justina, a to już był rodzący się zalążek miłości.
Pozwalałam mu całować mnie, ale odwzajemniałam się z rzadka. Bałam się, że zrobię coś nie tak. Wargi drżały mi ze stresu, tak jak cała reszta ciała. Jeszcze nie zdążyło do mnie dotrzeć, co tak naprawdę się dzieje, co Justin przed chwilą powiedział, i co właśnie robimy. To było jak sen, z którego nie mogłam się wybudzić, nie mogłam nic w nim zrobić i nie miałam wpływu na ciąg dalszy. W mojej głowie pojawiało się tysiąc pytań, a odpowiedzi – wcale.
Nie mam pojęcia, ile czasu staliśmy i całowaliśmy się w zupełnej ciszy. Dla mnie czas się zatrzymał, bo mogliśmy się całować minutę, a równie prawdopodobnie pół godziny. Z czasem romantyczną atmosferę zastąpił gorący, namiętny klimat. Pocałunki były coraz bardziej zmysłowe, z Justina buchał żywy płomień pożądania.
Musielibyście doświadczyć czegoś podobnego, by zrozumieć moje odczucia w tamtej chwili. Ja też czytałam wiele fanfictions i nieraz wyobrażałam sobie siebie w takiej sytuacji, w jakiej właśnie wtedy się znalazłam, ale nigdy nie pomyślałam, że będę miała taki mętlik w głowie. Pragnęłam go, ale bałam się, nie wiedziałam, czy to dobra decyzja, a na dodatek nie miałam pojęcia, co się właściwie dzieje i straciłam poczucie czasu. Justin oczywiście to zauważył, ale nie wiedziałam, dlaczego nic z tym nie robił.
Justin jeszcze raz musnął moje wargi. Odsunął się powoli, oddychając głośno i głęboko. Przeszły mnie dreszcze. Widziałam kontury jego napiętych mięśni ramion. Teraz wydawał się jeszcze silniejszy niż zwykle. A to sprawiało, że chciałam mu się oddać jeszcze bardziej. Jego dłonie, które przed chwilą obejmowały moje policzki, teraz zsunęły się na szyję, na odkryte ramiona, złączyły się z moimi, a potem opadły. Po chwili ciszy, którą zagłuszały od czasu do czasu tylko nasze oddechy, pogłaskał mnie po policzku, odgarnął kosmyk włosów za ucho i wyszeptał:
- Nawet nie wiesz jaka jesteś podniecająca, taka niedostępna…
Jego głos był inny niż zazwyczaj – zachrypnięty, niższy i seksowny.
- Nawet nie wiesz jak bardzo ciebie chcę… Tak bardzo… Tak mocno…
Nastąpił ten moment, w którym znów nie wiem, co odpowiedzieć.
- Nawet na mnie nie spojrzałaś, skarbie. – powiedział i zaśmiał się pod nosem. Zrobił mały krok w moją stronę. Poczułam dotknięcie na moim udzie, w tym miejscu, gdzie kończyła się moja sukienka. Drgnęłam. Zmobilizowałam się do zadania pytania:
- Co to jest?
Justin zaśmiał się cicho.
- To tylko moja ręka. – szepnął. Po chwili poczułam dotyk na moim drugim udzie. A potem dotknięcie również na moim drugim udzie, ale w innym miejscu.
- Masz trzy ręce? – spytałam, nadaremnie próbując brzmieć naturalnie. Justin znowu się bardzo ucieszył, i spostrzegłam, że się uśmiecha.
- Nie. Ale mam trzy palce. – przyciągnął mnie do siebie tak, że znowu stykaliśmy się ciałami. – Chcesz je poczuć? – spytał i po chwili poczułam jak jego trzy palce wędrują w górę po moim udzie, a po chwili znikają pod sukienką i idą coraz wyżej.
I wtedy przypomniał mi się wywiad z Justinem, który ostatnio przesłuchałam, i który odbył się zaledwie parę dni wcześniej. Przyznał w nim, że piosenka „All That Matters” była napisana z myślą o Selenie. W moich uszach samoistnie zadzwoniły słowa chłopaka ,,Kocham ją do dzisiaj”. Sprzed moich oczu rozmył się obraz nagiego, rozpalonego Jusa. W tej chwili widziałam go, jak powstrzymywał się od łez, chcących wydostać się z jego oczu, skrytych za czarnymi okularami. A to wszystko przez tęsknotę za dziewczyną, którą nie byłam ja. I skoro Selena jest ,,wszystkim co się liczy”, to podczas ich związku nie było niczego i nikogo innego ważnego, a może nawet nie ma niczego i nikogo takiego ,,do dzisiaj”. Co z tego, że oboje tego chcieliśmy, skoro miałam być tylko pocieszeniem dla Justina?
- Nie.
Cisza.
- Nie? – spytał, wyraźnie zaskoczony. Odniosłam wrażenie, że był pewny, że chcę go tak bardzo, jak on mnie, a może nawet jeszcze bardziej. – Ale… dlaczego?
Usiadłam na łóżku i po chwili dosiadł się do mnie Justin, zakrywając się fragmentem koca, leżącego na mojej pościeli.
- Minęło już tyle miesięcy, Justin… - wyszeptałam, próbując nie myśleć o tym, że nadal jest szansa, nadal mogę zmienić zdanie i za kilka minut być nago w ramionach Justina, i być z nim bliżej niż kiedykolwiek. Marzenie każdej Belieber jest na wyciągnięciu ręki. Nie. To tylko cząstka tego marzenia. Bo seks byłby wprawdzie z miłością, ale nie byłby z miłości, bo Justin robiłby to ze mną z myślą o innej dziewczynie. – Minęło tyle miesięcy, a ty nadal ją kochasz…
Tak jak pamiętacie, Justin i Selena rozstali się tuż przed Świętami zeszłego roku. Ten czas tak szybko leci, prawda?
Justin nic nie odpowiadał. Schylił tylko głowę. On też zmagał się z dręczącym go pożądaniem. Nic więc nie mówiłam, czekając aż dojdzie do siebie.
- Wiem. I już jest lepiej. – odparł po chwili. Mówił cicho, jakby bał się, że ktoś go usłyszy. – Tylko, kiedy ją widzę to… - przerwał zdanie w połowie i nastała tymczasowa cisza. – Tylko, kiedy ją widzę to… wszystko wraca.
- Wiem. – szepnęłam. – Ale, Justin, ty będziesz ją widział cały czas. W telewizji, w gazetach, w Internecie, przecież nadal ludzie wszędzie piszą o Jelenie. Nieraz zetkniecie się ze sobą twarzą w twarz. Nie uciekniesz od tego. – mój ton był coraz pewniejszy. Zdążyłam już w miarę ochłonąć. Oddech i zachowanie Justina też stawały się coraz spokojniejsze, chociaż chłopak był wyraźnie zaniepokojony panującym tematem. – Powiem wprost, Justin… Nie chcę się z tobą kochać, jeśli masz zamknąć oczy i myśleć o Selenie.
Sama byłam zaskoczona, bo mój ton nie był w żadnym stopniu płaczliwy, choć w moich oczach zaczęły się zbierać łzy.
- Nie, kochanie. W porządku. Ja nie… - zaprzeczył i zaczął się zbliżać, by znowu przytulić mnie tak ciasno jak moment temu, bym zmieniła zdanie.
- Nie w porządku. – z trudem odsunęłam go od siebie, zanim zdążył mnie objąć. Chłopak zareagował błyskawicznie.
- Musisz mnie zrozumieć! – krzyknął. Brzmiał, jakby naprawdę mu zależało na seksie. – To zerwanie to był dla mnie wielki cios, nie mogę się pozbierać!
- Ja też nie! – wrzasnęłam jeszcze głośniej. Teraz naprawdę czułam, że za chwilę się rozpłaczę. I tym razem było to słychać. Justin zdziwił się i przez chwilę nic nie mówił. Zapalił lampkę, by spojrzeć na moją twarz, ale w porę ją odwróciłam.
- Też przeżyłaś ciężkie rozstanie? – spytał. Matko, co za idiota!, pomyślałam. On chyba udaje takiego głupiego. Ugryzłam się jednak w język i westchnęłam głęboko, pozwalając, by złość uciekła tak szybko, jak przyszła.
- Chłopak, którego spotkałeś, jak się poznaliśmy, to mój jedyny były. Tak, ten, przed którym się chowałam. Ale nie żałuję, że ten ,,związek”, o ile można to tak nazwać, się skończył… On był okropny. Traktuje dziewczyny jak rzeczy. Nawet mnie zaciągnął do łóżka.
Justin zamarł w bezruchu. Otworzył nieznacznie usta i wpatrzył się we mnie. Wyglądał, jak dziecko, które właśnie się dowiedziało, że święty Mikołaj nie istnieje.
- Jak to?... To ty…? – nie mógł się wysłowić. – Ale ja myślałem, że jesteś dziewicą…
Uśmiechnęłam się. Sama nie wiem dlaczego, ale to, że tak bardzo mu na tym zależało, wydawało mi się słodkie. To, że chciał, bym była tylko jego…
- Dobrze myślałeś. W ostatniej chwili się wymigałam, więc do niczego nie doszło.
W sumie to samo robię teraz, pomyślałam. On nie odpowiedział, tylko wypuścił powietrze z płuc, ale jego wzrok nadal był zaszokowany.
- Po prostu się go bałam… Był nieco brutalny… - wyszeptałam. Wbity we mnie wzrok Justina zmusił mnie do dalszego mówienia. – Ale nie martw się. Nic mi nie zrobił… Naprawdę. – uśmiechnęłam się słabo na dowód. Znowu nastała chwila ciszy. Żadne z nas nie odezwało się słowem. Byliśmy zajęci myśleniem nad tym wszystkim, o czym była mowa w rozmowie. Moje myśli znów powędrowały ku miłości Justina do Seleny, czyli do niczego, o czym przyjemnie jest mi myśleć. Gdy spojrzałam na Jusa, on wpatrywał się pusto w ścianę. Nie mogąc patrzeć na niego, jak siedzi całkiem nagi, jedynie z kocem na kolanach, i marznie, otuliłam go całym kocem, co wyrwało go z zamyślenia.
- Więc o co chodzi? Czemu nie dajesz rady? – spytał, patrząc mi prosto w oczy, na co nie odważył się przez ostatnie kilka minut.
- Nie mogę ci powiedzieć. – odparłam po dłuższym zastanowieniu. – Przestaniesz mi ufać. Sam mówiłeś, że łatwo tracisz zaufanie do ludzi, a później trudno je zdobyć z powrotem.
- Nie przestanę ci ufać, Julia. Nigdy. – odpowiedział stanowczo, nie odwracając wzroku. – Obiecuję.
- Na Boga?...
- Na Boga. – potwierdził bez namysłu. Westchnęłam. Nie mogłam znaleźć odpowiednich słów. Nie wiedziałam nawet, jak zacząć. Z drugiej strony wiedziałam, że jak zacznę, nie będę mogła skończyć. I na pewno się rozpłaczę. Może będzie mi lepiej. Do czasu, kiedy Justin wyjdzie, trzaskając drzwiami… Nie chciałam zdradzać mu wszystkiego, co czuję, mimo że mu ufałam. Bałam się, że straci do mnie zaufanie. Że nie będzie mi mówił o wszystkim, co czuje i co go boli, tylko dlatego, że może mnie tym zrani. Chciałam, by Jus mówił mi wszystko bez zastanowienia, tak jak było do tej pory.
Po prostu zamknij oczy, pomyślałam. Będziesz wiedziała, co mówić.
Zamknęłam oczy. I wszystko przyszło samo.
- No więc tak… - zaczęłam. - Gdy byłeś z Seleną ja nie mogłam patrzeć, jak… jesteście razem, całujecie się… jacy jesteście razem szczęśliwi. Nie znałam jej i do tej pory jej nie znam. Nie wiedziałam jaka jest i czy popełnia błędy, jeśli tak, to jakie. Ale byłam… zazdrosna… - wyrzuciłam to z siebie. - Przyznaję się. – po tych słowach przerwałam na chwilę, by opanować wezbrane emocje. Na szczęście, mimo świecącej lampki nocnej, nadal było ciemno, więc fakt, że Justin patrzył na moją twarz, nie był większym problemem. Sama miałam odwrócony wzrok, szklane oczy, a mój głos załamywał się coraz bardziej, chociaż z całych sił próbowałam to ukryć. – I osądzałam ją o wszystko co mi wpadło do głowy. Nie wiem czy to prawda. Do tej pory nie wiem, bo przecież jej osobiście nie znam zbyt dobrze, a większość gwiazd przed kamerami jest zupełnie inna… ty akurat jesteś tym dobrym wyjątkiem, że w rzeczywistości i przed kamerą mało się różnisz. Ale ona? Nie wiem… W każdym razie… nie mogłam na was patrzeć.
Pytałam siebie, dlaczego właśnie ona?... Dlaczego ona jest twoją dziewczyną, ma takie szczęście być przy tobie i być… kochana… i to przez ciebie…? Dlaczego ma mieć to szczęście sławna, bogata, piękna, idealna osoba, która w zasadzie ma wszystko? Czemu to nie mogę być ja, niemająca w zasadzie nic, przeciętna, zwykła? Wydawało mi się, że twoje szczęście jest chwilowe, a ta miłość jest tylko złudzeniem i mnie bolał widok ciebie wracającego szczęśliwym do domu, bo wiedziałam ze to kiedyś się skończy i będziesz cierpiał. I wszystko zwalałam na nią, nie wiem czy słusznie. I stało się tak, jak przypuszczałam.
Gdy byłeś z nią nie zwracałeś na mnie uwagi. Robiłam co mogłam, nie wiesz ile godzin przemyślałam na moim psychologicznym filozofowaniu na twój temat, jak do ciebie dotrzeć, jak cię lepiej zrozumieć… Gdy byliście razem czasem nie wytrzymywałam i byłam niemiła, wypraszając ją z pokoju hotelowego, ale… nie mogłam patrzeć… ja… - znowu musiałam przerwać. Poprawiłam nerwowo włosy i sukienkę. Wiedziałam. Już za chwilę się poryczę. Justin już wie o wszystkim. Jeszcze nie widziałam jego reakcji. Ale gdybym spojrzała na jego twarz, już dawno bym płakała. – Wiem. Jestem straszną zazdrośnicą. – zaśmiałam się pod nosem przez łzy. Zdjęłam z ręki bransoletkę z czarnych i fioletowych kuleczek i zaczęłam się nią bawić w dłoniach. - Wciąż zadawałam sobie pytanie dlaczego wszyscy zasługują na miłość, tylko nie ja… Nie mogłam patrzeć jak ona dostaje od ciebie miłość, której tak potrzebowałam, a ja chowam się w kuchni, udając że coś robię, byście nie widzieli moich łez. Z Jessicą było inaczej, wiedziałam, że to tylko chwilowe zauroczenie i wkrótce ci przejdzie. W dodatku każdy zasługuje na szansę, nie? A ona swoją zmarnowała.
Wracając do Sel, bolało mnie jeszcze to, że ja tak strasznie się starałam, by wywołać uśmiech na twojej twarzy. Selena miała to na pstryknięcie palcem, wystarczyło, że była, a wszystko było ok. Pytałam się, co ona ma czego ja nie mam? – przerwałam. Po policzku popłynęła łza. Starłam ją. Może nie zauważył, pocieszyłam się. Ale wiedziałam, że zauważył. - I zdałam sobie sprawę, że wszystko. – słychać było, że płaczę. - We wszystkim jest lepsza… Gdy zerwaliście nie zdziwiło mnie to aż tak… Myślałam, że ci przejdzie po miesiącu, może dwóch… Ale to się ciągnęło… I widziałam jak cierpisz, sama cierpiałam, po pierwsze, bo twój ból to też mój ból, bo cię kocham. A po drugie, bo czuję, że to moja wina. Ja ją wywalałam z pokoju, ja płakałam w kuchni, ja byłam piątym kołem u wozu, ja byłam tą osobą, która przekreślała wam plany, nie mieliście prywatności właśnie przeze mnie, i pewnie jej przeszkadzała moja obecność tak samo, a może bardziej, jak mnie przeszkadzała jej obecność. I tak rozwaliłam wasz związek i to ja jestem powodem twoich łez… A po trzecie… - tu rozpłakałam się jeszcze bardziej. – Po twoich słowach w wywiadzie, zwierzeniach się mi i z twoich łez wywnioskowałam, że myślisz o Selenie w ten sam sposób, w jaki ja myślę o tobie. To o niej myślisz każdego dnia i… - przełknęłam ślinę i nabrałam oddechu. - … i myślisz, że jest taka piękna i idealna, i tak ślicznie się śmieje i… - uśmiechnęłam się przez łzy, wyobrażając sobie uśmiechniętą twarz Justina. Potem moim ciałem wstrząsnął płacz. Schowałam twarz w dłoniach, by dojść do siebie. Chwilę potem poczułam jego dłoń na moim ramieniu. Zdawałam sobie sprawę, że nie wie co powiedzieć i na pewno mu niezręcznie. Starłam łzy z mojej twarzy i jeszcze na chwilę zakryłam się rękoma. – Wszystko ok. Muszę się tylko nieco ogarnąć. – powiedziałam, pociągnęłam nosem, po czym zaśmiałam się nerwowo, by Jus nie przejął się zbytnio stanem w jakim się znalazłam. Nie chciałam, by pomyślał, że to wszystko jego wina i zamknął się w sobie. Nadal pragnęłam być dla niego tą osobą, do której może przyjść i powiedzieć wszystko zupełnie bez wahania i bez zastanowienia.
Minął dłuższy moment. Zdążyłam jeszcze trochę popłakać, po czym się uspokoić. W myślach nadal ciągnęłam to, czego nie zdołałam skończyć i wymieniałam wszystkie cechy, które Justin ubóstwiał w Selenie, a ja kochałam w nim. Cholera jasna, ja go kocham I wcale nie tak jak podejrzewałam. Kocham go tak, jak się kocha osobę, dla której się właściwie urodziło.
Nadal trwała cisza. Justin po chwili sięgnął po bokserki, które leżały na podłodze, i nie odkrywając się z koca, założył je. Później zebrał resztę ciuchów i się w nie ubrał. Na koniec włożył na nos czarne okulary. To było całkiem w jego typie. Nie widziałam więc gdzie kieruje wzrok, ale miałam wrażenie, że cały czas patrzy na moją zaczerwienioną, mokrą od łez twarz. Wkurzał mnie swoją obojętnością. Na co czekał? Aż przeproszę?
- Ona jest przeszłością. – wychrypiał pozbawionym jakichkolwiek uczuć głosem. – I nic już tego nie zmieni.
Cisza.
- Ale masz rację. – dodał po chwili. Głowę miał spuszczoną, wpatrywał się w podłogę. – Nawet nie jesteśmy razem, nie pogadaliśmy o tym. Niby dałem ci wybór, ale… To ważna decyzja, tym bardziej, że to miał być twój pierwszy raz. Zresztą… Ja nawet nie wiem, co ty do mnie czujesz. – odwrócił głowę w moją stronę. Wiedziałam, że oczekuje odpowiedzi.
- Justin… Co ja mogę ci powiedzieć? – szepnęłam. Rozpłakałabym się ponownie, gdyby nie to, że wszystkie emocje ze mnie uleciały przy poprzednim płaczu. – Ludzie już tak wiele czuli i powiedzieli tyle, że wszystko brzmi tak prosto. Kocham cię? Twoje życie jest sensem mojego? Bez ciebie moje istnienie nie miałoby sensu? Co za banały!... Ale te banały to właśnie to co czujemy, Justin… I uwierz mi, możesz być pewny, że bicie twojego serca to najpiękniejsza rzecz, jaką można usłyszeć, poczuć. Taki mały dowód na to, że naprawdę jesteś, istniejesz, nie jesteś tylko pięknym snem czy wytworem wyobraźni. I tak, kocham cię. I nie, nie chciałabym bez ciebie żyć, bo nie widziałabym w tym sensu. Bez ciebie czuję się niekompletna, niepotrzebna… Jak serce, które przestało bić. Rozumiesz?
- Więc… - wymamrotał pod nosem. – Jak mnie kochasz? Jak chłopaka? Przyjaciela?
- Justin, chcę po prostu, by było tak jak kiedyś, gdy się śmialiśmy i wspieraliśmy. To będzie niemożliwe, gdy będziesz miał dziewczynę. Będziemy czuli się skrępowani, spięci, ograniczeni. Kiedyś tak nie było. Związek bez przyjaźni to nic, Justin. A my jesteśmy wspaniałymi przyjaciółmi. Różnimy się chyba we wszystkim. Ale oboje potrzebujemy miłości i oboje sobie możemy ją dać. Najpierw jest przyjaźń. Potem bliższa relacja. Może dlatego twój związek z Sel się rozpadł. Nie zdążyliście się zaprzyjaźnić, już byliście razem… - przerwałam. Justin był cicho. Nie odzywał się. Ledwo oddychał. Nawet nie drgnął. Nawet nie wiedziałam, czy słucha. - Tworzylibyśmy niezłą parę… I to nie byłaby żadna presja, zachowywalibyście się jak wcześniej, ale urozmaicilibyśmy to jedynie pocałunkami, potem czułością, od której właśnie się powstrzymaliśmy… Nie zależy mi na samym fakcie, by z tobą chodzić. Chcę twojego szczęścia, ale boję się, ze trafisz na dziewczynę, która da ci tylko wizję szczęścia, a pokocha twoją sławę, kasę, ciało. Nigdy nie zrozumie, że nie jesteś Justinem Bieberem. – usiadłam nieco bliżej, bo miałam wrażenie, że mnie ignoruje. – Jesteś Justinem.
Dopiero wtedy spojrzał na mnie. Widziałam to nawet zza ciemnych okularów.
- A to różnica… Ale szanuję twoje zdanie i twoje decyzje. Zrobisz, co zechcesz. Wolę już, byśmy nie byli w związku, który ma się potem rozpaść. Po co to, co nas łączy, ta więź, ta przyjaźń… ma przepaść?
- Masz rację. – szepnął i odchrząknął. – Więc spróbujmy.
Serce zabiło mi szybciej.
- Co? – spytałam, bo jeszcze do mnie nie dotarły jego słowa. – Tak. Yes. Spróbujmy. – zaczęłam szybko kiwać głową i, chcąc nie chcąc, rozpromieniłam się. Na szczęście Justin też się lekko uśmiechnął, ale wiedziałam dobrze, że jest smutny, może nawet zawiedziony. – Nadal mi ufasz?
- Tak… Po prostu… Muszę to przemyśleć… Muszę...już iść.
Odprowadziłam go do drzwi.
- Dziękuję, że dałaś mi szansę. – powiedział, zanim wyszedł.
- To ja dziękuję, że mi dałeś szansę. W końcu nie jestem Seleną, prawda?
Po chwili pożałowałam, że to powiedziałam.
- Dobranoc. – odpowiedział tylko. Zamknął za sobą drzwi, zanim zdążyłam odpowiedzieć.
*

Później rzadko wspominaliśmy o tej nocy. Postanowiliśmy, że damy sobie szansę i spokojnie poczekamy na dzień, w którym poczujemy, że możemy pozwolić sobie na coś więcej. I żadnemu z nas się nie spieszyło. Ta chwila miała po prostu nadejść.
Rzadko poruszaliśmy temat Seleny. Czasem zwyczajnie przychodził i pierwsze, co powiedział po przywitaniu się, zaczynało się słowami ,,A wiesz, że Selena…?”. W ten oto sposób byłam na bieżąco, jeśli chodzi o newsy o Selenie. Całe szczęście Justin nie stracił do mnie zaufania i nadal wyjawiał mi wszystkie swoje skryte odczucia. Ale muszę przyznać, radził sobie coraz lepiej z jej stratą. Jednak, mimo zapewnień Jusa, wątpiłam, że miałam na to jakikolwiek wpływ. To czas sprawił, że chłopak pogodził się z tym wielkim ciosem, jakim była dla niego strata dziewczyny. Nie ja. Coraz częściej zastanawiałam się, czy w ogóle wniosłam cokolwiek dobrego do życia Justina. Czy rzeczywiście mam niezwykły talent podnoszenia ludzi na duchu, czy tylko ubzdurała to sobie moja mama i sprawiła, że sama w to wkrótce uwierzyłam? Może chciała, bym była taka jak ona, bo prawdopodobnie taka byłaby jej prawdziwa, biologiczna córka? Czasami patrzyłam w lustro i wiedziałam, że nigdy nie będę nawet odrobinę do niej podobna.
Justin kontynuował trasę po Stanach Zjednoczonych. Rzadko miał okazję mnie odwiedzić. Zazwyczaj sypiał w hotelach, bo nie miał czasu wrócić do mieszkania. Wkrótce dowiedziałam się, że sprzedał swój dom w USA, by wrócić na jakiś czas do Kanady i poczuć się jak za dawnych czasów. Na szczęście nie zrezygnował z mieszkania obok mnie. Nadal mogłam przebywać tam kiedy mi się żywnie podobało, z racji tego, że Justin dał mi zapasowy klucz do jego domu, i codziennie rano pukać tam z nadzieją, że Justin sam otworzy mi drzwi, uśmiechnie się i zawoła ,,Cześć, Julia!”.
Pewnego razu Justin zabrał mnie na randkę do centrum handlowego, gdzie większość czasu spędziłam w księgarniach. Przez półtorej godziny zastanawiałam się, którą książkę wybrać, a chcąc mieć je wszystkie. Kilka dni później Justin miał w planach znów wyjechać gdzieś daleko, więc odwiedził mnie przed wyjazdem. Wniósł do mojego domu ciężki karton owinięty ozdobnym papierem do pakowania. Okazało się, że w środku były wszystkie książki, które szczególnie zwróciły moją uwagę. Gdy spytałam z jakiej okazji obrzucił mnie tyloma prezentami, odpowiedział ,,Za to, że jesteś”.
Tak więc resztę wakacji (nie pamiętam, czy wspomniałam Wam o tym, że były wakacje, ale już wiecie) spędziłam na czytaniu książek i spędzaniu czasu z Nathanem.
*

Nawet nie zauważyłam jak szybko minęły pierwsze miesiące roku szkolnego.
Mama zapisała mnie do innej szkoły. Nie miałam do niej aż tak blisko, jak do poprzedniej, ale byli tam o wiele sympatyczniejsi ludzie. Być może dlatego, że uczyło się tam parę Beliebers. Nadal nie byłam szczególnie lubiana, i większość klasy mnie ignorowała, ale zawsze byłam otoczona małym kółeczkiem zadającym mnóstwo pytań, najczęściej na temat Justina. Przynajmniej nie byłam samotna. Jednak nie lubiłam rozmawiać o Justinie, bo zawsze bałam się, że powiem o słowo za wiele. Unikałam więc tematu, który najbardziej ich nurtował. Wydawało mi się, że szacunek innych do mojej osoby zyskałam tylko dzięki znajomości z Justinem, i tym samym zdobyłam kolejnych wrogów. Wątpiłam w to, że ktoś mógł mnie lubić bezinteresownie.
Mama miała więcej klientów, młodszych i starszych, którzy przychodzili do niej ze swoimi problemami, a jeśli wydawali się ,,w porządku”, jak to ujęła moja mama, zapoznawała mnie z nimi i spędzaliśmy razem czas.
Teraz zarówno Justin, jak i ja, byliśmy zajęci, więc nasz ,,związek”, jeśli można było go tak w ogóle nazwać, nie miał okazji się rozwinąć. Spotykaliśmy się rzadko, a jeśli już się spotykaliśmy, to bezustannie się całowaliśmy (spodobało nam się). Tęskniłam za nim cholernie. Można powiedzieć, że przez te parę miesięcy bez niego stałam się na nowo jedną z wielu Beliebers. Często jedynym kontaktem z Justinem było wyglądanie wieczorem przez okno i szeptanie ,,Gdzieś tam ON jest”.
Aż nadszedł grudzień. Wydawało się, że z dnia na dzień było coraz chłodniej. W rzeczywistości pogoda zmieniała się bardzo powoli i nieznacznie. W tej części USA rzadko padał śnieg. Najwięcej śniegu w życiu widziałam w zeszłe Święta, kiedy byłam na trasie z Justinem. Matko. To było rok temu. Naprawdę minął już rok. Rok od kiedy ubieraliśmy choinkę… Rok od kiedy Selena zniknęła z JEGO życia... Rok od kiedy w sercu, które noszę na szyi, mieści się NASZE wspólne zdjęcie…
*

W grudniu Justin odwiedził mnie aż cztery razy.
Oczami Justina

Za pierwszym razem trochę się ośmieszyłem. Przyszedłem do jej domu z kwiatami, popcornem i kilkunastoma filmami DVD. Chciałem jej zrobić niespodziankę, więc zapukałem cicho do jej domu, z nadzieją, że otworzy jej mama. I rzeczywiście tak się stało. Potem wbiegłem po schodach i przytknąłem ucho do jej drzwi. Było cicho. Zbyt cicho. Słyszałem tylko głos prezentera wiadomości, dobiegający prawdopodobnie z jej telewizora. Zapukałem i, nie czekając na pozwolenie, otworzyłem drzwi.
Julka oczywiście zdziwiła się na mój widok. Zerwała się z łóżka, na którym siedziała i zakryła usta dłońmi. Stałem jak wryty w progu. Pewnie wyglądałem, jakbym pomylił drzwi albo mieszkania.
- Ale dlaczego ty… Dlaczego nie leżysz i nie krzyczysz?...
Cisza. Julka opuściła ręce. Przez chwilę jedyną osobą, która się odzywała, był prezenter.
- Co? – spytała tylko. Zaniemówiłem. Wiedziałem, że coś nie tak, że znowu coś mi się popieprzyło.
- Bo dziś masz okres.
- Nie… Nie mam. – odpowiedziała i spojrzała na mnie dziwnie.
- Jak to? – spytałem głupio i stałem tak przez chwilę. – A sprawdzałaś?
- Chyba bym czuła, nie? – odpowiedziała ironicznie, ale na jej twarzy zaczął pojawiać się uśmiech. – Coś ty znów wymyślił?
- No bo… Ostatnim razem, gdy byłem przy tobie, gdy miałaś okres, zapisałem sobie datę. A potem liczyłem co 28 dni. I wypada ci na dziś. Więc przyszedłem… z filmami i… popcornem i… - wtedy podszedłem i wetknąłem jej w dłonie bukiet kwiatów. Roześmiała się.
- Haha, Justin… Bardzo dziękuję.
- Dlaczego nie masz okresu? Jesteś chora? – naprawdę wziąłem to na poważnie. Nawet na chwilę się nie uśmiechnąłem. – Co ci jest? Byłaś u lekarza? Ile czasu już nie masz?!
- Justin, uspokój się! Haha! – szturchnęła mnie w ramię, nie mogąc przestać się śmiać. – Błagam, powiedz, że żartujesz.
Nie żartowałem. To była naprawdę poważna sprawa.
- Justin… To nie zawsze jest aż tak punktualne… Dlatego nieco się przesunęło i wypada mi na za tydzień. – nie wyglądała, jakby miała ochotę mi to wszystko tłumaczyć. – Rozumiesz?
- Czyli wszystko ok?
- Tak, Jus… Wszystko ok. – potwierdziła i znowu wybuchła śmiechem. Uśmiechnąłem się niezręcznie. – Ale chętnie zjem popcorn i obejrzę dobry film. I dziękuję za kwiaty.
Zanim odniosła kwiaty do kuchni, by umieścić je w wazonie, pocałowaliśmy się tysiąc razy. A potem położyliśmy się na jej łóżku, jedliśmy popcorn i oglądaliśmy film o glinach.
*

Oczami Julii

Dwa dni później, w Perth w Australii, odbył się ostatni koncert Justina trasy Believe Tour. Niestety nie mogłam się na nim pojawić, ale po obejrzeniu nagrań z występu przeżyłam zakończenie BT równie mocno, jak inne Beliebers. Nie mogłam uwierzyć, że trasa, która rozpoczęła się przecież tak niedawno, już dobiegła końca. A ja ani razu nie byłam OLLG! No cóż, może kolejnym razem. Beliebers, które tego doświadczyły, na pewno zasłużyły na to bardziej niż ja. W końcu ja mogę być OLLG Justina na co dzień…
Zauważyłam, że Justin bardzo się zmienił podczas tej trasy. Schudł, zbladł, wyglądał na bardzo zmęczonego i zestresowanego. Nie umknęło mojej uwadze, że jego uśmiech coraz rzadziej jest szczery, nawet gdy jest przy mnie. Martwiłam się o niego… Ale wierzyłam, że będzie dobrze, że da się coś z tym zrobić.
Oczami Justina

- No to masz już ten okres? – zawołałem, gdy przyszedłem do niej dwa dni później.
- Nie. Dopiero za trzy dni Justin!
Popatrzyłem na kalendarz, który wisiał na ścianie nad jej łóżkiem.
- Czy ty oznaczasz okres literką „J”? – spytałem zdziwiony i zacząłem się śmiać.
- Tak! Wiesz co?! – wrzasnęła. Była dziś wyraźnie wkurzona. Od razu można było rozpoznać, że zbliża jej się okres. – Nazwałam okres Justin, bo pojawia się mniej więcej raz w miesiącu i na dodatek się spóźnia! I jeszcze dlatego, że chociaż jest wkurzający, to wolę, żeby był.
- No nie wiem! Może nie nazwałaś go Justin. Może nazwałaś go Julia.
- Wiesz co?! Nie nazwałabym okresu dziewczęcym imieniem, bo tylko facet tak może krzywdzić dziewczynę jak on! – krzyknęła, o mało nie wybuchając płaczem. Ok. To było dziwne. Ale słodkie.
Tego dnia wolałem nie zadzierać z Julią i mówiłem jak najmniej się dało. Cokolwiek powiedziała, przyznawałem jej rację, i całowałem ją częściej niż zazwyczaj. Pozwoliłem jej też wybrać film. Kolejne dwie godziny spędziliśmy na oglądaniu jakiegoś nudnego romansu.
*

Trzy dni później odwiedziłem ją raz jeszcze. Siedziałem w salonie na kanapie, z głową Julii na moich kolanach i męczyliśmy kolejny film. Mimo, że się źle czuła (tak, tym razem miała okres)…
Oczami Julii

Przestań gadać o moim okresie! To niezręczne.
Oczami Justina

Przestań się drzeć. Okres ci się zbliża czy co?
Mimo, że się źle czuła, była chętna do pocałunków. Długich i krótkich. Cichych. Romantycznych. Spokojnych. Miłosnych pocałunków.
Pierwszy raz, gdy ją pocałowałem tego dnia, mama Julii była w kuchni, która była połączona z salonem, i na moje nieszczęście, zauważyła to. Na początku się zdziwiła. Nigdy wcześniej nie okazywaliśmy sobie przy niej czułości. Potem uśmiechnęła się do mnie jakoś dziwnie.
- Przepraszam… - wymamrotałem, nie wiedząc co powiedzieć. Odwzajemniłem uśmiech i udałem, że koncentruję się na filmie.
- Nie no, w porządku. Możecie się całować. – odwróciła się z powrotem do blatu kuchennego, by kontynuować pracę nad jakimiś pysznościami. Słyszałem jak chichocze pod nosem. – Oby nie za dużo.
Poczułem, jak się czerwienię.
W końcu film się skończył, Julia lepiej się poczuła, a chwilę potem pomagałem w dekorowaniu choinki. Było super. Zupełnie jak rok temu. Tylko była przy nas jej mama, z którą całkiem miło się rozmawiało.
- A chce pani może przyjechać z Julią do nas na Święta? Do mojej rodziny? – spytałem, zakładając okrągłą bombkę na gałąź jodły.
- Wiesz, w poprzednie Święta byłam u twojej rodziny i było wspaniale. Masz ogromną rodzinę. Nasza jest dwuosobowa. Panuje tam cudowny klimat, ale… chciałam spędzić te Święta z Julią.
- Rozumiem… - powiedziałem, będąc nieco zawiedziony. – Ok. Czyli Święta w dwie osoby? – uśmiechnąłem się.
- W trzy. – odpowiedziała Julia. – Jeszcze babcia. Przyjeżdża z Polski.
- Jest Polką?
- Nie. Po prostu tam żyje. Pokochała ten kraj. – wytłumaczyła. Spojrzała mi w oczy w ten sposób, że od razu przypomniało mi się, że Julia pochodzi z polskiego sierocińca.
- I daje nam przepisy na polskie potrawy. – dodała pani Dorothy. – Jak zrobię pierogi, to dam ci parę na drogę.
Nie miałem pojęcia, czym były pierogi.
- Nie chciałbym robić kłopotu…
- No co ty, Justin! Ty? Kłopotu?
Uśmiechnąłem się tylko. Ale to nie był szczery uśmiech.
Było mi smutno, że spędzimy Święta oddzielnie.
*

Oczami Julii

22 grudnia, 19:03, mieszkanie Justina
Dłonie Justina obejmowały mnie w talii. Opierałam się o jego umięśniony tors. Kiedy gładziłam go po rękach, zauważyłam, że są o wiele większe od moich. Czułam się przy nim bezpiecznie, chociaż zupełnie nic mi nie groziło. Przynajmniej w tamtej chwili, kiedy byliśmy razem.
Czułam się niesamowicie. Próbowałam nie myśleć o tym, że kiedyś te dłonie obejmowały w ten sam sposób inną. Starałam się cieszyć chwilą. W końcu to było moje marzenie. Być kochaną. Być chcianą. A Justin był najlepszą osobą, która mogła mi to wszystko dać.
- Kocham cię, Justin. – wyszeptałam. Zamknęłam oczy i rozluźniłam się, pozwalając swojej głowie opaść na jego ramię. Do naszych uszu dochodziły tylko nasze spokojne, równomierne oddechy. Poczułam jak ujmuje mnie za dłonie i lekko ściska.
- Ja ciebie też, Julia. – odpowiedział, ale bez jakiegokolwiek zaangażowania. Sprawiał wrażenie głęboko zamyślonego. Spojrzałam na niego i wtuliłam się jeszcze mocniej, by zwrócić na siebie jego uwagę. Zaśmiał się pod nosem. Chwycił mnie jedną ręką za nogi i ułożył mnie na swoich kolanach. Otoczył mnie drugim ramieniem i przyciągnął, by móc mnie pocałować.
- Why are you so shy? – spytał, gdy nie odwzajemniałam pocałunków. Uśmiechnęłam się wstydliwie, czując jak się rumienię. Chyba nie zdążył tego zauważyć, bo nasze usta znów się złączyły i zamknęliśmy oczy.
Trwało to dobre kilka minut.
W pewnym momencie wpadłam na pomysł, by na wszelki wypadek zasunąć zasłony. Nie chciałam, by w internecie pojawiły się zdjęcia, na których się całujemy.
Jak tylko się poruszyłam, by to zrobić, Justin zareagował impulsywnie. Zacieśnił uścisk i przyciągnął mnie do siebie tak gwałtownie, że straciłam równowagę i uderzyłam o niego swoim ciałem. Wydał z siebie ciche stęknięcie, a po chwili znów wpił się w moje usta. Spostrzegłam, jak napina mięśnie. Zauważyłam, że jego ruchy są coraz bardziej stanowcze, pocałunki coraz mniej opanowane, a Justin nie jest już tak powściągliwy, jak jeszcze moment temu.
Tego dnia się nie bałam. Tego dnia to po prostu poczułam.
Jak tylko włożyłam rękę pod jego bluzkę, zdjął ją i pozwolił mi jeździć dłonią po jego klatce piersiowej. Zachowywałam się o wiele spokojniej, ale czułam, że to go coraz bardziej nakręca. I wiedziałam, że pobudza go mój dystans. Dlatego uśmiechnęłam się do niego nieco złośliwie. Przygryzł wargę. Nie wierzyłam, że to ja przejęłam kontrolę. Spodobało mi się.
Kiedy tylko chciał się podnieść, chwyciłam go za ramię i przygniotłam do łóżka. Nie mogłam się powstrzymać od kolejnego kąśliwego uśmiechu. Jęknął w odpowiedzi.
Ale on koniecznie chciał być dominujący. Chwycił mnie mocno za biodra i zamienił nas miejscami. Teraz ja leżałam na dole, a Justin nachylał się nade mną.
- I co teraz? – spytał i uśmiechnął się dokładnie tak samo, jak ja przed chwilą. Całując mnie, trzymał mnie mocno, więc ledwo mogłam się poruszyć, ale po chwili polubiłam to uczucie zniewolenia.
Nie na długo. Zaczęłam jeździć po jego torsie w poszukiwaniu bluzki, której nie miał na sobie, lub czegokolwiek, za co mogłam go pociągnąć, by na nowo przejąć kontrolę. Zjechałam nieco niżej i pociągnęłam go za krawędź wyglądających z jego spodni bokserek. Oderwał się ode mnie.
- Wiem, czego chcesz. – wydusił z siebie między głębokimi oddechami. Patrzył prosto w moje oczy. – I dostaniesz to. – wyciągnął rękę w moją stronę. Przejechał palcami po mojej szyi, klatce piersiowej, włożył dłoń w mój dekolt. Chwycił za sam środek mojego stanika. Czułam jego dotyk między moimi piersiami. Przyciągnął mnie żarliwie. – Pokażę ci, jak cię kocham. Ciebie… I tylko ciebie… - zaczął mnie całować po szyi. Wtopiłam palce w jego włosy, bo tak zawsze kobiety robiły na romansach, które oglądałam. Ale nie było mi wygodnie, więc przeniosłam ręce na jego kark. Zamknęłam oczy. Po chwili usłyszałam rozpinanie rozporka. Spojrzałam w dół. Justin wsuwał dłoń w moje spodnie.
Od razu serce zabiło mi mocniej i zaczęłam się stresować. Spojrzałam w górę i wbiłam wzrok w sufit. Za chwilę go poczuję. Za chwilę go poczuję. Tam. Poczuję go TAM! Boże!
Nagle zadzwonił jego telefon. Justin jęknął ze złością, a ja wypuściłam z płuc powietrze i pozwoliłam mojej głowie opaść na poduszkę.
- Zawsze w tym momencie! – krzyknął. Wysunął z moich spodni rękę, która nie zdążyła nawet dostać się do moich majtek. Westchnęłam głośno. Rozluźniłam wszystkie mięśnie. Serce powoli zaczynało bić w normalnym rytmie. Zapięłam mój rozporek z powrotem, czując nie tylko rozdrażnienie, ale i ulgę, że już po wszystkim. Jus sięgnął po telefon.
- Jesteśmy na dole i mamy część bagaży. Znieś wszystko, co ci potrzebne. Za niedługo mamy samolot. – usłyszałam męski głos, dochodzący z telefonu Justina. Chłopak westchnął i przetarł oczy.
- Ok, idę. – odpowiedział i się rozłączył. – Muszę iść…
Wstał i założył bluzkę z kapturem. Potem podał mi rękę i pomógł mi wstać.
- Przepraszam, że w takim momencie, ale… - zaczął, ale nie pozwoliłam mu dokończyć, zapewniając go, że nic się nie stało. – Dokończymy, kiedy tylko wrócę. Jeśli będziesz chciała oczywiście…
Odchrząknął i wziął w rękę wielką torbę podróżną. Wyszliśmy z jego mieszkania, a potem wróciliśmy do mojego, by Justin mógł się pożegnać z moją mamą. Oczywiście mama dała mu pierogi na drogę. Odprowadziłam Jusa pod blok, gdzie czekali na niego ochroniarze i samochód.
- To pa, Justin… - wyszeptałam i zbliżyłam się, by pocałować go w policzek, ale poczułam na sobie wzrok wszystkich, zarówno ochroniarzy, kilku śledzących Justina fanek, jak i zwykłych przechodniów. Jeszcze nie pora, by świat się o nas dowiedział. Przytuliłam go mocno.
- Pa, Julia.
- Wesołych Świąt. – dodałam wesoło, mając nadzieję, że te Święta będą rzeczywiście dobre dla Justina.
- Wesołych Świąt. – odpowiedział. Odsunął się ode mnie i uśmiechnął się delikatnie, po czym wsiadł do samochodu i pomachał mi zza szyby. Ochroniarze spakowali wszystkie bagaże i również wsieli do pojazdu. Po chwili okno, przy którym siedział Jus, otworzyło się.
- Pa, Julka! – wydarł się na całe miasto. – Pa!
- Pa! – zawołałam, tłumiąc śmiech. Jak ja kocham tego wariata!
Justin jeszcze krzyczał przez chwilę. Jego słowa były coraz mniej wyraźne z każdą chwilą, bo pojazd oddalał się dalej i dalej… Wysłałam mu sms-a o treści ,,Zamknij się, bo przeziębisz gardło”, na co Justin wrzasnął jeszcze głośniej.
- Pa!!! – niosło się z oddali. Wszyscy ludzie spacerujący ulicami, wychodzący ze sklepów i przyglądający się tej sytuacji, wpatrzyli się we mnie. Czułam, jak się rumienię. Pomachałam mu, chociaż nie był w stanie już tego zauważyć. A potem wbiegłam do bloku i zamknęłam drzwi, zanim zdążyła tu wpaść któraś z fanek i zadać mi mnóstwo niezręcznych pytań.
Oczami Justina

Stratford, Ontario, Kanada, 24 grudnia, Wigilia, 20:30
W domu było ponad 20 osób: moi rodzice, dziadkowie, Jazzy i Jaxon, mój wujek Chris, moi kuzyni, których było dość sporo, oraz ludzie, którzy nawet nie mam pojęcia kim dla mnie byli, a nazywałem ich po prostu ciotkami i wujkami lub zwyczajnie - po imieniu. Jedna z moich kuzynek urodziła niedawno dziecko, które przez chwilę trzymałem na rękach, a mama zrobiła mi zdjęcie, które od razu wysłałem Julce. Jedyne co robiłem to się plątałem, witałem z różnymi osobami, pilnowałem, by dzieciaki nie podjadały ze stołu i sam patrzyłem na jedzenie, czekając, aż będę mógł je w końcu zjeść.
Gdy już usiedliśmy do stołu, co jakiś czas zerkałem na mojego iPhone’a i wysyłałem do Julii tysiąc sms-ów. Julia wiedziała praktycznie wszystko, co się tu działo i co kilka minut dostawała zdjęcia każdej potrawy i niemal każdej bombki na choince i oczywiście parę moich fotek, które robiłem sobie samemu, gdy nikt nie patrzył.
Oczami Julii

W tym samym czasie, mieszkanie Julii, 17:30
Babcia i mama krzątały się w kuchni i co chwilę przynosiły do stołu nowe potrawy. Wigilia miała się zacząć lada moment, przynajmniej tak mnie zapewniały. Stałam na balkonie, opierając się o balustradę, i wypatrywałam pierwszej gwiazdki, tak jak co roku. I, tak jak co roku, niebo było zbyt zachmurzone, by zauważyć jakąkolwiek gwiazdę.
Wciąż myślałam o tym, co wydarzyło się dwa dni temu. Prawie uprawiałam seks z Justinem. Znowu…
Co jakiś czas z zamyślenia wyrywał mnie sygnał wiadomości. Patrzyłam na ekran mojej komórki i uśmiechałam się już po przeczytaniu pierwszego wyrazu. Ta scenka powtarzała się co dwie minuty.
Prawie uprawiałam seks z Justinem. Tak. Ja, Julka, niemal uprawiałam seks z Justinem. Ja! To do mnie niepodobne.
Minutę później
Boże jedyny, jak ja się stoczyłam.
Dwie minuty później
Niech Justin już wraca! Chcę to dokończyć! Tu i teraz!... Może niekoniecznie tu, na tym balkonie (jak zresztą Justin śpiewa w „PYD”) i teraz, na oczach mojej babci, mamy i wszystkich osób, które się przechadzają gdzieś pod moimi stopami… Ale chcę to dokończyć!
Minutę później
Co mi odbiło?! Seks?! Pół roku związku i seks?! Czy ty żyjesz w jakimś fanfiction?!
Trzy minuty później
W sumie przed oficjalnym rozpoczęciem związku też byliśmy blisko, więc nikt nam nie zabroni tego robić. To było super!
Dwie minuty później
Matko Boska, jaka ja jestem głupia!
Minutę później
A kiedy on mnie dotknął... Rany, jakie mnie dreszcze przeszły!
Minutę później
Ale ja jestem naiwna. I prosta. Ale w sumie nie może być ze mną aż tak źle, jeśli Justin mnie kocha.
Pobiegłam do siebie do pokoju, bo było jeszcze dużo czasu do rozpoczęcia Wigilii. Założyłam na nogi najwyższe szpilki, jakie posiadałam. Miały może 14 cm i były prezentem od Justina, który chyba za bardzo we mnie uwierzył. Stanęłam przed lustrem.
- I widzisz, Selena? Ja też jestem seksowna! Ha! – wrzasnęłam i zaczęłam pozować przed lustrem do momentu, w którym się wywaliłam z piskiem na podłogę. W tym samym momencie w tylnej kieszeni moich spodni zawibrował mój telefon. To musiało wyglądać żałośnie, gdy zaczęłam się przewalać po ziemi, aby go wyjąć, a gdy mi się udało i umieściłam go tuż nad moją twarzą, uśmiechnęłam się jak głupia do sera i zaczęłam przebierać uniesionymi w górę nogami. – Nadal jestem seksowna! Ha! – i odstawiłam mój głupi taniec szczęścia na leżąco, co wyglądało jeszcze bardziej idiotycznie niż w wersji oryginalnej. Chociaż tak naprawdę to był nasz taniec - mój i Justina. Bez niego to nie to samo…
Oczami Justina

Właśnie wysłałem milionowego sms-a do Julii, gdy wszyscy zaczęli się podnosić z krzeseł, bo Wigilia dobiegła końca. No nareszcie! Prezenty!
Rzuciłem się w kierunku choinki. Wprawdzie wszystkie prezenty nie byłyby w stanie zmieścić się pod nią, ale leżały tuż obok. Dla każdego były mniej więcej dwa prezenty. Nasze świąteczne zwyczaje nie zmieniły się w ciągu paru lat mojej sławy. Po prostu losowaliśmy kto komu ma dać prezent, a jeżeli mieliśmy ochotę, mogliśmy kupić jeszcze jeden dla kogoś innego. W tym roku wylosowałem moją kuzynkę, która niedawno została matką, więc kupiłem jej urocze śpioszki dla dziecka. Serio. Takie swaggy śpioszki. Kupiłem też prezenty dla Jazzy i Jaxona (dwa iPhony 5), perfumy dla mamy i parę butelek dobrego wina dla taty.
Dwa prezenty były owinięte wstążką podpisaną moim imieniem. Jeden był od mamy. Jaka super bluzka! Taka… grzeczna. I ma kieszonkę! Coś w stylu mamy. Otworzyłem drugą paczkę i wyjąłem z niej pudełko, z tego pudełka mniejsze pudełko, a z mniejszego pudełka jeszcze mniejsze pudełko, a w nim był srebrny łańcuch na szyję i karteczka z napisem ,,Nadal cię kocham”. Na prezencie nie znalazłem imienia nadawcy.
,,Dzięki za prezent. :) Też cię kocham.”, napisałem do Julii i niecierpliwie czekałem na jej odpowiedź. Ha, myślała, że się nie zorientuję.
,,Jeszcze nie wysłałam ci mojego prezentu, ale… dzięki. :)”, odpisała. Zmarszczyłem brwi.
Wpatrzyłem się w karteczkę i przeczytałem napis po raz dwudziesty. ,,Nadal cię kocham”.
Jak to ,,nadal”?
Sięgnąłem po łańcuch i założyłem go na szyję, nadal trzymając w dłoni kawałek papieru.
Nadal cię kocham?... To mogła być tylko jedna osoba…
Serce zabiło mi dwa razy szybciej.
Selena.

Mam nadzieję, że miło spędziliście Święta. :) I oczywiście, że rozdział przypadł Wam do gustu.
Pojawią się jeszcze może 2 rozdziały i opowiadanie dobiegnie końca. :( Mam nadzieję, że spodoba Wam się zakończenie. Już teraz dziękuję, że byliście ze mną, zachęcam do czytania mojego poprzedniego opowiadania (które również jest na tym blogu, szukajcie na stronie 4 i 3) oraz do czytania kolejnego opowiadania, które jeszcze nie istnieje. :D
Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną i w końcu będziecie mogli dodawać komentarze! Nie mogę się doczekać i mam nadzieję, że Was zaskoczę nowym pomysłem na opowiadanie. Nadal nie mogę się zdecydować na jeden z trzech głównych pomysłów.
W każdym razie życzę Wam fajnego Sylwestra, wszystko jedno, czy spędzacie go na Twitterze czy na festiwalu. ♥ Do następnego!
29.12.2013 o godz. 20:06
HEJ! Dawno mnie nie było i rozdział znów długaśny. Mam nadzieję, że to Was nie zrazi. Gdyby przeliczyć, to jak będziecie czytać po pół strony w Wordzie na dzień, to doczytacie do końca prawdopodobnie zanim wstawię nowy rozdział. :D
Jeżeli w rozdziale są pewne niejasności prawdopodobnie wyjaśnią się w kolejnym rozdziale.
Miłej lektury! :)


Muzyka
Oczami Julii

Miasto spowiła czerń. Noc zapowiadała się niespokojnie i burzliwie. Wiatr dął w szyby okien, strącał liście z wierzb w parku the Avenue of the Sleeping Willows, nie dając spać ,,śpiącym drzewom”, przynaglał wijącą się między krzewami, wąską rzeczkę, wypędzał ptaki z ich gniazd i popędzał ludzi do domu. Ciemne, gęste chmury zasłaniały księżyc. Atmosfera nie sprzyjała dobremu nastrojowi. Ale mnie najbardziej martwiło zgaszone światło w mieszkaniu za moim oknem.
Cień padał na twarz Nathana, który siedział u mnie na krańcu łóżka ze spuszczoną głową i szeptem odpowiadał na większość z moich pytań – krótko i niejednoznacznie. Chciałam nawiązać z nim większy kontakt, ale on nie zawsze mi na to pozwalał. Był zamknięty w sobie na cztery spusty.
- Jej rodzice od początku byli przeciwni naszemu związkowi. Szczególnie jej ojciec. Zawsze wypominał mi błędy i czepiał się mnie, kiedy tylko nadarzyła się okazja. Czasem nie chciał mnie wpuścić do domu, więc zaczęliśmy wychodzić na miasto i spotykać się u mnie, ale potem zabronił się jej ze mną umawiać.
- Posłuchała? – spytałam. Zwróciłam wzrok z chłopaka na jego psa, który podreptał do właściciela, i wyczuwając jego utrapienie, położył swój wielki pysk na jego kolanach i wpatrzył się w niego wielkimi, błyszczącymi oczami. Był to zabawny widok. Wielki pies bojowy, zajmujący sporą część mojego małego pokoju, robił słodkie oczka do swojego pana.
- Oczywiście, że nie. – odpowiedział, po czym westchnął i pogładził zwierzaka po głowie. – Umawialiśmy się dalej. Jej ojciec zawsze miał mi coś do wypomnienia. Zawsze. A to, że się nie uczę, chociaż uczyłem się nawet nieźle, a to, że się źle ubrałem na randkę, a to, że nie otworzyłem jej drzwi, a jak otworzyłem, to że jestem lizus i się podlizuję. Spójrzmy prawdzie w oczy. On chciał mieć córkę dla siebie. Nie mógł się pogodzić, że ona dorosła i ma prawo mieć chłopaka. – mówił, coraz bardziej się denerwując. – Dlatego zacząłem się zmieniać, by się w końcu zamknął. Z trójek i czwórek podniosłem się na czwórki i piątki. Zmieniłem styl ubierania się. Robiłem wszystko, byle tylko ten dziad się ode mnie odczepił!... Czasem nawet straszył, że następnym razem jak pojawię się u Susan w domu to ,,załatwi to inaczej”. A potem… Potem znudziłem się jej. Z czasem coraz rzadziej się spotykaliśmy, bo często odmawiała… Widocznie tak bardzo się zmieniłem dla dobra naszego związku, że aż przestała mnie kochać. A może mnie nigdy nie kochała.
Oparł głowę na pysku swojego psa i wstrzymał oddech, stłumić szloch. Wcześniej wspominał, że jest nieakceptowany przez otoczenie, i tylko w Susan pokładał wszystkie nadzieje. Nie dziwiłam się, że nie mógł sobie poradzić z faktem, że został całkiem sam. Wiedziałam co znaczy czuć się zerem, czuć się niczym, a to wszystko przez ludzi, którzy ci to wmówili. Ale nie rozumiałam, dlaczego mogli się do niego przyczepić. Nie znałam go, ale wydawał się przemiłym chłopakiem. I miał takie fajne, długie włosy.
- Jesteś muzykiem? – spytałam, ale po chwili pożałowałam. Najgorszy temat jaki mogłam zacząć. Nathan podniósł głowę i wbił wzrok w ścianę przed sobą, jakby zastanawiając się, jakim cudem wpadło mi do głowy spytać o to akurat teraz. Popatrzył na mnie. Kosmyk brązowo-rudych włosów zakrył mu oko.
- Nie. – odpowiedział pytającym tonem.
- Wybacz, ale te twoje włosy… - zaczęłam i nie wiedziałam jak skończyć. - …są mylące.
- Moje włosy. Mylące. – powiedział i po chwili, ku mojej uldze, zaśmiał się po cichu. A potem znów nastała krępująca cisza, wśród której jego powtórny smutek był niemal uchwytny dla ucha. – Susan zawsze tak mówiła. I chciała, bym grał na gitarze. Oczywiście próbowałem. Wszystko co robiłem, było dla niej, więc pożyczyłem od kuzyna gitarę nieużywaną od lat i starałem się grać, ale… - przerwał na chwilę, a gdy zaczął mówić ponownie jego ton uległ zmianie. Teraz mówił głośniej i z nieukrywaną złością na samego siebie. - … ale oczywiście gówno z tego wyszło. Nie umiem grać. Choćbym grał nie wiadomo ile godzin to i tak się nie nauczę!
- To tak jak ja… - wtrąciłam się, ale Nathan mnie zignorował. Wpatrywałam się w niego. Był taką fascynującą osobą. Jego imię bardzo pasowało do jego wyglądu i osobowości, wygląd zaś nie pasował do charakteru. A jednak wszystko było idealnie dopasowane i przeleciało mi nawet przez myśl ,,Bóg musiał włożyć wiele pracy w to, aby stworzyć Nathana”, a zaraz po tym ,,a ile pracy musiał włożyć, by stworzyć Justina!”. I od razu na myśl o nim uśmiechnęłam się, a przed oczami stanął mi obraz jego uśmiechniętej twarzy, zadzwonił mi w uszach jego piękny śmiech, tak dźwięczny, tak perfekcyjny, tak…
- Głupio mi było mówić o tym wszystkim twojej mamie… - słowa Nathana rozwiały moje fantazje na temat Jusa. - Ale stwierdziłem, że twoja mama jest wspaniała. Tak doskonale potrafi zrozumieć, wczuć się w czyjąś sytuację, ona po prostu ma talent… Ona…
- Wiem. – przerwałam mu po raz kolejny. Uśmiechnęłam się. – Wiem. Chciałabym być taka jak ona.
- Widać, że jesteś wspaniałym człowiekiem, po tym co robisz. Nie rozumiem tylko dlaczego. Dlaczego to zrobiłaś? Dlaczego mi nie pozwoliłaś?... – powoli przeniósł wzrok z podłogi na mnie. Pies ziewnął głośno i usiadł przy swoim panu, kładąc mu łapę na kolanie. Był wyraźnie zniecierpliwiony.
- Ja po prostu… czułam, że musiałam. – powiedziałam pierwsze, co mi wpadło do głowy, ale spostrzegłam, że odpowiedź nie zadowoliła go, więc kombinowałam dalej. – Każdy by to zrobił na moim miejscu.
- Nie każdy. Tylko ty zareagowałaś. Było tam mnóstwo ludzi.
- Bo tylko ja wiedziałam…
- Nie. Stał tam cały tłum, a ja wcale nie starałem się ukryć, co chcę zrobić. Wiedziałem, że wszyscy mają to gdzieś, mają własne życie, własne sprawy. Taki jest świat. Dlaczego to zrobiłaś? Powiedz, chcę wiedzieć, muszę wiedzieć. – domagał się i usiadł trochę bliżej. Było ciemno, bo wolał rozmawiać przy zgaszonym świetle. Ale zauważyłam, że jego błyszczące oczy wpatrują się we mnie. – Czego ode mnie chcesz?
- Niczego od ciebie nie chcę. – zareagowałam jak poparzona. – Naprawdę. - dodałam, by zabrzmieć wiarygodniej.
- Chcesz pieniędzy. – powiedział. I to wcale nie było pytanie.
- Nie chcę twoich pieniędzy! – odparłam stanowczo. Wiedziałam, że on nie pochodzi z bogatej rodziny.
- Myślisz, że nie widziałem napisu nad drzwiami domu „Psycholog prywatny”? – jego głos był teraz o wiele pewniejszy, głośniejszy. Nie było w nim śladu łez. Tylko pretensja… Wszystko jedno, czy pomagasz ludziom, czy nie, oni niczego nie doceniają.
- Nie chcę twoich pieniędzy. – wyszeptałam i przełknęłam głośno ślinę. Serce mi przyspieszyło. Wyczułam napięcie między nami. Cała ta sytuacja zestresowała mnie. – Nie upomnę się nawet o centa, obiecuję.
Przez chwilę patrzył się jeszcze na mnie, potem po prostu wstał i przeszedł parę kroków, a jego pies podreptał przy jego boku. Pokonałam nieśmiałość i powiedziałam:
- Ale proszę, nie rób tego…
Spuścił głowę i pokręcił nią z dezaprobatą. Wydał z siebie dźwięk, który mógł być złośliwym śmiechem albo ironicznym parsknięciem.
- Proszę. – powtórzyłam. – Nie chciałabym się jutro obudzić i dowiedzieć się, że nie udało mi się... Mimo moich starań nie udało mi się ciebie… przekonać, by… - kompletnie nie wiedziałam jak to wszystko ująć. – Nie mam nic, co mogłabym ci dać…
Podszedł do drzwi i otworzył je. Jego pies przekroczył próg pierwszy, ale zatrzymał się, gdy poczuł napięcie smyczy. Dopiero po chwili zorientowałam się, że chłopak patrzy na mnie.
- Masz…
Zanim zdążyłam przemyśleć, co właściwie miał na myśli, chłopak był już na dole.
- Poczekaj! – zawołałam, zbiegając po schodach. Podbiegłam i wyjęłam z szafy parasolkę. – Masz. Oddasz, gdy się spotkamy.
Przez chwilę patrzył na parasol, potem spojrzał na mnie, a jego twarz nie wyrażała zupełnie nic. Następnie odwrócił się i wyszeptał krótkie ,,cześć”.
- Cześć. – powiedziałam do zamykających się przed moim nosem drzwi, po czym wróciłam do pokoju, by zasnąć z myślą o Justinie, a potem o Nathanie, i tak w kółko.
Oczami Justina

Kilka dni później, 00:26, po koncercie, Rosja, Petersburg, pokój hotelowy
Niedawno zakończył się mój koncert. Dzisiaj sprawił mi on wyjątkowo dużo frajdy. Zawsze, gdy wchodzę na scenę, zapominam o wszystkim – o wszystkich problemach i zmartwieniach, o tym, co było wcześniej, i o tym, co mnie czeka. Wtedy istnieję tylko ja, moi fani, i moja muzyka, nic więcej. Tak było też tym razem. Wraz z pojawieniem się na scenie, wszystkie smutki odeszły. Nie myślałem o niczym przykrym nawet przez sekundę. Na scenę wciągnąłem jedną z najmłodszych fanek, która popłakała się ze szczęścia. Było cudownie.
Jeszcze kilka chwil po koncercie adrenalina we mnie buzowała. Śmiałem i wygłupiałem się z kolegami z ekipy, wylewając im na głowy wodę z butelki i uciekając przed nimi gdzie się tylko dało. A potem wszystko przeszło. Rzeczywistość powróciła. Mętlik w głowie. Stres. Śledzący mnie paparazzi, artykuły TMZ i agresywni anty-fani. Kolejna głupia plotka na mój temat, w którą wierzą Beliebers. A na dokładkę drugie oblicze Julki, która zwinęła moje piosenki.
Na szczęście znałem kilka z nich na pamięć. I jako pierwsze wydałem ”Heartbreaker”. Wszystkim się bardzo spodobało, chociaż mówili, że ,,spodziewali się czegoś innego”. Nie wiedziałem, co o tym sądzić, ale zadowalała mnie ogromna różnica w łapkach w górę i w dół na YouTubie. Przy moich starszych teledyskach (tak, tych na których mam flip hair, dziecięcą twarz i wysoki głos) prawie zawsze przerażała mnie ciągle rosnąca czerwona linia, oznaczająca, że coraz więcej ludzi źle ocenia ten film. W końcu presja wzięła górę i zdecydowałem się coś w sobie zmienić. I zmieniłem wiele. Wygląd (do czego przyczynił się również, jak już wiecie z poprzednich rozdziałów, mój ojciec, wywołujący na mnie duży nacisk), sposób zachowania, i tak dalej, aż w końcu przyszedł czas na muzykę. Tydzień potem wstawiłem do Internetu ”All That Matters”, a Beliebers pokochały ten kawałek. Tak jak ja.
Ale te piosenki przypominały mi o Selenie. A to co czułem, gdy myślałem o niej, było nie do zniesienia.
W każdym razie wróciłem do hotelu, pod którym czekał na mnie tłum fanek. Przepchanie przez rzeszę wrzeszczących nastolatek nie było łatwe, ale udało się. Po jakichś piętnastu minutach. Właśnie zastanawiałem się, czy nadrobić stracone kalorie podczas koncertu żelkami czy chipsami, czy może lepiej wcale ich nie nadrabiać, bo zaniknie mi mój kaloryfer, na który tak ciężko pracowałem, gdy ktoś zapukał do drzwi. Szybko schowałem żarcie pod pościel i wyjrzałem przez wizjer. Tak jak myślałem, fanka. Otworzyłem jej drzwi, bo byłem ciekaw jak udało jej się tu dostać.
- O, hej, Justin. – powiedziała, bardzo spokojnie jak na wielbicielkę. Była piękna, wręcz stworzona dla mnie. Proste, kasztanowe, sięgające do pasa włosy. Szeroki, śliczny, ciepły uśmiech. Duże, brązowe oczy. Gładka skóra. Delikatny makijaż. Pierwsze, co przeleciało mi przez myśl to ,,perfekcja”. Zaniemówiłem. Mierzyłem ją wzrokiem od stóp do głów, z ręką na klamce. Odchrząknęła. Robiła wrażenie, jakby nie wiedziała, co powiedzieć, chociaż powtarzała sobie to w myślach od wielu dni. – Jestem Catrin. – wyciągnęła nieśmiało rękę. – Julka mi o tobie wiele opowiadała.
Godzinę później
Catrin i ja siedzieliśmy na moim łóżku i wżeraliśmy zgniecione chipsy (wydało się, że je chowam, gdy na nich usiadła). Co chwilę wybuchaliśmy śmiechem i żartowaliśmy. Bardzo miło się z nią rozmawiało. Okazała się ciekawą osobą.
- Skąd się znacie z Julką? – spytałem. Na początku byłem spięty, ale teraz, gdy przegadaliśmy pewien czas, rozluźniłem się. Nieustannie obrzucałem ją spragnionym spojrzeniem, patrzyłem na jej smukłe nogi w obcisłych, marszczonych spodniach, na jej elegancki dekolt, który nie odsłaniał wiele, a jednak wyglądał bardzo zachęcająco, na jej okrągłe kształty, które dodawały jej kobiecości, na jej pełne usta. Miała w sobie coś takiego, co lubiłem w dziewczynach, przy czym była kulturalna i skromna. Zauroczyła mnie.
- Kiedyś czekałyśmy w kolejce do lekarza. Poznałam ją od razu. Pomyślałam ,,to przecież Julka, ta od Justina". I zaczęłam rozmowę. Rozmawiałyśmy o tobie… A potem obiecała mi bilet na koncert, dzisiejszy koncert. Załatwiła mi go, wysłała… Podała mi adres hotelu, w którym będziesz… Powiedziała, że musimy się poznać koniecznie… No i jestem. – zaśmiała się. Odgarnęła kosmyk włosów za ucho.
- No i jesteś… - powtórzyłem mimowolnie i uśmiechnąłem się. A w głowie próbowałem odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Julka przysłała do mnie Catrin. Ale to wszystko wydawało mi się coraz bardziej niepokojące.
Te podejrzenia wzrastały z każdym dniem. W końcu coś we mnie pękło. Miałem dość. Byłem wtedy akurat w pobliżu domu Julki, bo niedaleko grałem koncert… Był to odcinek trasy po Ameryce Północnej, podczas którego jeździłem po całych Stanach Zjednoczonych, z małą przerwą na Kanadę.
Wakacje
Po koncercie pojechałem do domu, a w zasadzie do mieszkania (w USA mam również domy, w których z rzadka bywam). Czułem się dziwnie, idąc korytarzem, bo wiedziałem, że czym bliżej do mojego mieszkania, tym bliżej również do Julii. Serce szalało mi w piersi i podskakiwało coraz szybciej z każdym krokiem. Minąłem drzwi, za którymi prawdopodobnie stała Julka. Nie potrafiłem się powstrzymać od popatrzenia na nie. Drżącą dłonią przekręciłem klucz w swoim zamku. Zapaliłem światło.
Dom. Nie wierzę. Jestem w domu.
To tutaj wszystko się zaczęło. Tutaj mieszkałem jakiś czas przed poznaniem Julki, podglądałem ją z okna, gadałem z nią wieczorami, tu organizowałem imprezy, całowałem się z pięknymi dziewczynami i robiłem z nimi wiele innych rzeczy, z tego balkonu zrzucałem paczki papierosów (i to chyba jedyna szczypta rozsądku, która mieściła się wtedy w mojej głowie), na tej kanapie rozmawiałem z moimi kolegami na naszych męskich spotkaniach na temat piłki nożnej, hokeja, oraz Beyonce i innych ślicznotek.
Gdy rozglądałem się po pomieszczeniach, każdy pokój wydawał się dziwnie pusty.
Poszedłem do pracowni. Biurko. Przy nim pisałem piosenki. Tutaj powstało ”PYD” (a przynajmniej jego większa część), po jednej z imprez, na której poznałem pewną seksowną dziewczynę i po podejrzeniu Julki (oczywiście przez pomyłkę) rozbierającej się, by wziąć prysznic. Od tamtej chwili firanki w jej łazience nie są nigdy rozsuwane.
Poszedłem do swojego pokoju. Okno. Stąd wyglądałem, by sprawdzić, czy Julia poszła spać lub czy się już obudziła. Łóżko. Tutaj wiele się działo.
Wyjrzałem przez szybę, tak jak zwykłem robić to kiedyś. Na szczęście rolety w jej pokoju były rozsunięte, ale światło było zgaszone i nie widziałem wiele. Więc, z nadzieją, że jeszcze nie śpi, poszedłem do salonu. Stamtąd również nie zobaczyłem nic ciekawego.
W zasadzie dlaczego ja wyglądam przez okno? Nie mogę po prostu do niej pójść? To nie aż tak daleko. Zaledwie cztery kroki. Ale po co ja mam tam iść?, odpowiedziałem sam sobie pytaniem. No jak to po co? Przecież chcesz. Co? Ja? Wcale nie chcę. Po co mam chcieć? Powinienem przestać gadać sam do siebie. Iść czy nie iść? Iść czy nie iść? Dobra. Nie idę.
Wyjrzałem przez okno jeszcze raz i zobaczyłem ją. Rozmawiała z mamą. Ciekawe, o czym gada. Pewnie o tym segregatorze, co mi go bezczelnie ukradła. Huh, Justin, jesteś samolubem!, skarciłem sam siebie w myślach. Nie, to ona jest samolubem! Ja przynajmniej jej nie okradłem!, usprawiedliwiłem się. Jej gesty wskazywały na to, że właśnie coś czytała. Coś głupiego. I to COŚ ją bardzo zdziwiło. Obie, Julka i jej mama, zaczęły się śmiać. Jedyne, co udało mi się wyczytać z ruchu jej warg to ,,Justin”.
6 sekund później
Zadzwoniłem dzwonkiem z pięć razy i usłyszałem zaskoczoną reakcję mamy Julii. Na zastanowienie się, co właściwie mam właściwie powiedzieć, miałem jakieś dwie sekundy. Nie zdążyłem. Zdecydowanie biegam szybciej niż myślę. Gdy otworzyła mi drzwi, miała na sobie ciemnogranatowe dżinsy, luźną bluzkę i kuchenny fartuszek w niebieską kratkę. Wyglądała o wiele lepiej niż wtedy, gdy widziałem ją ostatnim razem. Wyglądała na wypoczętą, szczęśliwszą. Zdecydowanie zdziwiła się na mój widok.
- Cześć, Justin! – zawołała, rozpromieniona. – O, matko! Cześć! – w sumie, gdy myślałem tylko o segregatorze, który jest gdzieś za tą kobietą, wszystko wydawało się wybitnie sztuczne. Mój wymuszony uśmiech musiał się nie udać, bo po chwili mina pani Dorothy przybrała smutniejszy wyraz. – Coś się stało?
- Nie, nie. – odpowiedziałem spokojnie. Nie miałem pojęcia co miała na myśli zadając to pytanie. Czy Justinowi Bieberowi zawsze musi się coś stać? – Znaczy… Ja… W sumie… Mogę wejść? – spytałem.
- Jasne, wchodź. – powiedziała, otwierając drzwi szerzej i wycierając ręce w fartuch. Przekraczając próg, poczułem specyficzny zapach tego domu, za którym tak bardzo tęskniłem.
- Dziękuję. – odparłem instynktownie. Zacząłem się rozglądać. Nie miałem pojęcia, co zrobić z rękami. Najpierw schowałem je do kieszeni, potem wyjąłem i je złączyłem, później zacząłem je pocierać, jakby mi było zimno.
- Zimny dziś wieczór, co? – rzuciła kobieta, uśmiechając się. – Moja zupa na pewno cię rozgrzeje.
- Znaczy, ja… Ja nie… Ja… - wyjąkałem, podczas gdy moje myśli szły w zupełnie innym kierunku. Dopiero po chwili się otrząsnąłem i poczułem na sobie wzrok rozmówczyni. – Ja dziękuję. – odrzekłem, rumieniąc się i uśmiechając niezręcznie.
- Na pewno? – spytała, podchodząc do garnka i mieszając zupę. Ja pokiwałem tylko głową. Przeczesałem kilkakrotnie dłonią włosy, schowałem ręce do kieszeni, wyjąłem je, po czym złączyłem. – Jesteś dość nieśmiały jak na gwiazdę.
Napotkałem jej wzrok i uśmiechnąłem się, podobnie jak kiedyś zwykłem do nauczycieli, gdy obrzucali mnie piorunującym spojrzeniem, spostrzegłszy, że rozmawiam na lekcji. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć.
- Nawet bardzo. – dodała i przez chwilę jeszcze robiła coś w kuchni, podczas gdy ja patrzyłem się to na nią, to na podłogę, to na schody, z których lada chwila mogła zejść Julka. Nagle kobieta znowu na mnie spojrzała. – Ty do mnie, Justin?
Spojrzałem najpierw w lewo, potem w prawo, a gdy napotkałem jej wzrok po raz kolejny nie wiedziałem co powiedzieć, więc znowu tylko się uśmiechnąłem, i uśmiechałem się coraz bardziej i bardziej. W końcu pokręciłem przecząco głową.
- Ale bardzo miło panią widzieć. – dorzuciłem. Mama Julki od razu wybuchła śmiechem i zajęła się na nowo obiadem. W sumie śmiała się podobnie do Julii…
Czekałem na nią jeszcze jakiś czas, stojąc wciąż w tym samym miejscu.
- A więc do Julki, tak? A kwiaty gdzie? – spytała żartobliwie.
O oł.
Nastała chwila krępującej ciszy.
- O Boże. – odparłem i przygryzłem wargę. Kobieta cały czas się uśmiechała, jakby wkrótce znów miała wybuchnąć śmiechem. – Zostawiłem w domu. – powiedziałem.
- No to leć, Justin. Na co czekasz? – zaśmiała się. – Julka bierze prysznic i za chwilę tutaj będzie.
- Zostawiłem je, ale nie w tym domu. W innym. Daleko. – uśmiechnąłem się, licząc na to, że odwzajemni się tym samym, i na szczęście tak się stało. Miała uroczy śmiech. Bardzo sympatyczny.
- No dobrze, Justin. – zauważyłem, że często powtarzała moje imię. – Zaskoczyłeś mnie tą wizytą. Sprowadza cię tu coś konkretnego? Dziwnie się zachowujesz.
Oczekiwanie na zejście dziewczyny i stres spowodowały, że moje obawy wydawały się mi coraz bardziej możliwe. Powróciła złość, zajmując miejsce podekscytowaniu tym, że znajduję się w domu Julii i zaraz ją zobaczę.
Nalała mi zupy i położyła na stole. Będąc teraz bliżej mnie, wpatrzyła się w moją twarz i zobaczyła w niej smutek. Zaraz po tym uśmiechnąłem się i zanim zdążyłem podziękować, spytała:
- Co się dzieje? Dlaczego masz zły humor?
- Nie mam złego humoru. – zaprzeczyłem i zająłem miejsce przy stole. – Pani nie zje?
- Zjem, gdy Julia się dołączy. Zazwyczaj jemy razem. I masz zły humor, sztucznie się uśmiechasz.
- Co? Nie. Ja tak zawsze się uśmiecham, proszę pani. – postawiłem na swoim. – To może ja też poczekam na Julię? – próbowałem pociągnąć temat obiadu, ale nadaremnie.
- Uśmiechasz się inaczej. Widziałam, jak się uśmiechasz. W dodatku nie marszczy ci się skóra wokół oczu, a tak się dzieje przy szczerym uśmiechu.
Bezskutecznie próbowałem uśmiechnąć się, jak należy.
- Robisz coś źle, Justin, haha.
Zająłem się więc jedzeniem zupy. Gdy mama Julii spytała, czy mój problem jest związany z jej córką, przytaknąłem, ale gdy spytała, czy się pokłóciliśmy, nie zareagowałem. Kobieta chyba zrozumiała aluzję, bo zakończyła rozmowę i poszła na górę, prawdopodobnie powiadomić Julkę, że jestem na dole. Tak mi się przynajmniej wydaje, bo usłyszałem z góry jej pisk. Niedługo potem wróciła, by zadać naprędce kilka pytań, zanim przyjdzie tu jej córka.
- Jak długo ze sobą nie gadacie?
Nie miałem pojęcia skąd o tym wie, ale Julia uprzedzała, że po jej mamie można się wszystkiego spodziewać.
- Od kiedy wróciła do domu rozmawialiśmy może jakieś trzy razy.
- Czyja to wina? – spytała, a gdy nie uzyskała odpowiedzi dodała. – Możesz mi powiedzieć prawdę. - więc po chwili zastanowienia, zrobiłem to, o co prosiła:
- To jej wina, proszę pani.
- Co zrobiła?
Przeniosłem wzrok z talerza na panią Dorothy. Westchnąłem. Nie wiedziałem, czy powinienem jej o tym mówić. Ale w tej kobiecie było coś takiego, dzięki czemu miałem do niej wielkie zaufanie, i po chwili słowa same wyleciały z moich ust, zanim zdążyłem się zorientować.
- Okradła mnie. – wyszeptałem i spuściłem wzrok. Wszystkie emocje powróciły. Zostałem oszukany przez osobę, którą kochałem, a w zasadzie przez osobę, którą KOCHAM. Wiele osób okłamywało mnie, mówiąc, że odwzajemniają oni moją miłość. Ale nigdy nie bolało mnie to aż tak bardzo. Wróciłem do jedzenia zupy pomidorowej, aby zająć czymś drżące ręce.
- Co?... – w głosie rozmówczyni usłyszałem zaskoczenie, wręcz niedowierzanie. – Niemożliwe. Dlaczego?... Skąd ty to?... Ale jak? Jesteś pewny?
Wpatrzyła się we mnie. Nie widziałem tego. Ale czułem to.
- Jestem pewny, proszę pani. Tylko ja po prostu nie potrafię w to uwierzyć. – starałem się, by mój głos brzmiał zupełnie normalnie. – Proszę pani, jeśli wejdę do jej pokoju i zobaczę to, czego szukam, to wszystko wyjdzie na jaw.
Pięć minut później usłyszeliśmy kroki i na szczycie schodów pojawiła się bosa Julka w samym ręczniku. Moje serce zabiło szybciej na jej widok. Powstrzymałem się od uśmiechu. Pisnęła i krzyknęła ,,Hej, Justin!” z trzy razy, a wtedy poszła do pokoju się ubrać, tak jak jej kazała mama. Kiedy wróciła miała na sobie szare, przylegające do ciała spodnie, koszulkę i granatowy sweter na guziczki. Jej blond włosy były już suche i wyczesane. Nie miała na sobie makijażu. Zresztą rzadko miała na sobie makijaż, gdy byliśmy tylko we dwoje w hotelu podczas trasy. Wyglądała cudownie. Ale zdołałem zachować poważny wyraz twarzy. Na początku dziewczyna nic sobie z tego nie zrobiła. Zbiegła po schodach i przytuliła się do mnie tak czule, że oblała mnie fala ciepła. Zamiast odwzajemnić uścisk, powiedziałem tylko:
- Musimy pogadać. – po czym odsunąłem talerz, podziękowałem mamie Julii za obiad i skierowałem się w kierunku schodów. Nastolatka poszła, a raczej poleciała za mną. Minęła mnie i pierwsza znalazła się w pokoju. A gdy byliśmy już oboje sami, zachowywała się tak, jakby nie wiedziała o co chodzi.
- Patrz, co mam. – wyciągnęła dłoń w moim kierunku. Przez chwilę bałem się, że moim oczom ukaże się pierścionek zaręczynowy, po czym sam się zdziwiłem, skąd wziął się ten pomysł w mojej głowie. Owszem, był to pierścionek. Pierścionek nastroju. – Zielony oznacza normalny humor, teraz jest niebieski, czyli wesoły, fioletowy to romantyczny, brązowy to smutny albo zestresowany, i był jeszcze jakiś, ale nie pamiętam. Zobacz. – wsunęła mi pierścionek na palec. Zaraz przybrał kolor czarny. – A no tak… Jeszcze czarny. To raczej nie wróży nic dobrego.
Włożyła pierścionek z powrotem na swój palec. Zmienił on kolor na coś pomiędzy zielenią, a brązem. Byłem wkurzony. Julka wie dobrze, po co tu przyszedłem, a próbuje odwrócić moją uwagę. Ale nie dam się nabrać na jej kłamstwa kolejny raz. Zacząłem się rozglądać w poszukiwaniu segregatora.
- Gdzie on jest?! – wrzasnąłem w końcu. Julka aż drgnęła.
- Gdzie jest co? – wyszeptała.
- Nie kłam mi prosto w oczy, ty fałszywa…! – nie potrafiłem rzucić jej wyzwiska prosto w oczy. – Mów.
Ale nastała cisza, a ona tylko patrzyła na mnie tym swoim przestraszonym, niewinnym wzrokiem. Odsunąłem ją od siebie i poszedłem w głąb pokoju. Wystarczył jeden rzut oka. Leżał za łóżkiem, a na nim stała cała góra książek. Przewróciłem ją butem - podręczniki wylądowały na podłodze, a ja podniosłem z podłogi wszystkie moje zaginione piosenki.
- A teraz ostatnia rzecz, jaką chcę ci powiedzieć przed wyjściem. Nie spodziewałem się tego po tobie. Okradłaś mnie. Nie tylko z piosenek. Wyciągnęłaś ode mnie całą kupę kasy kompletnie za nic. Za te twoje głupie gadanie. Przyjaźni się nie kupi za pieniądze. Ani miłości. Dałem się nabrać. Jestem idiotą. – podszedłem do niej bliżej. Staliśmy teraz twarzą w twarz. – Jesteś żałosna. Już wolałem to, co zrobiła mi Selena.
Przez chwilę jeszcze patrzyłem jej w oczy, a potem skierowałem się ku drzwiom.
Oczami Julii

- Ale… o co ci chodzi? Ja to wzięłam przez przypadek, miałam ci oddać. - powiedziałam łagodnym głosem.
Wybuchnął ironicznym śmiechem.
- Przepraszam, ale to takie zabawne, jak próbujesz się wybronić tym oklepanym tekstem. – i jeszcze przez chwilę stał i się śmiał, opierając się o ścianę.
- O co ci chodzi? Co masz na myśli, mówiąc, że wyciągnęłam od ciebie kasę? Chyba już przerobiliśmy ten temat… Ja myślałam, że…
- Julka! Mam to gdzieś, co myślałaś! Źle myślałaś! Pora zarobić pieniądze uczciwie!
- Ale ja myślałam, że to jest uczciwe… - wyszeptałam. Zbierało mi się na płacz. Zrobiło mi się wstyd. Miałam nadzieję, że Justin nie spojrzy w prawo i nie zobaczy swoich zdjęć na mojej ścianie. Niech pomyśli, że mi nie zależy, pomyślałam. Tak będzie najlepiej. On machnął tylko ręką i wyciągnął ją w kierunku klamki, ale nagle zrezygnował.
- A! Jeszcze jedno. Kim jest, kurwa, Catrin?! – wrzasnął na tyle głośno, bym się zlękła, ale na tyle cicho, żeby nie usłyszała tego moja mama. – Co ty sobie myślisz?! Że będziesz mi układała życie?! Nie za to ci płaciłem! Mam ludzi od układania mi życia! Oni decydują, gdzie mam koncerty, gdzie nocuję, a nawet co jem, ale nie z kim się umawiam, i z kim się rucham, za przeproszeniem! - przy ostatniej części zdania niemal podskoczyłam. - Nie za to ci płaciłem! - powtórzył.
- A więc za co mi płaciłeś? – spytałam, bo złość dodała mi odwagi.
- Haha, dobre pytanie. Zadaję je sobie od kiedy wróciłaś do domu, bo wtedy przejrzałem na oczy! Więc powiedz mi. Kim jest Catrin?
- Catrin… to moja koleżanka. Pomyślałam, że się polubicie i…
- Koleżanka?! Polubimy się?! O, super! Czyli twoim zdaniem nie umiem sobie znaleźć dziewczyny?!
- Miałam pozwolić na to, by znowu przyszła jakaś lalunia z solarium i powiedziała, że cię kocha, tuląc się do twojej nagiej klaty i wachlując się wachlarzem z twojej kasy?! Miałam pozwolić, byś wykazał się swoją naiwnością i jej uwierzył?!
- Wiem, że jestem naiwny. Potwierdza to fakt, że uwierzyłem tobie, że jesteś taka słodka i dobra. Dobrych ludzi nie ma! Jesteś taka jak wszystkie.
- Myślisz, że było mi tak łatwo?! Patrzeć jak się obściskujesz z tymi babami na łóżku, na którym potem spałam! I jeszcze przypłacać to swoim zdrowiem, bo przecież jak się wkurzysz na cały świat to wywieziesz mnie do lasu i wywalisz z auta na zbity pysk! Tak o! Po prostu!
- Wiesz co?! Odpierdol się ode mnie. Wynoś się z mojego życia! Dziękuję za to twoje wielkie poświęcenie, wybacz, że nie ucałuję ci stóp!
- Ty się wynoś stąd! Teraz! Nie chcę cię widzieć! – zaczęłam go wyrzucać z pokoju, ale nie było to takie proste, jak się mogło wydawać.
- Ja ciebie też nie! Już nigdy! Nie dzwoń do mnie!
- To ostatnie na co będę miała ochotę w swoim życiu!
- I super! Do widzenia!
- Pa! – zatrzasnęłam za nim drzwi, po czym oparłam się o nie i zaczęłam płakać. Nie wierzyłam w to co się dzieje… Przecież ja tak bardzo go kocham. Myślałam, że z wzajemnością. Wiedziałam, że jest zbyt perfekcyjny, by był mój. Wiedziałam, że to zbyt piękne, by było prawdziwe. Nigdy nie rozumiałam dziewczyn, które płaczą po zerwaniu ze swoim chłopakiem. Myślałam ,,skoro nie był warty zaufania, dlaczego mu zaufałaś?”. Teraz je rozumiałam. To, co Justin mi zrobił tego dnia, było ostatnią rzeczą, jaką się po nim spodziewałam.
Oczami Justina

30 minut później
- Halo? – odebrałem telefon od nieznanego numeru. Leżałem na łóżku w swoim pokoju. Zasłoniłem rolety, by odgrodzić się kompletnie od Julki. Od czasu do czasu atakowały mnie wyrzuty sumienia, ale gdy przypomniałem sobie, co mi zrobiła, znikały bez śladu.
- Halo? Justin? – usłyszałem głos mamy Julki i powstrzymałem się od marudnego przekleństwa pod nosem. – Co się wydarzyło? Julia siedzi w pokoju i płacze, aż w całym mieszkaniu słychać. To do niej niepodobne…
Cisza…
- Justin… - szepnęła. – Wiem, że jesteś zły. Nieważne czyja to wina. Znam moją córkę. Wiem, że nie zrobiłaby niczego złego naumyślnie. Nawet, jeśli ty masz rację, zastanów się. Może ona też wybaczyła ci jakiś wielki błąd? Proszę, Justin. Bądź mężczyzną. Chodź tutaj, porozmawiaj z nią. Nie chcesz chyba, żeby wszystko źle się skończyło, prawda?...
Cisza…
- Zastanów się, Justin. Nie chcę też, żebyś przyszedł i ją przepraszał, bo tak ci kazałam. Po prostu przemyśl… Cześć, Justin.
Rozłączyła się. Przez jakiś czas trzymałem jeszcze słuchawkę przy uchu. Potem odłożyłem na poduszkę. Pięć minut zajęło mi zastanawianie się nad tym, co właśnie usłyszałem. A potem zerwałem się z łóżka, rozpostarłem rolety i wyjrzałem przez okno. Pościel na jej łóżku była wymięta, jakby ktoś przed chwilą w niej spał. Książki na podłodze nadal leżały w nieładzie. Wybiegłem z mieszkania. Po chwili mijałem drzwi do domu Julki. Bo zmierzałem w zupełnie innym kierunku.
20 minut później
- Co tak długo?! – zawołała uszczęśliwiona mama Julii, gdy zobaczyła mnie w eleganckiej w koszuli.
- Długo? Wie pani jak się zasapałem? – wydyszałem, wchodząc do jej domu z reklamówką w jednej ręce i bukietem kwiatów w drugiej.
- Dobra, leć! – roześmiała się i poklepała mnie po ramieniu. Wbiegłem po schodach z językiem na wierzchu. Mój humor drastycznie się zmienił. To okazja do zachowania się jak dżentelmen poprawiła mi nastrój. Czułem się wspaniale. Tylko trochę jak debil. I idiota. Ale nadal wspaniale.
Położyłem wszystko na podłodze, przed pokojem Julii. Drzwi nie dały się otworzyć. Wiedziałem, że pod nimi siedzi Julia.
- Julka… - wyszeptałem. – Wpuścisz mnie? To ja, Justin… Julia… Ok, daję ci trzy sekundy. Lepiej mnie wpuść, bo jak nie to może zaboleć. Raz… Dwa… Trzy. Uwaga, wchodzę. – pchnąłem drzwi i bez większego wysiłku przesunąłem wraz z nimi Julię i wszedłem do pokoju. To musiało ją trochę wkurzyć, bo odwróciła głowę i splotła ręce na piersi.
– Wiem, że nie chcesz mnie znać, i sam powiedziałem, że nie chcę cię znać, ale… chcę cię znać… Genialne przeprosiny, co nie? Właśnie je wymyśliłem. – chciałem ją rozśmieszyć, by rozluźnić panującą sytuację. – No dawaj. Zaśmiej się, bo mi będzie przykro… - cisza. – I wyjdzie na jaw, że moje poczucie humoru jest do niczego… - cisza. – No dobra. Jest do niczego. Ale przyznaj, to było śmieszne… Nie…? O… - cisza. – Ok, teraz na poważnie. Julia… Przepraszam cię za wszystko. Wiem, że było ci trudno… Mnie też. Zrozum mnie. Jestem sławny, nie wiem komu ufać… Teraz ci wierzę… Nie zrobiłaś tego specjalnie. Wybacz mi, proszę… - cisza. Popatrzyłem na jej twarz, ale odwróciła się do mnie plecami.
Spodziewałem się tego. Dlatego wyszedłem i wróciłem wraz z rzeczami, które czekały na mnie w korytarzu. Najpierw położyłem kwiaty na jej kolanach. Zignorowała to. Sięgnąłem więc do torby i wyjąłem pudełko bombonierek. Je również położyłem na jej kolanach. Zero reakcji. Do tego wszystkiego dołożyłem jeszcze opakowanie Raffaello. Wiedziałem, że je lubi.
- Co my tu jeszcze mamy? – spytałem zabawnym tonem, wkładając całą głowę do torby. – Aaa… mamy tu jeszcze… Ferrero Rocher! – zawołałem i położyłem pudełko pralinek na jej kolanach, aż musiała przytrzymać wszystko co na nich ma, by wszystkie słodycze nie runęły na podłogę. – I coś co lubimy najbardziej, czyli… - przyjrzałem się małej kolorowej butelce. – Polewa do lodów! Bez lodów. Mniam! I waflowe kubki do lodów bez lodów! Pycha. Chcesz trochę? – podłożyłem jej jednego pod nos. Odrzuciła moją rękę. – Ej, no. Wiem, że wolisz gofry, ale nie mogłem znaleźć, wiesz, jak się spieszyłem? Chodź. Zobaczymy, co ty tu masz. – sięgnąłem do jej naszyjnika w kształcie serca, otworzyłem go i rzuciłem okiem na dwa zdjęcia. Wszelkie wątpliwości się rozwiały. Na jednej fotografii byliśmy razem, na drugiej byłem sam ja, uśmiechnięty. Czyli Julka mnie kocha, a ja jestem idiotą. TAK! Wszystko wróciło do normy. Nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. Przytuliłem ją mocno, ale mnie odepchnęła.
- Julka, no weź… Kocham cię! – rozpromieniłem się. Ale serce mnie zabolało, gdy Julia zaszlochała i pokręciła przecząco głową. – Julia... – dotknąłem dłonią jej podbródka i odwróciłem jej głowę w swoją stronę. Przez chwilę protestowała, ale w końcu się poddała. – Julia… Nigdy nie zwątp w to, że cię kocham… Cokolwiek by się działo, niby nie zwątp, nigdy nie zapomnij, że ten idiota Justin cię kocha, ok?... – z jej oczu popłynęło jeszcze więcej łez, i żeby odwrócić od nich moją uwagę, gwałtownie się we mnie wtuliła. – Już dobrze, skarbie… Przepraszam. Już dobrze… - wtuliłem ją i zacząłem głaskać po plecach. Sięgnąłem po butelkę polewy do lodów, otworzyłem ją i napiłem się z niej. – Chcesz trochę, skarbie? – dziewczyna zaczęła kosztować sosu truskawkowego, gdy karmiłem ją jak się karmi dziecko mlekiem z butelki. Potem leżała na moich kolanach i wcinała pralinki, czasem częstując mnie z litości jedną, dwoma, ewentualnie połową pudełka.
Oczami Julii

Około miesiąca później
Niestety Justin musiał wyjechać, by kontynuować trasę. Przez cały czas jednak się kontaktowaliśmy. Zostawił mi nawet zapasowe klucze do swojego mieszkania, na dowód, że mi naprawdę ufa. Powiedział, że ,,będę mogła odwiedzać jego dom zawsze, gdy będę za nim tęskniła”. Także spędzałam tam dość dużo czasu. Podczas jego nieobecności do mojego domu przyszło pięć paczek z prezentami od niego. Z początku to było fajne, ale potem dręczyły mnie wyrzuty sumienia, bo nie miałam tyle kasy, by mu się odwdzięczyć. Wrócił dopiero jakiś miesiąc później, gdy miał kilka dni wolnego. Pierwsze miejsce, do którego się skierował, to moje mieszkanie. Spotkaliśmy się jeszcze kilka razy, podchodziliśmy po mieście i zjedliśmy obiad w restauracji. Ale dałam mu też chwilę wytchnienia i miał czas, by spotykać się z kolegami i trochę poszaleć. Miałam do niego troszkę większe zaufanie, co nie znaczy, że całkowite. Nawet mama pozwoliła mi z nim iść raz do klubu nocnego, pod warunkiem, że wrócimy przed pierwszą, a Justin nie będzie pił. I rzeczywiście, Jus nie wypił ani kropli i nawet trzymał mnie z daleka od kolegów, którzy wypili o wiele więcej niż kroplę. Odprowadził mnie do domu po północy. Nie rozumiałam do końca dlaczego Justin nie mógł wypić w moim towarzystwie. Pewnie i tak nie upiłby się przy mnie, a nawet jeśli, to najwyżej pogadałby trochę głupot i na tym by się skończyło. Chyba.
No właśnie. Chyba.
Pewnego dnia Justin poszedł do klubu po raz trzeci. Ja zostałam w domu. Zresztą byłam w domu sama. Mama spotykała się z tajemniczym ,,kolegą”, mieli pójść razem do teatru. Była podekscytowana przed tym wydarzeniem, w końcu kiedyś nie mogłyśmy sobie pozwolić na wyjście do teatru. Przed ,,randką" tysiąc razy pytała mnie jak wygląda, a ja zawsze odpowiadałam, że cudownie. I to była prawda. Moja mama to naprawdę piękna kobieta, a w tej długiej, eleganckiej sukience i z szykownym makijażem wyglądała jeszcze lepiej. Aż naszła mnie ochota, żeby też się wytwornie ubrać i umalować i porobić parę zdjęć, a potem wysłać Justinowi, aaa! Albo w końcu wstawić na instagram coś innego niż Justin. Nadal nie przyzwyczaiłam się do tego, że cokolwiek opublikuję w Internecie, wszystko jedno na jakim serwisie, oglądają to miliony ludzi. Wcześniej nikogo nie obchodziło, co mam do powiedzenia.
Założyłam na siebie szyfonową sukienkę zdobioną kryształami w talii. Nie wyglądała na mnie tak dobrze jak na modelce na stronie internetowej, ale nie wyglądała też wyjątkowo źle. Denerwowało mnie czasem tylko to, że sukienka była pozbawiona ramiączek, bo ciągle miałam wrażenie, że mi spadnie. Była też ciut za krótka jak na mój gust – ledwo sięgała kolan. Czułam się w niej taka… naga. Ale była prezentem od Justina, więc się cieszyłam jak głupia, myśląc czasem: ,,O Boże, tę sukienkę dotykał Justin, ten sam, w którym się podkochuję od 3 czy 4 lat, od kiedy stałam się Belieber!”.
Właśnie robiłam słodką fotkę kamerką internetową, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Trochę się zlękłam. Co jeśli to jakiś zboczeniec, który przyszedł akurat teraz, gdy mamy nie ma? Zbiegłam więc na palcach po schodach. Nie, to tylko Justin. I jacyś goście. Otworzyłam drzwi. Zaniemówili.
- O kur, chyba pomyliłem drzwi… - powiedział Justin jakimś dziwnym głosem… Przyjrzał się numerowi na drzwiach. – O matko. Julka!... Julka, tak?
- Tak, Justin. Jesteś pijany. – poznałam od razu. Przyjrzałam się jego dwóm towarzyszom. Lil Twist i Czopek. – O, matko! Czy to jest…?! – wrzasnęłam, niedowierzając. – CZOPEK! Gdzieś ty był cały ten czas?!
Zanim odpowiedział za niego Lil Twist (sami się domyślcie, co mógł odpowiedzieć), Justin spytał:
- Możemy wpaść?
- Wy? Nie. Ale ty jeden możesz.
- Ha! Nara, luzerzy! – zawołał Justin.
- Ej, bro. A możemy klucze do twojego mieszkania chociaż? – spytał jeden z jego kolegów.
- Nie, sorry, ale musiałem je zostawić w domu. – wszedł do mieszkania i zamknął im drzwi przed nosem.
- Ej, chwila. To jak on tam się dostanie? – dobiegło pytanie zza drzwi.
- Patrz, Julka, co dla ciebie mam! – Justin wyciągnął z kieszeni lizaka. – Lolly!
- Oo… Lizak. Dzięki…
A potem powtarzał w kółko ,,Zjedz go! Zjedz go!”, ,,Dobry jest!”, ,,Mój pingwinku!”, ,,Moja sukieneczka!” i jakieś inne rzeczy. A ja tylko się śmiałam, głaskałam go po plecach i namawiałam, by wrócił do domu i poszedł spać.
- Mmm, pingwinku, zjedz lizaka. Lolly jest pycha, mniam! – paplał Justin. Rozpakował mi lizaka i położył mi pod nos. – No. Otwórz buzię.
Popatrzyłam się na niego dziwnie. Przez chwilę słyszalne było tylko brzęczenie jakiejś muchy, która przeleciała nad naszymi głowami. Potem otworzyłam usta i pozwoliłam mu włożyć do nich lizaka, by się cieszył.
- I jedz! – krzyknął. Miałam zamiar się odwrócić i pójść do pokoju, ale on przytrzymał moje ramię i mi nie pozwolił. – Na moich oczach.
Otworzyłam oczy szeroko ze zdziwienia, i zaczęłam rozkoszować się smakiem zwykłej zamarzniętej chemii o smaku jabłka z 0% jabłka w swoim składzie. A potem odskoczyłam od Justina, który wgapiał się we mnie, jakby knuł coś tajemniczego w swojej pijanej głowie. Co ja wyprawiam?!, pomyślałam.
- Idź do domu, pijaku! – popchnęłam go w kierunku drzwi ze śmiechem. On to kompletnie zignorował. Nieco się zatoczył, a potem z pasją wpił się w moje usta. Ścisnął mnie za udo tak mocno, że aż pisnęłam ze strachu, sama nie wiedząc dlaczego.
- Chodź, skarbie. – szepnął. Jego głos był zachrypnięty. – Chcę zobaczyć, czy całe twoje ciało smakuje takim jabłuszkiem jak twoje usta. – dźwignął mnie na ręce i oparł mnie o ścianę.
- Jesteś pijany… - jęknęłam, gdy dał mi sekundę na zaczerpnięcie oddechu.
- Nie pijany. Jestem zakochany, kotku. – wysyczał przez zaciśnięte zęby. Brzmiał, jakby wypił kilka piw. Nie panował nad sobą. Zawładnęło nim pożądanie. To pewnie przez tę przeklętą sukienkę, przeleciało mi przez myśl. Jego oddech był przyspieszony. Drżały mu ręce, gdy głaskał mnie nimi po całym ciele, mimo moich protestów. Każdy jego ruch był gwałtowny i nerwowy. Spadła mu z głowy czapka z daszkiem. Jego twarz pokryła się kropelkami potu już po chwili. Po pewnym czasie uległam, nie miałam szans. Mocowanie się z nim do niczego nie prowadziło. Mogłam to załatwić tylko rozmową, ale ciężko jest z kimś rozmawiać, gdy masz zajęte usta… Ok, muszę patrzeć na to z psychologicznego punktu widzenia, pomyślałam. Moja mama zawsze na wszystko patrzy z tej perspektywy. Pewnie Justin czuje się niekochany i… w ten sposób ,,wymusza” ode mnie miłość, której potrzebuje. Muszę mu tylko powiedzieć, że nie tędy droga.
- Justin… Nie tędy… Nie… Nie tędy droga… - wyszeptywałam między długimi i głębokimi pocałunkami chłopaka, którego podporządkowała sobie żądza czułości, bliskości i namiętności.
- Wiem. Twoja sypialnia jest na górze. – wymruczał i ruszył, ze mną na rękach, w kierunku schodów. ,,O nie! Potrzebuję więcej czasu”, pomyślałam. Wyjęczałam jego imię, objęłam jego twarz i pocałowałam go mocno. Justin oparł mną o ścianę jeszcze raz, a po chwili, przez którą nie wymyśliłam nic mądrego, zaczął rozpinać spodnie.
- O, nie! Justin! Trzymaj mnie! – pisnęłam, gdy tylko Justin przestał mnie trzymać i sięgnął w kierunku rozporka. Wtedy żarliwie wbił paznokcie w moje uda.
- Trzymam cię, skarbie, nie bój się. Przy mnie nic ci nie grozi. – wyszeptał mi do ucha, zanim złożył kolejne tysiąc pocałunków na mojej twarzy. Wtedy zdałam sobie sprawę z czegoś, co miało ogromne znaczenie w tej sprawie.
Matko Boska. Ja też jego pragnę.
Ale my nie możemy… Nie możemy!
- Kotku… Nie możemy, Justin… Nie…
Zanim zdałam sobie sprawę, że Justin ruszył się z miejsca, byliśmy już w sypialni. Światło było zgaszone i całowaliśmy się w ciemności. Delikatnie położył mnie na łóżku. Miałam ochotę cała się oddać mojemu skarbowi, dać jemu zrobić co mu się żywnie podoba, całować go po całym ciele i pokazać, jak bardzo go kocham. Pragnęłam, choć przez parę gorących chwil być z nim, tak blisko jak się da, czuć jego oddech, słyszeć, jak się we mnie porusza i jaką mu to sprawia przyjemność… Poczuć to wszystko… Zapomnieć o tym, co ludzie pomyślą, o zasadach, o konsekwencjach, o tym, że nie powinniśmy, zapomnieć o wstydzie, nie myśleć o tym, co będzie jutro. Marzyłam o tym.
I mogłam to za chwilę osiągnąć. Mogłam mieć Justina całego na wyłączność. Każdy skrawek jego ciała, tylko dla mnie… Justin włożył rękę pod moją sukienkę i głaskał mnie po udach. Czułam się niezręcznie - pierwszy raz ktoś mnie dotykał w ten sposób i nie wiedziałam, co robić.
- Nie bój się. – wyszeptał. – Rób ze mną co chcesz. Cokolwiek ci wpadnie do głowy.
- Boję się… - wysapałam. A bałam się strasznie. Bałam się, że ulegnę. Bałam się, że zrobię coś nie tak i Justin pomyśli o mnie coś złego. Bałam się, że Justinowi zależy tylko na tym, a jeśli się zgodzę, przestanie mnie szanować. Bałam się, co będzie jeśli odmówię. Bałam się w ogóle, bo to miał być mój pierwszy raz. I bałam się, że Justin chce ze mną to zrobić nie z miłości, tylko dlatego, że jest pijany.
- Julka, przestaję nad sobą panować. – powiedział, a raczej wyjęczał. Jego serce tak waliło, że słyszałam je, gdy mnie całował. Jego całe ciało drgało z podniecenia. – Jeśli chcesz, bym przestał, daj mi w twarz. Za chwilę stracę kontrolę.
Po prostu daj mu w twarz. Daj mu w twarz, powtarzałam. Wystawiałam rękę za każdym razem jak się zbliżał, ale ani razu nie udało mi się go uderzyć. Nie potrafiłam go uderzyć. Tego wieczoru było w nim coś takiego, że się go bałam. Wolałam nie wyobrażać sobie jego reakcji, jeśli dałabym mu w twarz. Co jeśli by się wkurzył? I znowu zrobił mi awanturę? Teraz, gdy był taki rozpalony, wydawał się jeszcze silniejszy i groźniejszy.
- Jeśli tego nie chcesz, daj mi w twarz. – powtórzył i znów wpił się w moje usta. Nie zrobiłam tego. Czas minął. Justin zaczął ściągać ciuchy. Serce szalało we mnie ze strachu i z ekscytacji. Tak, byłam strasznie podekscytowana. Chciałam go zobaczyć, chciałam się z nim kochać!
Siedziałam na łóżku, a on stanął kilka kroków naprzeciwko mnie. Najpierw ściągnął bokserkę. Potem spodnie, które raczej same się z niego zsunęły, tak bardzo były luźne. Nie chciał tracić czasu na zdejmowanie butów, więc trudził się ze spodniami jakiś czas, ale i tak nie zdążyłam wymyślić planu ucieczki. A później chwycił za swoje bokserki i zastygł w bezruchu. Potrzymał mnie chwilę w napięciu, śmiejąc się pod nosem. Aż w końcu zrzucił je z siebie. Opadły mu na buty. I na butach zatrzymałam wzrok.
- To ja, Julka… To ja… - szeptał, jakby chcąc mnie uspokoić. Podszedł trochę bliżej. Wstrzymałam oddech. Wziął moją dłoń i położył sobie na klatce piersiowej. Zjeżdżał nią coraz niżej i niżej. Zatrzymał się nieco poniżej pępka… A potem jeszcze jeden centymetr… I jeszcze jeden centymetr… A wtedy pociągnął mnie za rękę, bym automatycznie wstała, przyciągnął mnie tak blisko, że niemal stykaliśmy się ciałami.
- Nie jestem pijany. – powiedział głośniej, niż mówił do tej pory. – Udawałem, byśmy dotarli do tego momentu. A teraz pójdzie jak z płatka, zobaczysz…

*


NIE OSZUKUJMY SIĘ. TEGO ŻEŚCIE SIĘ NIE SPODZIEWALI.

Hehehe. Hehe. He.
Chcę zobaczyć Waszą reakcję. Moje palce pragną pisać kolejny rozdział, ale jest 02:00 nad ranem, więc może pójdę już spać. :D
Oczywiście dałam Wam szansę, powiedziałam (cytuję) ,,chcę zobaczyć, na ile Was stać" i nie wymuszałam od Was komentarzy. I pojawiło ich się 13, czyli o połowę mniej niż poprzednio. Przynajmniej wiem, że są szczere i BARDZO dziękuję każdemu, kto poświęcił dla mnie minutkę czy dwie.
Bardzo proszę o komentarze (lub pisanie do mnie na e-mail albo GG, jeśli nie możecie wstawić komentarza), polecanie moich opowiadań znajomym Belieberkom, itd.
To już potwierdzone i pewne, że po tym opowiadaniu (,,Skryte Pragnienia") założę kolejnego bloga (prawdopodobnie na blogspocie) i będę umieszczać tam kolejne opowiadania o Justinie. DLA PRZYPOMNIENIA: zmieniam linka bloga, gdyż tutaj mam problem z komentarzami - część czytelników nie ma możliwości wstawiania komentarzy. ZOSTANIECIE ZE MNĄ NA KOLEJNE OPOWIADANIA? :) Mam oryginalne pomysły, tylko nie wiem, na który się zdecydować.
Mam nadzieję, że chociaż trochę udało mi się Was zaskoczyć i spodobał Wam się ten rozdział. Kocham Was. ♥
Tagi: 27
11.12.2013 o godz. 02:06
Muzyka
Oczami Julii

08:15, w samolocie
Samolot już wystartował i szepty powoli cichły. Leciałam już wiele razy, ale pierwszy raz podróżowałam sama. Może bym się bała, ale strach zdominowały inne uczucia… Do moich uszu dochodziły poszczególne słowa ,,Hej, a to nie ta od Justina Biebera?”, ,,Kim ona jest? Skąd to całe zamieszanie?”, ,,Może do niej podejdziemy i powie nam coś o Jusie? Ty mówisz.”. I chociaż nikt nie podszedł, poniektórzy odważyli się wyciągnąć aparaty fotograficzne, z nadzieją, że nikt nie zauważy, jak fotografują moje łzy.
Miałam wielką ochotę, by zająć czymś swoje myśli. Wsłuchałabym się w muzykę dochodzącą z słuchawek, gdyby nie to, że już dawno przestały działać prawidłowo. Nie mówiłam nic o tym Justinowi, bo nie chciałam, by kupował mi nowe, ale przynajmniej 30 razy droższe. Co ja mówię! Wybrałby najprawdopodobniej te za przynajmniej 100 dolarów, podczas gdy te kosztowały tylko 3. Miałam dość bycia zależną od niego… Wracałam do domu z kopertą pewnej sumy pieniędzy nie po to, by wydać je w firmowych, najlepszych sklepach z ubraniami, ale po to, by dać je mojej mamie, by była ze mnie dumna.
Wraz z wylądowaniem samolotu moje życie obróci się o 360 stopni. Zacznę ,,pracować” (chociaż znowu tylko w cudzysłowie) i nieco zarabiać, a drobne będę odkładać do skarbonki. Poznam nowych ludzi, będę codziennie widywać mamę, tak jak dawniej. Powiedziałabym, że wszystko wróci do normy i będę żyć tak, jak za czasów przed poznaniem osobiście Justina, ale nie byłam co do tego należycie pewna. Wcześniej było dosyć normalnie – chodziłam do szkoły, po szkole wracałam do domu, wchodziłam na Twittera, gdzie nikt się specjalnie nie cieszył, jak mu odpisałam, uczyłam się. A teraz? Nie mam pojęcia co się ze mną stanie. Co ze szkołą? Czy do niej wrócę? Jak będzie wyglądać moja nowa ,,praca” i czy się w niej odnajdę? Z jednej strony byłam podekscytowana i nie mogłam się doczekać pierwszego… klienta (ok, to brzmi dziwnie), który będzie mi się wygadywał, i którego będę starała się wesprzeć. Z drugiej myślałam, że to totalne głupstwo. Nastoletnia dziewczyna, taki mały chłystek, będzie robił za psychologa. Stwierdzą, że sama mam niezłe problemy pod sufitem. Nie chcę udawać, że się na tym znam. Nie wiem nic o pocieszaniu. Ośmieszę się. Zwyczajnie się ośmieszę. I moja mama się również zawiedzie, bo nikt nie będzie chciał mieć wizyt z takim małoletnim bachorem jak ja, który wcale nie wie więcej niż oni.
Moja mama uważa, że to całe pomaganie Justinowi i ,,pracowanie” u niego było raczej zabawą. Przecież prawdziwy psycholog nie może być przyjacielem i nie zastępuje go… Musi być dobrze nastawiony, ale neutralny. W takim razie ja nie chcę być psychologiem, bo jeśli ktoś ma problemy i płacze na moich oczach, nie potrafię spokojnie poczekać, aż będzie w stanie kontynuować rozmowę. Chcę go przytulić, zetrzeć łzy, powiedzieć ,,będzie dobrze, będę z tobą cały czas”. Może dlatego, że właśnie to najbardziej pomaga? Nie jakiś tam psycholog. Młodzi ludzie potrzebują przyjaciół i szukają ich, a idąc do psychologa, szukają kogoś na ich wzór. I chcę, by go odnaleźli – przyjaciela, a nie jakąś zarozumiałą dziewczynę, która będzie im mówiła jak sobie radzić z problemami… Ona sama sobie z nimi nie radzi. Dowodem na to są łzy, które spływają po jej policzkach, gdy zostawia w tyle kogoś, kogo kocha. A może tylko ja tak myślę, bo potrzebuję przyjaciół…? Jestem pewna, że psycholog musi być dorosły. Musi. Moja mama o tym wie. Dlaczego więc chce bym pracowała w ten sposób?
OK, wszystko jest do niczego. Wolałabym zostać przy Justinie. Na zawsze. Ale on da sobie radę. Wierzę w to. Jest silny. Da sobie radę… Da radę, powtarzałam, chociaż dobrze wiedziałam, jak ciężko jest być samemu cały czas.
Oczami Justina

Zakręciło mi się w głowie na samą myśl, że Julia mogła mnie oszukiwać przez cały ten czas. Zrobiłem parę ostrożnych kroków w tył i usiadłem na łóżku. Kłóciłem się sam ze sobą. Jedna strona mnie powtarzała ,,Oddychaj, Justin, oddychaj. To tylko jedna dziewczyna, nie łam się przez jedną jedyną dziewczynę. To DOPIERO trzecia, która cię oszukała, złamała ci serce. To nic dla ciebie, Justin, to nic!”. Ale ja ją kocham… To już przeszłość. Widzisz ją gdzieś? Nie. Odleciała. Ona odleciała, zrozum. Ale my mieliśmy plany… To ty miałeś plany, Justin. Tylko ty. Ona od początku dawała znać, że nic z tego nie wyjdzie. Miała rację. Myśl logicznie. Jesteś sławny, podróżujesz po świecie. Ona nie jest stworzona, by się przy tobie męczyć. Ale ona mnie kocha… Nie pamiętasz, jak tańczyliśmy razem? Czasem kładła nieznacznie głowę na moim ramieniu albo podchodziła zbyt blisko… Pamiętasz? Zasypialiśmy wieczorem i budziliśmy każdego ranka obok siebie. A pamiętasz jak się pocałowaliśmy? Wtedy, w szpitalu, albo na plaży, lub w nocy, kiedy wróciłem zbyt późno z klubu. Martwiła się… Ona mnie kocha… Pamiętasz, jak szeptaliśmy sobie nieśmiało, że się kochamy? Pamiętasz, że została przy mnie nawet wtedy, gdy ją ignorowałem, bo czas poświęcałem komuś innemu? Ona mnie kocha, i ciebie, gorszą stronę mnie, też.
Położyłem się i, nawet nie zdejmując butów, przykryłem chłodną kołdrą. Przewróciłem się na prawy bok, by móc spojrzeć na miejsce, w którym powinna jeszcze leżeć. Na poduszkę, w której nadal było wgłębienie od jej głowy. Na odgarniętą niezdarnie kołdrę. Przesunąłem dłonią po prześcieradle, które wydawało się być nadal ciepłe od jej ciała. Przed oczami zamigał mi jej obraz. Niemal ją widziałem, widziałem jak się uśmiecha, śmieje, zasłania dłońmi twarz i znika. Westchnąłem. Czemu czas tak szybko zleciał? Przecież dopiero co wyruszaliśmy razem na trasę… Ścisnąłem w dłoniach jej poduszkę i przycisnąłem do siebie, zaciskając mocno oczy i wyobrażając sobie, że ona jest obok. Poczułem się nikim bez niej. Poczułem, jakby połowa mnie odfrunęła na drugi koniec świata. Czułem się niekompletny… Wtopiłem palce mocniej w poduszkę, ścisnąłem ją tak mocno jak potrafiłem, a gdy zabrakło mi sił rozluźniłem uścisk i otworzyłem powoli oczy. W miejscu poduszki Julii leżał jej sweter, ten sam, który kiedyś znalazłem pod warstwą śniegu… Ten sam, do którego tuliłem się co noc, gdy było mi źle. Sięgnąłem po niego i rozpostarłem. Pogładziłem cienki materiał. Przytknąłem do policzka. Pachniał tym samym specyficznym zapachem, co większość jej ubrań. Nie dam rady, myślałem. Nie chcę. Dla kogo mam się starać, jeśli nie da niej? Odpowiedzią na to był szelest karteczki wypadającej z kieszeni swetra i lądującej na kołdrze. Na skrawku papieru pochyłym, drżącym pismem było napisane ,,Julka, nie daję sobie rady”. Zdanie było skreślone. ,,Dajesz”, widniało niżej. Pociągnąłem nosem. Daję?, spytałem samego siebie. Odwróciłem liścik na drugą stronę. ,,Wierzę w ciebie. Kocham cię, nie zapomnij. Będę daleko, ale moja miłość zostanie tutaj na zawsze (w sensie nie w tym hotelu, tylko w twoim sercu).” Uśmiechnąłem się. To ona zawsze najskuteczniej potrafiła rozluźnić sytuację. ,,Obiecuję.” Pod spodem był rysunek ludzi-patyczaków podających sobie małe palce dłoni. ,,Przepraszam, ładniej już nie umiem.” Zaśmiałem się cicho. Wyjąłem komórkę, zalogowałem się na Twittera i napisałem ,,Wiem, że jestem daleko, ale moja miłość jest przy tobie.” Miałem zamiar przykleić kartkę na okładkę mojego segregatora, ale nagle przypomniało mi się, że zniknął z niewiadomych powodów, więc po prostu wrzuciłem ją do mojego plecaka. Nie wiedziałem dlaczego, ale bardzo chciałem ją zatrzymać, mieć ją przy sobie. Po prostu czasem ,,człowiek miewa takie chwile, że lubi otaczać się przedmiotami, które przypominają smutek.”*
30 minut później
Po pokoju rozniosło się równomierne pukanie do drzwi, po czym nastała absolutna cisza. Jedynym słyszalnym odgłosem było ćwierkanie ptaków za oknem i, od czasu do czasu, klaksony samochodów, czy syrena przejeżdżającej karetki. Stukanie rozbrzmiało po raz kolejny, a wraz z nim znane mi dobrze głosy.
- Myślisz, że jest w środku? – spytał jeden z nich, kobiecy, na który zareagowałem pod wpływem impulsu, podnosząc się. Ścierając z powiek resztki snu, podszedłem do drzwi i otworzyłem je moim rodzicom.
- Hey, mom. Hey, dad. – przywitałem się i przytuliłem ich oboje naraz.
- Aww, hey, Justin. – odpowiedziała mama i pogładziła mnie po plecach. – Kupiłam ci fajną bluzkę, wiesz? W takie wzorki.
- Naprawdę? – uśmiechnąłem się i wpuściłem ich do środka. Cieszyłem się, że przyszli. Przynajmniej mogłem oderwać myśli od Julii i od mojego dylematu, czy jej uczucia są w końcu prawdziwe, czy nie. Zanim zdążyłem zamknąć drzwi, mama wyjęła już z walizki kolorową siatkę, a z niej białą bluzkę z kolorowymi wzorkami na dole. – Oo, jaka fajna…
- Lepsza byłaby bokserka. – wtrącił się tata. Mama spiorunowała go spojrzeniem.
- Bokserka odsłania ramiona. W dodatku Justin ma ich miliony. A ta bluzka jest skromna. I świetna, prawda, Justin? – spytała, zbliżając do mnie bluzkę, by się upewnić, czy kupiła dobry rozmiar.
- Może być. – odpowiedział za mnie tata. Tym razem mama nawet na niego nie zerknęła.
- Nie ciebie pytam, i wcale nie ,,może być”, tylko cudowna. Prawda, Justin?
- Prawda. Nie mogę się doczekać, aż ją założę. – powiedziałem i uśmiechnąłem się, gdy napotkałem wzrok mamy. Chociaż w rzeczywistości rzeczywiście wolałem bluzki odsłaniające ramiona.
- Chciałem ci kupić bokserkę, ale twoja matka by mnie zabiła, więc przyniosłem ci to. – oznajmił tata, zanim pokazał mi T-shirt ze zdjęciem bardzo ładnej pani z dekoltem niemal sięgającym pępka, której piersi dotykały dorysowane ręce. Szczerze mówiąc, przez chwilę wpatrywałem się w doklejone zdjęcie i nie do końca wiedziałem, co powiedzieć. Za to mama doskonale wiedziała, co powiedzieć. Jak zawsze zresztą.
- Co to jest?! Niczego gorszego nie było? – krzyknęła, zmuszając się, by nie odwrócić wzroku od prezentu taty. – Twój ojciec doprowadza mnie do szału, Justin.
- Oj, przestań. Przesadzasz. Taka jest teraz moda. – bronił się.
- Ostatnim razem kupiłeś mu bluzkę z cyckami! Cyckami! To się w głowie nie mieści! Jak można kupić synowi bluzkę z cyckami! Skąd żeś ty to wytrzasnął?
Dawno nie widziałem mamy tak wkurzonej. Należy ona jednak do kobiet raczej opanowanych, więc już po chwili ucichła i wyszeptała:
- Przepraszam, Justin, że krzyczę, ale chcę byś wyrósł na porządnego człowieka.
Często to podkreślała. Zazwyczaj po uniesieniu się przepraszała. Bywała dla mnie surowa, bo od samego mojego urodzenia chciała, bym wyszedł na ludzi, ale to nie znaczy, że nie była też delikatna na co dzień. Owszem, obchodziła się ze mną bardzo czule i była gotowa być dla mnie ostoją w każdym momencie mojego życia. Na ogół traktowała mnie jako osobę bardzo wrażliwą – do niej kieruję się z moimi problemami i u niej znajduję wsparcie i zrozumienie.
Prościej byłoby wymienić cechy wspólne mojego taty i mojej mamy, jeśli takie w ogóle istnieją, bo lista różnic między nimi jest niemal nieskończona. Jeżeli ojcu w ogóle na mnie zależy, to najbardziej na tym, bym wyrósł na męskiego, odważnego macho bez skrupułów. To ostatnie wychodzi mu najgorzej, gdyż to on wywołał u mnie pierwsze kompleksy. Zaczęły mu przeszkadzać wyzwiska skierowane w moim kierunku, że brzmię i wyglądam jak mała dziewczynka. Od tego czasu zabierał mnie na siłownię, motywował do ćwiczeń, mówił, że muszę być silny, umięśniony, męski, że nie mogę nigdy płakać, że mam być twardy jak skała, że nie mogę się niczego bać, niczego wstydzić. Tak naprawdę zawsze chciał, bym był taki jak on, a może nawet, jeżeli to możliwe, ulepszoną wersją niego. On namówił mnie na pierwszy tatuaż, który był z początku mały. Cieszył się, że nawet nie zmrużyłem oka podczas wykonywania go, że byłem odporny na ten niewielki ból. Z czasem wymagał ode mnie coraz więcej – odporności na ból fizyczny i psychiczny. Nie wspierał mnie po żadnym zerwaniu z dziewczyną, chociaż, szczerze powiedziawszy, nawet nie zwracałem się do niego po pomoc. Każdy mój problem uznawał za błahostkę. Nieraz dostawałem od niego tak zwany opieprz, zazwyczaj w tych sytuacjach, kiedy moja mama była ze mnie dumna. Tak samo moja mama była na mnie zła, za coś, do czego namówił mnie mój tata. Nie chciałem stawać między nimi, bo na ich obu mi zależy i kocham ich tak samo. Czasem po prostu czułem się nieco zagubiony.
- Dobrze, nieważne. – westchnęła mama i zajęła miejsce na kanapie. Usiadłem obok niej, a tata przycupnął na krańcu. – Powiedz, Justin, co tam u ciebie?
- A nic… Dziś mam akurat kiepski humor, bo… wiecie… - ściszyłem głos. Mama pokiwała głową z empatią.
- Nie, nie wiemy. O co chodzi? – spytał tata. Zorientowanie się, czy rzeczywiście był zainteresowany rozmową, czy dopytywał się bez powodu, nie było praktycznie możliwe.
- Dziś Julka wróciła do domu. – odparła mama, zanim zdążyłem zareagować. Tak naprawdę nie chciałem, by znał powód mojego zmartwienia.
- Daj spokój, Justin. – jego reakcja nie zdziwiła mnie w najmniejszym stopniu. – To tylko jedna dziewczyna. Wiadomo było, że nic z tego nie wyjdzie. Wkrótce pojawi się kolejna.
- Przestań… Przecież on nawet z nią nie był.
- Jasne, nie był. Bo ty wiesz najlepiej, co oni robili w nocy. – wymamrotał, a ja zmrużyłem oczy, przygotowując się na krzyk mamy wprost do mojego prawego ucha.
- Co?! A może ty to wiesz? – spytała zaczepnym tonem, wskazując dłonią w jego stronę. – Co ty masz w ogóle na myśli?
- No, wiesz… - wybąkał tata, wcale nieporuszony wściekłością mamy. Skrzyżował ręce i wpatrzył się pusto w drzwi wyjściowe, jakby wcale nie myślał nad odpowiedzią, ale liczył sekundy do opuszczenia tego miejsca i zakończenia tego koszmarnego dnia. – My też kiedyś byliśmy młodzi jak on i robiliśmy dokładnie to samo. Pattie, wyluzuj, każdy to robi. Myślisz, że twój syn jest święty?
Tata nie wahał się wspominać o czasach przed moimi narodzinami. Nie wypowiadał tego wprost, ale przez to co mówił, podkreślał, że byłem tylko pomyłką. W takich chwilach nigdy nie wiedziałem co powiedzieć, jak zareagować. Zresztą mama również na moment zaniemówiła.
- To jest NASZ syn, Jeremy. To po pierwsze. W dodatku… jak śmiesz w ogóle go osądzać o takie rzeczy? – przeniosła wzrok na mnie, dotykając subtelnie mojego policzka opuszkami palców. – Skarbie, powiedz, to prawda, co mówi tata?
Historia się powtórzyła. Jeśli powiedziałbym prawdę, że nie przespałem się z Julką, bo za bardzo szanuję ją i nasze relacje, ojciec pomyślałby, że nie umiem wyrwać najzwyklejszej w świecie dziewczyny, a jeśli bym skłamał, pierwsze co przeleciałoby mamie przez myśl, to to, że ją wykorzystałem, tata zaś poklepałby mnie po ramieniu i powiedziałby do mamy ,,I widzisz?”. Siedziałem więc między nimi, żałując, że ich tu w ogóle wpuściłem, żałując, że obudziło mnie ich pukanie do drzwi, bo jeśli wiedziałbym wcześniej, że mają zamiar zrobić mi tę uroczą niespodziankę, nie chciałbym się obudzić już nigdy w życiu.
- Bo myślisz, że Justin wyspowiada ci się teraz kiedy i z kim to robił, tak? Pattie, zrozum, że on już nie jest małym dzieckiem. Nie musisz o wszystkim wiedzieć.
- Ty też nie, tato. – dodałem bezwzględnym tonem, podnosząc nieznacznie głowę i spoglądając mu prosto w oczy, gdyż poczułem, że szala zwycięstwa tego sporu przechyla się na jego korzyść.
- Ja też nie. – odpowiedział stanowczo, nie odwracając wzroku. – Co nie zmienia faktu, że od samego początku uważałem waszą znajomość za śmieszną. W ogóle jakie ta dziewczyna pełniła tu zadanie?
- Towarzyszyła mu, była przy nim… - odparła atak, skierowany w moją i Julii stronę, mama. Ja od dłuższego czasu wpatrywałem się w podłogę i udawałem zamyślonego.
- Płacić komuś za towarzystwo? Synek, naprawdę nie masz na co wydawać pieniędzy? Naprawdę nie widzisz, że to wszystko to była zwyczajna zabawa? Dałeś się wykorzystać! Wyciągnęła od ciebie kasę za nic, przy okazji zwiedzając połowę świata. Co jeszcze? Może cię okradła?
- Co ty wygadujesz! Julka?! Przecież to urocza dziewczyna, nie wiesz, jak dbała o Justina.
- Mówisz o niej jak o opiekunce do dzieci, Pattie! Przestań w końcu z Justina robić małego gnoja, to już młody mężczyzna!
- Jaki mężczyzna?! Ty nawet w tym wieku zachowujesz się na mniej dojrzałego niż on.
- Nie zmieniaj tematu! Psycholog w tym wieku? Pattie, czyś ty oszalała? I ty, Justin, czy ci do końca odbiło? Psycholog? Jaki, kurwa, psycholog! Dałeś się nabrać na… - nie zdążył dokończyć zdania, bo mu przerwałem.
- Kocham ją, rozumiesz?!
Stałem i patrzyłem z góry na mojego tatę. Nie spodobało mu się to.
- Okej, ale to już przeszłość. Ile dziewczyn kochałeś przed nią?
- Nie, tato. Kocham ją inaczej... – odpowiedziałem, chociaż nie byłem pewny, czy nie kocham ją już na dwa sposoby.
- Inaczej? Czyli jak? Jak przyjaciółkę? Justin, zrozum, że tak kochają się tylko baby. Facet kocha kobietę tylko na jeden sposób. – przerwał i nastała chwila ciszy. – No przestań, Justin. Chyba nie będziesz teraz płakał przez jakąś głupią dziewczynę.
- Ona nie jest głupia, ok? I dała mi więcej niż ty.
- Więcej czego? – spytał, marszcząc brwi.
- Miłości?! – wykrzyczałem mu w twarz. Wyglądał, jakby miał się lada moment roześmiać. I rzeczywiście, zachichotał pod nosem. Rozłożyłem ręce. – Coś cię śmieszy?
- Tak, Justin. Ty mnie śmieszysz.
- Ja cię śmieszę, tak? – spytałem groźnie, celowo zmieniając głos na niższy, jak to zazwyczaj robię zwracając się do ojca.
- Nie odzywaj się tak do niego! – krzyknęła na niego mama, wyraźnie przeczuwając, że coś się zaraz wydarzy, ale zignorowaliśmy ją.
- Ja cię śmieszę?! – krzyknąłem. Mama stanęła między nami i odsunęła nas od siebie, ale zdołaliśmy utrzymać kontakt wzrokowy. Dziś wcale się go nie bałem. - Wiesz co?! Kocham ją! I nie zrobiłem tego z nią, bo ją szanuję! Ją i jej godność, rozumiesz?! Nie zdziwiłbym się, jeśli byś nie zrozumiał. Ty nie wiesz co to godność, nie wiesz co to szacunek do kobiet!
- Haha, świetne przedstawienie! Brawo! – zawołał, co jeszcze bardziej doprowadziło mnie do szału. Czułem, jak kipi we mnie złość. Obraz był ostry, dźwięki głośniejsze. Wszystko działo się tak szybko. – Wiesz co? Powiem tak. Zadzwoń do mnie, jeśli Julia odezwie się do ciebie jeszcze raz kiedykolwiek w życiu.
W kilka sekund przed oczami przeleciały mi wszystkie momenty spędzone z moim tatą. Chwila, kiedy czekałem na niego na schodach. Czekałem na jego telefon. Chciałem go odwiedzić, ale nie znałem adresu. I te wszystkie sytuacje kiedy zamiast mnie pocieszyć, wypominał mi błędy, o których miałem świadomość. Czego on ode mnie chce? Czego?!
- Ty chuju… - wyszeptałem. A potem wszystko stało się w ciągu paru krótkich sekund. Ojciec rzucił się na mnie i zaczął mną szarpać. Próbując się bronić kopałem go i uderzałem pięściami po plecach.
- Jeremy, zwariowałeś?! Zostaw go! Zostaw! – krzyczała tak głośno, jak chyba jeszcze nigdy, ciągnąc go za ręce zaciśnięte na moim karku i ramieniu.
- Coś ty na mnie powiedział?! – wrzeszczał mi prosto do ucha.
- Jesteś nienormalny! – odkrzyknąłem jeszcze głośniej, zdając sobie sprawę z tego, że usłyszeli to nawet na parterze. Zaraz ojciec puścił mnie gwałtownie, odrzucając gdzieś daleko, a gdy się wyprostowałem, masując obolały kark, dostałem w twarz tak mocno, że odgłos rozniósł się po całym hotelu.
- Jeremy! Co robisz?! – pisnęła mama i pospieszyła w moim kierunku. Od razu mnie objęła i zaczęła głaskać zaczerwieniony kark, policzek, roztrzepane włosy. Spojrzałem się z nienawiścią w kierunku ojca. Pierwszą rzeczą, o jakiej pomyślałem, był fakt, że z chęcią oddałbym mu dwa razy mocniej, gdyby nie to, że był moim rodzicem. – Zawsze chciałeś by był taki jak ty! Myślisz, że tego nie widzę?! – krzyknęła, i wskazała na jego, a potem na moje tatuaże na ramieniu. Przez chwilę słychać było tylko nasze przyspieszone oddechy. – Ale on jest inny… On nigdy nie będzie taki jak ty.
- Też tak myślę. – wysapał tata. Nie przekonałem się, jak wyglądała jego mina, bo objęła mnie mama, szepcząc mi coś do ucha i zasłaniając cały widok. Po chwili usłyszałem trzaśnięcie drzwiami.
Potem do naszych uszu docierał tylko odgłos mojego głębokiego oddechu i szybkie bicie serca.
Oczami Julii

Kilka godzin później
Lądowanie było makabrycznym przeżyciem. Chociaż wiele osób mówi, że wystartowania i zejścia na ląd się nie czuje, ja czułam zawsze i to bardzo wyraźnie. Może częściowo dlatego, że wyobrażałam sobie najgorsze możliwe zakończenia tej długiej podróży.
Wszystko jednak poszło zgodnie z planem i po opuszczeniu samolotu, rozglądałam się za mamą na lotnisku. Znalazłam ją w umówionym miejscu w terminalu pasażerskim. Oczywiście obie się roześmiałyśmy na nasz widok i podbiegłyśmy do siebie, by się uściskać. Mama zdążyła mi zadać całe mnóstwo pytań, nim wróciłyśmy do domu, nieraz przerywając mi w połowie zdania. Była bardzo szczęśliwa i podekscytowana. Przeleciało mi przez myśl, że długo czekała na tą chwilę. Poczułam się nieswojo – ja tego dnia się bardzo obawiałam… Przyszła w końcu kolej na moje pytania i więc zadałam parę w związku z jej pomysłem na zarabianie pieniędzy, bo miałam co do niego wiele wątpliwości. Wytłumaczyła mi, że rzeczywiście, psycholog powinien być dorosły i nie zastępuje przyjaciół. Stwierdziła jednak, że Justin potrzebuje i jednego i drugiego, a taka trasa z nim przyniosłaby korzyści także mnie, więc pozwoliła mi podróżować z Justinem. A gdy spytałam, czy ludzie w ogóle będą chcieli płacić za rozmowy ich dzieci ze mną, jakby rzeczywiście był z tego jakikolwiek pożytek, powiedziała, że oczywiście najpierw będą kierować się do niej, a potem ewentualnie do mnie… Nie wiem, czy i jaki to miało sens, ale to ona jest psychologiem, więc zgodziłam się na wszystko.
Kilka dni później, czwartek, 19:06
Minęło już 20 minut od zakończenia dodatkowych zajęć z francuskiego, jakie zafundowała mi mama od razu po powrocie do domu. Cieszyłam się z tych lekcji, bo poznałam tam nowe osoby, z których kilka, o dziwo, znało mnie już od dawna z gazet i stron plotkarskich. Miałam tam wiele koleżanek, ale przyjaciółek wcale. Zresztą nigdy nie miałam prawdziwej przyjaciółki, więc nie robiło mi to wielkiej różnicy. Wystarczał mi Justin. Szkoda, że był tak daleko…
Siedziałam na ławce, czekając na pociąg, który odwiezie mnie do domu. Na kolanach trzymałam zeszyt z kolorowymi notatkami. Odrabiałam lekcje, korzystając z chwili wolnego czasu. Co jakiś czas poprawiałam szarą, wełnianą czapkę z kokardką po prawej stronie i pasek mojego płaszcza Tommy’iego Hilfigera, który kupił mi kiedyś Justin w ramach przymilenia się. Pamiętam, jak słodko się uśmiechnął dając mi go…
Tak naprawdę nigdy wcześniej nie miałam na sobie tak drogiego ciuchu i nie chodziłam na zajęcia pozaszkolne. Jednym słowem życie na bogato.
Było przeraźliwie zimno. Przyłapałam się na nieustannym wyciąganiu pomadki koloryzującej z torby i smarowaniu nią popękanych ust. Kiedyś nie dbałam o swój wygląd aż tak. Jednak nadal się nie malowałam lub malowałam delikatnie, bo przerażały mnie otaczające mnie czasem kamery. Ale, szczerze mówiąc, ostatnio nie było ich wokół mnie tak dużo, jak kiedyś.
Mając dłużące się czekanie powyżej uszu, zaczęłam rozglądać się po peronie. Wpatrywałam się głównie w chłopaka, który nagle zjawił się, smycz, na której uwiązany był jego pies, przywiązał do poręczy jednej z ławek, i zaczął chodzić z opuszczoną głową po peronie. W jego zachowaniu było coś nienaturalnego, dziwnego… Wyglądał jakby czekał na kogoś, na coś, ale niekoniecznie na pociąg.
Nawet nie zauważyłam, kiedy dosiadła się do mnie pewna dziewczyna. Jak się okazało, ona również mnie poznała z daleka, jako ,,ta od Justina”. Zastanawiało mnie, dlaczego fanki Justina nazywały mnie w ten sposób. Ale zgadzałam się z nimi w jednej sprawie – sama nie wiedziałam, kim dla niego właściwie jestem, i łatwiej było nazwać mnie ,,tą od Justina” niż myśleć nad konkretnym określeniem… Zagadywała mnie, pytała o Jusa, o to, czy jesteśmy razem, i o ogrom innych zagadnień, które od czasu mojego pojawienia się u boku idola, interesowała Beliebers. Czasem nie odpowiadałam lub odpowiadałam na odczepnego, ale po prawdzie cieszyłam się, że zaczęła rozmowę. Kiedyś rzadko ktokolwiek się do mnie odzywał… Co jakiś czas rzucałam okiem na nastoletniego chłopaka, który z rękami w kieszeniach obchodził peron dookoła, od czasu do czasu przystawał w miejscu, patrzył się na podłogę, albo zamykał oczy – nie byłam pewna, bo jego twarz zakrywały wystrzępione brązowo-rude włosy, sięgające mu niemal do podbródka.
Oczami Justina

Ten dzień był koszmarny. Od wyjazdu Julki kontaktowałem się z nią tylko dwa razy – raz, gdy dzwoniła po przyjeździe do domu, by powiadomić, że wszystko w porządku, i drugi, gdy zadzwoniłem dwa dni po kłótni z rodzicami, bo potrzebowałem wyrzucić z siebie to wszystko, i rzeczywiście Julia odebrała…
- Hej, Julka… Ja… Chciałem o czymś pogadać. – powiedziałem wtedy, starając się brzmieć spokojnie i nie myśleć o zaginionym segregatorze, by chociaż przez chwilę na nowo poczuć, że mogę jej zaufać.
- Hej… - wyszeptała po cichu. Pociągnęła nosem. Na chwilę zaniemówiłem. Czy ona płacze? Nie, na pewno nie. Może po prostu się przeziębiła.
- Masz chwilę? – spytałem na wszelki wypadek. Ale Julia długo mi nie odpowiadała. Ale czułem, że tam jest. Słyszałem jej oddech. – Julia…?
- Justin, nie mogę teraz. – powiedziała płaczliwym głosem, a potem mówiła tak szybko i niewyraźnie, że jedyne co zrozumiałem to: - Nie mogę, zadzwoń później, kocham cię, pa.
Gdy powiedziała ,,kocham cię”, tak otwarcie, szybko, tak po prostu, ciepło rozlało mi się po sercu. A potem rozłączyła się. Pisałem z pytaniem co się stało, ale odpisała tylko, że potem mi wyjaśni, że przeprasza i mam się nie martwić. Ale nie potrafiłem się nie przejmować.
Przejmowałem się bardzo, cały czas. Bałem się o nią, bałem się o tą całą sprawę z segregatorem. Dręczyła mnie nadal kłótnia z ojcem, którą non stop miałem przed oczami. Prócz tego w Internecie znowu krążyły o mnie różne wyssane z palca plotki, w które Beliebers wierzyły. To wszystko mnie przygniatało tak bardzo, że po całym dniu pracy, sesji, wywiadów, występów i słuchania obelg na mój temat, miałem wszystkiego dość. Stres wyczerpywał mnie doszczętnie. Wracałem do hotelu i kładłem się spać na te kilka krótkich godzin… Potrzebowałem Julki. Nawet, gdy byliśmy blisko, mieliśmy mało czasu dla siebie. A teraz, gdy dzieliły nas kilometry, nie mieliśmy go wcale. Potrzebowałem jej. Każdy dzień bez niej był taki szary, smutny. Razem z nią potrafiliśmy się śmiać ze wszystkiego. Wracałem nie do hotelu. Wracałem do niej. Przy niej było moje miejsce, mój dom. Zdałem sobie sprawę, że dawała mi siły, by żyć, funkcjonować, pracować, osiągać cele… Teraz nic mi się nie chciało i nic mi się nie udawało, i większość dnia myślałem o tym, że nie mam do kogo wrócić i nikt na mnie nie czeka…
Tego wszystkiego było za dużo. Tego dnia, idąc na próbę przed koncertem, napotkałem anty-fanów wyśmiewających się ze mnie i nazywających mnie tak, że nawet nie powtórzę i paparazzi, którzy korzystali z okazji i nagrywali każdą moją reakcję. Starałem się ich ignorować, ale trudno jest ignorować kogoś, kto szarpie cię za ubrania, wyzywa od najgorszych i wypomina ci błędy, prawda?
Wróciłem do hotelu bez jednego buta, bo jeden z hejterów ściągnął mi go siłą ze stopy i uciekł w nieznanym kierunku, obmyślając swój chytry plan sprzedania obuwia Justina Biebera szalonym fankom. Cóż, trzeba brać pod uwagę również plusy. Na szczęście na bucie się skończyło.
Poszedłem od razu do małego pomieszczenia w apartamencie, który zwałem ponad miarę kuchnią, wyjąłem z małej lodówki pudełko lodów, i nie czekając, aż się rozpuszczą, zajadałem stres.
Oczami Julii

- Co się tak patrzysz? Podoba ci się? – zaśmiała się, spostrzegając moje zainteresowanie osobliwym chłopakiem. Jej słowa dotarły do mnie tylko częściowo, więc nie zareagowałam. Po peronie rozległo się szczekanie psa. Spojrzałam na ogromnego, czarno umaszczonego doga niemieckiego. Niecierpliwie patrzył za swoim właścicielem z wysoko postawionymi uszami, ale czekał na niego posłusznie. Nie pasował do swojego pana… Ale może w jakiś sposób go dopełniał.
Posiadacz psa tymczasem wyglądał za pociągiem, niekiedy spoglądając na swojego pupila, jakby upewniając się, czy wszystko z nim w porządku. Niezdarnie odgarnął włosy z czoła, ocierał o siebie nieco spocone ręce, by złagodzić stres. Poza szczekaniem swojego zwierzaka i nadjeżdżającym pociągiem, zupełnie nie zwracał uwagi na nic innego…
Nie słyszałam słów, jakie mówiła do mnie dziewczyna obok…
Chłopak przestąpił z nogi na nogę. Znowu ruszył przed siebie, zaraz zawrócił, obrócił się, jakby nie wiedział, w którym kierunku teraz iść.
Powoli odłożyłam zeszyt i długopis, które trzymałam na kolanach, na moją torbę.
Wyjrzał jeszcze raz w kierunku zbliżającego się pociągu. Poprawił opadający kaptur. Złapał się delikatnie za głowę, jakby przeszył go ostry ból.
- Julka…? – usłyszałam głos dziewczyny obok.
- Tak? – odpowiedziałam po cichu, nie odwracając wzroku od nastolatka. Wstałam powoli.
Czułam jej wzrok na sobie.
Oczami Justina

Zjedzenie połowy zawartości pojemnika lodów nie pomogło. Nawet jeszcze bardziej przygnębił mnie fakt, że w ten sposób radzę sobie z problemami. Moje tętno było przyspieszone, bolała mnie głowa… Słyszałem wyzwiska skierowane w moją stronę, słowa wrogów, słowa taty… Usiadłem na podłodze i oparłem się o drzwi lodówki.
Będzie dobrze, powtarzałem sobie w duchu, a czasem i na głos. Będzie dobrze, Justin, ogarnij się. Przypominałem sobie, jak pocieszała mnie Julka, przypominałem sobie jej słowa, ale to nie poprawiało mi humoru. Nawet jeszcze bardziej go pogarszało. Tęskniłem, nie dawałem bez niej rady. Nic nie miało sensu. Z nią wszystko było lepsze. Gdy była obok, zawsze nie doświadczałem ciszy, która w momentach smutku tak bardzo mnie niszczyła…
Wstałem, by wyjąc z szafki leki uspokajające.
Oczami Julii

Odwrócił się, by spojrzeć na swojego psa. Poruszył ustami, jakby jego zwierzak potrafił czytać z ruchu jego warg… A może szeptał coś do samego siebie?
Odsunął się od krawędzi peronu, gdy zbliżał się pociąg.
Zrobiłam parę kroków w jego stronę, czując wbity w mój kark wzrok dziewczyny. Rozległo się głośne szczekanie psa, i wszyscy zwrócili na niego wzrok, a potem na mnie i na chłopaka, zastanawiając się, co się za chwilę wydarzy.
Ale ja byłam na 90% pewna, co się wydarzy.
Oczami Justina

Dla ostrożności przeczytałem najważniejsze punkty w ulotce, chociaż czytałem je już kilka razy wcześniej. Drżącymi rękami wyjąłem z opakowania jedną z tabletek i połknąłem ją, popijając wodą. Oparłem się o blat.
Oczami Julii

Gdy pociąg nadjeżdżał, on zrobił jeszcze parę kroków do tyłu, a potem westchnął, wyjął ręce z kieszeni, spojrzał na psa, znowu spuścił głowę. Podeszłam nieco bliżej, ale nie zauważył mnie. Z tej odległości widać było, że jego oczy były jakby pokryte szklaną otoczką.
Szczekanie psa powtarzało się echem w mojej głowie.
To były ułamki sekund.
Podmuch wiatru, spowodowany prędkością pociągu, rozwiał nasze włosy. On zaś wbił wzrok w tory i rzucił się w ich stronę.
Serce zabiło mi mocniej. Zdążyłam chwycić jego rękę i przyciągnąć go w swoją stronę, tak gwałtownie, że oboje upadliśmy na lodowatą posadzkę. Po chwilowym szoku otrząsnęłam się i spojrzałam na jego twarz.
- Co się dzieje? Wszystko w porządku?
Pomogłam mu usiąść. Ale chłopak zamiast udzielić mi odpowiedzi schował twarz w dłoniach i zaszlochał głośno. Nie obchodził go fakt, że usłyszał to tłum ludzi wpatrujących się w nas z przejęciem, a nawet jego pies, który rwał się w jego kierunku, by móc sprawdzić, co się dzieje. Jedyne co zdołał wyszeptać to ,,Dlaczego…?”.
Nie odpowiedziałam mu, ale pogłaskałam delikatnie po ramieniu i pomogłam wstać. Nie walczył ze mną. W tej chwili był tak załamany, że nawet nie miał ochoty ani siły się sprzeciwiać. Prowadząc go w kierunku ławki, do której przywiązany był jego pies, minęłam nową znajomą, która wyszeptała:
- Ale, Julka… Skąd wiedziałaś?
Oczami Justina

Po jakimś czasie ogarnęło mnie wielkie znużenie. Lek ukoił moje nerwy, ale nadal dręczyła mnie wieczorna depresja… Chciałem napisać do Julii, ale nie miałem sił. Nie miałem odwagi… Co jeśli specjalnie ukradła ten cholerny segregator? Co jeśli mnie okłamuje?
Zdjąłem buty i w ubraniach położyłem się spać, trzymając w rękach jej sweter. Ostatnim, co przeleciało mi przez myśl, była wątpliwość, że w naszyjniku, który ode mnie dostała, nadal trzyma nasze wspólne zdjęcie…


* ,,Człowiek miewa w życiu takie chwile, że lubi otaczać się przedmiotami, które przypominają smutek." - Bolesław Prus, ,,Kamizelka"


Dziękuję za komentarze i wejścia, i wszystko. Mam nadzieję, że się podoba. Mam całe mnóstwo pomysłów - tak dużo, że nie wiem, na które się zdecydować. :D Jak na razie zdecydowałam się na te, a czy to była dobra decyzja, to już wy oceniajcie.
Wiem, że są błędy z komentarzami. Jak komentarze Wam się nie wstawiają, proszę, poświęćcie czas, by napisać o tym oraz o tym, co sądzicie o blogu, do mnie na GG, Twitterze, albo na e-maila (wszystko to znajdziecie w prawym górnym rogu strony w ,,O mnie"). Będę się zastanawiać nad zmienianiem strony, na której będę pisać dalsze opowiadania, bo już sporo osób zgłaszało błąd z komentarzami. Oznaczałoby to zbieranie wyświetleń i rozgłaszanie linku od nowa. Co o tym myślicie? Zmieniać stronę?
Tak poza tym to dziękuję za wszystko - że tu jesteście i sprawdzacie po tysiąc razy dziennie, czy jest nowy rozdział. :) Mam nadzieję, że część z Was żyje tym opowiadaniem równie mocno jak ja, i bije w Was to samo serce, co w bohaterach.
Kocham Was najmocniej na świecie i pamiętam o Was.
Zachęcam również do czytania mojego poprzedniego opowiadania o Justinie, którego początek, prolog, znajdziecie na 4 stronie, tych, którzy jeszcze tego nie zrobili. :)
Tak przy okazji - mam piękne pomysły na kolejne opowiadanie. Mam nadzieję, że następne nie straci popularności i będziecie na bieżąco cały czas, a nie tylko do końca tej historii.
Nie dam określonej liczby komentarzy - chcę zobaczyć, na ile Was stać, gdy nie wymuszam od Was ich danej ilości.
Do następnego rozdziału! ♥ #Family
Tagi: 26
30.10.2013 o godz. 22:47
Obudziłam się leżąca na Greysonie. Było mi przyjemnie kiedy przez sen , głaskał mnie po plecach. Wtuliłam się w niego mocniej. Kiedy już zasypiałam usłyszałam swój budzik. Otworzyłam szerzej oczy. Żaluzje zasłonięte na szczęście nie wpuszczają za dużo światła i dobrze bo bym nie zniosła widoku słońca. Chwyciłam swoja komórkę odblokowałam krótkim kodem 6969 (wiem zbok jestem, ale to Greyson mi taki założył) i ujrzałam na ekranie mojego zgrabnego samsunga że już wybiła 7:00.
- Nosz kur..- powiedziałam po cicho do siebie. Za co zostałam złapana za nadgarstki przez Grey'a. Skierowałam na jego wzrok, włosy w nie ładzie usta zaciśnięte w wąską linijkę z których wydobywał się jego cichy głos"masz nie klnąc mała".
- Zrozumiałam. - puścił mi nadgarstki, ja dość szybkim krokiem poszłam się ubrać. Jestem nie ogarnięta brzydka wszystko co najgorsze. ŻADNA NOWOŚĆ. Rozczesałam włosy, umyłam się, następnie ubrałam fioletowe spodnie i czarny top . Zrobiłam zgrabnego koka. Wyszłam do Greyson'a który na czworaka szedł do łazienki.
- Don debilo inkognito - westchnęłam. Spakowałam się zjadlam co nie co moje myśli były tak dołujące że nawet nie warto mówić.
-Grey rusz dupę ! - krzykłam czekając pod drzwiami. On wyszedł w niebieskiej koszuli w kratę w szarych spodniach lekko obniżonych. Kurde, coś tu śmierdzi.
- Grey czy ty czasem nie stylizujesz się na Justina? - zaśmiałam się pod nosem. A on zrobił minę "uciekaj bo Cię zabije mała..".

Weszliśmy do szkoły, każdy patrzył z pod byka na nas. Często uważali nas za parę, ale ja i on ? Nie nie czuje nic do niego. Po prostu to mój dobry przyjaciel. Kocham go,ale jak się kocha brata. Podążyliśmy do sali 21 na chemie, która oboje wielbiliśmy. Nasza nauczycielka nosiła super bluzki.Wielki biust pięknie eksponowany, ale ona chyba zapomniała że już ma 60 lat i my nie chcemy oglądać jej zmarszczonych piersi. Dzwonek. Pani cycek jak się na nią mówiło , przyszła 10 minut po sygnale na lekcje. Ja siadam w pierwszej ławce tam gdzie siedzę od 1 klasy obok mnie Greyson. Pani otwiera dziennik i wypowiada magiczne słowa które zawsze mówi na powitanie ...
- Małe co nie co. - powiedziała wściekła. Że co ?! Kartkówka? Miała powiedzieć Dzień dobry numerze "numer który ma pytać " , a ja się nie uczyłam bo wczoraj odpowiadałam więc byłam pewna że mnie nie spyta ,a u niej nie można nic poprawiać ! Kutwa.. Wyciągnęłam kartkę. Greyson zauważył że cała zbladłam wyszeptał ciche spokojnie . Spokojnie jak spokojnie !? Miałam mieć 4 u niej a nie 3 ! Tato mnie utłucze!
Po małym co nie co od razu sprawdziła, dostałam śliczne 1+ a ten plus to na zachęte ponoć. Po lekcji mieliśmy wf. Milczałam nie odzywałam się słowem do mojego przyjaciele, który gadał do mnie cały czas tulił, ale go nie słuchałam ani nie reagowałam. Wczoraj koncert teraz to. Dzień do dupy. Ciekawe co dalej się stanie. Wyszłam z szatni ubrana w za dużą bluzę i szorty. w głowie pusto. Wpadł na mnie największy populars szkoły Damian. Spojrzał na mnie , patrząc na moje ciało dokładnie.
- Mała na drugi raz ubieraj topy na wf bo ci cycków nie widać. Tak to będziemy musieli ci dłużej wszystko ściągać zanim je wymacamy. - jego paczka się zaśmiała, a ja schowałam się w damskiej toalecie i płakałam. Nie pierwszy raz mnie ośmieszali to dziś to pikuś, ale boli. Po dzwonku na Wychowanie fizyczne udawałam ból brzucha by móc nie grać. Udało się cudem i nie ćwiczyłam. Mój Swagistycznykumpel też nie, usiadłam obok niego i położyłam głowę na jego ramieniu. On dziwnie się skrepował. Ostatnio w ogóle jakoś dziwnie się zachowuje. Jak go tule, on za cholerę nie chce mnie puścić z swoich objęć. Patrzy mi częściej głęboko w oczy albo wzdycha na mój widok. Może tak mają chłopacy w tym wieku. Nie wiem siedzieliśmy w ciszy. On nagle wziął głęboki wdech i mnie lekko odsunął. Popatrzył głęboko w oczy i złapał za rękę.
- Nicole, wiem że jestem twoim przyjacielem, a ty moją przyjaciółką. Mam taką sprawę...że .... muszę Ci coś powiedzieć bo ja Cię ten. Kocham.- wydukał cicho.
-Wiem, ja Cb też przyjacielu - poczochrałam mu włosy. Wesoło.
- Ty nie rozumiesz! Ja Cię kocham tak ...- zagryzł wargę i spojrzał w ziemie.
- Jak ? -Dopytywałam.
On spojrzał mi w oczy i przybliżał powoli usta do moich, ze strachem w oczach i ...
CIĄG DALSZY NASTĄPI
Przepraszam że tyle nie pisałam teraz postaram się co weekend coś napisać, ale nie obiecuje Wasza Mała theklaudia

Tagi: Rozdział 2
19.10.2013 o godz. 23:04
Rozdział długi, więc podzielony na dwie części (byście mogli np. czytać partiami). Mam nadzieję, że Was nie zawiodłam...
Część 1

Muzyka
Oczami Julii

Prowadził mnie za rękę.
Było ciemno. Tylko od czasu do czasu zza tłumu ludzi wynurzały się kolorowe smugi światła. Szliśmy, przedzierając się przez grupki nieznajomych osób i dym z suchego lodu. Rozbrzmiewała jakaś piosenka, którą znałam, ale nie potrafiłam sobie przypomnieć skąd. W pewnych momentach muzyka wybuchała, a wtedy bawiący się w klubie tłum podskakiwał i śpiewał słowa, które same rzucały mi się na usta, ale nie umiałam sobie ich przypomnieć i nie rozumiałam ich, jakby były językiem, który nie istnieje. Ścisnął mnie jeszcze mocniej za dłoń, by nikt i nic nie mogło nas rozdzielić. Nie widziałam go, ale byłam pewna, że to on.
Mimo to czułam się dziwnie, niebezpiecznie, jakby miało się wydarzyć coś złego. Wcale nie chciałam tutaj być.
W końcu się zatrzymaliśmy w miejscu, gdzie był większy luz. Kawałek parkietu, który był tej nocy tylko nasz. Przyciągnął mnie bliżej do siebie, chociaż chciałam zachować pewien dystans. Zarzucił moje ręce na swoją szyję. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie. Niepokoiła mnie moja intuicja. Przez chwilę kołysaliśmy się w rytm muzyki. Nie czułam się przy nim pewnie…
Napinał mięśnie. Był bardziej stanowczy niż zazwyczaj. Każdy jego ruch był zdecydowany. Patrzył mi prosto w oczy i nachylał się nad moją twarzą. I nagle udźwignął mnie, zmuszając mnie do owinięcia się nogami wokół jego ciała. Jego wzrok nie domagał się czułości. W jego oczach iskrzył dziś zacięty zapał.
Ścisnął mocniej moje udo, raczej nie z obawy, że mnie nie utrzyma, lecz z pożądania. Nie pocałował mnie, raczej wpił się w moje usta. Serce mi biło jak szalone, ale nie z żarliwości, tylko ze strachu.
Starałam się odrzucić moje obawy na bok – przecież to zwykłe dyrdymały! Jak zwykle robię z igły widły. Ufam mu. Czy to coś złego, że chce się ze mną obściskiwać w takim miejscu? Tutaj wszyscy robią to samo… Mogłam sobie powtarzać w kółko, a lęk zamiast ustąpić, wzrastał. A wraz z nim gwałtowność i zawziętość Justina.
Serce podeszło mi do gardła, gdy poczułam jak Jus jedną ręką rozpina guzik moich spodni i wkłada do nich rękę.
- Co ty robisz? – wyszeptałam, ale zagłuszyła mnie głośna muzyka. – Co robisz?! – krzyknęłam, zanim Justin zaczął znów mnie całować tak mocno, że nie byłam w stanie nabrać oddechu. Nagle przeszył mnie silny ból. Drgnęłam, gdy usłyszałam krzyk. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że to mój własny.
*

Otworzyłam oczy i nabrałam porządny oddech do płuc. To tylko sen. Odetchnęłam z ulgą. Położyłam się na boku i zobaczyłam tuż przed sobą twarz Justina. Odskoczyłam ze strachu i dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, jaka głupia jestem. Złapałam się za łopoczące serce. Ogarnij się, babo! To był tylko jeden z tych idiotycznych snów, które miewasz, jak się dużo martwisz, powtarzałam. Gdy znowu spojrzałam na Justina, miał otwarte oczy, co spowodowało u mnie kolejny mini-atak serca. O mało nie krzyknęłam.
- Jezus, nie strasz ludzi, proszę cię. – wysapałam i odwróciłam wzrok. Zaśmiał się po cichu, tak jak zawsze, cicho pomrukując i wydając odgłosy jak świnka, ale nawet to nie sprawiło, że na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Przeciągnął się, ale widocznie zbyt wiele go to kosztowało wysiłku, bo od razu opadł bezsilnie na poduszkę. Spojrzał na mnie słodko jak trzymiesięczny kotek. – Weź, przestań.
- Ale co ja robię? – spytał swoim typowym zachrypniętym głosem, jakim mówi tuż po obudzeniu się. Nie oczekiwał odpowiedzi. Westchnęłam i oparłam się o ścianę. Super. Nie dość, że śni mi się molestujący mnie Justin, to jeszcze niedługo wyjeżdżam. Pozostało mi przy Justinie tylko parę chwil, które na pewno przelecą jak piasek przez palce, a potem pozostaną jedynie wspomnieniami. Pozostaną jednymi z tych wspomnień, które wydają nam się tak nieprawdopodobne, że mamy wątpliwości, czy przypadkiem to wszystko nam się zwyczajnie nie przyśniło. Kontakt między mną i Jusem zaniknie lub ograniczy się do paru sms-ów na miesiąc czy dwa… On pójdzie w swoją stronę, ja w swoją. Ten rozdział mojego życia zakończy się. Dla mnie to co się tutaj wydarzyło będzie zawsze równie ważnym epizodem jak np. zakończenie szkoły albo pójście na studia - nigdy nie zapomnę… Bo to wszystko było początkiem czegoś nowego.
,,Coś się kończy, coś się zaczyna.”* Wkrótce wrócę do domu i, wydawałoby się, do dawnego życia. Jednak tak się nie stanie. Będę miała ,,pracę”, mnóstwo roboty, nowe znajomości, nowe cele, i przy okazji nowe problemy. Kolejna poważna zmiana w moim życiu. Pierwszą było trafienie do rodziny zastępczej. Drugą, opuszczenie nas przez ,,tatę”. Teraz jestem w trakcie trzeciej ,,fazy”, siedząc tutaj, przy Justinie, jednej z najbardziej wpływowych dzisiejszych gwiazd, a zarazem zupełnie normalnym nastolatku i równocześnie moim pierwszym prawdziwym przyjacielu i pierwszej prawdziwej miłości. Co przyniesie kolejny dzień? Kiedy moje życie przestanie mnie zaskakiwać? Nie znam swojej przeszłości, nie jestem pewna mojej przyszłości…
A w tym wszystkim najbardziej mnie bolało to, że jestem tu kompletnie po nic. Siedząc w samolocie, wylatując z Justinem na trasę, nareszcie czułam się ważna, potrzebna, wyjątkowa. Byłam pewna, że naprowadzenie Justina na lepszą drogę i pokazanie mu co jest w życiu najważniejsze, będzie dla mnie bułką z masłem i frajdą jednocześnie, i że będzie to pierwszym celem, jaki osiągnę, pierwszą rzeczą, jaką mi się uda dokonać… Ale nie miałam racji… Justin wcale się nie zmienił. Ma te same problemy. Nie udało mi się go niczym zainteresować, ani wyciągnąć go ze złego towarzystwa. Nie podołałam zadaniu. Jedyne co dla niego zrobiłam, to byłam zawsze przy nim, oferowałam mu ramię, na którym mógł się wypłakać, mogłam go tylko przytulić, gdy tego potrzebował. A to potrafiłby zrobić każdy. Dlaczego tak bardzo uwierzyłam w siebie? Może to dzięki Justinowi, który nakłania nas do walki o swoje marzenia? ,,A może chciałam po prostu móc spojrzeć w lustro i zobaczyć kogoś wartościowego?...” Spojrzałam w lustro, wiszące na ścianie przede mną. „Ale myliłam się. Nie widzę niczego.”** Widzę zupełne zero, zarówno teraz, jak i od kiedy pamiętam. Widzę dziecko, którego nikt nie chciał od samego początku, które poszukuje swojego przeznaczenia, powodu dla którego jest na tym świecie, a gdy wydaje mu się, że już je znalazło, okazuje się, że jak zwykle była to tylko kolejna wielka pomyłka. Taka sama jak ta, w której przyszło na świat…
- Julka… Czy ty płaczesz? – szept Justina wyrwał mnie z zamyślenia i uświadomił mi, że po moim policzku spływa ciepła łza. Starłam ją i już chciałam zaprzeczyć, ale gdy tylko odwróciłam twarz i spojrzałam w jego oczy, pod wpływem impulsu dałam się ponieść wezbranym emocjom. Zanim zdążyłam zorientować się, co zamierzam zrobić, już siedziałam przy nim, przylgnięta do jego torsu.
*

Dni mijały, a ja starałam się cieszyć każdym z nich, każdą chwilą. Wiedziałam, że nie wszyscy mają takie szczęście, by choć przez moment należeć do Bieber Teamu, być na większości koncertów Justina, obserwować go zza kulisów, a tym bardziej mieszkać z nim. Teraz wyjeżdżaliśmy o wiele częściej – zazwyczaj codziennie. Z tego powodu spaliśmy jakieś dwa razy mniej. Nasz grafik był napięty jak nigdy wcześniej…
Oczami Justina

Mimo to Julka była jeszcze bardziej żywa i wesoła pod koniec naszych wspólnych chwil. Działo się naprawdę wiele. Każdy moment z nią był nadzwyczajny i niezapomniany. Zrozumiałem, że ona jest jedną z Beliebers, przykładowo wtedy, kiedy przed hotelem razem z tłumem fanek śpiewała moje piosenki, trzymając w rękach plakat z napisem „We love you, Justin”, i zaczęła krzyczeć na mój widok. Wyglądała, jakby naprawdę miała się zaraz rozpłakać. Widocznie cofnęła się myślami do czasów, kiedy też była tylko wielbicielką, starającą się każdego dnia, bym jej odpisał na Twitterze.
Poza tym, jeśli chodzi o mój stosunek do Julii, to byłem rozdarty między dwoma koncepcjami. W Internecie pełno było fanek, które nienawidzą Julii i nie mogą doczekać się dnia, w którym wróci do swojego domu. Reszta ją po prostu uwielbiała. Pisały do niej na Twitterze, gadały z nią jak Belieberka z Belieberką. Z tego powodu, gdy Julia była online, jej interakcje ożywały. Pełno było tam wiadomości takich jak ,,Kocham cię! Nie zostawiaj Justina, on cię potrzebuje” i ,,Spadaj od niego, suko, on jest mój.”. Istniała jeszcze jedna grupa Beliebers. Tak zwani Juslia Shippers, którzy wierzyli w nas związek, który ich zdaniem jest potajemny albo dopiero rozkwita. Gdy czytałem ich posty czułem jak moje serce pęka. Z jednej strony chciałem, by te wszystkie imaginy i opowiadania o mnie i Julce się spełniły, z drugiej wiedziałem, że to niemożliwe… I głupio mi się robiło, gdy zadawano mi pytanie, czy naprawdę jestem z Julią. Wszystko jedno, czy słyszałem to z ust fanki, paparazzi czy kolegi.
Starałem się nie myśleć o tym, że to wszystko dobiegnie końca. Tymczasem z każdym dniem myśl o jej wyjeździe była krokiem bliżej do załamania nerwowego. Bałem się, że bez niej nie dam rady. Jednak powtarzałem w nieskończoność, że będę się martwić później. Na razie cieszyłem się, że spełniłem marzenie Julii – zwiedziła prawie cały kontynent europejski. Byliśmy w Hiszpanii, gdzie Julka stała wśród publiczności i darła się równie głośno, wybuchając płaczem się w momencie, gdy pierwszy raz pojawiam się na scenie. Zwiedziliśmy naprędce Francję, gdzie próbowaliśmy zaczepiać ludzi po francusku, i okazało się, że jesteśmy w tym jeszcze gorsi, niż nam się wydawało. Pojawiliśmy się też w Niemczech, i znowu w Niemczech, i jeszcze raz, gdzie Julka grała na skrzypcach na ulicy i zarobiła 20 Euro w kilka minut, i oczywiście w Polsce, gdzie było bez wątpienia najfajniej. I wiecie co?! Wszyscy mieli tam dla mnie białe i czerwone serduszka i śpiewaliśmy swaggy piosenkę. Byliśmy też w wielu innych państwach. Każde zwiedziliśmy w pośpiechu, jeśli znaleźliśmy na to czas. Chodziliśmy do kawiarni, do parków, czasem do pałaców czy muzeów, i wchodziliśmy do kościoła, kiedy znajdował się w pobliżu. I pewnego dnia, gdy klęczeliśmy w jednej z najpiękniejszych świątyni w jakich byłem, Julka powiedziała:
- Pamiętaj, że jeśli odjadę i mnie nie będzie przy tobie, nie zostaniesz sam. Zawsze będziesz mógł przyjść tutaj, do kościoła. – ale odpowiedziałem jej tylko uśmiechem, a potem odwróciłem wzrok, bo w moich oczach zebrały się łzy.
Chciałbym wam opowiedzieć wszystko, bo wszystko co przeżyliśmy było niesamowite… Ale znając mnie za bardzo się rozgadam. Więc może oddam głos Julii.
*

Oczami Julii

Niemcy, tydzień do mojego powrotu do domu
Był bardzo ponury i chłodny dzień. Justin i ja siedzieliśmy w naszym apartamencie hotelowym, na naszym hotelowym łóżku, grzejąc stopy opatulone zimowymi skarpetami na hotelowym grzejniku.
- Jesteśmy tacy sexy w tych skarpetach. – skomentował Justin, nie zwracając uwagi na to, że drugą połowę zdania zagłuszył mój śmiech.
- Mamy swag. – dodałam, po czym zasłoniłam twarz, by nie wydobył się kolejny głupi rechot z moich ust.
- No. Musimy wstawić zdjęcie naszych stóp na instagrama. – powiedział i wyjął komórkę, zanim zdołałam zaprotestować. – O, patrz. Już 100 osób lubi to!
Facepalm.
Rozbrzmiał śmiech Justina, który był nieskończenie razy piękniejszy niż moje rżenie. Odkryłam nieznacznie twarz, na tyle, by móc go zobaczyć. Piękny jak zawsze. Jego usta błyszczały się od ciągłego oblizywania i przygryzania warg. Czapka z daszkiem założona tył na przód. Kolczyk w uchu. Iskierka w lewym oku. Zaraz… Kolczyk w uchu? Wyciągnęłam powoli rękę. Justin nie protestował. Pozwolił sobie go zdjąć.
- Teraz idealnie… - wyszeptałam, przyglądając mu się. – Jeszcze jeden szczegół…
Delikatnie potarłam kciukiem punkt na górnej części jego prawego policzka, by zetrzeć podkład matujący, którzy nałożono mu przed dzisiejszym wywiadem. Zrobiłam to samo z lewej strony, koło jego ust.
- Tak… O wiele lepiej. – stwierdziłam i rozpromieniłam się na widok jego radosnych oczu.
- Pamiętasz, w którym miejscu dokładnie mam pieprzyki… - zdziwił się. Odpowiedziałam mu nieznacznym uśmiechem. Nastała cisza, bo oboje zastanawialiśmy się co będzie, jak będziemy daleko od siebie.
Oczami Justina

- Julia… - zacząłem niepewnym głosem. Nie patrzyłem jej w oczy. Wbiłem wzrok w podłogę. Nie potrafiłem sobie wyobrazić dnia bez niej, bez jej pomocy, bez jej uśmiechu, bez jej obecności, bez jej dotyku, bez jej słów, bez rozmów z nią… - Przyzwyczaiłem się do tego, że ty wiesz, jak odpowiedzieć na każde pytanie, więc chciałem cię spytać jeszcze o jedno. Pewnie sama się nad tym nieraz zastanawiałaś… Ale tak naprawdę na to pytanie nikt nie zdołał jeszcze odpowiedzieć.
Zmusiłem się do popatrzenia na nią. Odnotowałem jej pytające spojrzenie.
- Czy wiesz może… - wymamrotałem z wahaniem. – Czym jest miłość?
Przez chwilę z jej wzroku nie dało się nic wywnioskować. Dopiero po chwili cicho się zaśmiała. Ale mi nie było do śmiechu. Pytałem zupełnie serio. Ciekawy byłem, co na to odpowie. ,,Tak, miłość jest tym, co do ciebie czuję”, usłyszałem w głowie jej głos. Byłoby wspaniale, gdyby tak powiedziała… Uniosła brwi.
- Chcesz wiedzieć, czym jest miłość? – spytała, jakby się mi dziwiła. Skinąłem głową. Czułem się jak mały chłopiec, który pyta mamę, jak się robi dzieci. Z całych sił zmuszałem się do nie odwracania wzroku. – Pokazać ci, czym jest miłość? – jej głos był jeszcze cieplejszy, jeszcze milszy niż zazwyczaj. Moje serce nagle buchnęło gorącem. W głowie układało mi się tysiąc scenariuszy. Co może teraz zrobić? Pocałować mnie? Dotykać mnie po całym ciele? Albo jeszcze lepiej... – Więc zamknij oczy. – poprosiła. Przeszły mnie dreszcze, gdy zrobiłem co kazała. Położyłem się. Wyobrażałem sobie, jak Julia powoli zdejmuje mi spodnie. – Pokażę ci, czym jest miłość. Tylko zamknij oczy, a zobaczysz… - powtórzyła. Ciarki ponownie wstrząsnęły moim ciałem. Nastała cisza. Słyszałem tylko swój głośny, ale spokojny oddech. Jej kroki, jakiś szmer. Wiatr dudniący w szybę okna…
- Nadal mam mieć zamknięte oczy? – spytałem, gdy upłynęła minuta i zupełnie nic się nie stało. A co jeśli Julia właśnie stoi przede mną zupełnie naga?
- Tak… Nie otwieraj. – odparła. Westchnąłem. Nadal leżałem prostopadle do łóżka, z nogami opuszczonymi, z jedną ręką na moim brzuchu, z drugą przy twarzy. Może to ma jakiś ukryty przekaz? ,,Zamknij oczy, a zobaczysz…”. Jakoś nic nie widzę. Tylko czarne tło. Gdy miałem zamiar zawołać ,,Julia! O co ci chodzi?”, nie ukrywając dłużej mojej złości, usłyszałem grę skrzypiec.
Na początku muzyka była na tyle cicha, że myślałem, że mi się przesłyszało… Ale powoli zacząłem odróżniać dźwięki. ,,Zamknij oczy i zobaczysz miłość”, usłyszałem w myślach jej głos. Melodia była tak leciutka, tak delikatna… Jak Julia… Wyobraziłem sobie, jak tańczy… Jak się śmieje… Słuchałem muzyki, która opowiadała pewną historię. Historię o dziewczynie, która nie chciała dopuścić do siebie prawdy. Nie chciała uwierzyć, że świat naprawdę jest zły, że ludzie wokół są źli, że przez całe życie mamy tylko siebie samych. Historię o chłopaku, którego kochały miliony, a jednak nie zaznał miłości. O chłopaku, którego nienawidzono, i zaznał wiele krzywdy. Stał się popychadłem, na którym można się wyżyć, z którego można się ponabijać – bo przecież i tak on nie jest w stanie cokolwiek zrobić innym. Już dawno wyrwano mu z serca radość, jak małemu dziecku zabawkę. ,,Cierpiał. Naprawdę wierzył, że nikt go nie kocha.” ,,Nie przejmuję się tym zanadto”, wyszeptał po cichu, bo obawiał się, że się rozpłacze. Bolała ich obu przeszłość, bali się przyszłości. Spotkali się na korytarzu, oboje mieli łzy w oczach. ,,Chodź do mnie, wszystko mi opowiesz”, wyszeptał. Bezszelestnie zamknęli za sobą drzwi. ,,Nikt nie wie kim jest mój ojciec czy matka. Nikogo przy mnie nie było.”. Powiedziała, że dobrze sobie z tym wszystkim radzi, ocierając łzę z policzka. To co ich łączyło w porównaniu do miłości, było zaledwie iskrą wobec pożaru. Muzyka stawała się coraz głośniejsza, dawała o sobie znać. Była jak ich uczucie, jak ta iskra, która zamiast gasnąć, rozgrzewała się jeszcze bardziej. Im więcej przeszkód – tym większa siła, tym większy zapał z jakim walczyli o to, by zawsze być razem, by tylko to co było między nimi nie zgasło, bo tylko dzięki temu i dla tego mogli żyć. A potem razem wyjechali, byli razem każdego dnia. Zazwyczaj było źle, a gdy wydawało jej się, że nareszcie było dobrze, on na łóżku zostawił jej karteczkę z podpisem ,,Julka, nie daję sobie rady”. I czytając to zrozumiała, że iskra wybuchła płomieniem. Umówili się więc w restauracji. On nie chciał o tym mówić. Czuł się zestresowany – choć jej ufał, wciąż bał się odrzucenia, jakie towarzyszyło mu całe życie. Nic nie odpowiedział w sprawie wiadomości, poczekał aż zapomniała, o tym co napisał. Nie chciał, by myślała, że jest słaby, że to, co o nim mówią to prawda, że nie radzi sobie ze wszystkim, co go przytłacza. Muzyka zagłuszała mój własny oddech. Płomień wzrastał, unosił się, coraz wyżej. Tylko on mógł sprawić, że byli szczęśliwi, i że w ogóle istnieli, że byli w stanie się podnieść. Kochali się oboje, lecz on o tym nie wiedział. Chciał oddać siebie innej. Zawiódł się raz jeszcze, bo tamta go zraniła. Nie miał do kogo pójść, tylko do niej, do Julii. A historia się powtórzyła. On uznał, że to jej wina. ,,Wynoś się z mojego życia!”, wrzasnął jej w twarz. Tak bardzo chciał, by wyszła i nie wróciła. Nic się nie układało, ale co z tego? Ona zawsze była przy nim. Kochali się… Ukrywali się z tym, by nikt nie mógł przyjść i stłumić ich ognia. Kochali się, ale ukrywali to przed sobą. Chcieli szczęścia dla siebie nawzajem. Nie wiedzieli, że jedyna droga do szczęścia to być razem – już na zawsze. I teraz chociaż byli daleko, nadal czuli swój dotyk, nadal zasypiali i budzili się koło siebie. ,,Nie potrzebuję cię, zostaw mnie”, przypomniało mu się, jak ją kiedyś potraktował. Dziś oddałby wszystko, by nigdy nie odeszła… Wtem muzyka wybuchła – teraz była naprawdę głośna. Wyciskała ze mnie łzy, łapała mnie za serce, szarpała mną, była we mnie. Zobaczyłem iskrę, która staje się płomieniem, płomień, z którego wykształca się pożar – straszny, wielki, niepokonany. Pożar, który niszczy. Który walczy. Który już nigdy nie zgaśnie…
Ostatni dźwięk był mocny i głośny, że aż dzwonił mi w uszach. I nastała cisza. Czułem, jak oczy robią się coraz bardziej wilgotne. Nie chciałem ich otwierać. Nie chciałem, by Julia przestała grać… Chciałem wiedzieć jak skończy się ta historia. Chciałem już zawsze czuć się tak dobrze i bezpiecznie jak teraz. Bardzo powoli otworzyłem oczy. Spojrzałem na zasapaną Julię, która stała w bezruchu. Też bardzo się wczuła w to, co chciała mi przekazać. W jednym ręku trzymała skrzypce, w drugiej smyczek. Dopiero po chwili uniosła wzrok i popatrzyła na mnie.
- To jest właśnie miłość, Justin…
Część 2

Muzyka
Oczami Justina

Dzień przed wyjazdem Julii, Francja
- To tak szybko zleciało, Julka… - wyszeptałem, gdy oboje siedzieliśmy koło siebie na łóżku, z łokciami opartymi na kolanach, a podbródkami na rękach. – Nie dotarło do mnie jeszcze, że jutro cię tu nie będzie.
Nie odpowiedziała. Patrzyła się pusto na ścianę i mogłem się tylko domyślać, co tym razem wspomina. Może to, jak dopiero się poznaliśmy? Może jak machaliśmy sobie z okien? Albo naszego wspólnego Sylwestra? Westchnąłem i wbiłem wzrok w ten sam punkt co ona. Nagle do naszych uszu dobiegło pukanie do drzwi.
- Jesteśmy zajęci! – krzyknąłem, bo dobrze wiedziałem, że to moi koledzy, którzy jeżdżą za mną, kiedy tylko mogą.
- Seks pożegnalny?! – wrzeszczeli. Zacząłem masować sobie skronie. Spojrzałem nieśmiało na Julię. Co za ironia! – Dobra jest?
Miałem do wyboru dwie opcje. Albo siedzieć i czekać aż odpuszczą, a zanim to się stanie wysłuchiwać razem z Julką ich nowych pomysłów na to, jak mi narobić wstydu, albo otworzyć im drzwi. Więc już po chwili widziałem ich uszczęśliwione mordy.
- Hey, guys. – przywitałem się, przybijając skomplikowaną serię żółwików, uścisków i piątek. – Słuchajcie, dzisiaj nie mogę. Julka jutro wyjeżdża i... no wiecie. Za to jutro mam cały dzień wolny. – dodałem. Ale po chwili zorientowałem się, że Julia słucha, i może być jej przykro, że podczas gdy ona będzie lecieć do domu, ja będę imprezował z przyjaciółmi. – Ale nie wiem, czy będę miał humor. Wiecie dlaczego.
- Aha, spoko, bro. Trzymaj się, Jus. Nara, ziom! Do następnego.
- Czekajcie! – usłyszałem zza pleców głos Julki, która chyba pierwszy raz odezwała się wprost do moich kumpli. Gdy wyłoniła się z sypialni owinięta była szlafrokiem, którego wcześniej na sobie nie miała. - Blake? Chcę zamienić z tobą słowo. – starała się zabrzmieć stanowczo, bo zazwyczaj cokolwiek powiedziała, oni wybuchali śmiechem i doszukiwali się podtekstów. I tak się stało tym razem. Wszyscy zaczęli się śmiać i pogwizdywać.
- Uu, Blake! Będzie opieprz!
Julka wyszła z apartamentu na korytarz. Sage i Drake zrozumieli aluzję – pożegnali się i ruszyli w kierunku schodów. Dopiero po pięciu minutach przebywania sam na sam, głos zza drzwi i kroki stały się głośniejsze.
- Ok, to umowa stoi? – spytała. Klamka poruszyła się.
- Stoi. – odpowiedział zachrypnięty głos. Julka weszła do środka. Włosy idealnie układały jej się na karku, spływały subtelnie i lekko z ramion, wplatały się między puchaty materiał szlafroka. Sięgnęła po torebkę i wyszła raz jeszcze. A potem wróciła, ale nie smutna, wkurzona i ponura jak zawsze po spotkaniu czy nawet zobaczeniu jednego z moich znajomych, tylko… uśmiechnięta. Tak. Uśmiechała się. Nawet odpowiedziała mu ,,cześć” na pożegnanie. Położyła torebkę z powrotem na szafce koło łóżka. Miała spuszczony wzrok. Jej rzęsy były naturalnie długie. Usta też mieniły się perfekcją – były tak słodko popękane… Zdjęła szlafrok i w końcu na mnie spojrzała. Leżałem już pod kołdrą. Na pewno wyglądałem beznadziejnie. Błyszczące się usta i zmęczone oczy, wpatrujące się w nią jak cielę w malowane wrota, przy okazji pewnie błyszczący się nos, włosy, które mi się nie układają, chociaż wciąż je poprawiam, mina, która nie wyrażała zupełnie nic, wory pod oczami. Od razu gdy na mnie spojrzała, odwróciłem wzrok. Popatrzyłem na nią dopiero, gdy położyła się obok.
- Dobranoc, Justin.
Pozwoliłem jej nachylić się nade mną i pocałować mnie w policzek – tak jak co wieczór. Zamknąłem oczy, by rozkoszować się tą chwilą po raz ostatni.
- Dobranoc, Julia…
Nie spałem. Nawet nie starałem się zasnąć. Zastanawiałem się, o czym rozmawiali i o jaką umowę chodziło, i czekałem, aż Julię pogrąży sen i będę mógł na nią jeszcze popatrzeć…
Rano
Poczułem jak ktoś potrząsa mnie za ramię. Otworzyłem nieznacznie oczy. Zobaczyłem rozmytą sylwetkę Julii, ale nadal spałem. Nic do mnie nie docierało. Poczułem poklepywanie po plecach, a potem delikatnie po policzku. Jęknąłem. Zmusiłem się do otwarcia oczu. Coś mi podpowiadało, że miałem się dziś wcześnie obudzić, że to coś niezwykle ważnego. Spojrzałem w górę, na nachylającą się nade mną Julię. Była już ubrana, chociaż była dopiero 04:10. To mi przypomniało, że dzisiaj Julka odjeżdża.
Uśmiechnęła się do mnie i pogłaskała mnie po policzku, który jeszcze przed chwilą poklepywała, by mnie rozbudzić.
- Wstajemy. – szepnęła. Zamrugałem kilka razy, by wyostrzyć obraz. Spojrzałem na zegarek, wyjrzałem za okno. Nadal panował mrok, rozświetlany przez blask z latarni i świateł samochodowych. Podniosłem się z jękiem, by wyjąć ze swojej walizki pierwsze lepsze spodnie i się w nie ubrać.
Nie rozmawialiśmy. Nawet nie powiedzieliśmy sobie ,,cześć” na przywitanie po tej krótkiej nocy. Nie musieliśmy używać słów, by zrozumieć siebie nawzajem. I tak oboje myśleliśmy o tym samym.
- Czuję, że czegoś zapomniałam. – powiedziała Julka, nie wiadomo czy do mnie, czy do siebie samej. Klęczała przy nadal otwartej walizce, w której kiedyś było o wiele więcej luzu niż teraz. Spojrzała się na szafkę przy łóżku. – A, już wiem! – zawołała pretensjonalnie, wyjęła z szuflady mój segregator ze wszystkimi moimi tekstami piosenek (w większości tymi, których świat nie usłyszał), schowała do walizki i przykryła ubraniami jak gdyby nigdy nic. Gdy spiorunowałem ją spojrzeniem, zamknęła walizkę tak szybko, że nawet nie zdążyłem zorientować się kiedy to zrobiła, i usiadła na niej, zakładając nogę na nogę i starając się zachowywać naturalnie. Wtopiła palce we włosy i spojrzała na mnie z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Co tam? – spytała wysokim głosem.
- Julka! – zaśmiałem się.
- Przecież wiesz, że tylko żartuję… - odpowiedziała spokojnym głosem. Wiedziałem. Ufałem jej i nawet nie wpadło mi do głowy, że mogłaby ukraść moje piosenki i wszystkie pokazać światu, nawet gdyby miała na tym zarobić tyle kasy, że starczyłoby jej do końca życia. – Ale ładnie dziś wyglądasz! - powiedziała o wiele pewniejszym głosem niż zazwyczaj. Tym razem nie odwróciła wzroku. Uśmiechnąłem się do niej. Zdziwiła mnie jej dzisiejsza śmiałość.
- Wow, dzięki… - poprawiłem włosy. – Ty też.
Skinęła głową i uśmiechnęła się. Cały czas od kiedy tylko się obudziłem uśmiechała się bez przerwy. Była taka... pełna życia. Spodziewałem się czegoś zupełnie innego. Że będziemy smutni, cisi, a gdy będziemy żegnać się na lotnisku, otrzemy sobie nawzajem łzy… A tymczasem ona zachowuje się, jakby było jej zupełnie wszystko jedno, albo jakby nie mogła się doczekać… Może ktoś na nią tam czeka?, myślałem. Może… jakiś chłopak? A może ma już mnie dość?
Przecież to jeszcze nie koniec. Nie jestem jeszcze gotowy… Czuję, że będzie tak jak dawniej. Wrócę do dawnych nałogów. Znów będę przeskakiwał z uległości na agresywność. Nigdy się nie zrównoważę i nie zdołam zachować się na złotym środku. Wrócę do tego wszystkiego – do próbowania nowych rzeczy, z czasem coraz gorszych, coraz niebezpieczniejszych. Julka nie zdołała postawić mnie na nogi… Pokazała mi tylko, w którą stronę iść, którą ścieżkę wybrać. A teraz mówi mi ,,Teraz musisz poradzić sobie sam. Wstań i idź dalej.” Zachowuje się, jakby wierzyła, że już wszystko w porządku, że… że dam radę. Że już jej nie potrzebuję. A przecież to dopiero początek.
*

- Na pewno wszystko wzięłaś? – spytałem, przekręcając klucz w drzwiach i tysiąc razy sprawdzając, czy apartament jest na pewno zamknięty. Przerzuciła torbę przez ramię. Zachowywała się nienaturalnie. Była dziwnie zamyślona i wydawała się sztucznie wesoła… Może tylko grała taką nieprzejętą, bym się nie załamywał jej wyjazdem? By przekonać mnie, że będzie ok? Wciąż mnie zagadywała, kiedy tylko była cisza, uśmiechała się, musiała zająć czymś ręce, mówiła i robiła tak dużo, że nie dawała mi myśleć o tym, czy nic co należy do niej nie zostało w środku, ani o tym, co będzie, jak samolot wzniesie się w powietrze i zostanę sam. Właśnie otworzyła usta, by znowu coś powiedzieć, gdy nagle poczułem wibracje komórki w kieszeni.
- O, dzwoni ci telefon… - usłyszałem jej trącący fałszem głos. Spojrzałem na nią spod zmarszczonych brwi. O co jej chodzi? Mówi, jakby wszystkie słowa miała wyuczone na pamięć, jakby wszystko co się dzieje było gruntownie przemyślane.
- Halo? – odebrałem. To był Blake. Pytał czy już jesteśmy w drodze, czy już wyszliśmy, kiedy będziemy na miejscu. Ściśle wypytywał się o wszystko, a potem wybąkał tylko ,,A spoko, to na razie” i się rozłączył. – Co ten palant ode mnie chce? – wymamrotałem pod nosem. Julia zareagowała jak poparzona. Od razu się mnie spytała o co chodzi, co on mówił i czego chciał, jakby naprawdę to było takie ważne w tej chwili.
Gdy byliśmy już na lotnisku śledził nas tłum paparazzi. Starałem się ich ignorować, ale nie było to łatwe, gdy wciskali mi przed nos mikrofony. Gdy Julia zobaczyła jaki jestem spocony i zasapany ze złości, odzywała się o połowę rzadziej. W końcu doszliśmy do bramek - miejsca, w którym mieliśmy się rozejść w swoje strony. Zatrzymaliśmy się. Odwróciła się do mnie powoli. Uśmiechnęła się delikatnie. Jednak na mojej twarzy nie pojawił się uśmiech, i czułem, że jeszcze długo się nie pojawi. Patrzyłem jej prosto w oczy.
- No, dalej, Justin! Uśmiechnij się… - próbowała dodać mi otuchy… A może tylko udawała? Może cały czas tylko udawała, że mnie kocha, że jej zależy, że chce przy mnie być? Nie zareagowałem. Objęła dłońmi moją twarz. – Chcę zapamiętać, jak pięknie się uśmiechasz… Zrób to dla mnie.
Spuściłem głowę. Przeczucie, że to wszystko było tylko kłamstwem, że cały czas byłem oszukiwany, nie pozwalało mi się uśmiechnąć nawet dla niej, nawet na chwilę… Nie, to niemożliwe… Niemożliwe… Impossible…
Poczułem jak gładzi kciukami moje policzki, tuż pod oczami, jakby chciała zetrzeć łzy, które jeszcze się nie pojawiły. Jakby czytała mi w myślach… Jakby znała mnie na tyle dobrze, że wiedziała, że bliżej mi to płaczu, niż to uśmiechu. Jakby grała w filmie, który już oglądała i wiedziała jak się skończy… Jakby miała mnie za łajzę…
Gdy to wszystko przeleciało mi przez głowę, miałem ochotę odrzucić jej ręce i odejść. Odwrócić się od niej, pozostawić ją za sobą, razem z moją (z naszą) przeszłością. Nie, to niemożliwe… Impossible…
Ale nie potrafiłem. Wiedziałem, że minie mnóstwo czasu zanim znów obejmie moją twarz, zanim znów poczuję jej dotyk na policzku, zanim będę miał kogoś, kto zetrze moją łzę. Więc zamiast odważnie spojrzeć jej w oczy, wbić w nią wzrok mówiący ,,dałem się nabrać, szczęśliwa?” i odejść z godnością, czując wzrok na jej karku, chwyciłem jej dłonie i jeszcze bardziej przycisnąłem do mojej twarzy. Podłoga, na którą patrzyłem, zaczęła się rozmywać. Zamknąłem oczy. W jaki sposób mogła się teraz na mnie patrzyć? Ze współczuciem czy z kpiną? Nie zaskoczyłoby mnie ani jedno ani drugie. Bałem się, że jednak w głębi duszy Julia powtarza ,,Julka, wytrzymaj jeszcze chwilę z tym mięczakiem. Za chwilę będziesz w domu i już nigdy więcej nie będziesz musiała słuchać płaczu tego dziecka.” I wtedy miałem ochotę pożegnać się z nią jak najszybciej, a potem na jej oczach spytać pierwszą lepszą dziewczynę stojącą nieopodal o numer telefonu, by Julka zobaczyła, że wcale nie jest niezastąpiona.
Z drugiej strony byłem zły na samego siebie o te głupie obawy. ,,Ogarnij dupsko, Justin!”, słyszałem głos, gdzieś tam w środku. ,,Ona ciebie kocha i ty też ją kochasz, więc nie wymyślaj. Pamiętasz, co sobie obiecałeś? Że dasz jej wolność. Więc nie maż się, tylko głowa do góry i pożegnaj ją z godnością.” Więc gdy mniej więcej doszedłem do siebie, uniosłem wzrok, uśmiechnąłem się nieznacznie i pozwoliłem opuścić jej ręce.
- Julka… - zacząłem. – Chciałem ci podziękować za to wszystko i… mam coś w ramach podziękowań… To jest nic w porównaniu z tym co dla mnie zrobiłaś, ale… - nie dokończyłem, bo nie miałem pojęcia co powiedzieć. Wyjąłem ze swojego plecaka pudełko przepasane wstążką i podałem jej do ręki. Uśmiechnęła się tak promiennie, jak chyba jeszcze nigdy. Zajrzała do środka.
- Jest z białego złota… - wtrąciłem, gdy przyglądała się naszyjnikowi. – A to są diamenty i szafiry.
- Justin… To takie piękne. Dziękuję. – szepnęła, po czym spojrzała na zegarek. – Jezus Maria! Muszę iść! – zawołała, pakując biżuterię z powrotem do opakowania.
- Julia, czekaj! Jeszcze zawieszka do kompletu! – zacząłem grzebać nerwowo w plecaku.
- Jus, naprawdę muszę iść. I tak za dużo mi już dałeś… Na pewno jest ktoś, komu mógłbyś to… - przerwała, gdy usłyszała ogłoszenie z głośników. – Ja… Ja muszę iść. – sięgnęła energicznie po swoją walizkę. – Moja torba! – zawołała i ściągnęła mi ją z ramienia, równocześnie przyciągając mnie gwałtownie do siebie. Pogłaskała mnie po plecach. Skorzystałem z okazji, i gdy Julia nie patrzyła, wrzuciłem do jej torby pudełko z zawieszką. Mam nadzieję, że nie będzie piszczało w bramce, pomyślałem.
- Pa, Justin.
- Pa… - pocałowałem ją delikatnie, tuż koło ust. – Daj znać, jak dolecisz.
Odsunęliśmy się od siebie i przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy, a potem w równym momencie odwróciliśmy się i poszliśmy w swoje strony. Schowałem ręce do kieszeni. Odchodziłem, czując się oszukanym, bo właśnie okazało się, że wszystko w co wierzyłem, było niemożliwe… Myślałem, że tylko ja z nas dwóch mam łzy w oczach…
Ale myliłem się…
45 minut później
Wracałem bardzo powoli. Nie spieszyło mi się – nie miało mi się już do kogo spieszyć. Powoli wchodziłem po schodach, powoli przekręcałem klucz, powoli zamknąłem drzwi, zdjąłem buty, usiadłem na łóżku i nerwowo przeczesałem włosy ręką. Odkochiwanie się jest ciężkie… Siedziałem w jednej pozycji i układałem myśli przez kilka minut. Ale trzeba było się zabrać do pracy. Jutro z rana czekała mnie podróż do Belgii, a tymczasem powinienem przypomnieć o sobie światu. Najłatwiejszym sposobem będzie po prostu wstawienie nowej piosenki do Internetu. Chwyciłem gitarę. Otworzyłem szufladę, by wyjąć segregator z moimi tekstami, który mógłby się przydać.
Ale go tam nie było. Wytrzeszczyłem oczy. Zajrzałem głębiej. Pusto. Wstałem raptownie i przejrzałem wszystkie półki. Ani śladu. Zamurowało mnie. Przypomniało mi się, jak Julka schowała go do walizki. Przecież wiesz że żartuję, zaśmiała się. Ale ładnie dziś wyglądasz…, powiedziała, by odwrócić moją uwagę. Umowa stoi?, spytała Blake’a dzień wcześniej, a gdy wychodziliśmy niby przypadkiem on zadzwonił do mnie i mnie zagadywał. Dlaczego? By skupić moje myśli na czymś innym, by mnie wkurzyć i sprawić, że nie będę w stanie przypomnieć sobie o niczym ważnym. Wciąż zaczepiająca mnie Julia, zachowująca się nienaturalnie. Dlaczego? Bo ukradła moje piosenki. Ukradła wszystkie moje myśli, wspomnienia, uczucia zawarte w jednym segregatorze, które mogłaby pokazać światu, które mogłaby sprzedać, mogłaby wziąć je za swoje własne, mogłaby z nimi zrobić co chce. Julka dziwnie szczęśliwa w dzień jej odjazdu. Dlaczego? Bo zdobyła rzecz, dla której tu przyjechała. Uśmiech Julii, tak prawdziwy jak jeszcze nigdy, gdy zobaczyła naszyjnik, który ode mnie dostała. Dlaczego? Bo był kosztowny. Bo był wart tyle kasy, ile nigdy nie widziała na oczy. A dlaczego Julia po otrzymaniu ode mnie prezentu od razu chciała iść? Zdążyłaby bez trudu. Bała się po prostu, że się rozmyślę. Miała czego chciała. Mogła już mnie zostawić. A mama Julii? Dlaczego miałaby niby puścić swoją córkę z zupełnie obcym chłopakiem na drugi koniec świata? Uzgadniały to, gdy siedziałem w swoim pokoju. To wszystko było zaplanowane…
Gdy pomyślałem o tym, że miłość, którą Julia mi dała, nie istnieje, cały świat zawirował i wyślizgnął mi się spod nóg.



*,,Coś się kończy, coś się zaczyna" - cytat Andrzeja Sapkowskiego (tytuł zbioru opowiadań)
** Cytat tytułowej bohaterki filmu ,,Mulan" przetłumaczony z angielskiego na polski: "Maybe I just wanted to look in the mirror and see someone worthwhile... But I was wrong... I see nothing!"

Dobra. Jak zawsze się rozpędziłam w pisaniu i zamiast 8 stron napisałam 12. NIC.
Wiem, że rozdział straszy długością, ale... nie miałam już czego wyciąć i wyrzucić. Pewnie zaskoczycie mnie minimalną ilością komentarzy, ale cóż... Jak chciałam zabłysnąć, trzeba było się posypać brokatem. Może nie dane mi pisać popularne fanfiction, chociaż haruję nad tym każdego dnia.
Nie będę się rozgadywać. I tak podpis pod notką czyta pewnie jedna osoba na wszystkich czytelników.
Blogi, które obiecałam polecić: fajny blog 1, fajny blog 2, fajny blog 3.
Tym razem nowy rozdział nie będzie się tak opóźniać. Dam od razu, gdy dobijemy do danej liczby komentarzy.
25 komentarzy = nn
I tak, wiem, stać mnie na więcej.
Dziękuję tym, którzy czytają opowiadanie i doceniają moją pracę.
I TAK! W NASTĘPNYM ROZDZIALE BĘDZIE SIĘ TYLE DZIAŁO, ŻE NIE BĘDZIECIE MOGŁY SPAĆ PO NOCACH! Tak! Tak. Skończyłam.
Tagi: 25
24.09.2013 o godz. 18:56
DZIŚ NIE DAM MUZYKI :D Za to dam zwiastun (na samym dole notki)
Oczami Julii

Na niebie zbierały się popielate kłęby chmur. Wiatr kołował jak szalony, kołysząc niemal bezlistnymi gałęziami drzew rosnących wzdłuż alei, której nazwa jest zbyt skomplikowana, bym ją mogła powtórzyć. Chłód doskwierał nielicznym już przechodniom, którzy śpieszyli załatwiać swoje własne sprawy. Mimo później godziny na ulicach nadal panował zgiełk. Nawet na 10 piętrze Radisson Blu Hotel dochodziły do naszych uszu dźwięki klaksonów, świstu opon i od czasu do czasu wrzasku jednego z pijanych nastolatków wychodzących z pobliskiego klubu nocnego.
Ale Justin i ja byliśmy odgrodzeni od tego, co działo się na zewnątrz. Byliśmy sami. Tylko on i ja. Leżeliśmy na łóżku i całowaliśmy się. I jeszcze nigdy nie było nam tak przyjemnie, tak ciepło, jeszcze nigdy nie czuliśmy się tak bezpieczni i… i tak zgrani. Przewidywaliśmy każdy nasz ruch i dopasowywaliśmy się do siebie nawzajem.
Nie powiem teraz, że żaden chłopak nie smakował tak cudownie jak on. Nie powiem, że była to najromantyczniejsza chwila w moim życiu. Nie powiem, że czekałam na to całe wieki. Rzeczywistość nie jest tak piękna jak komedie romantyczne, jak romansidła i fanfiction. Rzeczywistość jest taka, że Jus smakował paskudnym piwskiem i psuło to trochę cały romantyczny klimat (którego nie było!). I, szczerze powiedziawszy, nie czekałam na to całe moje życie, bo nigdy się nie spodziewałam, że kiedyś Justin wróci do hotelu dopiero o trzeciej nad ranem i zacznie mnie całować tak chciwie, że aż poczuję smak alkoholu, którego wypił najwyraźniej dość sporawo (czyt. naprawdę dużo).
Wróćmy do rzeczy. Całowaliśmy się. Justin zdjął koszulkę, a ja składałam pocałunki na torsie i brzuchu, jeden po drugim. Nie był to objaw podniecenia, raczej ulgi. Ulgi, że Justin jest przy mnie, cały i zdrowy, i, tak jak przypuszczałam jeszcze przed chwilą, nie siedział właśnie posiniaczony i pobity przez hejterów w ciemnej i zimnej piwnicy, ani nie wylądował w łóżku psycho-fanki, przypięty kajdankami do krawędzi łóżka. Spletliśmy swoje palce… Złączyliśmy się w kolejnym pocałunku, co jakiś czas łapiąc oddech.
I co? Pewnie teraz myślicie, że rozebraliśmy się i kochaliśmy się do białego rana? I że byliśmy w tym oboje świetni, mimo tego, że to był mój pierwszy raz? I zapamiętaliśmy to do końca swojego życia?
Może gdybym była piękną bohaterką fanfiction. Ale to była rzeczywistość. A ja nie byłam głupia. I Justin chyba też nie.
W dodatku nadal miałam okres, którego dziewczyny Justina w fanfiction mają bardzo rzadko, o ile w ogóle.
Nie wiem jak to się stało, ale telepatycznie przekazaliśmy sobie ,,dość!” i w równym momencie się od siebie oderwaliśmy.
- A teraz mów, gdzie byłeś. – wyspałam, patrząc mu prosto w oczy, nie przejmując się tym, że na pewno wyglądam nie najlepiej po długim płaczu i nieprzespanej nocy. Chłopak jeszcze przez chwilę oddychał głęboko. Po intensywnym westchnięciu w końcu się odezwał.
- Wiesz, gdzie byłem.
- Wiem, ale chcę to usłyszeć z twoich ust. – odpowiedziałam stanowczo. Zachowywałam się nieco jak sroga mama, która nakryła swoje dziecko na gorącym uczynku, ale to dlatego, że już miałam dość. Wkrótce miałam wyjechać, a w Justinie nie zaistniała wyraźna zmiana. Nadal popełnia te same błędy, nadal nie radzi sobie sam. Wiedziałam, że to nie do końca jego wina, że on się stara. Jednak w tamtym momencie byłam u kresu wytrzymałości i z trudem się opanowywałam, by nie dać Justinowi w twarz… Ale… Ale tak leciutko. Jak dają sobie nawzajem w ,,Ukrytej Prawdzie”. A później się rozpłakać i zadzwonić do mamy z pytaniem co mam robić.
Nie! Poradzę sobie sama. Zupełnie sama. Po to tu jestem. Postawię Jusa na nogi. Może muszę być bardziej surowa? Albo bardziej czuła? Albo stanowcza? Tak, muszę być stanowcza.
- Pokaż łapy. – powiedziałam i zaczęłam oglądać jego ramiona. Na żadnym z nich nie pojawił się do tej pory żaden nowy tatuaż. To też jakiś plus. Złość nieco mi przeszła. Wzięłam głęboki oddech i wypuściłam powoli powietrze. Spokój, przypomniało mi się. Muszę być spokojna, ale stanowcza. – Teraz mów. Gdzie byłeś? – zadałam pytane, akcentując i wymawiając dokładnie każde słowo. Justin się zawahał, ale odpowiedział, zachrypniętym, zmęczonym głosem.
- W klubie byłem… Z kolegami. – wytłumaczył się.
- Aha, a czemu mi nic nie powiedziałeś?
- N… Nie wiem. – wyszeptał i spuścił głowę, ale za chwilę gwałtownie ją podniósł i spojrzał mi w oczy. – Ale Julka, ja mam prawo pójść sobie na imprezę. Jestem młody. I mam prawo się bawić, jak wszyscy… Przecież nie robię tego już codziennie, jak kiedyś. Więc… w czym problem?
- Odpowiedz na moje pytanie, to się dowiesz. Dlaczego mi nie powiedziałeś? - powtórzyłam i czekałam. Byłam cierpliwa. Nie pospieszałam go. Patrzyłam mu w oczy. Mijały sekundy. Wreszcie Justin się przełamał.
- Bo się bałem, że powiesz ,,nie”.
- Że powiem ,,nie”? Kim ja jestem, by ci czegoś zabraniać? – spytałam, a gdy nie otrzymałam odpowiedzi, mówiłam dalej. - Ja ci tylko doradzam, a ty możesz robić co chcesz, i nikt ci nie może rozkazywać. Nie jestem twoją matką i nie jestem tu, jak to nazwałeś przed trasą, by cię niańczyć, Jus. – wytłumaczyłam mu. Miałam wielką ochotę wziąć go za dłonie i spojrzeć na niego odrobinę czulej, ale się powstrzymałam.
- Julia, nie wściekaj się… - spuścił głowę.
- Jestem tu, by ci pomóc i by cię kontrolować, by sprawdzać, czy sobie dajesz radę, z kim się zadajesz, czy nie wpadasz w złe towarzystwo. Dlatego jestem wściekła… Bo nie pozwalasz mi robić tego, co powinnam. Kontrolować cię. Powinnam wszystko wiedzieć, powinieneś mi wszystko mówić, powinieneś mi zaufać. Myślałam, że tak jest…
- Tak jest! – przekrzyczał mnie Justin, zanim zdążyłam dokończyć zdanie. Wyciągnął do mnie ręce, bym mogła się przytulić, więc to zrobiłam. – Zaproszę tych kolegów jutro, ok? Tutaj. Będziemy się kisić w pokoju i się poznacie, i zobaczysz, że to nie są… aż tak źli ludzie, jak zapewne sądzisz.
Ale jego mina nie przekonywała mnie.
*

Następnego dnia koledzy Justina mieli zjawić się u nas o 14:00. Tak naprawdę mieli być o wiele wcześniej, ale okazało się, że bardzo długo śpią. Mieliśmy więc jeszcze mnóstwo czasu, bo zdążyliśmy się ,,wyspać”, umyć i najeść do 10:30. Weźcie jednak pod uwagę to, że po nocy spędzonej na stresie i płaczu, trudno się wyspać w niecałe siedem godzin. Także chciałam Justina czymś zainteresować. Mieliśmy pójść w jakieś ciekawe miejsce, jak proponowała Pattie, by Jus zafascynował się kulturą innych państw. Miałam zamiar zaciągnąć go do Parku Rzeźb Vigelanda, ale skończyło się na oglądaniu zdjęć posągów nagich ludzi w Internecie. Nie potrafiłam zachwycać się pięknem tej sztuki przy Justinie. Czułabym się niezręcznie.
Zwiedziliśmy więc szybko Pałac Królewski, a w drodze powrotnej wpadliśmy do małej galerii sztuki, wciśniętej między butikiem, a restauracją. W środku roznosił się zapach olejku aromatycznego. Na ścianach wisiały abstrakcyjne obrazy – twarze ludzi w koronach drzew, szachy grające w szachy, szklane sześciany na brzegu morza i inne rzeczy, na które patrząc możemy tylko zgadywać, co autor miał na myśli. Ale podobało mi się to. Każde malowidło podziwiałam z każdej strony. Były też inne dzieła, należące do tych, na które się patrzyło i wiedziało, co one przedstawiają. Była naga kobieta z kręconymi czarnymi lokami do pasa, która wyglądała przez okno i zakrywała piersi firanką. Justin gapił się na ten obraz przez dobre parę minut, jakby licząc na to, że dziewczyna nagle się odkryje, ale, o dziwo, nic takiego się nie stało. Było też malowidło koni nad strumieniem w środku lasu, były dziki walczące z wilkami, były tonące statki, były burze, były kwiaty – róże i słoneczniki. Prócz obrazów były też tu naczynia. Wszystkie były z porcelany i zdobiły je wzroki z prawdziwego złota. Bałam się spojrzeć na cenę. Nie potrafiłam pojąć, że Justina stać na wszystkie talerze, filiżanki i dzbanuszki tutaj, a nawet na czajnik z wizerunkiem polnych kwiatów, ale nawet mu nie wpadło nigdy do głowy, by kupić coś tak pięknego, zamiast nowej pary butów, dokładnie takich samych jak poprzednie, ale z innym odcieniem koloru niebieskiego.
Jus podszedł do mnie i skierował wzrok tam, gdzie ja. Patrzył się przez jakiś czas, aż w końcu podszedł do dwóch małych porcelanowych ptaszków. Wziął oba do rąk. Jeden był pochylony do przodu, a drugi stał prosto i spoglądał gdzieś daleko. Poza tym oba wyglądały tak samo. Okazało się, że to solniczka i pieprzniczka. Nie spodziewałam się tego i roześmiałam się, gdy się o tym dowiedziałam. Ale nie odważyłam się pytać o cenę.
- Podobają ci się? – spytał Jus i popatrzył na mnie z ukosa. Skinęłam głową i uśmiechnęłam się do niego i, Bogu niech będą dzięki, on odwzajemnił uśmiech. A jego uśmiech był najpiękniejszym widokiem tutaj.
Oczami Justina

Później Julia odeszła, a ja zostałem przy naczyniach z porcelany, ale i tak widziałem ją stąd, jak kierowała się ku drugiemu końcu małej galerii. Były tam różnego rodzaju małe figurki i rzeźby. Przedstawiały ludzi, ale bez dokładnych szczegółów – każdy wyglądał podobnie. Nie miały rys twarzy, nie miały oczu, nie miały ust. Nie mogły więc się uśmiechać. Ale emanowała z nich pewna energia. Patrzyło się na jedną z postaci i wiedziało się, czy jest smutna czy wesoła. Pomyślałem, że Julia potrafi to także robić z ludźmi. To, że mamy usta, by móc się uśmiechać, niewiele pomaga. Uśmiech, może ukryć tak wiele… Julia patrzyła na wszystko po kolei. Czułem i widziałem, jak bardzo się cieszy z każdej chwili, jak bardzo jest szczęśliwa, jak dużo radości czerpie z tych nic nie znaczących rzeczy.
Spojrzała w górę. Patrzyła na ptaki zawieszone na sznurkach na suficie, na płaty masy koralowej na niewidzialnych żyłkach, które przyjemnie szeleściły, gdy się je dotykało, potem na stare, drewniane zegary, później na małe domy z porcelany, i figurki kotów w paski, i małe podróbki fontann, zwierzęta i aniołki zrobione z różnego typu materiałów, posążki ludzi, którzy tańczyli, płakali, grali na różnych instrumentach, na różne abstrakcyjne małe rzeźby. I wciąż powtarzała, jeśli tylko byłem obok, jakie to jest piękne i jak bardzo kocha taką sztukę. A na koniec szybko przeleciała wzrokiem po biżuteriach ze złota i srebra, z bursztynami, perłami, diamentami i szlachetnymi kamieniami, jakby było jej zupełnie wszystko jedno. Jakaś pani zakładała jej na szyję najtańsze naszyjniki jakie miała, które jednak nadal były piękne, ale zrobione z czegoś mniej wartościowego. Były mniej i bardziej eleganckie. Julia zaś na wszystko odpowiadała, że nie ma co do tego założyć i śmiała się wciąż do sprzedawczyni, i tak czule i pięknie uśmiechała, i dziękowała przynajmniej ze sto razy. Ale widziałem, jaka była szczęśliwa, jak przeglądała się w lustrze.
A potem jak spojrzała na zegarek, i zobaczyła, że zbliża się 14:00, wybiegła z galerii tak szybko, że ledwo zdążyła zdjąć naszyjnik po drodze do drzwi wyjściowych.
Oczami Julii

14:12, apartament w hotelu
Dobra. Ci jego koledzy już tu byli. Dokładnie było ich trzech. Wszyscy byli czarnoskórzy, a Justin czasem też zachowywał się jak oni. Byli nudni jak cholera. Nic ciekawego nie mieli do powiedzenia, a pierwsze co powiedział jeden z nich, gdy byliśmy już wszyscy w środku to…
- O, kurwa. Ale mam kaca po wczorajszym. – i przeciągnął się na naszej kanapie, łapiąc się za nos między oczami od ostrego bólu głowy. – A ty, mordo? – spytał Jusa. Na mojej twarzy emanował kompletnym brakiem energii pokerface. Spojrzałam na Justina. Zanim zdążył odpowiedzieć, inny już się wydarł.
- O ja, ale telewizor! Jaki wielki! Oglądamy?
I zajęliśmy się oglądaniem telewizji, jakbyśmy nie mieli nic innego do roboty. Usiadłam na ramieniu kanapy, bo dla mnie oczywiście zabrakło miejsca. Tylko Justin zaproponował, żebyśmy zamienili się miejscami, ale jak tylko się odezwałam, przekrzyczał mnie jeden z jego kolegów o imieniu Drake.
- Na kolana ją bierz! Przecież to twoja laska.
- Patataj! – wrzasnął Blake i się głupkowato roześmiał, gdy poczerwieniałam. Bałam się spojrzeć Justinowi w oczy, ale czułam jego wzrok na sobie.
- Hej, przestańcie! – zawołał Justin i spróbował ich zająć oglądaniem teleturnieju.
- Słowo na ,,k” w sypialni. – usłyszeliśmy głos prezenterki z olbrzymim dekoltem. – Może przypomnę zasady. Jeśli pan lub pani zna odpowiedź, musicie zadzwonić pod numer podany na ekranie i trafić na otwartą linię. Trzeba mieć skończone 18 lat. Do wygrania 400 dolarów za słowo z koperty i 25 za jakąkolwiek poprawną odpowiedź. – chwila ciszy… - Szybciutko, bo kończy nam się czas! Poproszę o zegar! Jeśli znacie odpowiedź…
- Ile ona gada… - skomentował Sage i wyciągnął telefon. – Trzeba, kurwa, zadzwonić.
- Nie przeklinaj przy Julii. – odezwał się Justin, a ja spojrzałam na niego z uśmiechem. Jaki on męski. Chłopak w ogóle nie zareagował. Dzwonił raz za razem i aż się zdziwił, jak się dodzwonił.
- Halo, halo? Jaka jest odpowiedź? – wyszczerzyła swoje idealnie białe zęby kobieta zza ekranu. Zauważyłam, że Sage’owi aż serce podeszło do gardła.
- Yyy… W sumie to nie myślałem nad odpowiedzią. – wyszeptał do nas. – Co mam powiedzieć?
Przez parę sekund panicznie szukaliśmy jakiegoś rozwiązania.
- Halo, halo? Jest tam kto? – dobiegał słodki głos z telewizora. – Halo? 3… 2…
Sage gwałtownie przytknął telefon do ucha.
- Jesteś dobra dupa!
I rozmowa została przerwana.
Przez chwilę serce biło nam wszystkim jak szalone. Wpatrzyliśmy się w ekran. Prezenterka miała minę, jakby nie wiedziała, czy się śmiać, czy płakać, ale najwyraźniej uznała to jako komplement. Przypomniał mi się nawet polski teleturniej, jak pewien facet dodzwonił się na linię, szepcząc ,,pokaż dupę”. Wszyscy zaczęli rżeć, bo śmiechem tego nazwać nie było można, a ja tylko się uśmiechnęłam pod nosem i patrzyłam jak przewalają się z radości po kanapie. Poczułam się jakbym niańczyła czwórkę wyrośniętych dzieci z niewyparzonymi językami.
- Um… Proszę państwa, przypominam, że ja chcę słowo na ,,k”, w sypialni.
Chłopacy ucichli w jednym momencie i wpatrzyli się w telewizor, jakby dopiero teraz sobie o nim przypomnieli. Blake spojrzał na Sage’a, a potem na Justina.
- Ona chce kutasa.
I znowu zaczęli się śmiać. Zauważyłam, że Justin unikał mojego wzroku i zachowywał się, jakby mnie tam nie było.
- Ona chce Jerrego. – zwrócił się któryś z nich do Jusa, z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Jerry nie jest na ,,k”. – odpowiedział Justin, który już przestał się śmiać.
- Jest. Tylko nie wiesz.
Starałam się jakoś wytrzymać te kilka ciągnących się w nieskończoność godzin wraz z marginesem społecznym, słuchając ich inteligentnych żartów i opowieści o laskach, które zaciągnęli ostatnio do łóżka, ale wieczorem najgorszy z nich, Blake, nadal tutaj siedział, nie rozumiejąc aluzji, jakie mu przekazywałam, chcąc, by jak najprędzej opuścił ten hotel. Wciąż tylko zagadywał biednego, niewyspanego, wykończonego dniem Justina, który jedyne na co miał teraz ochotę, to wtulić się w poduchę i spać. Chyba, że o czymś nie wiem. Nagle Blake wyjął z kieszeni papierosa i zapaliczkę.
- O nie, nie! Nie puszczać mi tu jakichś… dymków! – natychmiast zaprotestował Justin, nieco przewrażliwiony na tym punkcie.
- Huh… - stęknął Blake. – To idziemy na szluga?
Justin słysząc, jak wzdycham od ciągłego słuchania wysławiania się jego przyjaciół, zareagował.
- Nie odzywaj się w taki wulgarny sposób, ok? – bardziej grzecznie poprosił, niż rozkazał.
- Ok. – odpowiedział krótko Blake i nastała błoga, wyczekiwana od wieków sekunda ciszy… I nagle została przerwana. – To idziesz na faję?
- Blake! – krzyknął Jus, już mocno wkurzony.
- Zluzuj plusz, mordo! – wrzasnął jeszcze głośniej. – Idziesz na… słomkę?
- Sam masz słomkę, nie powiem gdzie! Znasz takie słowo jak ,,papieros”? – spytał Jus, cały czerwony na twarzy.
- Dobra, to idziemy zapalić papierosa?
- O wiele lepiej! O wiele! – zawołał. Ziewnęłam i przeciągnęłam się. Wtuliłam się w Justina od tyłu i oparłam głowę na jego ramieniu, czując, jak zasypiam.
- No to idziemy na tego szluga, czy nie?
Justin wziął głęboki wdech i powoli wypuścił powietrze.
- Ja nie palę. – odpowiedział Justin najspokojniej jak potrafił. Szarpnęłam go lekko za bluzkę i zaciągnęłam na słówko. Nie bardzo było gdzie pogadać na osobności, chyba, że w łazience, ale chyba dziwnie by to wyglądało, gdybyśmy oboje weszli do łazienki, by porozmawiać. Spojrzałam się na Justina tak, że od razu załapał o co chodzi.
Oczami Justina

- Och, Julka. Tak naprawdę moi koledzy to bardzo porządni ludzie. – odpowiedziałem i objąłem ją po przyjacielsku, by się nie gniewała. Nie chciałem, by się na mnie zawiodła. Ale chyba tak się stało. Lubiłem tych ludzi, mimo tego, że byli odrobinkę wulgarni.
- Kurwa, coś mi bzyczy nad uchem. – wydarł się chłopak siedzący na kanapie i zaczął się od niechcenia odganiać ręką.
- Powiedziałem porządni, a nie kulturalni. – sprostowałem, a Julka znów wbiła we mnie to swoje specyficzne spojrzenie. – Oni się tylko wydają być tacy źli. Tak naprawdę to żaden nie skrzywdziłby muchy.
- Jakaś mucha mi tu lata… - odezwał się Blake, i gdy owad usiadł na łóżku, on ją roztrzaskał książką i strzepał z pościeli.
- Dobra. Źle to ująłem. Skrzywdzą najwyżej muchę. I nic po za tym.
- A teraz jakiś komar, no! Dorwę cię, sukinsynie! - i usłyszeliśmy głośnie klaśnięcie zza moich pleców. Zacisnąłem mocno oczy.
- Ok. Wiesz o co mi chodzi.
– Ja idę, bo w chuj chce mi się palić. A wy w kącie siedzicie i się coś szukuje, więc zostawię was już lepiej sam na sam. Dobra. – zaczął poprawiać pościel i strzepywać z niej okruszki i inne zdechłe owady, które zdążył pozabijać. – Macie już wygodnie. Miłej zabawy. Nara, mordo!
Trzasnęły drzwi. Julka zabijała mnie swoim wściekłym spojrzeniem. Uśmiechnąłem się do niej tak uroczo, jak tylko potrafiłem, chociaż nie miałem już nadziei, że nie zauważy jak się czerwienię.
- Julcia… Pamiętasz jak sprawdzałaś wczoraj czy nie zrobiłem więcej tatuaży na ramionach? – spytałem słodkim głosem. Wiedziałem, że Julia lubi, jak się w ten sposób wygłupiam. – Masz ochotę sprawdzić, czy nie zrobiłem ich w innych miejscach?
Nareszcie się roześmiała i szturchnęła mnie w ramię. A potem jeszcze raz, trochę mocniej. I jeszcze raz, i za każdym razem mocniej się uśmiechała.
- Haha, ała! Julka, tylko spokojnie. Od tej strony cię nie znałem.
- Ja chcę czegoś na ,,k”! – krzyknęła, a ja zaniemówiłem. Czy naprawdę mogło dziś do tego dojść? Mogliśmy zakończyć to, czego wczoraj nie zdołaliśmy? Już obmyślałem jakieś teksty na podryw. ,,Nie sądzisz, że dzisiaj smakuję lepiej niż wczoraj?” Hmm, nie. To chyba nie jest dobry plan.
- Jerrego? – spytałem szeptem, nieśmiało, ale ochryple, co nawało pytaniu seksowny ton. Parsknęła śmiechem.
- Ja potrzebuję czegoś… na ,,k”. – powtórzyła. Potrzebowała czegoś na ,,k”. Dwóch słów. Pięknych słów.
- Kocham cię. – powiedziałem, patrząc jej prosto w oczy. Uśmiechnęła się. – Zgadłem? Co wygrywam?
Uśmiechnęła się tylko. Bardzo miło się uśmiechnęła. Kochałem jak się tak uśmiecha. Wiedziałem, że będzie mi tego brakować.
- Kocham cię. – powtórzyłem. – Kocham cię… Kocham cię… - szeptałem jej do ucha, a ona wtopiła dłoń w moje włosy. To niesamowite, że jeszcze kilka dni temu byliśmy nieśmiali i by się pocałować w policzek, musieliśmy walczyć ze wstydem, a dziś nie bałem się jej wyznawać moich uczuć. Raczej korzystałem z tego, że mam taką możliwość, póki Julia jest blisko, ale nie byłem pewien, czy dobrze robię.
*

Oczami Julii

Następnego dnia Justin miał koncert w Danii, skąd od razu po występie wylecieliśmy do Szwecji. W Grand Hotel był zarezerwowany dla nas pokój i po raz pierwszy nie miał dwuosobowego łóżka. Tym razem mieliśmy spać oddzielnie. To był pomysł Justina, a ja się podporządkowałam.
Oczami Justina

Szczerze? Tym razem chciałem mieć oddzielnie łóżko, bo coraz częściej wpadały mi do głowy głupie pomysły. Nie będę owijał w bawełnę. Bałem się, że w końcu mi odbije i namówię Julię do seksu. A nie chciałem jej tego robić, bo wiedziałem, że nasze wspólne chwile dobiegają końca. Nie chciałem być dupkiem, który ją wykorzysta, wiedząc, że nigdy nie będziemy razem. Z jednej strony chciałem, by znalazła wkrótce chłopaka, który mnie zastąpi, który będzie ją dobrze traktował, z którym będzie szczęśliwa. A z drugiej, właśnie tego się obawiałem. Pragnąłem, by była tylko moja, tylko ze mną, i bym tylko ja był miłością jej życia. Ale zaciskałem mocno zęby i powtarzałem w myślach, że nie o mnie tu chodzi, tylko o nią. Że to ona ma być szczęśliwa. I na pewno będzie szczęśliwa.
Ale nie ze mną. Z kimś innym. I ona będzie tylko jego. A on będzie tylko jej. I będą na zawsze szczęśliwi.
Zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie Julię z innym chłopakiem. Z przystojnym, idealnym facetem, który zawsze będzie przy niej. Nie będzie taki jak ja. Zawsze będzie miał dla niej czas. I nigdy nie będzie płakał. Będzie silny. I to on będzie jej pomagać, bardziej niż ona jemu. I będą na zawsze razem…
Uśmiechnąłem się. Wizja szczęśliwej Julii do końca jej życia wywołała we mnie wzruszenie, radość i… i ulgę. Tak, ulgę. Bo być może, że ze mną nie zaznałaby tyle szczęścia, co z kimś innym. Z kimś normalnym… Może i jestem skazany na bycie zawsze samemu, choć wśród milionów fanów, jednak nadal samemu, lub z kimś, kto mnie oszukuje, albo z kimś, kto będzie się ze mną męczył. Męczył brakiem prywatności, męczył ciągłym życiem na walizkach. Ale Julia nie jest na to skazana. Kocham ją. I nie pozwolę, by była nieszczęśliwa.
Nie mogłem jej zaciągnąć do łóżka. To miał być jej pierwszy raz, a pierwszy raz jest wyjątkowy. I będzie wyjątkowy, z kimś innym.
Uśmiechnąłem się jeszcze raz. I chwilę potem spostrzegłem, że uśmiecham się przez łzy. Z jednej strony cieszyłem się jej przyszłym szczęściem, a z drugiej? Z drugiej to cholernie bolało, że Julia wyjedzie i nagle zostanę sam… I bolało to, że Julia będzie szczęśliwa, ale nie przeze mnie, będzie kochała kogoś innego. Ale wiedziałem, że muszę to wytrzymać. Julia potrafiła patrzeć na mnie z Jess i z Sel. I ja też dam radę.
- Justin… Wszystko w porządku? – usłyszałem głos Julki, która spostrzegła łzy w moich oczach. Otrząsnąłem się.
- Umm, tak… Um… Tak. – wyszeptałem, a gdy dziewczyna nie odrywała ode mnie wzroku, wziąłem walizki i pofrunąłem do pokoju… I się nieco zdziwiłem.
Rzeczywiście. W pokoju nie było dwuosobowego łóżka, ani płatków róż, ani migającej lampki w kształcie serduszka. W sumie nigdy nie natrafiliśmy na płatki róż i takiej lampki, ale wszystkiego można się było spodziewać, jeśli Scooter zamawia najdroższy apartament, jaki jest możliwy. Nie powiem też, że nie było łóżka wcale. Było. Ale tylko jedno. Jedno jednoosobowe łóżko.
Wyszedłem na chwilę z pokoju, by powitać się z fanami, a gry wróciłem, na podłodze koło łóżka leżał materac.
- Julka. – zacząłem i spojrzałem na nią tak, jak moja mama na mnie, gdy zapomnę zmyć naczyń. – Nie będziesz spać na podłodze.
- Ja nie. – rzuciła poduszkę na materac. – Ale ty tak.
To było tak bezczelne, że aż do niej niepodobne, nawet jeśli zaczęła się śmiać pod koniec. Widząc moją zdziwioną minę, zaczęła się śmiać jeszcze głośniej i wskazała na mnie palcem.
- Osh, ty… diable jeden! – krzyknąłem, gdy byłem już w połowie drogi do niej. Przerzuciłem ją sobie przez ramię, zakręciłem się kilka razy w kółko, ale gdy usłyszałem piski protestu, wziąłem, a raczej zrzuciłem ją na swoje ręce i runąłem z nią na łóżko. – I co? Warto było wkurzać Justinka?!
Zarumieniła się nieśmiało i zaczęła się śmiać pod nosem. A potem pokazała mi język.
- Ooo, to jeszcze nie koniec! – zawołałem i zacząłem ją łaskotać. – Nie przestanę póki nie powiesz ,,kocham cię, Justin”! – wydarłem się, ale usłyszałem tylko ,,haha, kokoko! Kocie!”. – Kocie? Też może być.
I w końcu dałem jej spokój i poczekałem, aż zaczerpnie oddechu. Leżąc i sapiąc ciężko, podniosła palec wskazujący do góry.
- Nienawidzę cię. – wysapała, a gdy tylko zbliżyłem do niej rękę, ona pisnęła na całe gardło, a ja się zaśmiałem szyderczo. – Teraz cię nienawidzę jeszcze bardziej. – dodała, i na wszelki wypadek wstała, gdybym miał zamiar połaskotać. – Uważaj, umiem bardzo dobrze kopać! – wyciągnąłem do niej ręce. – I TO BARDZO PRECYZYJNIE!
- Aww, będę za tobą tęsknić… - wyznałem ni stąd ni zowąd. – Za twoim śmiechem, i twoimi nieśmiałymi wygłupami, i twoimi przytulasami, i za twoimi żartami, i za wszystkim.
- Och, ja też będę tęsknić za twoim śmiechem, wygłupami i przytulasami! – zawołała. Poczekałem jeszcze chwilę, ale nie zamierzała najwyżej niczego więcej dodać.
- A za moimi żartami? – spytałem. Nastała krępująca cisza. Julka zrobiła zakłopotaną minę i zaczęła się jąkać i oboje się zaśmialiśmy.
- Jasne, że będę tęsknić za twoimi żartami… - powiedziała i szturchnęła mnie w ramię, ale po tym też nastała cisza i zaczęliśmy się śmiać.
- I nikomu nigdy nie zaufam jak tobie… - dorzuciłem i pogłaskałem ją bardzo delikatnie po policzku. Spuściłem głowę. Rękę też. – Wiesz o mnie tyle, co nikt inny.
- Chciałabym wiedzieć więcej... – odpowiedziała i też pogładziła mnie po twarzy. – Odkrywać więcej ciebie, bardziej ciebie rozumieć i być zawsze przy tobie.
Odpowiedziałem jej nieznacznym uśmiechem.
- To było super, że mogłam być bliżej ciebie niż inni, że spędzałam z tobą najwięcej czasu i najwięcej o tobie wiem. Dowiedziałam się o tobie rzeczy, których nie musiałeś mówić, ale sama zauważyłam, zrozumiałam… - mówiła, a ja spytałem na nią pytająco. – Wiem, że zacząłeś nosić luźne spodnie, bo gdy nosiłeś rurki, byłeś częściej wyzywany od gejów. Wiem, że z tego powodu zmieniłeś fryzurę, nie tylko dlatego, że ci się znudziła. I wiem, że podczas występów publicznych i wywiadów tłumisz śmiech, bo kiedy tego nie robisz i śmiejesz się szczerze i otwarcie, to wydajesz z siebie odgłosy jak świnka. Wiesz, haha-chrum-haha.
Poczułem jak się czerwienię.
- Tylko przy tobie się śmieję pewnie…
- I te wszystkie chwile, które razem spędziliśmy... Aww... A pamiętasz Czopka?
- Tak... ,,Gdzie jest Czopek?", ,,A w dupie go mam". - zacytowałem nad sprzed kilku miesięcy... Nie wierzę, ten czas przeleciał nam jak piasek przez palce.
- Haha, awww... Będę mieć fajne wspomnienia. I to jest piękne, że tak sobie bezgranicznie ufamy i… Huh… To było super… Dziękuję ci za wszystko… - powiedziała, jakby miała już za chwilę wyjeżdżać, po czym spojrzała na mnie wdzięcznymi oczyma i uśmiechnęła się czarująco. Zionęło z niej ciepło, które sprawiało, że wciąż chciałem ją przytulać, jeszcze raz, i jeszcze, i jeszcze raz na nowo.
- Julia…
- Tak? – spytała swoim słodkim, delikatnym głosem… Przez otwarty balkon wdarł się do pokoju lekki powiew wiatru. Zwiewna, biała bluzka Julii zaczęła falować i marszczyć się. Miała na sobie też stare, znoszone dżinsy i cienkie skarpetki. Ale dla mnie nieważne było co ma na sobie. Chciałem ją tylko mieć, zawsze obok, zawsze blisko, zawsze przy mnie. Dla mnie już na zawsze była piękna.
- Julia… - wyszeptałem jeszcze raz. - A jak będę spać codziennie na podłodze, to nie odjedziesz?

Jak się macie po długiej przerwie? I jak wakacje? :)
Piszcie, czy Wam się podoba nowy rozdział.
Przy okazji zapraszam do oglądania nowego zwiastuna tego opowiadania, czyli ,,Skrytych Pragnień", który ostatnio zrobiłam i wstawiłam na YouTube. KLIK! Jeśli Wam się podoba zapowiedź, dawajcie łapy w górę, komentujcie, czy cokolwiek. :P
Dziękuję Wam za wszystko. ♥ Kocham Was. Nie zostawiajcie mnie.
25 komentarzy = nn (przykro mi, że muszę obniżać stawkę, bo jest coraz mniej komentarzy :( )
Dziękuję Kindze za nieświadome dawanie mi wen. :P
Obiecałam też polecić parę blogów o Justinie. :) Pierwszy, drugi, trzeci.
Tagi: 24 zwiastun
22.08.2013 o godz. 20:20
Muzyka (oryginał: )
Oczami Justina

Już dawno nasz samolot odleciał do Norwegii, a ja leżałem na łóżku przy Julii i pilnowałem ją jak cerber. Nadal panował upał, który doskwierał dziewczynie jeszcze bardziej. Ja sam zdjąłem koszulkę i ze współczuciem patrzyłem się na nastolatkę, która jęczała, dyszała i pociła się niemiłosiernie pod grubą warstwą kołdry, nie dawała się dotknąć, a na wszystko odpowiadała stęknięciami, których nie dało się zrozumieć.
Na początku wpadłem w panikę. Nie wiedziałem za co się zabrać. Czy dzwonić po karetkę, czy jej jakoś pomóc, czy dać jej jakieś leki, które miała schowane w niewypakowanej walizce, czy zawołać recepcję o pomoc? Starałem się jednak cokolwiek od niej wyciągnąć. Wszystkie moje poprzednie dziewczyny lub chociażby przyjaciółki, jeśli miały miesiączkę, to rzeczywiście kiepsko się czuły, ale brały jakieś tabletki i żyły w miarę normalnie, a jeśli już zostawały w domu, zamiast gdzieś wyjść ze znajomymi, a ja byłem u nich, to leżały spokojnie i gadaliśmy lub oglądaliśmy filmy, ale czegoś takiego w życiu nie widziałem. Wyglądała jakby dręczyła ją silna febra – jakby miała bardzo wysoką gorączkę i mocne dreszcze. Już trzymałem telefon i miałem wybierać numer pogotowia ratunkowego, ale ona z trudem wyciągnęła rękę i opuściła moją drżącą dłoń. Pokręciła przecząco głową i wtuliła się w poduszkę.
- Mam nie dzwonić? – spytałem. Zazwyczaj jestem spokojny w takich sytuacjach, ale teraz nie mogłem się opanować. Dygotałem bardziej niż ona, głos mi drgał, i patrzyłem się na nią wielkimi oczami, mówiąc w pośpiechu, jakby gdzieś w pokoju była tykająca bomba i jakbyśmy mieli coraz mniej czasu na ucieczkę.
Ona znów tylko potrząsnęła głową, zaciskając mocno oczy i usta i wbijając zaniedbane paznokcie w poduszkę.
- To u ciebie normalne? – pytałem, bardzo powoli i niezdecydowanie odkładając komórkę na półkę obok. – Na pewno? – powtarzałem, nadal niepewny, ale w końcu udało jej się mnie przekonać. Nie znaczy to jednak, że się uspokoiłem. Nerwowo wypytywałem o leki i szukałem ich i w kuchni i po torbach i walizkach, przetrząsnąłem wszystkie półki, aż znalazłem małą siateczkę z lekarstwami Julki. Były tam różne witaminy, tabletki z jakich nazwami nigdy się nie spotkałem, paczka pastylek na gardło, środki do dezynfekcji, różnego rodzaju plastry, gaziki i bandaże, rękawiczki, nożyczki, maści na ugryzienia owadów… Apteczka, jakby się wybierała do szpitala, co nie?. Najbardziej mnie zdziwiły leki uspakajające. Ręce mi się trzęsły i jak na złość nie mogłem znaleźć nic przeciwbólowego.
- Jak to boliii… - jęknęła, a mi serce szybciej zabiło.
- Już, już, szukam! – odpowiedziałem, starając się by zabrzmiało jak najczulej, jakby miało to powstrzymać jej ból. Nareszcie wygrzebałem jakieś pastylki, a ona łapczywie połknęła jedną z nich. – No, już dobrze… - wyszeptałem, głaszcząc ją po ramieniu. Ale wcale nie było dobrze.
Na opakowaniu było napisane, że lek działa po 15-30 minutach od połknięcia, więc trochę się razem naczekaliśmy. Trochę dłużej niż się spodziewałem. Nawet po pół godzinie nie widziałem zmiany. Być może ból się nieco złagodził, ale nadal był nie do zniesienia.
Nie wiedziałem za co się zabrać. Chciałem ją i przytulić, i zająć ją oglądaniem telewizji, albo z nią rozmawiać, albo dać jej spokój, aby odpoczęła w samotności, lub zaproponować, by spróbowała zasnąć, ale nie wiedziałem tak naprawdę co powinienem zrobić.
- Julia, może spróbujesz zasnąć? Nie? Nie dasz rady? – spojrzałem na nią zmartwionymi oczami. – A może spróbujesz…? Kochanie…
Patrzyłem jak przewalała się z boku na bok, rozkopywała, gniotła kołdrę w rękach, przebierała nogami, krzyczała, walczyła z tym, dopóki nie straciła sił. Po jej policzkach zaczęły ciec łzy i usłyszałem jej głośny szloch, może nawet agresywny. Westchnąłem. Poczułem jak i ze mnie ulatują wszystkie siły. Przykryłem ją kołdrą.
- Zostaaaww… Specjalnie się rozkopałam…
- Przepraszam, skarbie… - odkryłem ją z powrotem i podałem jej do ust kubek herbaty. – Już nie płacz…
- Mm, kiedy przestanie boleć? – pisnęła i wpatrzyła się we mnie błagalnie.
- Nie wiem, kochanie…
Godzinę później
Julia szlochała coraz ciszej i ciszej, powoli przestała się trząść i uspokajała się. Nareszcie stwierdziłem, że ból musiał przejść, bo Julia leżała skulona i drzemała. Wyłączyłem telewizor, którym próbowałem ją zająć przez jakiś czas. Zgarnąłem niesforny kosmyk włosów, który wyślizgnął się z kitki, z jej twarzy za ucho. Uśmiechnąłem się z ulgą, że już po wszystkim i zastanowiłem się, jak można być takim pięknym nawet po tak wielkim bólu.
Oczami Julii

Gdy się obudziłam, jego już nie było. Przetarłam pomału oczy. Bezsilnie zmieniłam pozycję. Nareszcie było po wszystkim i ten comiesięczny koszmar minął. Wiedziałam, że atak bólu już się nie powtórzy tym razem. Było jeszcze gorzej niż ostatnio… Zrobiło mi się wstyd, że Justin był przy tym wszystkim. Nic dziwnego, że już wyszedł, bo miał tego wszystkiego dość. Nie zostawił żadnej kartki, nie zawiadomił mnie, dlaczego opuszcza hotel. Pewnie spędza czas ze swoimi przyjaciółmi, których miał dziś zresztą zaprosić tutaj, ale ja popsułam im wszystkie plany.
Jeszcze raz zrzuciłam z siebie kołdrę i pościeliłam łóżko. Nie wiedziałam nawet która jest godzina i ile czasu spałam. Było już ciemniej, ale być może tylko dlatego, że nieco się zachmurzyło i po tak wielkim skwarze zaczął padać ulewny deszcz. Przejrzałam się w lustrze, by sprawdzić, jaką Justin mnie widział cały ten czas i nie byłam zbyt zaskoczona – byłam nawet jeszcze brzydsza niż przypuszczałam. Moje włosy zwracały się w każdym możliwym kierunku, prócz tego, w którym rzeczywiście powinny być skierowane. Wymykały się z łatwością z luźnej, niedbale wykonanej kitki, którą zdaje mi się, zawiązywał sam Justin, gdy przewalałam się na całej powierzchni łóżka jak spanikowana, wyłowiona z wody ryba. Miałam ogromne wory pod oczami, suche wargi, i tak zmęczone spojrzenie, jakbym nie przespała całego tygodnia. Fakt, że miałam na sobie pogniecioną piżamę, nie był niczym nowym. Całe szczęście stwierdziłam, że przynajmniej nie mam czerwonej plamy na spodniach. No, mogło być gorzej. Byłam tylko odrobinę brzydsza niż zazwyczaj.
Na początku zamierzałam przebrać się w luźne spodnie Justina, ale zrezygnowałam, bo szczerze zwątpiłam w to, że chciałby dać mi swoje spodnie podczas gdy miałam okres. Założyłam więc swoje bardzo nowiutkie i tak samo seksowne dresy (czyli wcale nie seksowne) i t-shirt z napisem „This Girl is No 1”, który kupiłam kiedyś na targu, dobrze wiedząc, że nadruk na bluzce to zwykłe kłamstwo.
Przemyłam chłodną wodą moją rozgrzaną od bólu i upału twarz, umyłam zęby, potem parę minut spędziłam na wyczesywaniu moich włosów, po czym stwierdziłam, że połowa z nich została na szczotce. Wzruszyłam ramionami, posmarowałam pomadką zapachową moje wysuszone usta, i to tyle co dało się zrobić naturalnego z moją dosłownie szokującą urodą. Pożałowałam, że nie mam lepszych ciuchów. Zamierzałam pomalować się jeszcze moimi tanimi kosmetykami, ale uznałam, że po pierwsze mi się nie chce, a po drugie nie ma to sensu, bo o ile Justin wróci to i tak to nic nie zmieni, jeśli jednego dnia będę ładnie wyglądać. Z tego też powodu wzięłam chipsy, położyłam się na łóżku i przez chwilę zajmowałam się tylko jedzeniem i, mimowolnie, moimi zniszczonymi, krótkimi paznokciami.
Po pięciu minutach dołowania się i myślenia, że wcale nie mam silnej woli i jeśli dalej będę się tak zaniedbywać to nikt mnie nie zechce, odłożyłam, a raczej odrzuciłam na bok paczkę chipsów i podeszłam do okna, patrząc z wysoka na wszystkie młode kobiety, które są ubrane elegancko, ale wyglądają i poruszają się atrakcyjnie bez żadnego wysiłku. Włosy układają im się idealnie, nie kołyszą się na szpilkach, mają idealnie dobrane ciuchy i długie paznokcie, których z nerwów nie gryzą ani nie wyrywają. Mają zgrabne, zawsze gładkie nogi… Są idealne.
Westchnęłam, wygramoliłam z mojej najmniejszej walizki skrzypce i zaczęłam grać w rytmie uderzających o okno kropel deszczu.
Grając, myślałam o Justinie… Myślałam o tym, że niedawno zastanawiałam się, czy miłość istnieje, a teraz znałam odpowiedź. Nie wiedziałam tylko czym ta miłość jest… Ale czy ktokolwiek na świecie, wie czym jest miłość? Ja też nie wiedziałam, ale wiedziałam, że strasznie kochałam Justina… Tylko przykro mi było przez to, że tyle musiałam stracić, by znaleźć się tutaj, przy nim. W końcu, gdyby nie to, że byłam w domu dziecka i moja mama mnie zaadoptowała, prawdopodobnie nie mieszkałabym w bloku obok Justina i nie poznałabym go… Przykro mi było, bo tyle musiałam przeżyć, by się tu znaleźć. To było jakby moje powołanie, sens mojego życia, a już wkrótce to wszystko miało dobiec końca.
Przerwałam grać od razu, gdy usłyszałam kroki i otwieranie drzwi. Odłożyłam skrzypce na podłogę i wyjrzałam ukradkiem spojrzeć, czy Justin nie wraca razem z kolegami, ale gdy TO zobaczyłam, to zaniemówiłam.
Justin szedł do mnie przez korytarz, po jego białej eleganckiej koszuli, z dwoma rozpiętymi ostatnimi guzikami, spływały krople deszczu. Woda z mokrych włosów ściekała na jego twarz. W rękach niósł wielki bukiet z róż i storczyków. Przez chwilę poczułam się jak Barbara z ,,Noce i dnie”, gdy pan Józef wszedł w białym garniturze do stawu, by specjalnie dla niej zerwać nenufary na oczach wszystkich ludzi, potem uklęknąć przed nią i wręczyć jej bukiet białych lilii wodnych. Zakryłam rękami usta i na chwilę zapomniałam, że nie mam na sobie pięknej sukni, podobnej do tych jakie nosiły damy za dawnych czasów. Nawet nie zauważyłam, gdy Justin był już przy mnie i uklęknął.
Zaśmiałam się i odebrałam bukiet.
- Justin… - nie wiedziałam co powiedzieć. Chłopak, którego tak bardzo kocham i który mi się niesamowicie podoba, który jest ideałem, właśnie wręczał mi, zupełnie przeciętnej, a nawet poniżej przeciętnej, dziewczynie, róże i storczyki. – Dziękuję.
Odebrałam wiązankę i stwierdziłam, że jest tak samo mokra, jak jego policzek, po którym go pogłaskałam. Nie zwracałam uwagi nawet jak woda z łodyg skapywała mi na spodnie i na bose stopy. Justin wstał i spojrzał się mi prosto w oczy. Nawet jego wzrok przywracał mi na myśl wzrok pana Józefa z filmu… Ale wtedy przypomniało mi się, że pani Basia przez całe swoje życie potem myślała o tym, jak mężczyzna jej marzeń zbierał jej nenufary, aż nie zauważyła jak jej własny mąż pracował na nią całe życie i zrobił dla niej więcej niż podarowanie zwykłych kwiatków… I dopiero gdy umarł, po całym swoim ciężkim życiu, które dla niej poświęcił, zdała sobie sprawę, że to jego kochała, a nie jakiegoś Józefa…
Uśmiechnęłam się do niego, mając nadzieję, że Justin nie okaże się panem Józefem, gdy już od niego odjadę, choć wiedziałam, że nie zapomnę tej chwili jeszcze długo… Miałam nadzieję, że to nie jest wszystko na co go stać… Miałam nadzieję, że nie na tym się skończy. Ale w sumie wiedziałam, że na tym skończyć się musi.
Oczami Justina

Wieczorem
Deszcz przestał padać, a temperatura nieco spadła. Nie było chłodno, ale nie było też ciepło. Z racji tego, że Julia się lepiej poczuła i wypoczęła, ubraliśmy na siebie swetry i wyszliśmy. Wiozłem ją w miejsce, gdzie moglibyśmy poczuć się prywatnie – nie biegaliby za nami paparazzi, nie zaczepiali hejterzy, i nie atakowały psycho-fanki.
- Gdzie mnie wieziesz? – pytała Julia przez pierwsze pięć minut, dopóki nie zrozumiała, że nie zamierzam jej odpowiedzieć.
Oczami Julii

Wyglądałam przez okno, starając się nie okazywać jak bardzo jest mi smutno. Wiedziałam, że to ostatnie chwile, które spędzamy razem. Jeszcze kilka dni i wracam do domu… Czy Justin da sobie radę beze mnie? Będzie z nim lepiej czy tak jak dawniej? Albo jeszcze gorzej? Może nic nie zdziałałam i zawiodłam swoją mamę i mamę Justina? A może nawet jego? Wiem jedno. Zawiodłam siebie samą.
Justin nareszcie się zatrzymał i otworzył mi drzwi, tak jak jeszcze niedawno Jessice. Tylko, że ona zawsze wyglądała pięknie. Miała przylegające do ciała, kolorowe, krótkie spódnice, modne bluzki, buty na koturnach… Wyglądała i zachowywała się jak księżniczka, więc tak ją traktował Justin. Dlaczego mnie traktuje podobnie? Sama nie wiedziałam, czy to źle czy dobrze. A może on każdą tak traktuje? Jeśli tak, to też ma swoje plusy i minusy. W końcu jestem tylko jedną z wielu.
Jus prowadził mnie przez jakiś czas za rękę. Jego dotyk był delikatny, ledwo co czułam jego palce na swych własnych… Pomyślałam, że może wcale nie chce mnie trzymać, ale pragnie zrobić dobre wrażenie, więc miałam zamiar zabrać dłoń, ale on ścisnął ją tylko mocniej. Spojrzał na mnie pytająco. Uśmiechnęłam się do niego, wiedząc, że się rumienię. A przez kolejne kilka minut myślałam tylko o tym, jak ślicznie Justin wygląda w granatowym swetrze.
Miejscem, w które chłopak chciał mnie zabrać okazała się piaszczysta plaża. Było tu naprawdę pięknie o tej porze dnia. Było już z lekka ciemno i fale uderzały z szumem o brzeg. W piasku było widać miliony śladów stóp ludzi, którzy dziś tutaj spacerowali. Jeszcze parę osób, w tym kilka wtulonych w siebie par, przebywało na plaży, wpatrując się to w spokojne morze, to w swoje oczy.
Przeszliśmy parę metrów i usiedliśmy koło siebie na piasku. Oparłam głowę na jego ramieniu i patrzyłam się pusto w powstające gdzieś w oddali fale, które z każdą chwilą stawały się większe i większe, aż w końcu biły z zapałem o brzeg. Pomyślałam, że to najprawdopodobniej najpiękniejsza chwila w moim życiu i za dwa tygodnie, za miesiąc, a nawet za rok będę wspominać ten moment, kiedy to słuchałam szumu fal i opierałam głowę na ramieniu Justina. I będę strasznie za tym tęsknić. Dlatego starałam się cieszyć tą chwilą tak mocno jak to było możliwe… Ale coś mi się nie udawało. Bawiłam się krańcem plażowej chusty z delikatnego materiału, którą użyłam w samochodzie jako koc i przykryłam sobie nią nogi. W końcu o niej zapomniałam, puściłam ją, i chociaż pragnęłam objąć z miłością Justina, dłoń zatopiłam w chłodnym piasku.
Wiatr dmuchnął nieco mocniej i zmierzwił nam włosy. Justin oczywiście wyglądał wtedy znakomicie, ja – niekoniecznie. Ale nie chciałam się tym martwić, bo przecież miałam gorsze problemy na głowie. Dopiero po chwili zauważyłam, że powiew porwał mi chustę, która oddalała się z każdą chwilą.
- O nie… - wyszeptałam. Ta chusta była własnością mojej mamy. To jedyna rzecz, którą zabrałam z domu na trasę z Justinem, by mi o niej przypominała.
Justin spojrzał na mnie spod zmrużonych powiek. Był to chyba wzrok, który oczekiwał odpowiedzi, ale jej nie otrzymał. Podniosłam się, by pobiec za chustą, ale Justin mnie zatrzymał.
- Shhh… - wyszeptał, pomagając mi usiąść jeszcze raz. Sam zaś wstał i ruszył w tamtym kierunku niespiesznym krokiem, podczas gdy moją chustę zwiewało coraz dalej. Przez chwilę zastanawiałam się co on do licha wyprawia, ale zauważyłam, że chusta ląduje w morzu i ślad po niej zaginął. Jus zatrzymał się na chwilę. Był ode mnie odwrócony, ale nawet odwrócony był niemożliwie atrakcyjny. I przez moment zapomniałam o mojej zgubie, dopóki Justin znów się nie ruszył. Oprzytomniałam zupełnie kiedy wbiegł w morze w ubraniach i szedł coraz głębiej i głębiej. Widziałam jak podniósł chustę i otrzepał z wody i ruszył powoli z powrotem, z trudem podnosząc i opuszczając nogi, gdy popychały go nieznacznie kolejne fale. Był mokry od ud w dół…
Po chwili zauważyłam, że wszyscy obecni na plaży się na niego gapią, i wcale nie dlatego, że był Justinem Bieberem, ale dlatego, że był dżentelmenem. A gdy zmierzał w moim kierunku zaczęli patrzeć też na mnie. Zaśmiałam się i schowałam twarz w kolanach. Podniosłam głowę dopiero, gdy Justin podszedł, ukląkł, tak jak wtedy, gdy dawał mi kwiaty, i oddał chustę.
- Ty naprawdę jesteś jak pan Józef. – wyszeptałam, choć wiedziałam, że Justin mnie nie zrozumie, bo na pewno nie oglądał tego polskiego filmu, a tym bardziej nie czytał książki. – Co nie znaczy, że mi się nie podoba…
Pokonując nieśmiałość pocałowałam go w policzek, a gdy nic nie odpowiedział, tylko patrzył na mnie dalej, wyszeptałam, starając się, by mój głos brzmiał słodko, o ile jest to możliwe.
- Dziękuję.
Usiadł obok mnie na piasku, którym po chwili były oblepione całe jego spodnie. Pogłaskał mnie po policzku. Starałam się zachowywać powściągliwie, po pierwsze, bo wiedziałam, że nic z tego nie będzie, że nie możemy być razem, jakkolwiek bardzo bym chciała, a po drugie, bo to cholernie atrakcyjne. Mimo to wiedziałam, że jedno przekreśla drugie. Ale nie wiedziałam już co robić, to wszystko było strasznie pogmatwane.
W dodatku Justin tak fajnie wyglądał w tym swetrze, no!
Gdy patrzył się w moje oczy, w końcu odwróciłam wzrok. Był zbyt przystojny, a ja zbyt nieśmiała i… wydawałam się sobie nieładna. Wiedziałam, że trudno by było spojrzeć mi w lustro, więc nie chciałam, by Justin na mnie patrzył tak otwarcie. Bałam się co pomyśli.
Dziwiłam się samej sobie. Po raz pierwszy bałam się co Justin pomyśli. A przecież kiedyś było inaczej. Byliśmy tylko dla siebie – on i ja. Pomagaliśmy sobie. I to wszystko. Było wspaniale. Czemu wszystko musi się komplikować? I czemu musi się kończyć? To brzmi o wiele gorzej.
- Dlaczego unikasz mojego wzroku? – spytał, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Ja… tylko… - znów siebie zaskoczyłam, gdy zdałam sobie sprawę, że się jąkam, podczas gdy jeszcze niedawno czułam się przy nim wyluzowana. – Nie lubię walk typu ,,kto pierwszy odwróci wzrok”. – zdałam sobie sprawę, że to najgorsza wymówka świata, ale to pierwsze, co przyniosła mi ślina na język. Na szczęście on się tylko zaśmiał.
- Jakich walk, Julka? – spytał radośnie. Jestem pewna, że miał rozpromienioną twarz, piękny uśmiech odsłaniał jego białe zęby, a jego brązowe oczy emanowały szczęściem, ale nie mogłam się o tym przekonać, bo nadal miałam spuszczoną głowę. – Julia… - powtórzył.
Westchnęłam i wbiłam wzrok w piasek, w którym zaczęłam grzebać palcem. Serce mi szybciej zabiło. W oczach zaczęły zbierać się łzy. Kolejny raz zdumiałam samą siebie. Dlaczego płaczesz, kobieto?! To najpiękniejsza chwila w twoim życiu, wykorzystaj to! Ale wewnętrzne darcie się na samą siebie sprawiło, że czułam się jeszcze gorzej. Byłam zła na samą siebie.
- Julia… - wyszeptał. Miał piękny głos. Jak zawsze. Będę tęsknić za tym głosem, pomyślałam. Przez telefon nie będzie brzmiał tak samo. O ile będziemy rozmawiać przez telefon. Może będzie lepiej jak po prostu zapomnimy? Zapomnieć. Brzmiało trudno. I okropnie. Okropnie bolało.
Justin najwyraźniej się zniecierpliwił, bo sam dotknął mnie za podbródek i skierował moją twarz w jego stronę. Jego widok pogorszyłby mój stan jeszcze bardziej, ale nie widziałam go wyraźnie, bo łzy zamazały cały widok. Wiedziałam, że to zauważył, i że po policzkach ciekną mi łzy.
Zamurowało go. Ale nie wyglądał na zdziwionego. Wyglądał jakby… jakby się tego spodziewał. Jakby mnie rozumiał… Jakby nie musiał pytać.
I nie musiał pytać.
Zbliżył się i pocałował mnie. Tym razem jeszcze piękniej niż tamtym razem w szpitalu. Nie starałam się, by całować jak najlepiej, ani na tym, by pięknie wyglądać. Koncentrowałam się tylko na Justinie. Pierwszy raz wyrzucałam z siebie wszystko nie przez krzyk, nie przez płacz, ale przez pocałunek.
Położyłam się na piasku, a on położył się na mnie. Podtrzymywał mnie ręką pod plecami, a ja obejmowałam go wokół szyi i zbliżałam go do siebie jeszcze bardziej, by być z nim jeszcze bliżej, chociaż przez chwilę, jak najbliżej się da! Chciałam krzyczeć, że nie chcę go zostawiać, ale na szczęście się opanowałam. Ale z całusami się nie oszczędzałam. Całowaliśmy się długo i powoli…
Ostatni pocałunek był najdłuższy. Justin objął moją twarz dłońmi i przyciągnął do siebie. Włożył mnóstwo emocji w to, co robił. Aż wstyd pomyśleć, że w tamtej chwili już nie zapomniałam o chuście i trzymałam ją w jednej dłoni, gdy powiewała na wietrze za plecami Justina.
Minęły wspaniałe dwie czy trzy minuty, aż w końcu musieliśmy przestać. Z trudem odsunęliśmy się od siebie i oddychaliśmy głęboko.
- Jesteś zmęczona? – spytał czule Justin. Nieco mnie zdziwiło to zwykłe pytanie po tak niezwykłym wydarzeniu. Skinęłam głową. Justin wziął mnie na ręce i wstał.
- No co ty! Nie będziesz mnie niósł. – prędko z niego zeskoczyłam. – Jestem zbyt ciężka.
Justin przewrócił oczami. Poszliśmy pod ramię do samochodu.
Oczami Justina

Jak dotarliśmy pod hotel, Julia spała na tylnych siedzeniach, przykryta chustą. Nie chcąc jej budzić, wyjąłem ją z samochodu i zaniosłem do pokoju. Nie powiem, że się nie obudziła, ale i tak miło było mieć ją tak blisko siebie… Ona tak słodko wygląda dopiero po obudzeniu. I ma wtedy taki uroczy, zachrypnięty głos.
Pozwoliła mi siebie zanieść i położyć na łóżku, na którym zasnęła błyskawicznie po raz kolejny. Ja wziąłem szybki, ciepły prysznic, by zmyć z siebie piach i ogrzać się po wejściu w zimne morze, założyłem na siebie luźne spodnie, po czym położyłem przy Julii i wtuliłem się w nią od tyłu. Nie mogłem jednak spać, bo w apartamencie obok odbywała się chyba jakaś impreza. Muzyka grała bardzo głośno, słychać było też wesołe krzyki i śpiewy. Bałem się, że Julia się obudzi. Miała ciężki dzień i potrzebowała snu. Zakrywałem jej uszy dłońmi, ale hałas wcale nie ustawał, więc założyłem bluzkę, wyszedłem i zapukałem do sąsiadów.
- Dobry wieczór… Mogliby państwo zachowywać się trochę ciszej? Moja… przyjaciółka bardzo źle się czuje, potrzebuje snu. – tłumaczyłem wysokiemu facetowi, który otworzył mi drzwi.
- To mogła spać w dzień! Noc jest po to, by się bawić, a nie spać. Może wy też powinniście się zabawić? – i zatrzasnął mi drzwi przed nosem.
- I pomyśleć, że też byłem takim gnojem. – wyszeptałem i wróciłem do pokoju.
Oczami Julii

Nazajutrz
Następnego dnia z początku nie działo się nic specjalnego – wyjechaliśmy do Norwegii, Justin miał koncert i zdecydował, że występ, z którego zrezygnował poprzedniego dnia odbędzie się w środku trasy, kiedy miał nieco wolnych dni. Po koncercie, na którym oczywiście obserwowałam Justina za kulisami, chłopak kazał mi wrócić do hotelu i poczekać na niego. Tak więc zrobiłam. Zjadłam obiad i zajęłam się czytaniem książki. Czekałam na niego dość długo. Dzwoniłam do niego milion razy. Ściemniało się, czas leciał, a Justin nadal nie wracał i nie miałam pojęcia gdzie jest. Poczułam wyrzuty sumienia, że go wcześniej nie spytałam. Gdy była już pora, o której zwykle kładliśmy się spać, nie przyszło mi nawet do głowy, by to zrobić. Siedziałam na łóżku i się kiwałam z telefonem w ręku. Zalana łzami, dzwoniłam do niego raz za razem. Miałam zamiar nawet zadzwonić do jego mamy i powiedzieć jej o tym wszystkim, ale bałam się jak na to by zareagowała. Może by mnie znienawidziła, że nie dopilnowałam Justina, któremu wciąż do głowy wpada coś głupiego? Szukałam w internecie jakichkolwiek dzisiejszych zdjęć z klubów, na którym pił, palił, imprezował, tańczył ze striptizerkami, czy cokolwiek, ale nic nie znalazłam, a to nie była ani dobra ani zła wiadomość. Gdybym je zobaczyła, przynajmniej bym wiedziała, gdzie Justin jest. A w mojej głowie pojawiały się najgorsze scenariusze. Modliłam się i prosiłam Boga, by Jus wrócił i był cały i zdrowy.
I w końcu, gdy zbliżała się trzecia nad ranem, usłyszałam otwieranie drzwi. Od razu podbiegłam i zapaliłam światło.
- Gdzie byłeś?! Gdzieś ty był?! – krzyknęłam, ale gdy Justin nie odpowiadał, wkurzyłam się jeszcze bardziej. – Dzwoniłam do ciebie milion razy, czemu żeś nie odbierał?! – zaczęłam go szarpać. – Odpowiedz! Martwiłam się! Debilu jeden!
- Ja… Julka, posłuchaj… Nie wiedziałem…
- Czego nie wiedziałeś?! Myślałam, że ci się coś stało! – zaszlochałam głośno i zaczęłam bić go po ramionach. – Ty idioto! Gdzie byłeś?! Czekałam na ciebie! Słyszysz?!
- Julia… - przytrzymał mnie, ale ja mu się wyrwałam i wtuliłam go w siebie mocno.
- Skarbie, gdzie byłeś? – spytałam i rozpłakałam się w jego ramię. Lekko wbiłam paznokcie w jego bluzę na plecach. Tak bardzo cieszyłam się, że już jest wszystko w porządku, że trzymam Justina w objęciach.
- Ciii… - uspokajał mnie. – Już jest dobrze… Przepraszam… Wszystko ci wyjaśnię, ale się uspokój.
Poczułam się okropnie, jakby Justin miał mnie tak głęboko gdzieś, że nawet nie był łaskaw mi powiedzieć kiedy wróci, jakby zupełnie go nie obchodziło jak bardzo się będę martwić.
- Wszystko ci wyjaśnię… - wyszeptał jeszcze raz i słysząc mój kolejny szloch zaczął mnie całować. Całowałam go tak, jakbym nie robiła tego od lat lub jakby to był ostatni raz… Co jakiś czas powtarzałam ,,Gdzie byłeś?” albo ,,Martwiłam się…” i znowu smakowałam jego ust.
- Smakujesz wstrętnym piwskiem. – powiedziałam, gdy w końcu się od niego odczepiłam.
- Wiem… Smakuję i pachnę paskudnie, i jestem debilem i kimś jeszcze gorszym, że nawet się nie nazwę… Ale i tak mnie kochasz, prawda?
- Och, tak… - szepnęłam i znów musnęłam jego usta.
On podniósł mnie i położył się ze mną na łóżku. Zdjął koszulkę, a ja zaczęłam go całować po torsie i brzuchu. Tak bardzo bałam się, że go stracę… Tak bardzo… Słyszałam jak walą nam serca. Słyszałam jak oddycha. To była wielka ulga, bo tak strasznie się bałam, że coś mu się stało. Splotłam swoje palce z jego palcami, składając jeszcze jeden pocałunek… i jeszcze… i jeszcze…

DOBILIŚMY 100 TYSIĘCY WEJŚĆ NA BLOGA! YAY! Dziękuję. ♥
Mam nadzieję, że wakacje Wam dobrze mijają! :) I oczywiście, że rozdział się podobał.
Tym razem chyba rozdział rzeczywiście różni się od poprzednich, ale mam nadzieję, że jeśli Was zaskoczyłam to pozytywnie (bo przecież obiecałam, że zaskoczę). Powiedzcie, jeśli Wam się coś podoba bardziej, lub mniej, albo jeśli wcale Wam się nie podoba.
Napiszcie, czy lubicie jak w opowiadaniu są umieszczane prawdziwe zdarzenia z życia Justina? W tej notce, akurat nie było niczego takiego, ale w poprzednich tak.
Piszcie, co było najfajniejsze, jeżeli coś w ogóle takiego jest. :D
30 komentarzy = nn
Przy następnej notce podam najprawdopodobniej link do zwiastuna opowiadania (tego, Skryte Pragnienia, lub poprzedniego, Pajęczyna Łez, a może nawet oba naraz). Zrobię je sama i... mam nadzieję, że Wam się spodoba i może zwróci uwagę innych Beliebers.
Obiecałam także polecić te oto dwa blogi: raz i dwa.
No to... kocham Was i tęskniłam i dziękuję za wszystko. :)
Tagi: 23
14.07.2013 o godz. 12:58
Muzyka
Oczami Justina

Szybko zleciał nam czas. Zbyt szybko.
Julka wyszła tylko raz na swoje zajęcia, a potem od razu wróciła. Nim się spostrzegliśmy już zapadł wieczór i atmosfera stała się senna… A ja wciąż myślałem tylko o naszym pocałunku… Miałem ochotę napisać o niej piosenkę i zaśpiewać ją, ale za bardzo pochłonięty byłem jej osobą, by się teraz tym zajmować. W głowie jednak już słyszałem muzykę i układałem słowa. Miałem zamiar to napisać już wkrótce, przykładowo jutro, gdy będę się nudzić w szpitalu, po prostu by spisać gdzieś wszystkie swoje emocje i schować w moim segregatorze kawałków, których świat nie usłyszał.
Piszę je zawsze, gdy wydarzy się coś nowego i moje serce jest przepełnione różnymi emocjami. Tworzę i zachowuję, aby po jakimś czasie przypomnieć sobie ten dzień i towarzyszące mi wtedy uczucia… Są tam piosenki o fankach, które widziałem na ulicy, spotkałem na M&G, widziałem na koncercie, i o których nie mogłem zapomnieć, o wszystkich moich dziewczynach, w których byłem kiedykolwiek zakochany, o mojej mamie, o wszystkich sytuacjach w domu, które mnie bolały, o moich trudnościach… Mam tam może z trzysta, czy czterysta piosenek, które piszę od kiedy pamiętam… Ale część z nich została u mnie w domu i nie miałem ich przy sobie na trasie… To była moja prywatna strefa. Niewiele osób miało wgląd w te sprawy. Raz Scooter zajrzał do moich wszystkich prywatnych piosenek, ale zdążyłem mu przerwać, zanim doszedł do tych najbardziej osobistych, o których nie wie nikt, poza mną i Bogiem. Ale niestety do tego wąskiego grona Scooter dołączył przez przypadek i wie już o parę rzeczy za dużo…
Zanim Julka wyszła, pożegnała mnie całusem w policzek. Zostawiła mnie na kolejną noc, tutaj w szpitalu, samemu sobie, na pastwę losu, bo miała taki szalony pomysł, by pójść spać. Kto to w ogóle słyszał, by iść spać?
Położyłem się na boku, wtuliłem w chłodną poduszkę i przez chwilę patrzyłem na oświetlone blaskiem księżyca rzeczy, jakie zostawiła mi Julka na półce naprzeciw mojej twarzy. Czasopisma, książki, pełna do połowy paczka chipsów o smaku bekonu i swój sweterek, którego chyba zapomniała. Ciepły, delikatny, fioletowy, cieniutki, zwiewny sweterek Julci. Wszystko czego mi trzeba.
Nagle wparowała z powrotem do sali, na palcach podbiegła do półki i zabrała swoją zgubę. Zanim czmychnęła, jeszcze raz cmoknęła mnie w policzek, po czym zniknęła za drzwiami.
- Julia! – zawołałem ją zachrypniętym głosem. Na szczęście mnie usłyszała i zajrzała przed szparę w drzwiach. – Julia… Zostawiłabyś mi ten sweterek na noc?
Może kiedyś bym się krępował spytać o taką rzecz, ale wtedy już się niczego nie obawiałem. Nie mogę powiedzieć, że zaakceptowałem swoje wady, ale wiedziałem, że Julia je akceptuje i nie pomyśli o mnie nigdy nic złego. Zaufałem jej. Myślałem, że to szczyt ufności drugiemu człowiekowi, ale dopiero potem się okazało, że mogę jej powierzyć jeszcze więcej.
Tymczasem uśmiechnęła się subtelnie i zbliżyła się do mojego łóżka. Przez chwilę tak patrzyłem na nią z dołu, nadal leżąc, aż postanowiłem się podnieść ze względu na szacunek, ale powstrzymała mnie.
- Shhh… - przytknęła swoja rękę do mojego policzka, a ja zamknąłem oczy i cieszyłem się chwilą. Ale to był raczej ten rodzaj radości, gdy mam ochotę płakać, a nie się śmiać. Rozluźniłem się i ułożyłem wygodnie. Niestety ten cudowny moment musiał kiedyś minąć. Julia oddaliła dłoń, złożyła elegancko sweterek i położyła mi na pościeli. Od razu sięgnąłem po niego i delikatnie go gładziłem, jakby miał się zaraz rozpaść.
I właśnie wtedy zdałem sobie sprawę, że najcenniejszą rzeczą jaką mam w tej chwili, nie jest wcale moja willa z basenem, ani moje samochody, ani zegarki ze złota, ale zwykły, wynędzniały sweterek osoby, którą kocham, ale którą mam stracić już wkrótce.
- Dziękuję. – wyszeptałem, zakryłem się mocniej i byłem gotowy do snu, gdy Julia stała już w drzwiach.
- Justin. – zatrzymała się i odwróciła w moją stronę.
Oczami Julii

Do głowy wpadło mi mnóstwo pytań. ,,Jesteś smutny?”, brzmiało jedno z nich, a wszystkie inne były bardzo podobne. Westchnęłam. Nie musiałam pytać. Było jasne, że był smutny. W tej chwili zwątpiłam, że mi się uda mu pomóc. Zwątpiłam, że zostawię go szczęśliwego, że zdążę go postawić na nogi, zanim wyjadę.
- Kocham cię. – powiedziałam więc tylko.
- Ja ciebie też kocham... – odpowiedział po cichu. – Julia.
- Tak? – wróciłam się po raz kolejny. Przez chwilę trwała cisza.
- Też cię kocham. – powtórzył, jakby chciał zupełnie coś innego powiedzieć, ale zrezygnował w ostatniej chwili. Skinęłam głową, uśmiechnęłam się i wyszłam, powstrzymując się od tego, by wrócić i go przytulić, i jeszcze spytać, czy mu nie jest zimno, a jak powie, że nie, to i tak sprawdzić to, dotykając go po dłoniach i twarzy…
W łazience w pokoju hotelowym, 22:07
Rozebrałam się całkowicie i stanęłam przed lustrem. Stwierdziłam, że jestem zupełnie obojętna i nie ma we mnie nic, co mogło by pociągać facetów. Nie posiadam tak olśniewająco białego uśmiechu jak na przykład wszystkie byłe dziewczyny Justina, i chociaż nie jestem gruba, to moja figura nie jest tak idealna jak ich sylwetki. Jakkolwiek się ustawiłam, nigdy nie wyglądałam atrakcyjnie i przez chwilę stałam tak, bezradnie się patrząc na moje odbicie, widząc tam zupełnie zobojętniałą dziewczynę, która wyraźnie nie należała do grupy tych, za którymi uganiali się faceci, była nieco zgarbiona i musiała bardzo się starać, by na jakimkolwiek zdjęciu wyjść przynajmniej dobrze.
Westchnęłam, zastanawiając się, jak to jest być tak pięknym jak Justin i wyglądać znakomicie nawet na zdjęciu znienacka, wyglądać świetnie obojętnie z której strony się na niego spojrzy, wyglądać nieskazitelnie nawet leżąc w szpitalu z podłączoną kroplówką, wyglądać kapitalnie w każdym ciuchu, a bez ciuchów to już w ogóle, w każdej fryzurze i w ogóle zawsze. To musi być coś naprawdę fajnego. Można się wyluzować i nie myśleć co chwilę o tym, jak się wygląda.
Weszłam pod prysznic rozkoszowałam się wodą, rozgrzewającą moje ciało i przyprawiającą mnie o dreszcze. Odetchnęłam głęboko.
Myślałam nadal o Justinie. O tym, że nikt nie może szczerze zaprzeczyć temu, że jest przystojny… Zastanawiałam się, czy kiedykolwiek ktoś spojrzał na mnie i pomyślał, że jestem ładna…
Z jednej strony to takie płytkie… A z drugiej każdy się czasem tak czuje, prawda?
Wpadło mi do głowy, że gdybym była facetem, to na pewno nie postrzegałabym takiej Julii za atrakcyjną kobietę. I nawet bym nie poszła do łóżka z taką dziewczyną jak ja. Ale co we mnie takiego jest nie tak? Co we mnie jest nie w porządku, skoro nigdy nie miałam ani odpowiedniego chłopaka, ani prawdziwych przyjaciół, i nawet własna matka mnie nie chciała?
Łza ściekła mi po policzku, ale nie było tego widać, bo woda spływała po całym moim ciele.
O nie, Julka. Nie będziesz płakać z takich błahych powodów, gdy twój Justin leży w szpitalu i się smuci.
Szybko się umyłam, wyszłam spod prysznica i się wysuszyłam w pośpiechu. Gdy już leżałam w łóżku, moje starania, by zasnąć były bezowocne. W mojej głowie pojawiało się wiele nowych scenariuszy i odpowiedzi na pytanie, dlaczego moja biologiczna matka mnie nie chciała. Kim ona była? Czy była chrześcijanką i chciała dla mnie dobrze, czy oddała mnie z nienawiści? A może to był przypadek i szuka mnie do dzisiaj? Czy jest teraz szczęśliwa? Czy ma inne dzieci, które są i zawsze będą przy niej, i które kocha? Co jest takiego w tych dzieciach, czego nie ma we mnie?
Patrzyłam się na swoje dłonie, które wydawały mi się teraz strasznie paskudne, źle się czułam w pomiętej i poszarpanej, dziurawej gdzieniegdzie piżamie, zdawałam sobie sprawę, że moje włosy nie układają się dobrze na poduszce, tylko odstają na wszystkie strony. Czułam, jak się pocę pod ciepłą kołdrą. Odniosłam wrażenie, że jestem zwykłym zerem - niewartościowym, niedoskonałym, niepotrzebnym nikomu człowiekiem. Jak piąte koło u wozu. Jak pomyłka. Jak zwykłe nieporozumienie.
Odwróciłam się na drugi bok. Gdyby był tu Justin właśnie patrzyłabym się na niego, śpiącego obok mnie. Pogładziłam pościel w tamtym miejscu. Pragnęłam, by tu był, ale z drugiej strony poczułam, że skoro dla każdego jestem niczym, to może i Justin tylko udaje, że jestem dla niego ważna i umiem mu pomóc. Może tak naprawdę płaci mi za byle co z łaski, bo biedna sierota śpi w obdartej piżamie.
Mimo, że usłyszałam to z jego ust tylko w mojej głowie, i tak mocno zabolało i ściekła mi łza po policzku.
I wtedy zdałam sobie sprawę, że wolałam to uczucie, gdy leżałam tutaj i wiedziałam, że podczas gdy ja marzę o Justinie, to on marzy o zupełnie kimś innym, i spędza noc ze swoją miłością, którą jest ktoś inny niż ja. Wolałam świadomość, że w tej chwili jest szczęśliwy, chociaż z kimś innym, niż to, że jest teraz nieszczęśliwy i sam. I wiedziałam, co muszę zrobić. Musiałam pomóc mu znaleźć kogoś, kto mnie zastąpi. Tak, to brzmiało koszmarnie. Ale nie było innej opcji.
Oczami Justina

Już następnego wieczora wyszedłem z ulgą ze szpitala, oczywiście po wielu namowach i jeszcze większej ilości badań. Okazało się, że mam coś w stylu astmy wysiłkowej, czy coś tam, i mam się oszczędzać, ale trochę to lekceważyłem, bo od wielu lat tańczyłem, śpiewałem i skakałem jednocześnie przez parę godzin i było wszystko ok, a po drugie chciałem już wyrwać się z tego miejsca i pobiec do Julki, i robić z nią cokolwiek, naprawdę byle co, byle tylko coś.
Prócz tego wyszło na jaw, że nie wyleczyłem się do końca z zapalenia oskrzeli, ale dyndało mi to, bo nie czułem się tak źle, jak parę dni temu. Mimo to brałem leki jeszcze przez jeden dzień, potem jakieś witaminy na wzmocnienie, syrop i mleko z miodem na wieczór i wreszcie ustąpiło.
Już kolejnego dnia miałem dawać koncert w Norwegii, tymczasem wieczorem poszedłem do mojego hotelu, a raczej podjechałem samochodem, a ze mną było dwóch wielkich ochroniarzy, bo pod szpitalem był tłum fanek, hejterów i oczywiście paparazzi, którzy sami pchali się pod koła, a potem się darli, że jeżdżę jak wariat (a nawet nie ja prowadziłem). Jechaliśmy szybko i drogą okrężną, by zgubić gromady ludzi za nami i szczęśliwie nam się udało, co nie jest częstym zjawiskiem w moim przypadku. Zdążyłem się jednak nasłuchać kolejny raz, jaka to ze mnie ciota, pedał, jaki jestem brzydki i generalnie w moim kierunku poleciało mnóstwo wyzwisk tego typu. Naprawdę miałem ochotę czasem wysiąść i dać komuś po twarzy, ale wiedziałem, że znowu będzie na mnie, jaki to jestem niezrównoważony i niekulturalny.
Przejeżdżaliśmy koło różnych banków, butików, budek z kebabami i hot-dogami, gdy nagle minęliśmy salon tatuażu. Zacząłem skubać paznokcie, byle tylko się powstrzymać i nawet nie starać się zapamiętać jaka to była ulica, ale instynktownie zacząłem się rozglądać i przeczytałem napis. Ulica Cooksey.
Oczami Julii

Czułam się okropnie. Następnego dnia mieliśmy już wyjeżdżać na koncert do Norwegii, a tymczasem zbliżał mi się okres, bolała mnie głowa, brzuch, było mi słabo i niedobrze, a na dodatek w głowie mi się kręciło, że aż szkoda słów. Ponadto Justin się spóźniał. Wprawdzie nie powiedział o której godzinie przyjdzie, ale się spóźniał. Czułam to. Na domiar złego jeszcze zjadłam takie ohydne ciastko, które śmierdziało i smakowało paskudnie, ale wtedy mi jeszcze bardzo smakowało, a potem dopiero mnie zemdliło.
Właśnie jadłam kolejne takie paskudne ciasteczko z kawałkami suszonych owoców i śladową ilością orzechów arachidowych, gdy usłyszałam, jak ktoś niezdarnie stara się otworzyć zamknięte uprzednio drzwi. Na początku aż serce mi prędzej zabiło, bo wpadło mi do głowy, że to Justin, ale potem się opanowałam, bo wiedziałam, że to może być zwykła fanka Justina, ewentualnie niezwykła fanka Justina (potocznie zwana Belieber), albo paparazzi, lub jeszcze ktoś inny.
Wyjrzałam przez wizjer, przekonując się, że to jednak był Justin. Miał na ręku jakiś opatrunek, dość smutną minę, czapkę z daszkiem na głowie, która ledwo odsłaniała jego oczy. Otworzyłam drzwi i przywitałam go ciepłym spojrzeniem.
- Hej. – wyszeptałam cicho i uśmiechnęłam się. Zaczęłam podświadomie oblizywać zęby i usta, gdyby zostały na nich jakieś okruszki po ciastku. Przez chwilę patrzył się na mnie spode łba, jak mały szczeniaczek, którego w ramach kary wyrzuci się za drzwi i właśnie się go wpuści z powrotem do środka. Przeszedł mnie dreszcz. Przypomniało mi się, jak kiedyś któraś z nauczycielek w mojej starej szkole nam mówiła, że człowiek zakochuje się około 7 razy w swoim życiu, i zastanawiałam się, czy właśnie nie nadszedł czas, kiedy Jus w końcu wszedł, pocałował mnie w policzek i poszedł korytarzem do pokoju. Przeszedł mnie dreszcz po raz kolejny, lecz tym razem silniejszy, aż zrobiło mi się zimno. Zamknęłam ostrożnie drzwi i stąpając po posadce w inkrustowane wzory podążyłam za Justinem.
Usiadłam przy nim na łóżku.
- Co to jest? – spytałam po cichu, spoglądając na jego rękę. Był pochłonięty poprawianiem sobie opatrunku i nie spojrzał na mnie, nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Wyglądało na to, że mnie ignorował, ale czułam, że jednak chce pogadać.
- Tatuaż. – odpowiedział zupełnie bez emocji. Starałam się robić wrażenie bardzo zainteresowaną tym tematem i w ogóle wszystkim co się u niego działo, by czuł, że mi na nim zależy i że jednak kogoś obchodzi.
- Co przedstawia? – zbliżyłam się nieznacznie i przypatrzyłam, co robi z opatrunkiem. Tak naprawdę miałam wrażenie, że tylko delikatnie go szarpie, by wyładować na czymś stres i zakłopotanie.
- Anioła. – wyszeptał. Spojrzałam mu w oczy i przez chwilę poczułam się cudownie. Miałam ochotę wstać i zatańczyć z nim do jakiegoś szybkiego kawałka i znowu poczuć, że jesteśmy tylko my dwoje, w końcu dobrze się zabawić i szaleć do białego rana, by poznał moje drugie oblicze. Byśmy przez chwilę mogli zapomnieć o wszystkim i tańczyli tak, jakby nikt nie widział, śpiewali tak, jakby nikt nie słyszał, byśmy nie martwili się o to, jak wyglądamy. Jego wzrok sprawił, że moje serce biło rytmicznie jak muzyka, i uderzył mnie falą dreszczy. Pomyślałam, że jeśli jest gdzieś na świecie takie miejsce jak dom, to jest przy nim.
Oczami Justina

Moje serce zaczęło wariować mi w piersi. Nie patrzyłem jej w oczy, ale wyczuwałem jej wzrok na sobie i cały pod nim drżałem. Nie wiem dlaczego. Chyba tak strasznie ją kochałem, że się bałem, iż każde moje słowo może sprawić, że odejdzie, tak jak inni mnie zostawili z byle powodu. Starałem się by głos mi nie drżał, gdy mówiłem dalej.
- Chciałem, by przypominał ciebie… - wreszcie zostawiłem mój opatrunek w spokoju i zacząłem skubać paznokcie. – Ale tatuażysta powiedział, że piękniej już tego zrobić nie umie.
Z trudem przełknąłem ślinę i zmusiłem się do spojrzenia jej w oczy. Uśmiechnęła się do mnie. Ja też, aczkolwiek bardzo nieznacznie. Spuściłem głowę.
- Dlaczego to robisz? – spytała. – Przecież… nie potrzebujesz tego. To ciebie niszczy, to ciebie jakby… zasłania. Nie chciałbyś czasem zrzucić z siebie tego wszystkiego?
Oczami Julii

Spojrzał się na ścianę.
- Chciałbym. – odpowiedział krótko.
- Więc dlaczego...?
- Za karę… - odparł szeptem, ale bardzo niezdecydowanie. Zabolało mnie serce, bo zdałam sobie sprawę jak bardzo Justin walczy ze sobą.
- Jaką karę?... – gdy nie otrzymałam odpowiedzi zbliżyłam się jeszcze bardziej i zaczęłam głaskać go po ramieniu. – Skarbie… - wyszeptałam drżącym głosem. Drgał mi, bo tak bardzo mi na nim zależało. Bałam się go tak nazywać, ale z drugiej strony czułam taką potrzebę. Bałam się, że po prostu on tego nie chce.
- Za to wszystko, co mi zarzucają media. Za marihuanę i za imprezy w nocnych klubach i alkohol… - wtedy wtuliłam go w siebie mocno, po pierwsze ponieważ było mi go niezmiernie żal, po drugie, by nie widział łez, które się zbierały w moich oczach. Usłyszałam jak pociąga nosem. – Za to, że mam to zwalczyć, ale mi się nie udaje, bo jestem tak cholernie słaby. To jest każda moja porażka spisana na moim ciele… Widzę, jak powoli znikam od tych załamań, widzę, jak jest mnie coraz mniej… - głos mu się załamywał. Ciekawe, czy Justin słyszy, jak mi mocno i szybko wali serce, przemknęło mi przez głowę. – Musisz mnie z tego wyciągnąć…
Przypomniało mi się, jak poprzedniej nocy myślałam, że Jus musi być taki szczęśliwy, gdyż nie przejmuje się tym, jak w tej chwili wygląda, bo zawsze jest piękny, bez wyjątku. Ale zdałam sobie sprawę, że wcale tak nie jest. Siedział w typowych dla siebie spodniach, które zwisają w kroczu aż do kolan, z których wszyscy to tak się śmieją, i w sumie podziwiałam go za to, że nie przestał ich nosić.
- Jak się nazywają te spodnie? – drastycznie zmieniłam temat. – Tak bardzo mi się podobają.
Cisza. Zaśmialiśmy się.
- Matko, chyba pumpy. – odpowiedział. – Tak chyba myślę.
- Tak chyba myślisz? – powtórzyłam. - Muszę sobie takie kupić. – dodałam, zadowolona z siebie, że wymyśliłam sposób, by go rozchmurzyć, a wtedy zdałam sobie sprawę, że przecież nie mam kasy.
- Nie musisz. Możesz pożyczyć moje… - powiedział niezłomnie, ale po chwili spojrzał na mnie z ukosa, jakby chciał dodać ,,chyba nikt nie zauważy”. – Tylko powiedz, którą parę chcesz.
- Hm, może te co masz na sobie. – odpowiedziałam.
- Ok. – wymamrotał i chwilę tak siedzieliśmy w ciszy, uśmiechając się do siebie i znowu odwracając wzrok, kiwając do siebie głowami porozumiewawczo i w ogóle. – W sensie teraz mam zdjąć?
Nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu, a nawet cichego, zbyt wysokiego chichotu.
- Nie, nie… Nie musisz. – machnęłam ręką, ale zaraz roześmiałam się znów zbyt wysokim głosem i poczułam jak się czerwienię. Przygryzłam paznokieć, by zająć czymś usta i przestać się chichrać. Na szczęście Jus też się zaśmiał.
- Serio aż tak głupio to zabrzmiało? – spytał. To była dobra okazja, by się wykręcić, że się śmieję z tego co powiedział, a nie dlatego, że on naprawdę bardzo mi się podoba.
- Um, niiie… - wydukałam. – Umm, tak. Umm, trochę. Znaczy… Uch, przypomniało mi się coś.
- Mnie też… - z zakłopotaniem zauważyłam, że on też się rumieni na twarzy. Popatrzyliśmy się na siebie porozumiewawczo. – Jerry przy wieży Eiffla? – spytał, a ja wytrzeszczyłam oczy.
- Że co?! – pisnęłam, położyłam się na łóżku i zakryłam twarz dłońmi. – Nie, haha! Nie to! Przypomniało mi się, jak… jak…! – nie potrafiłam dokończyć, bo nie byłam w stanie przestać się śmiać.
- Jak co?! – pytał z wielkim uśmiechem na twarzy.
- O Boże… - westchnęłam, odkryłam twarz i z przyjemnością stwierdziłam, że Justin się nareszcie uśmiecha. – Jak wyjmowałam ci szczura z gaci.
On wybuchł śmiechem, a ja poszłam w jego ślady. Próbował nawet odpowiedzieć, ale nic nie rozumiałam z tego co bełkotał między swoim ,,hahaha”.
- A mi się właśnie przypomniało, jak przyszedłem do ciebie do domu, ty mi otworzyłaś nago i schowałaś się za drzwiami lodówki. – gdy to powiedział zaczęłam się wachlować ręką i przygryzłam lekko wargę.
- Wiesz co? – spojrzałam na niego z udawanym wyrzutem. – Koniec, ja się tak nie bawię.
- Julka, to nie wszystko! – zawołał. Wyraźnie sprawiało mu wielką radochę, gdy mi dokuczał po przyjacielsku. – Nie mówiłem ci, że kiedyś… - ściszył głos, jakby wyjawiał mi najskrytszą tajemnicę. - …poszłaś sobie do łazienki brać prysznic, a ja cię widziałem z okna…
Przypomniało mi się, że Jus ma większość okien naprzeciwko moich i zaraz spłonęłam rumieńcem.
- Justin! – pisnęłam i ze złością i z rozbawieniem.
Oczami Justina

- No, nie moja wina, że… - ugryzłem się w język, bo prawie wykrzyknąłem jej w twarz ,,że jesteś taka piękna i nie mogłem od ciebie oderwać wzroku!”.
- Że?!
- Że miałaś rozsunięte rolety.
Godzina 22:05
W końcu przebraliśmy się oboje w piżamy i położyliśmy się w łóżku. Tym razem, po dwóch czy trzech nocach spędzonych bez niej, chciałem nacieszyć się tym pięknym wieczorem, i położyć się nieco bliżej niż zazwyczaj. Stęskniłem się za widokiem jej podartej piżamy, bo to wyglądało tak bardzo skromnie, że aż ciepło robiło mi się na sercu. To miało w sobie jakiś urok. Bardzo do niej pasowało.
Mówiła mi już, że się źle czuła i martwiłem się o nią, że znów będzie jak poprzednio i będzie się wić z bólu, gdy będzie miesiączkować. Bałem się, że nie będzie w stanie ze mną pojechać do Norwegii i zostawię ją tu samą, w tym właśnie pokoju, i w rezultacie ja będę grać koncert, a ona będzie płakać i nie będzie kto miał podać leków przeciwbólowych i poprawić poduszki mojemu skarbowi.
Westchnąłem. Tak bardzo mocno ją kochałem… I dziwił mnie nawet sposób, w jaki ją traktuję. Zawsze, gdy dziewczyna mi przypadała do gustu, to byłem wobec niej pewny siebie, a przy niej boję się nieraz zrobić jakikolwiek pierwszy krok. Wprawdzie wiem, że to nie ma sensu, bo Julia wkrótce wyjeżdża, ale zastanawiało mnie, czemu tak jest. Czemu czuję dreszcze jak mnie całuje po policzku? Dlaczego wcale nie zależy mi jakoś szczególnie mocno na czymś więcej? Jak to się dzieje, że teraz przyjaźń jest ważniejsza niż cokolwiek innego, że otwieram się przed nią tak bardzo, jak przed nikim innym wcześniej, że chcę dać jej wolność, a po innych dziewczynach płaczę i mam im za złe, że odchodzą, a przecież Julię kocham bardziej?
Położyłem się bliżej Julii i moje ciało oblała fala ciepła, gdy ją przytuliłem od tyłu. Zamknąłem oczy, objąłem ją i przylgnąłem do niej. Chciałem, by ta chwila trwała wiecznie. By Julia nigdy nie odchodziła. By było już tak zawsze… Ale z drugiej strony chciałem, by była szczęśliwa, choćby z kimś innym. To strasznie bolało, że ktoś mnie zastąpi… Ale bardziej bolałoby mnie, gdybym wiedział, że jest nieszczęśliwa z mojej winy. Wiedziałem, że sobie beze mnie poradzi, bo to raczej ja potrzebowałem jej, a nie odwrotnie.
Tak mi się wydawało.
Niby chciałem czegoś więcej i korzystałbym z tego, że jej tak bardzo ufam i tak doskonale się rozumiemy, ale nie chciałem nic zaczynać, by jej potem nie ranić, by nie cierpiała tak bardzo jak ja, gdy odejdzie. Dawałem jej szansę, by jednak znalazła tę osobę, która mnie zastąpi. Bo gdyby jej nie znalazła byłoby w sumie jeszcze gorzej.
Nie chciałem nic zaczynać, ale właśnie ją tuliłem od tyłu i słyszeliśmy bicie naszych serc i nasze rozgrzane oddechy. Nie chciałem się zalecać, mimo to wczoraj wieczorem całowaliśmy się namiętnie na łożu szpitalnym. Rany Boskie, Justin, zdecyduj się! Wszystko psujesz!
Szkoda, że Julia odgadnie każde moje uczucie, ale nie zrozumie jaki mam teraz chaos w głowie, w której pojawiało się kilka poleceń naraz: ,,pocałuj ją”, ,,odsuń się”, ,,daj jej odejść”.
- Przepraszam cię, Julka… - westchnąłem. – Mam taki niewiarygodny mętlik w głowie. Szkoda, że tego już nie zdołasz pojąć… - mówiłem do niej bardzo cicho, wpatrując się w sufit i coraz bardziej odsuwając od niej. Przytknąłem palce do nosa, jakby mnie dręczył mocny ból głowy.
- Czemu tak mówisz? – spytała bardzo łagodnie. Jak zawsze. Idealnie. Kochałem jak tak do mnie mówiła… - Też mam mętlik.
- Na pewno nie myślimy o tym samym.
- Dlaczego tak sądzisz? – wyswobodziła się z moich objęć, by móc spojrzeć na moją twarz.
- Jest miliard rzeczy na świecie, o których można myśleć. Więc czemu mamy niby myśleć akurat o tym samym? – spytałem pół żartem, pół na serio, ale nawet się nie uśmiechnąłem i nie przeniosłem na nią wzroku. Właśnie mówiłem coś, co skrywałem do tej pory głęboko w sobie, miałem zamiar jej powiedzieć swoje boleśnie skryte pragnienia, co mogło zaprzepaścić wszystko, co jest między nami, mogłem właśnie wszystko zepsuć, albo sprawić, że będzie lepiej. Popatrzyłem jej na chwilę w oczy. Przypomniało mi się, jak ją traktowałem kiedyś, jak ona się dla mnie poświęcała, a ja tego nie widziałem i w głowie siedziała mi tylko Sel, Jessica i inne dziewczyny, które nie zrobiły dla mnie tyle co Julia. Bałem się, że będzie to długo pamiętać, gdy odejdzie i zwątpi w to, jak ją bardzo kocham, i usłyszałem "I love you more than I did before and I'm sorry that it's this way"*, dopiero po chwili zorientowałem się, że to tylko moja wyobraźnia i wcale nie zebrałem się na odwagę, by jej to powiedzieć.
- Wiesz, spanie w jednym łóżku zbliża do siebie ludzi. – zażartowała.
- Hm… - zamyśliłem się. Serce nie spowolniło tempa, w gardle czułem gulę, ledwo co mogłem wykrztusić jakiekolwiek słowa. Wziąłem jednak głęboki oddech, by się uspokoić, wykorzystałem krótką chwilę ciszy, by w pośpiechu pomodlić się w myślach, by tylko wszystko się ułożyło, i zacząłem. – Myślę o tym, że… - przełknąłem ślinę, zamknąłem oczy i westchnąłem. Postanowiłem zacząć od początku. – Myślę o tym, że chcę cię znowu pocałować tak jak wtedy, ale boję się i… chcę ci dać wolność, chcę byś była szczęśliwa… Czuję, że cię potrzebuję, ale czuję też, że ty potrzebujesz… normalnie żyć. I… nie chcę zrzucać na ciebie tych wszystkich moich problemów. Mam na myśli… chcę z tobą być, bo zdaję sobie sprawę, że może nie spotkam w życiu drugiej takiej osoby, której tak w pełni zaufam, ale z tego samego powodu chcę, by było tak jak do tej pory, nie chcę tego stracić, Julka… Nie chcę cię stracić… Ale chyba cię tracę i odchodzisz. I jeśli cię już tracę, to chcę cię stracić jako Julię, nie jako moją dziewczynę… Nie chcę niczego zaczynać, bo wkrótce odejdziesz i może będziesz cierpieć… Nie chcę niczego zaczynać, ale nie udaje mi się. Każde wyjście jest złe… Jak nie spróbuję z tobą być, to będę miał wyrzuty sumienia, a jak spróbuję… to też będę miał… jak już odejdziesz. Będę czuł się fatalnie z tym, że to się skończyło tak, a nie inaczej… To takie skomplikowane, Julia…
Cisza. Serce bije sto dwadzieścia na minutę.
- Też to czuję… Ale nie stresuję się tym tak bardzo jak ty, skarbie. Bo myślę, że Bóg nas poprowadzi i sami siebie poprowadzimy… Po prostu sami poczujemy jak będzie dobrze i wybierzemy dobrą drogę, zobaczysz… - spojrzała na mnie. Serce wali sto trzydzieści na minutę. – Nie denerwuj się już…
- Julka… - zasapałem się. – Nigdy nie kosztowało mnie wyrzucenie z siebie tego wszystkiego…
- I jak? Lepiej? – spytała. W ciemności zobaczyłem jak się uśmiecha… Wygląda i zachowuje się zupełnie tak samo. Jak przed pięcioma minutami, gdy o tym nie wiedziała. Jak wczoraj. Jak miesiąc temu. Jak gdy się poznaliśmy… Więc nic nie straciłem.
- Tak… - uśmiechnąłem się i przytuliłem do niej, tym razem po przyjacielsku. – Dziękuję… Chyba pójdę już spać, bo padam. Tak się spociłem z przejęcia, że… huh!
Po jeszcze kilku pocałunkach po policzkach i w ogóle całej twarzy, uściskach i tak dalej, położyłem się wygodnie po drugiej stronie łóżka. Ze zdziwieniem stwierdziłem, że nie mogę przestać się uśmiechać (i pocić przy okazji…), ale serce nadal wali mi w piersi, jakby się wyrywało z radości, miłości, przejęcia, i wszystkich wezbranych emocji.
- Julciu… - wyszeptałem. – Mogę jutro zaprosić kolegów tutaj na…
Oczami Julii

Na piwo? Pomyślałam. Tylko nie to.
- Na karty albo kalambury?
- Aaa… Pewnie! – odpowiedziałam, mimowolnie wyobrażając sobie Justina jak chce przedstawić film ,,Jak urodzić i nie zwariować”. Ucieszyło mnie nawet, że mnie pyta o zgodę, bo to znaczy, że jestem dla niego ważna i moje zdanie jest istotne, gdyż Jus chce bym się czuła komfortowo… Kiedyś tak nie było. Zapraszał swoje dziewczyny kiedy mu się chciało i robił z nimi co im się podobało. – A jak będę się źle czuć?
- To się tobą zajmę… - szepnął smutno. Brzmiał, jakby był nieco zawiedziony.
- Jesteś kochany, kotku. – pocałowałam go w policzek, zanim zgasiłam lampkę. Przez chwilę mi się wydawało, jakby przeszedł go dreszcz, ale za chwilę pomyślałam, że prawdopodobnie przeszedł mnie, a nie jego i przemknęło mi przez myśl, jaka jestem durna. Popatrzyłam jeszcze raz w jego duże, brązowe oczy i wyszeptałam pod nosem ,,Nothing's changed, no one could take your place"**, ale on tego nie usłyszał. – Dobranoc.
- Dobranoc.
Oczami Justina

Nazajutrz
Wstałem o wczesnej porze, ponieważ miałem (jak zawsze) napięty grafik. O godzinie 06:00 wziąłem szybki prysznic, ubrałem się, przygotowałem do wyjścia. W ogóle się nie wyspałem, ale zazwyczaj podczas trasy wstaję jeszcze wcześniej, więc to nie był dla mnie problem. Potem wyszedłem z hotelu, zostawiając śpiącą Julkę samą w pokoju. Z okna samochodu widziałem różne romantyczne miejsca, gdzie pary całowały się i przytulały ze sobą, patrząc się na wschodzące powoli słońce i nabrałem ochoty przyjść tu kiedyś z Julką, gdy przypomniało mi się, że dziś wyjeżdżamy. Później poszedłem na poranną wizytę w radiu Capital FM, gdzie przeprowadziłem krępującą gadkę o Jerrym i nie obyło się bez pytań o Julii, szczególnie gdy pozwolili fankom dzwonić na linię, a ja miałem skrytą nadzieję, że Julka nie słucha tego radia… Ale i tak się dowie, pomyślałem… Więc starałem się nie palnąć jakiejś głupoty. Gdy zadali mi pytanie, czy napisałem dla niej jakąkolwiek piosenkę, to powiedziałem, że tak, ale nie pokazałem jej światu. I miałem ochotę usiąść i napisać jej kolejną, gdy moje serce biło w rytm muzyki i naszych oddechów. Następnie poszedłem na lekcję francuskiego, ale Julka coś długo się nie pojawiała, więc do niej zadzwoniłem. Stwierdziła, że się źle czuje. Serce mnie zabolało, gdy słyszałem jej drżący, zachrypnięty głos. Chciałem odpowiedzieć ,,będę wkrótce, skarbie”, ale nauczycielka patrzyła się na mnie spod okularków, więc wyszeptałem tylko ,,trzymaj się, Julka, cześć”. Potem udawałem, że słucham, a pod ławką sobie tweetowałem i napisałem Julii sms-a, że jak chce poprawić sobie humor, może przesłuchać mój dzisiejszy wywiad w radiu i daję jej ten zaszczyt, by mogła mieć ze mnie bekę. Potem poszedłem na próbę przed moim koncertem i wróciłem w ostatniej chwili do hotelu, gdy została nam niespełna godzina, by spakować ostatnie rzeczy i przyjechać na lotnisko, no i w moim przypadku akurat wziąć prysznic po raz drugi. Wszedłem zasapany i wykończony do pokoju i zobaczyłem, że Julka nadal leży w piżamie na łóżku, nieogarnięta, nieuczesana i w ogóle piękna, ale pomińmy ten fakt, bo to już wiecie.
Westchnąłem i zamknąłem drzwi. Podszedłem do niej i potrząsnąłem jej ramieniem, chociaż i tak nie spała, jak się okazało chwilę później.
- Julka, wstawaj… Musimy już iść. – mówiłem, ale tylko przykryła się mocniej kołdrą, chociaż na dworze, a zresztą wewnątrz też, panował przytłaczający upał. – Kotku… Julka…
Pociągnęła nosem. Przygryzłem wargę. Wiedziałem, że nie ma sił. Że nie jest przyzwyczajona do tak częstych ciężkich podróży, a teraz będziemy się przemieszczać z kraju do kraju codziennie, a nie tak jak do tej pory – co tydzień lub przynajmniej kilka dni. Zdawałem sobie sprawę, że to dla niej wyczerpujące i bardzo się poświęca, że robi to dla mnie… I wiedziałem, że dziś nie da rady. Już chciałem powiedzieć, że nie musi ze mną jechać, gdy pisnęła wysokim, słabym głosem, w którym dało się wyczuć nutę nieśmiałości i niepewności, jakby nie do końca chciała to powiedzieć.
- Boli mnie…
Przez chwilę spoglądałem na nią bezradnie, ale po chwili zdjąłem bluzkę, bo poczułem, że nie mogę dłużej znieść tego skwaru. Położyłem się obok niej.
Nie mogłem jej tu zostawić, gdy mnie potrzebowała.


* Cytat z piosenki Miley Cyrus "Stay": ,,Kocham cię bardziej niż kochałem wcześniej, i przepraszam, że tak się potoczyło"
** Cytat z tej samej piosenki: ,,Nic się nie zmieniło, nikt nie może cię zastąpić"


Znowu taka długa przerwa, jak zawsze. Teraz będą wakacje i zaś wy pewnie będziecie mieć mało czasu, bo wyjazdy i wszystko. W wakacje postaram się zrobić dwa zwiastuny do każdego z opowiadań na tym blogu i mam nadzieję, że Wam się spodobają.
Starałam się, pracowałam nad tym cały dzień, jak zawsze. Miało się dziać więcej, ale żeby wlać w to uczucia trzeba się nieco rozpisać i... właśnie. :D Ale kolejny rozdział powinien Was już zaskoczyć.
Długa nieobecność - długi rozdział. Piszcie czy Wam się podoba.
Będzie się działo jeszcze więcej, jeszcze więcej emocji, jeszcze więcej napięcia, jeszcze więcej scen z życia Justina, jeszcze więcej tego co lubicie (tylko piszcie w komentarzach co lubicie najbardziej :p).
35 komentarzy = nowy rozdział
Musicie coś wiedzieć. Za każdym razem, gdy mam wstawiać nowy rozdział, oprócz tego, że piszę, to potem jeszcze tysiąc razy to czytam i wprowadzam drobne zmiany, godzinę zastanawiam się nad muzyką, jaką mam wstawić na początek, pracuję nad wszystkim całymi dniami. Zależy mi, naprawdę.
Kocham Was.
Zapraszam też na blogi o Jusie: klik! i klik!.
Tagi: 22
22.06.2013 o godz. 15:56
Muzyka
Napracowałam się nad tym rozdziałem, mimo problemów zdrowotnych. Zależy mi na Was... :( Nie zostawiajcie mnie.
Oczami Justina

Ta noc była przeplatanką różnych uczuć.
Noc nie była ciemna. Za oknem błyskały latarnie, światła samochodów, jaśniały lampy w budynkach, gdzie nawet o tak późnej porze pracowali ludzie w biurach lub po prostu jeszcze nie spali w hotelach i mieszkaniach. Całe Birmingham po prostu żyło, tak jak każdej nocy. Niebo było czyste, bez żadnej chmurki czy gwiazdy, więc pozostało mi wpatrywanie się w wysokie wieżowce lub tętniące energią ulice, gdzie przejeżdżały auta i inne pojazdy. Oślepiające światła błyszczały zewsząd, tylko drzewa przy jezdni rzucały nieznaczne cienie.
Niejeden marzy o widoku wielkiego, pełnego życia miasta, takiego jak to lub np. Los Angeles czy Nowy York. Ale czasem ten widok jest smutniejszy niż by się mogło wydawać. Świat wydaje się taki ogromny, ty wydajesz się taki mały, gdy wokół tyle ludzi. Widzisz z okna drapacze chmur, w których jest tysiące osób, widzisz ulice, na których znajdują się ich całe setki, patrzysz przed siebie, na horyzont, za którym jest ich jeszcze więcej. A ty jesteś tylko jeden i nie sposób ogarnąć całego świata. I czasami łatwo się pogubić. Może ci się wydawać, że świat jest dla ciebie zbyt potężny i że nie masz szans…
Czasami trzeba tego doświadczyć, by to zrozumieć.
Wyglądałem przez szybę, wiedząc, że gdzieś tam jest jakaś Belieber, która może płacze, bo się o mnie boi lub nie mogła być na moim koncercie, albo może ma problemy w domu i jej ojciec jest alkoholikiem, nie ma przyjaciół albo jest chora i cierpi... Widziałem jej blizny na nadgarstkach, widziałem jej łzy. Widziałem to, gdy zamykałem oczy. I nic nie mogłem zrobić…
Wiedziałem też, że tam prócz Beliebers są hejterzy, którzy z jednej strony marnują swoje życie siedząc przed komputerem i mnie ośmieszając, a z drugiej udaje im się nieraz zepsuć cały mój dzień, a swoje chwile ubarwiać. Znaleźli sobie ofiarę, na której mogą się wyżywać, lecz nie mają co mi udowodnić. W każdej chwili mogą na mnie naskoczyć, o każdej porze dnia i nocy, wszystko jedno gdzie jestem. Oni są wszędzie, w każdym miejscu na Ziemi. Mogą mnie nawet zaatakować jak wyjdę ze szpitala. I są jeszcze paparazzi, którzy nie pozwalają mi żyć normalnie. Odbierają mi prywatność i dobrą reputację. I media, które każde zdarzenie przekręcają tak, że ludzie naprawdę mają o mnie złe zdanie. Kiedy ja jestem poszkodowany lub po prostu nie miałem nic na sumieniu, oni odwrócą całą sytuację do góry nogami, by wyszło na to, że jestem złym człowiekiem. A przecież staram się być jak najlepszy i żyć normalnie. Gdy rozpoczynałem karierę, nie wiedziałem, że to będzie takie trudne. Chciałem sprawiać, że dzięki mojej muzyce i mojej osobie, dziewczyny będą szczęśliwe – tymczasem płaczą z powodu niespełnionych marzeń i zwątpienia do mojej miłości. A ja naprawdę je kocham… Nie dość, że się staram, nie zawsze przynosi to wyczekiwany rezultat, a inni robią ze mnie pośmiewisko i przedstawiają mnie jako zupełnie innego człowieka.
I tym człowiekiem się staje. W kilka lat z kidrauhl’a stałem się kompletnie inną osobą i sam siebie nie poznaję. To ludzie mnie zmienili. To oni mnie zmienili – ci, co wyżywali się na mnie i moim życiu, oskarżali mnie o najgorsze, wyśmiewali mnie i czekali na mój błąd, by móc mi go wytknąć. Pamiętam siebie, jako piętnasto- lub szesnastolatka, gdy szczęśliwy, pełen nadziei opuszczałem dom, by zrobić coś, co miało odmienić moje życie na lepsze. I na zawsze. I pamiętam, jak wracałem, a teledysk, który niedawno nagrałem i wydawał się znakomitym, teraz był dla mnie zwykłą porażką, bo mój głos był za wysoki, bo mój wygląd zbyt dziecięcy, bo dziewczyna, do której zarywałem, wydawała się starsza ode mnie. I widziałem komentarze, gdy ludzie zamiast mnie pocieszyć, pisali prawdę. I to wyolbrzymioną prawdę. Serio przesadzali ze wszystkim. Każdy mój błąd i każdą moją wadę przejaskrawiali. I zacząłem wierzyć w to wszystko. Przede mną było życie pełne radości i niespodzianek. Miałem w głowie pełno marzeń i ambicji. Ale nie potrafiłem się z tego cieszyć. Po każdym sukcesie wracałem do domu, na początku szczęśliwy, ale powoli z mojej twarzy zaczął znikać uśmiech. Może nikt tego nie zauważał. Zauważyli po prostu efekt końcowy. Że już rzadko się uśmiecham. Nie wyglądam na osobę, która osiągnęła wszystko, czego pragnie, która weszła na sam szczyt.
Łzy zebrały się w moich oczach, gdy przypominałem sobie siebie, jak bardzo płakałem do poduszki, zamknięty w swoim pokoju, po nagraniu ,,Baby” albo ,,Eenie Meenie”.
Jak bardzo czułem się brzydki. Jak bardzo nienawidziłem swoich włosów i głosu. I siebie.
I rzeczywiście, wyglądałem jak dziecko. Ale wewnątrz też byłem dzieckiem i zniszczono mnie, zanim zdążyłem dojrzeć do takiego życia. Byłem dzieckiem nie dającym sobie z tym wszystkim rady. Chciałem, by było inaczej. Nie byłem lubiany w szkole. Śmiali się z mojego ubioru, gdyż nie miałem wiele pieniędzy i niektóre ciuchy brałem z koszy dla ubogich. To było podłe. Ale wcale nie podlejsze niż oskarżanie dziecka za bycie dzieckiem, bo to po prostu bez sensu. Starałem się dorosnąć na siłę i jednocześnie korzystać z dzieciństwa. A jedno i drugie naraz było wykluczone.
Nie przespałem całej nocy, poszukując sensu mojego życia i zastanawiając się jak mam wszystko naprawić.
Oczami Julii

Pokój hotelowy, godz. 9.30 rano
Miałam obudzić się nad białym ranem i szybko popędzić do Justina, ale było inaczej, bo poprzedniego wieczora nie mogłam zasnąć, bo z uśmiechem na twarzy myślałam o Jusie. Wpierw myślałam cały czas o jego problemach i jak mu pomóc, potem o jego ślicznym uśmiechu, który coraz rzadziej widzę, o jego dźwięcznym śmiechu, o jego pięknej twarzy, a potem smutno mi było, gdy przypominały mi się jego łzy i gdy wyobrażałam sobie co on może czuć, i bałam się o niego, co on teraz robi i w jakim jest stanie. I zdałam sobie sprawę, że go kocham. Ale nie tak, jak myślałam do tej pory. Nie da się opisać tej miłości. To nie jest tylko miłość do przyjaciela, to nie tylko miłość do chłopaka. Czułam, że mogę zrobić dla niego wszystko i dla niego właśnie żyję i zostałam stworzona, by mu pomagać przejść przez życie. Nie mogłam patrzeć na jego cierpienie. Jego płacz był dla mnie jak smutna melodia. Jego śmiech jak harmonijna muzyka. Jego oczy były ucieczką od problemów. Jego dłonie były dla mnie wsparciem. Jego ramiona były stworzone, by móc mnie trzymać w objęciach. Jego serce było moim.
Ale on jeszcze o tym nie wiedział.
Zbierałam się już do wyjścia. Ryan miał pójść ze mną, ale spał jeszcze dłużej niż ja i nie chciałam go budzić. Pomyślałam, że nawet dobrze się złożyło, bo on może odwiedzi Justina później, by chłopak nie był sam w szpitalu, gdy np. ja będę miała zajęcia. Spakowałam dla Jusa kilka rzeczy, byśmy mieli co do roboty (i co do jedzenia), i już miałam wyjść, gdy zadzwoniła komórka. Szybko do niej podbiegłam i schowałam ją w dłoniach, by nie dźwięk nie obudził Ryana. Mama… Wcisnęłam obdarty już z farby przycisk zielonej słuchawki.
- Halo? – wyszeptałam.
- Cześć, Julciu! Słuchaj, mam cudowną wiadomość. – usłyszałam jej głos, za którym bardzo tęskniłam. I rzeczywiście, słychać w nim było wielką radość. – Jeden z moich pacjentów, Steve, taki mniej więcej w moim wieku ja jednej z naszych wizyt w domu zaproponował mi pomoc. On wie, że mamy problemy finansowe i że wyjechałaś tak daleko by pomóc mi zebrać pieniądze na utrzymanie, i powiedział, że jest na to lepszy sposób. Jeśli będę pracować prywatnie! Julia, że ja na to nie wpadłam!
- Wow, mamo! To super, gratulację! – ucieszyłam się, ale zaraz uśmiech znikł z mojej twarzy. – Ale jesteś pewna, że to się uda? Masz zamiar odejść z pracy i rozkręcać sama interes, biorąc wszystkie pieniądze z wizyt u ciebie, jako psychologa, dla siebie. Myślisz, że będziesz miała wystarczająco dużo pacjentów, byśmy mogły z tego wyżyć…?
- Julka, miejmy nadzieję. – odpowiedziała. Sama zdawała sobie sprawę z tego, że jeśli plan nie wypali, zostanie bez pracy i bez pieniędzy. Ale mi nagle wpadło do głowy zupełnie coś innego. Przecież prywatne wizyty są o wiele droższe…
- Mamo, ale takie wizyty są dość drogie. Jesteś pewna, że ktoś będzie chętny? – spytałam po raz drugi.
- Rozmawiałam już o tym z paroma moimi pacjentami i powiedzieli, że nasze spotkania są warte wszelkich pieniędzy… Jak widać, twoja mama jest dobra w tym co robi. – powiedziała z udawaną arogancją i roześmiała się.
- To prawda… - wyszeptałam. Mój głos brzmiał już o wiele smutniej. Przecież niektórzy mają poważne problemy i potrzebują wsparcia, a nie mają pieniędzy. A ja nie chciałam, by zostali sami.
- Julia... – zaczęła mama, ale to nie wyrwało mnie z zamyślenia. – Wracaj.
Zamurowało mnie.
Wracaj? Tak po prostu? Zostawić Justina, rzucić wszystko, co zaczęłam i wracać? Dlatego, bo teraz będzie już lepiej z naszymi pieniędzmi? Tylko o to w tym wszystkim chodziło?
- Mamo… Ale jak to? – spytałam. – Ja zostanę tu na wszelki wypadek, gdyby miało nie wypalić i… będę dorabiać. Wiem, że to co zarabiam to niewiele i muszę z tego siebie utrzymywać, a przesyłam ci grosze, ale te grosze to też coś. Wiem, że je zbierasz. Kiedyś mogą się przydać! – przekonywałam mamę.
- Ale Julka! – zawołała rozradowana mama. Dawno nie słyszałam jej takiej szczęśliwej. Nie chciałam jej tego psuć. – To nie tylko mój interes. To nasz interes! – wykrzyknęła, stawiając nacisk na ,,nasz”. Wzięłam głęboki wdech, bo bałam się co za chwilę powie. – Ja będę przyjmować dorosłych, a ty młodzież. Widziałam jak sobie radziłaś z Justinem i gadałam z nim. Wiem, że ci świetnie idzie i jesteś do tego stworzona! Julka… Musisz tu przyjść i pomagać ludziom. Teraz będziemy miały więcej dla siebie czasu i w końcu nie będziemy się martwić o pieniądze.
Westchnęłam. Wyobraziłam sobie Justina, jak się dowie o tym wszystkim. Wyobraziłam sobie go, znowu z jakąś fałszywą dziewczyną robiącą mu nadzieję na prawdziwą miłość i łamiącą mu serce. Widziałam, jak wygląda przez okno ze łzami w oczach i przypomina sobie jak był jeszcze ktoś, kto mu pomagał, a w tym momencie byłby zupełnie sam. Miałam przed oczami same najgorsze sceny i scenariusze. Ale pomyślałam, co by było gdybym zawiodła moją mamę, której tak wiele zawdzięczam. Tak naprawdę zawdzięczam jej, że jestem tutaj, przy Justinie. Bo gdyby mnie nie przygarnęła, pewnie nadal siedziałabym w kącie pokoju w domu dziecka… I jej łzy też mnie bolały.
Każda opcja wydawała się zła. Znalazłam się w sytuacji bez dobrego wyjścia.
- Mamo… - szepnęłam. – Justin jest w szpitalu, lecę go odwiedzić. Powodzenia. Oby się udało. – starałam się brzmieć radośnie, ale nie mam pojęcia czy się mi udało. W rzeczywistości nie byłam pewna, czy chcę, by wszystko poszło po jej myśli. Wtedy musiałabym wracać i pracować w domu z ludźmi, którzy tego potrzebują...
Ale Justin był tu. I on mnie bardzo teraz potrzebował. Nie mogłam go teraz zostawić.
15 minut później
Zajrzałam przez szybę w drzwiach do sali, w której leżał Justin. Serce mnie zabolało na widok bladej, zapłakanej twarzy Justina, na widok kroplówki, jego przymkniętych, nieznacznie podpuchniętych oczu. Weszłam do środka, ale widocznie jeszcze przysypiał, bo nie zwrócił uwagi. Czułam, że zaraz wybuchnę płaczem. Miałam go zostawić tu samego? Na zawsze…?
Podeszłam bliżej i wtedy otworzył oczy. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
- Cześć. – wyszeptałam. Podniósł się delikatnie i oparł o ścianę.
- Cześć. – odpowiedział. Zrobił mi miejsca, bym mogła usiąść, ale ja usadowiłam się obok łóżka na krześle i zaczęłam grzebać w torbie i wyjmować stamtąd gazety, książki i wszystko, co tu przyniosłam, by nam się nie nudziło. Justin zaczął mi opowiadać o tym, co go tak bardzo gnębi, a ja rozpakowywałam przekąski.
Mówił o tym, że ludzie go zniszczyli przez nienawiść, gdy jeszcze nie był na to zupełnie gotowy, i nie przestali nawet teraz, gdy widać na pierwszy rzut oka, że coś z nim nie tak i ledwo sobie daje radę. Opowiadał, że stał się inną osobą, niż był kiedyś. Że nie możne odnaleźć w sobie kidrauhl’a i nie wie do końca kim w rzeczywistości jest. Ma wrażenie, że opuszczają go Beliebers, a siła i zapał hejterów podwoiły się. Widzi, jak zostaje zupełnie sam i świat się od niego odwraca. Że wszyscy go zawodzą, i on zawodzi wszystkich. Media czekają na jego błąd, a on nie może się czuć swobodnie jak kiedyś. Emocje wyładowuje na tatuażach, dobrze wiedząc, że niszczy tym samym swoje ciało, i przy okazji znowu rujnuje reputacje. Często sprawia to przykrość fanom, a on nie chce ich zawieźć. Tatuaże poprawiają mu humor, ale na niedługo. Potem jest tylko gorzej.
- Czułem się kimś ważnym. Czułem, że to moja misja, by sprawiać, że dziewczęta będą twardo stąpać po ziemi i wszystko znosić i będą silne… Ale jestem kiepskim przykładem.
- Justin, pomyśl o tym. – odezwałam się, wstrząsając jogurt, by nadawał się do zjedzenia po otwarciu. – Każdy ma swoją misję. Tak jak mówiłeś. – spytałam, a on wzruszył ramionami. – Ty, Justin, jesteś przykładem dla innych, że marzenia się spełniają i że warto walczyć do końca, chociaż czasem jest ciężko. I jesteś silny. Justin… - wypowiedziałam jego imię, by w końcu na mnie spojrzał. Odłożyłam jogurt na półkę i spojrzałam mu w oczy. – Posłuchaj… Jesteś cholernie silny. Z tym wszystkim co cię otacza… Naprawdę. I taka jest twoja misja.
- A ty – przerwał mi. – zostałaś stworzona specjalnie, by mi pomóc znieść to wszystko… I bym mógł robić dalej to, co powinienem.
Uśmiechnęłam się do niego.
Był piękny. Patrzyłam na niego z dołu, bo łóżko było ciut wyższe niż krzesło, na którym siedziałam. Jego koszula miała krótkie rękawy i odsłaniała jego mięśnia na ramionach. Jego pełne, błyszczące usta, aż prosiły się o pocałunek. Ale bałam się, o to co jest teraz między nami. W dodatku było już za późno. Za późno na jakikolwiek pierwszy krok. Teraz, gdy miałam wyjeżdżać. Gdy miałam wracać i już nigdy więcej nie być z nim tak blisko.
Oczami Justina

Teraz byłem pewien, że ona jest aniołem z moich snów. Dzięki niej odnalazłem na nowo sens życia, i choć na chwilę mogłem uśmiechnąć się bez ogródek. Zaczęliśmy nawet się śmiać, gdy przez przypadek oblałem się wodą jak jakiś idiota. Ale to szczęście nie pozostało na długo.
Uparła się, że będzie karmić mnie truskawkowym jogurtem, i trochę kiepsko jej szło, na co dowodem mogły być trzy plamy na mojej koszuli.
- Justin, wiesz co? Jesz jak dziecko. – zaśmiała się.
- Nie, to ty karmisz mnie jak dziecko.
Oczami Julii

Żartowaliśmy jeszcze chwilę i uśmiechaliśmy się, i było jak dawniej… Było tak magicznie i cudownie… Nie chciałam go zostawiać. Znowu ujrzałam go stojącego na krawędzi mostu, znowu zobaczyłam, jak szarpie go rozgniewany tłum, widziałam jak kłócił się z ojcem. Nagle przytuliłam go mocno. Słyszałam bicie jego serca, w którym było za mało ojcowskiej miłości. Za mało czułości. On mnie potrzebował.
Ale moja mama… To dzięki niej tu jestem i nie powinnam jej zawodzić ani stawać jej na drodze do szczęścia… A ona chce być ze mną, bo nikogo prócz mnie nie ma.
Pocałowałam Justina w policzek, a on z początku nieco się zdziwił tym niespodziewanym gestem, ale potem spojrzeliśmy sobie w oczy i uśmiechnął się tak jak zawsze. Tylko ja posmutniałam. Chłopak to zauważył i przerwał ciszę.
- Co się stało? – spytał, wyraźnie dotknięty moją przygnębioną miną. Wzięłam głęboki oddech. To ta chwila. Gdy muszę mu wszystko powiedzieć. Od dziś zostanie nam tylko kilka ostatnich dni, nie wiem dokładnie ile, w których muszę mu pomóc wybrać odpowiednią ścieżkę i postanowić go na nogi, by dalej radził sobie sam. Beze mnie. A na razie niewiele zdziałałam. Jus otwiera się tylko przede mną, za łatwo ufa ludziom, którzy często mają na niego zbyt silny wpływ.
Jeszcze raz na niego spojrzałam. Sam się bardzo przejął, bo ja rzadko mam aż tak zmarnowany humor. Nie mogłam powiedzieć mu po prostu ,,odchodzę”, jakby to była tylko i wyłącznie praca, patrząc mu prosto w zatroskane oczy. Było w nich tyle bólu… Tyle zaufania. On miał tylko mnie. Tak jak moja mama. Jak mogłam wybierać pomiędzy nimi?
Ale decyzja nie należała do mnie i została dawno podjęta. Odwróciłam wzrok, by nie musieć mu tego mówić patrząc prosto na jego twarz. By nie widzieć jego reakcji.
I zaczęłam mu wszystko wyjaśniać. Nie patrzyłam wprost na niego, ale wiedziałam, że na jego twarzy maluje się wiele uczuć. Zaskoczenie… Zawód… Tak. Zawiódł się na mnie. Wiedziałam to. I to cholernie bolało. Wiedziałam, że to był cios poniżej pasa od osoby, której tak ufa.
- Ale… - przerwał mi. – Twoja mama będzie pracowała prywatnie, a ty powiesz jej, że… wiesz… że mnie kochasz i zostaniesz ze mną, a ja nadal będę ci płacić. Słabo znam twoją mamę, ale jestem pewien, że na to pozwoli.
Westchnęłam.
- Ale to nie jej interes… To nasz interes. – odparłam powoli, cytując moją mamę. Nie otrzymując odpowiedzi, bo pewnie to co powiedziałam, nie było jasne dla Justina, mówiłam dalej. – Ona będzie wspierała osoby dorosłe, a ja młodzież… Czyli osoby takie jak…
Nie mogło to mi przejść przez usta. Selena. Jessica. Kłótnie. Paparazzi. Media. Antyfani. Tatuaże. Złe towarzystwo. I jeszcze to. Wiedziałam, że nie mogę zostawić z tym wszystkim Justina samego. Ale musiałam. To nie zależało ode mnie. Po prostu nie miałam wyjścia.
- Takie jak ty… - dokończyłam. Nie miałam odwagi spojrzeć na jego twarz.
Oczami Justina

To był cios prosto w serce.
Julia miała zostawić mnie samego i pomagać w ten sposób co mnie innym ludziom, w tym innym chłopakom w moim wieku, z różnymi problemami. Ma ich pocieszać, dawać rady, być przy nich i sprawiać by ich życie było lepsze, tak jak do tej pory ze mną robiła. Przez chwilę poczułem, jakby Julia też była jedną z tych fałszywych osób, które spotykam. Że robiła to, bo to jej praca. Ten ból jej w oczach, patrząc na moją kroplówkę i moje łzy. To wszystko… to było kłamstwo. To była gra. Nie ze złych zamiarów. Z dobrych. Ale to nie było to, na co wyglądało. Lecz zaraz to wyleciało mi z głowy i pomyślałem, że to kompletne bzdury. Ale dotknęło mnie co innego. Będzie kochała tak jak mnie innych chłopaków. Będzie dla nich jedynym wsparciem. Będzie ich miała kilku lub kilkunastu, a oni będą ją mieli tylko jedną. I będę tylko jednym z nich, albo nawet zupełnie o mnie zapomni. Nie będę już wyjątkowy. Nie będzie już tak jak dawniej. Znajdzie innych, takich jak ja. Ale ja nie znajdę takiej jak ona.
Napotkałem jej wzrok. Zobaczyłem w nim tyle cierpienia. Zrozumiałem, że ona nie ma wyboru. Że musi odejść. Nie mogę jej tu trzymać.
Pokiwałem głową i lekko się uśmiechnąłem. Widocznie ucieszyła się, że ją zrozumiałem.
Myślałem, że już nie może być gorzej, gdy w telewizji zaczął się właśnie program Davida Lettermana. Gościem była Selena i błyskawicznie przeszło na temat naszego zerwania. Julka natychmiast sięgnęła po pilot, ale ją wyprzedziłem i schowałem go przed nią, by nie mogła przełączyć kanału. Chciałem usłyszeć co ona powie. Może chce do mnie wrócić? Może żałuje? Może chce mi coś przekazać, że będzie dobrze, że jestem silny? Może chce być znów ze mną i już nie będę sam, gdy Julka wróci do domu? Wszystko się skończy dobrze! Potrzebowałem tego usłyszeć z ust Seleny, chociażby nie było to szczere. Moje serce się rwało do telewizora wiszącego na ścianie, waląc jak szalone. Nie wiedziałem, czego się spodziewać.
Ten dziad gadał, że ostatnim razem ona była ze mną, bla bla bla, przy okazji powiedział na mnie ,,a Justin Bieber”, jakbym był jakąś rzeczą, ona go poprawiła, ale zaczęła się śmiać, bla bla. Nie było mi do śmiechu, ale w sumie też by mnie to rozbawiło, gdybym nie miał samych przykrych skojarzeń z Sel, więc uśmiechnąłem się delikatnie. Ona wciąż się śmiała słodko, nieco przesadzała. Może w rzeczywistości była skrzywdzona, a może chciała podkreślić jakie życie jest bajeczne beze mnie, ale trudno było wywnioskować z jej zachowania. Bo ona jest aktorką. Wtedy się jej spytał, czy jest singielką, a ona potwierdziła.
- I masz się dobrze, prawda? – spytał.
- Mam się świetnie! – zachichotała i wszyscy zaczęli bić brawa, a ona spoglądała na tłum jak jakaś królowa albo osoba, która uratowała świat przed złem.
Schyliłem głowę.
Aha, czyli to tak. Teraz to już nawet z tym swoim Greggiem zerwała i się cieszy. To ona jest poszkodowana, a ja jestem tępym frajerem i złamałem jej serce. Nie wiedziałem o tym. Widocznie czytam za mało stron plotkarskich.
Czekałem, aż te głupie brawa ustaną, czując na sobie wzrok Julii. Hamowałem łzy, powtarzając, by tylko znowu nie płakać i nie robić z siebie znowu takiego wielkiego mazgaja, jakim chyba jestem.
Wtedy David oczywiście chciał powiedzieć coś śmiesznego.
- Ostatnim razem, gdy tu był… - zaczął. Już myślałem, że powie, jak to nagadałem mu jak bardzo tęsknię za Sel, chociaż nawet nie pamiętam mojego poprzedniego spotkania z tym gościem. Ale było tysiąc razy gorzej, niż sądziłem. - …przeprowadziliśmy rozmowę. Ja coś powiedziałem, i on coś powiedział, znowu ja, i on… I tak po prostu sprawiłem, że się rozpłakał.
Wszyscy wybuchli śmiechem, jak na najlepszym kabarecie, a najgłośniej i najsztuczniej się śmiała Sel. Oni się ze mnie śmiali i z mojej wrażliwości, z tego jaki jestem. Po prostu. Chciałem się wydrzeć ,,też mam, kurwa, uczucia!”, ale się powstrzymałem. Selena, która kiedyś mnie wspierała i stała się dla mnie ważniejsza niż Julia, właśnie się szydziła z moich łez.
- No, to jest nas już dwóch. – poklepała po ramieniu Sel i znów po sali przebiegła salwa śmiechu. Dziewczyna zadowolona zaczęła patrzeć po wszystkich z dumą, że wymyśliła coś tak zabawnego, aż w końcu sama rechotała coraz głośniej.
- Jesteś taka silna! – zawołał David. Julka już po prostu szarpała mnie za rękę, by wyrwać mi z dłoni pilot i uległem. Wyłączyła telewizor, ale nadal w głowie słyszałem śmiech tych wszystkich ludzi i zatkałem uszy. Głowę schowałem w kolanach.
- Justin… - wyszeptała Julia, obejmując mnie i głaszcząc po ramieniu, ale ja ją odpychałem.
Cały świat nagle zmienił się w wir i zaczął mnie porywać na samo dno, gdzie czekały na mnie wszystkie możliwe porażki, a wszyscy, którzy tam byli, nie pomagali mi, tylko mnie wyśmiewali – od najbliższych, po nieznajome osoby. Wszyscy okazują się fałszywi, wredni. Nawet ci ludzie, którzy mają siebie i inni mają ich za bardzo kulturalnych i przyjacielskich. Oni wszyscy szydzą ze mnie. Każdy mój upadek sprawia, że oni są nieco wyżej. Widząc, jak się przewracam i jęczę z bólu, kpią ze mnie, drwią ze mnie. Poczułem się tak, jakby nawet mój anioł stróż przestał mnie podtrzymywać przy każdym mym upadku – ale wstał, spojrzał na mnie ostatni raz i odszedł.
Nie słyszałem głosu Julii, jak do mnie mówiła i zadawała mi jakieś pytania. Słyszałem tylko te kąśliwe odzywki i śmiechy. Poczułem się tak, jakbym właśnie stanął twarzą w twarz ze wszystkimi moimi problemami i byłem zupełnie sam. Miałem z nimi walczyć. Tak jakby jedna osoba miała walczyć z całą armią żołnierzy. Chciałem być silny, ale nie wiedziałem co zrobić. Miałem tyle kłopotów i barier oddzielających mnie od szczęścia, że nie wiedziałem, na której się skoncentrować. Problemy napadały mnie ze wszystkich stron.
Julia miała odejść i ktoś miał jej mnie zastąpić, a ja nie mogłem nic zrobić.
Oczami Julii

Chciałam przytulić się do Justina, powiedzieć, by się uspokoił, i by wszystko było już dobrze, byśmy zaczytali się w jakimś głupim magazynie albo fajnej książce i pospędzali miło czas. Ale on mnie odpychał, głuchy na wszystkie moje słowa. Ilekolwiek nazywałam go skarbem i moim kochaniem, i ile razy mówiłam, że jest taki piękny i silny i na pewno da sobie radę, i będę mu pomagać tak długo, ile tylko będę mogła, i się ułoży, głaskałam go po policzku i plecach i głowie, on nie zwracał uwagi i był pogrążony w swoim świecie rozpaczy. Coś go przygniotło zupełnie i przez chwilę żałowałam, że mu to dziś powiedziałam, ale prędzej czy później musiałabym to zrobić i prawdopodobnie skończyłoby się tak samo. Mogłabym powiedzieć teraz mu wszystko, bo nic nie słyszał.
Wtem coś w nim musiało pęc, bo odepchnął mnie mocno i wrzasnął na cały szpital. Usłyszałam zbliżające się kroki pielęgniarek i lekarzy, którzy podejrzewali, że pewnie zrobiłam mu jakąś krzywdę, albo stało mu się coś złego, i potem musiałam wyjaśniać w kilku zdaniach, że wszystko w porządku i w ogóle kim jestem, aż sobie poszli. Ale wtedy uległ. Przestał odrzucać moje dłonie i pozwolił mi się objąć i trwać przy nim jak najbliżej jest to możliwe. Rękę przytknęłam mu do policzka, podbródek oparłam o jego głowę i szeptałam do niego. Ucichł. Uspokoił się. Było już dobrze. Przeszło mu. Wiedziałam, że będzie dobrze, że to tymczasowe. Natłok emocji, wytłumaczyłam sobie.
Pociągnęłam nosem. Kiwałam się z nim delikatnie w obie strony. Miałam wrażenie, że to go rozluźnia, uśmierza ból i łagodzi nerwy. Łza skapnęła mi na jego włosy, ale miałam nadzieję, że tego nie zauważył.
Tak bardzo go kochałam… Postanowiłam, że coś wymyślę, by mama była ze mnie dumna, ale bym mogła zostać przy Jusie. Siedząc na jego łóżku, za nim, oparłam go o siebie, swoimi dłońmi ścisnęłam jego dłonie, wtuliłam go mocno. On, zmęczony tym wszystkim co przed chwilą się wydarzyło, nie walczył już ze mną. Jego głowa opadła lekko na moje ramię.
Pragnęłam jego szczęścia bardziej niż czegokolwiek innego.
- Nawet jeśli będę miała kolejnych chłopaków, których będę wspierać tak jak ciebie… to… - spojrzałam na niego. – Nigdy nikogo nie mogłabym pokochać tak jak… - zamyśliłam się, czy mam dokańczać to co zaczęłam. Wzięłam głęboki wdech i uśmiechnęłam się delikatnie. – Nie, nigdy nikogo tak nie pokocham… jak kocham ciebie.*
Wtedy jeszcze mocniej do niego przylgnęłam.
Oczami Justina

Jej głos, jej dotyk, jej bliskość, i w ogóle jej zachowanie koiły mnie. Uspokajałem się coraz bardziej, aż w pewnej chwili zorientowałem się, że panuje zupełna cisza i jest tak spokojnie, że aż przyjemnie. Chciałem, by ta chwila trwała wiecznie. Czułem, że obejmują mnie delikatnie ręce anioła, którego widziałem ostatnio. Dopiero wtedy uświadomiłem sobie, że potrzebowałem tego od dawna.
Przez jakiś czas zupełnie się nie ruszałem, i oddałem Julce coś w rodzaju kontroli nad moimi emocjami. Dlatego lekko drgnęła, gdy ścisnąłem jej dłonie nieco mocniej. Wziąłem głęboki wdech i odetchnąłem. Jeszcze moment rozkoszowałem się tą chwilą, bo już wkrótce może nie być okazji, by być tak blisko Julki, aż w końcu wydostałem się z jej objęć i odwróciłem powoli w jej stronę. Chwilę na siebie patrzeliśmy. Nawet nie było mi głupio przez to, jak przed chwilą się zachowałem. Ona wcale nie spoglądała na mnie z wyrzutem, ale ze współczuciem, zupełnie jakby wiedziała, że tak miało się stać. Nie dziwiło mnie to wcale.
Przytuliłem ją delikatnie jeszcze raz. Słyszeliśmy nasze oddechy, dopóki się nie oddaliłem i nie skinąłem głową.
- Już ok. – odpowiedziałem na jej pytający wzrok. Uśmiech, który pojawił się na jej twarzy był dla mnie iskierką nadziei, a ona była światłem w tunelu. – Też cię kocham. – odezwałem się znowu. Trochę szybciej zabiło mi serce, sam nie wiem dlaczego, bo przecież nie pierwszy raz jej to wyznawałem. Tyle tylko, że pierwszy raz tak otwarcie. Chciałem się do niej zbliżyć i ją pocałować, znów poczuć to wspaniałe uczucie, ale kilka razy mocniejsze, bo jeszcze nigdy nie całowałem jej w usta. Ale wiedziałem, że to nie ma najmniejszego sensu. Julia wkrótce wyjeżdża. Nie chciałem jej złamać serca.
Znam ten ból.
Zbliżyłem się i jedynie pocałowałem ją w policzek. Serce mi zatłukło i silne dreszcze wstrząsnęły moim ciałem. Tym razem nie spała... To było piękne uczucie.
- Bardzo cię kocham. – szepnąłem. Pragnąłem więcej. Pragnąłem jej pokazać jak bardzo ją kocham. Ale to jedyne co mogłem zrobić. Z tak bliska zauważyłem, że ma na szyi naszyjnik, który ode mnie dostała pod choinkę. Wyjąłem go spod jej sweterka i otworzyłem. Dalej były tam nasze zdjęcia. Nikogo więcej. Bałem się nawet pomyśleć, że wkrótce pewnie te fotografie zostaną zastąpione przez inne, przedstawiające Julię z inną osobą, z innym chłopakiem. Chciałem wykrzyknąć ,,Nie odchodź, zostań przy mnie!”, ale nie chciałem wykazać się znów moim egoizmem. Chcę by była szczęśliwa. Dam jej odejść. Dam jej wolność. Nie będę jej dłużej obciążać moim życiem. Za bardzo ją kocham. Dam jej wolność, bo to jedyne co mogę jej dać.
Pogładziła się w miejscu pocałunku. Wydawała się dziwnie smutna. Może niepotrzebnie to robiłem...
Oczami Julii

I znowu przyszła niesamowicie silna chęć głębokiego pocałowania go i wykrzyknięcia wszystkiego, co do niego czuję. Ale przecież to nie miało sensu. Nie mogłam tego zrobić. Było już na to za późno, i bałam się na dodatek zaprzepaścić naszą przyjaźń... Ale z drugiej strony poczułam, że on tego potrzebował. Potrzebował mieć więcej czułości, miłości, i dziewczyny, której może zaufać, a przecież ufa tylko mnie... Może on tego naprawdę potrzebuje? Mama by wiedziała... Ale przecież nie zadzwonię do niej teraz z jakimś głupim pytaniem. Muszę sobie poradzić sama... Muszę podjąć dobrą decyzję, by była ze mnie dumna. Skoro mam być prywatnym psychologiem, muszę być dobra, samodzielna i bezbłędna w tym co robię. I muszę sobie radzić sama.
Powinnam się zastanowić nad tym co robię, ale postanowiłam, że najlepszym sposobem będzie po prostu zbliżenie się ukradkiem do pocałunku, tak by nie wiedział do końca co zamierzam, i przekonanie się, jak zareaguje.
Z bijącym sercem zbliżyłam się więc do jego twarzy, mając nadzieję, że nic nie zaprzepaszczę i że zaraz Justin mnie pocałuje, na co oboje czekaliśmy od, zdaje mi się, bardzo dawna.
Oczami Justina

Zbliżyła się tak, że był to odpowiedni moment, by ją pocałować. Ale nie byłem pewien, czy to dobre posunięcie.
,,Nigdy nikogo nie pokocham tak jak ciebie", usłyszałem. Skarbie, kochanie... Ja też nigdy nie pokocham nikogo w ten sposób.
I już chciałem ją pocałować, serce zabiło mocniej w pierś, ale się powstrzymałem, by znaleźć pozwolenie w jej oczach. I gdy je znalazłem, w ogóle nie zastanawiając nad tym co robię, najpierw zacząłem nieznacznie trącać moimi wargami o jej, potem delikatnie muskać, a gdy spostrzegłem, że odwzajemnia każdy mój gest, zacząłem ją całować.
Wpierw nieśmiało, nie będąc pewien czy dobrze robię.
Potem coraz pewniej.
Pragnąłem tego od tak dawna... Lecz trzymałem to tak głęboko w sobie, że nawet nie miałem o tym pojęcia.
Wtopiła palce w moje włosy, a ja objąłem jej szyję ramionami, nie przestając składać pocałunków na jej zaróżowionych ustach smakujących soczystą truskawką, nie przestając wdychać jej zapachu polnych kwiatów.
Tak bardzo tego pragnąłem... Tak bardzo, że aż wypłynęła mi łza z oka i byłem bliski całkowitego płaczu. Wielka ulga... Od razu poczułem się o wiele lepiej. Każdy pocałunek był dla mnie jak lekarstwo na złamane, roztrzaskane serce.
Położyliśmy się i po chwili otworzyliśmy oczy. I wtedy zobaczyłem, że ona też była bliska płaczu ze szczęścia. Uśmiechnęła się do mnie, tak samo spokojnie jak zawsze. Nasze oddechy nadal były przyspieszone.
Chciałem jej powiedzieć, że moje serce przestanie bić, gdy ona będzie daleko i prosić, by została przy mnie. Ale wolność była najcenniejszym darem, jaki mogłem jej dać. I tylko tak mogłem się jej odwdzięczyć za wszystko co dla mnie zrobiła. Dając jej wolność. Więc spytałem tylko.
- Ale nie zapomnisz mnie, prawda?


*Z piosenki "The Way I Loved You" Seleny Gomez (w linku na górze)

Chcę tylko coś jeszcze dodać. Że to nie jest zwykłe opowiadanie. To opowiadanie o prawdziwym Justinie, a nie zmyślonym jak w większości innych. Tu liczy się prawda, która się przeplata z fikcją, ale to opowiadanie jest dla prawdziwych Beliebers. To opowiadanie nie jest tylko o miłości. To opowiadanie jest szczególnie o naszym Justinie. Przejrzyjcie na oczy. To jest chyba najważniejsze, by był szczęśliwy, tak? A by był szczęśliwy musimy go zrozumieć.
W NASTĘPNYM ROZDZIALE NA PEWNO BĘDZIE SIĘ COŚ DZIAĆ! OBIECUJĘ! :) Chyba coś, na co wszyscy czekacie.
Kocham Was. Nie zostawiajcie mnie... Tak mi na Was zależy, że aż się sama sobie dziwię.
Kompletnie nie wiem co z komentarzami... Może wtedy przesadziłam. 34 komentarze = nowy rozdział Wielki przeskok w dół, ale chyba większa część z Was mnie zostawiła...
WIEM, ŻE SĄ PROBLEMY Z DODAWANIEM KOMENTARZY U NIEKTÓRYCH! Miejmy nadzieję, że to się naprawi, bo zdaje się, że to błąd w całym Bloblo... Ale starajcie się komentować, bo mam wrażenie, że mnie zostawiacie.
Tagi: 21
26.05.2013 o godz. 18:51
Muzyka!
Oczami Justina

Pod hotelem czekali na mnie oczywiście ochroniarze , który okrążyli mnie i odprowadzili do limuzyny, oddzielając mnie bezpiecznie od krzyczących fanek. Było ich o wiele mniej niż parę godzin temu, bo większość z nich jest już na arenie i czeka na koncert. Pewnie już nie mogą się doczekać… Właśnie przeżywają najcudowniejsze chwile swojego życia, a ja mogę im jedynie sprawić jeszcze więcej szczęścia, tylko wchodząc na scenę. Cokolwiek bym zrobił, uśmiechnął się, zaśmiał, zapłakał, one będą przez to tylko weselsze. Sam byłem podekscytowany, jak przed każdym koncertem, a . Chociaż miałem już dziesiątki wielkich występów za każdym razem jest to dla mnie nowa przygoda i jestem niemniej rozgorączkowany niż one. Serce mi wali mocno w piersi i nogi same chcą już wbiec raczej wskoczyć na scenę (albo przyfrunąć na metalowych skrzydłach oczywiście).
Ale tym razem coś innego nie dawało mi spokoju, krążyło bez ustanku po mojej głowie i przyspieszało bicie mojego serca. A może raczej ktoś.
Julia.
Dlaczego? Nie wiem. Nigdy nie sądziłem, że mógłbym się w niej zakochać, i pierwszy raz w mojej głowie pojawiło się to pytanie, gdy siedziałem już w limuzynie w drodze na londyńską arenę O2. Mijaliśmy różne supermarkety, domki, i pojedyncze machające w moją stronę nastolatki i przez chwilę zastanawiałem się, że nie jest to zbyt zabudowany region jak na okolicę, w której znajduje się olbrzymia arena, lecz po chwili moje myśli znów powędrowały ku Julce. Nie musiałem sobie zadawać pytania, czy ją kocham, bo to było pewne i wiedziałem, a raczej wiedzieliśmy to już od dawna. Pytanie było w jaki sposób ją kocham… I czy to byłoby możliwe z nią być. Ale raczej nie wyobrażałem sobie tego związku i wolałem o tym nie myśleć. Nasza przyjaźń była dla mnie zbyt cenna, by mogła przypadkiem przepaść w czeluściach naszych miłosnych więzi. Mam na myśli, że byłoby to zbyt wielkie ryzyko. Bo wiadomo, że często pary się rozchodzą, a wtedy nici z nawet z przyjaźni, a jeśli mimo to kontakt jest utrzymywany, to koleżeństwo z ex byłoby bardzo niezręczne… A gdyby ona odeszła, kto by mi został? Nikt. Byłbym sam.
Na dodatek wtedy przypomniała mi się Selena. Mimo, że już dawno zerwaliśmy, nie mogłem o niej zapomnieć i wszystko mi o niej przypominało. Była wszędzie. W telewizji, w gazetach, na billboardach! Śmiała się i wyglądała na szczęśliwą. Szczęśliwszą niż ja. Ale najbardziej bolało to, że była szczęśliwa beze mnie…
Sel kochałem nawet bardziej niż Jessicę, być może dlatego że Selena miała w sobie te reszki godności. Nie posunęłaby się do takiego czynu, by wylecieć z kraju bez pożegnania i to na zawsze... To, że Jess była ze mną dla kasy i sławy było jasne, ale dlaczego była ze mną Selena? Czy mnie kochała? Tego nie wiem. I do tej pory nie mogę się nadziwić, że nie widziałem fałszywości ich obu. Zdałem sobie sprawę, że jestem naiwny i daję się skrzywdzić jak ostatnia łajza. Nie umiem wyczuć zamiarów i odczuć innych, jeśli mi tego nie wyłożą na blachę, w przeciwieństwie do Julii. Czasem mam wrażenie, że umie wyczytać czyjeś intencje po kolorze bluzki, jaką ma na sobie.
Może znowu spytam się Julki, tak na wszelki wypadek, czy Sel mnie w ogóle kochała. Ona zawsze zna odpowiedź na takie pytania. I mimo, że nie zawsze ma rację, ja jej teraz wierzę w każde słowo od kiedy przewidziała, że Jess mnie zostawi. W sumie… co ja gadam, to jasne, że Sel mnie nie kocha. Gdyby tak było, wróciłaby do mnie i słuchałaby moich narzekań ile wlezie. Tak jak Julka.
Julka…
I znów przypomniała mi się ona. Śpiąca Julia. Śpiąca jak aniołek na mojej stronie łóżka, w wygrzanej pościeli. Chora, ale nadal piękna. Czasem cicho chrapiąca, ale słodko niczym małe kocię. Wtulająca się delikatnie do poduszki. Z ustkami wydętymi jak u lalki Shu-shu. Kosmyki włosów wymykają się jej z upięcia i opadają na twarz. Odgarniam je najostrożniej jak umiem i składam subtelny pocałunek na jej policzku. I tylko jedno dyskretne muśnięcie warg… Ledwie wyczuwalna przyjemność z ledwie wyczuwalnych pocałunków przeszywa moje ciało w postaci dreszczy. To było to. To były moje głęboko schowane pragnienia. Moje skryte pragnienia.
Nagle limuzyna zatrzymała się, wyrywając mnie tym samym z zamyślenia. Pierwsze pytanie jakie pojawiło się w mojej głowie to ,,O czym ja w ogóle myślę?!” i zaraz po nim kolejne ,,Co się ze mną dzieje?...”.
- Jesteśmy na miejscu. – usłyszałem. Już tutaj słychać było Beliebers.
Oczami Julii

Obudziłam się i miałam już wstać gotować obiad Justinowi, mimo mojej gorączki, gdy zobaczyłam, że przede mną ktoś siedzi. Myśląc, że to Justin, a widząc przed sobą tylko jego kolana, bo jeszcze nie zdążyłam spojrzeć w górę, uśmiechnęłam się i przeciągnęłam z rozkoszą, zamykając oczy. Już chciałam wyszeptać wesołe ,,cześć” i może przytulić go na przywitanie zbyt mocno dla żartu, gdy zorientowałam się, że to nie Jus przede mną siedzi, ale jego przyjaciel z dzieciństwa - Ryan. W sumie widziałam go pierwszy raz w życiu. Widząc, że się obudziłam i gapiłam na niego jak sroka w gnat, zdjął czarny kaptur. Na oko rozpoznałam, że był nieco wyższy od Justina, kolor włosów miał zbliżony do jego, chociaż nieco ciemniejszy, miał może dwudniowy zarost i czarne kolczyki w uszach (a ja nie lubię jak faceci noszą kolczyki). Sama nie wiem dlaczego, ale wyglądał nieco strasznie i się go przestraszyłam. Przez chwilę zdawało mi się, że to sen, ale wtedy się odezwał.
- No, siema.
Przez moment tylko głupio się patrzyłam, ale wreszcie oprzytomniałam. Przynajmniej na tyle by coś powiedzieć.
- Um… Dzień dobry. – odpowiedziałam, nie wiedząc zbyt jak się do niego zwrócić. W końcu widziałam go pierwszy raz w życiu. I jeśli on teraz był przy mnie jak spałam, to wolałam nie wiedzieć który raz w życiu on się na mnie patrzył. – Ryan, co ty tu robisz? – spytałam podenerwowana, nie musząc się rozglądać, by wiedzieć, że Justina nie ma w hotelu.
- Tak, jestem Ryan. – odparł, zupełnie jakbym nie zadała mu żadnego pytania. Westchnęłam ze złością, ale podałam mu grzecznie rękę do uścisku, którą on jednak pocałował. Nie potrafiłam się nie uśmiechnąć i za chwilę poczułam jak płonę rumieńcem, najpierw z nieśmiałości, po czym ze wstydu, że się czerwienię, co tylko pogarszało sytuację. W końcu wkurzyłam się też sama na siebie.
- Uch! – starałam się uspokoić. – Julia jestem.
- Wiem. – odpowiedział, patrząc mi prosto w oczy. – Wiem o tobie więcej niż myślisz.
Odsunęłam się. Ten facet. On mnie przerażał. Miałam ochotę targnąć się na niego i krzyknąć ,,Co zrobiłeś z Justinem?!”, ale stwierdziłam, że to byłoby bez sensu. Miałam jednak dziwne przeczucie, że to nie ja porwę się na niego, ale on na mnie, i ręce mnie świerzbiły, by w obronie własnej rzucić w niego czymś ciężkim.
- Gdzie jest Justin? – próbowałam nie zbaczać z tematu, który mnie interesuje.
- Tu go nie ma.
- Zupełnie jakbym nie wiedziała! – wybuchłam. – Mów gdzie jest.
- Na koncercie… Gra koncert.
Strach natychmiast został zdominowany przez inne uczucie. Nie zwracając uwagi na to, że mam na sobie swoją różową piżamkę z kwiatkiem na piersi i z dziurą na ramieniu, w której pokazuję się tylko przy Justinie (bo on też tylko przy mnie chodzi w swoich spodniach w bałwanki), wylazłam spod kołdry, chwyciłam Ryana za bluzkę i szarpnęłam nim mocno. Przynajmniej miało być mocno, ale wiadomo, że byłam przy nim jak kruszynka i wiele nie zdziałałam.
- A Justin mówił, że taka spokojna jesteś. – zaczął się śmiać Ryan, a we mnie aż się gotowało. – Haha, robisz się czerwona jak Dzwoneczek z Piotrusia Pana.
- Mówił, że zrezygnował z koncertu! Knujecie przeciwko mnie! Wy dwaj! – nie potrafiłam dobrać odpowiednich słów. – A teraz idź się schowaj, bo ja tu się przebrać chcę i pędem na arenę!
- Nigdzie nie idę. – odparł i usiadł z powrotem na krześle, po tym jak go brutalnie zrzuciłam. – I ty też nie. Masz leżeć… odetchnąć… - złapał mnie za rękę i pomógł położyć z powrotem na łóżku i mówił dalej. - Odpoczywać…
- Ty wiesz co się działo ostatnio? – spytałam bardzo powoli. – Ty wiesz co on przeżywał?! Jaki stres?! Myślałam, że miesiącami nie będzie pracował, a ty taki przyjaciel pomagasz mu w czymś dla niego złym! On musi się oszczędzać… - ostatnie zdanie wypowiedziałam z wyraźnym, nieplanowanym strachem o Justina. Gdzie on teraz jest i czy dobrze się czuje?
Jak widać Ryan nie był wtajemniczony, bo patrzył się na mnie dziwnie. Nieraz słyszałam, jak Jus z nim gadał przez telefon, ale być może nie opowiedział mu, ani nikomu prócz mamy, tego co się wydarzyło ostatnio, jak się pogubiliśmy i zmarzliśmy na kość i jak to mogło się odbić na naszym zdrowiu fizycznym i psychicznym. Nie wiedziałam, gdzie podziać mój zmartwiony wzrok. Nerwowo przebierałam palcami i delikatnie szarpałam koniec kołdry.
- Ryan, proszę! – wbiłam w niego błagalny wzrok. – Chodźmy do niego. Ja się boję.
- Ale Julia, jesteś chora. Masz gorączkę. Musisz odpoczywać!
- Proszę, jak się zgodzisz to ci znajdę dziewczynę! – cóż, może nie był to znakomity pomysł, ale próbować zawsze warto.
- Ale ja mam dziewczynę… - odpowiedział niepewnie i podniósł jedną brew.
- To ci znajdę lepszą! – błagałam, a wtedy nastała cisza. – Dobra, nie znajdę. Ale proszę.
Spojrzałam na niego najsłodziej jak potrafiłam.
Oczami Justina

Dobra. Znaczna część koncertu już za mną. W końcu. Czuję się okropnie. Od czasu do czasu wpadało mi do głowy, że trzeba było się posłuchać Julki i zostać w domu (hotelu), ale od razu zmieniałem zdanie, gdy widziałem przeszczęśliwe Beliebers, wyciągające ręce w moją stronę. Kiedy tylko nie tańczyłem podbiegałem i dotykałem ich dłoni, robiłem im zdjęcia, rozmawiałem z nimi. Ale teraz nie miałem siły się schylać, ani krzyczeć. Śpiewałem ciszej, niż jeszcze przed chwilą, więc po prostu ściszyli muzykę i zwiększyli głośność mojego głosu, by mnie było dobrze słychać. Wolałem nie wiedzieć, jak tańczę. Ledwo co czułem moje kończyny. Czasem wydawało mi się, że leżę na mokrym, twardym śniegu, opieram się o szorstką korę drzewa, w butach mam zimną wodę. Przechodziły mnie silne dreszcze, nie czułem zdrętwiałych kończyn, ale jak zawsze chciałem, by było idealnie i by nic nie ominęło Beliebers, więc poruszałem się dokładnie tak samo jak tancerze, tyle że nieco lżej, niedokładniej.
Słowa piosenki znałem na pamięć, więc nie musiałem się głęboko koncentrować na muzyce. Taniec nie był skomplikowany i zdążyłem go opanować na poprzednich próbach i koncertach. Miałem więc okazję pomyśleć o czymś innym, byle tylko poczuć się lepiej. Myślałem o Julii i o Sel. W mojej głowie krążyło mnóstwo pytań, niekoniecznie ze sobą powiązanych. Czy Selena mnie kocha lub czy mnie kochała? Czy Julia jest zła, że zagrałem koncert? Dlaczego Julia nie chciała, bym go w ogóle grał? Może chciała, bym się nią opiekował, a ja ją zostawiłem samą z Ryanem? Może nie powinienem go zapraszać, kiedy ona śpi, kiedy jest chora, kiedy o tym nie wie? Może sobie tego nie życzyła? I czy ona mnie kocha? A jak tak, to jak? Czy może ona też jest ze mną tylko dla kasy, która jest jej bardzo potrzebna? Nie, Julia nie jest taka. Ona mnie kocha. Kocha mnie. Kocha mnie. Julia mnie kocha, powtarzałem.
Mogłem powtarzać to w myśli i na głos w kółko, ale to nie sprawiało, że bardziej w to wierzyłem, niż do tej pory. Przecież do teraz byłem tak naiwny. Myślałem, że kocha mnie Selena. Byłem pewien, że kocha mnie Jessica. Prócz tego ci wszyscy fałszywi przyjaciele, których poznałem na własnych imprezach w domu. Sądziłem, że mnie potrzebują. Że jestem dla nich ważny. Byłem tego tak pewny, jak tego, że Julia mnie kocha, a jednak się zawiodłem. I nie chciałem się zawieść po raz kolejny. Co z tego, że szukała mnie kilka godzin w mrozie? Może zrobiła tak, bo miała wyrzuty sumienia. Co z tego, że jest przy mnie cały czas? To nie znaczy, że coś dla niej znaczę. To jej praca. Jej obowiązek.
Julia mnie kocha. Julia mnie kocha. Julia mnie kocha.
Piosenka grała mi w słuchawce tak donoście, że szumiało mi w uszach. Nogi się pode mną uginały. Nie mogłem zaczerpnąć porządnego oddechu, więc zamiast tańczyć podbiegłem do krańca sceny i chwyciłem fanów za ręce. Ale to odebrało mi wiele sił, więc podniosłem się szybko i tylko tupałem do rytmu nogą i machałem do tych, którzy siedzieli na trybunach.
Wkrótce i to stało się zbyt wielkim wysiłkiem. Wszystkie kolorowe światła mrugały i migały do rytmu, aż kręciło mi się w głowie i nie wiedziałem, gdzie iść. Gdzie jest scena, a gdzie publiczność? Który z tancerzy to który? Co jakiś czas zapadała zupełna ciemność, po chwili znów błyskało na niebiesko, czerwono, zielono i od nowa. To oślepiała mnie jakaś biała smuga, to znów zakręciło mi się w głowie. Serce mi waliło jak oszalałe w pierś, a ja próbowałem nabrać oddechu. Cała sytuacja sprawiała, że wspomnienia wracały całą chmarą.
Pamiętaj, że jak się źle poczujesz, to masz usiąść albo się położyć chociażby na scenie!, usłyszałem głos Julii. Zupełnie jakby wiedziała, co się wydarzy. Zaczepisz jakiegoś tancerza, by cię zabrał za kulisy, rozumiesz?
Ale nie chciałem się poddawać. Słyszałem jak fanki patrzą na mnie ze łzami szczęścia w oczach. Nie mogłem im tego zabrać. To ich marzenia. Jestem tu po to, by je spełniać.
Spróbowałem tańczyć jeszcze raz, ale już po paru sekundach ciało odmówiło posłuszeństwa i poczułem mocne mdłości. Oparłem się dłońmi o kolana i oddychałem głęboko, ale czułem, jakbym wcale nie nabierał powietrza. Świat wirował mi przed oczami, więc zamknąłem je i starałem się utrzymać równowagę.
Wtem usłyszałem parę znajomych mi głosów, zupełnie jakby dochodziły z bliska.
Uważaj na siebie, słyszałem. Chciałem wyszeptać imię Julii, ale nie miałem siły. Skoro ona cię kocha, to cię nie zostawi. Ryan… Ty nic nie rozumiesz, myślałem. Nie wiesz jaki to strach. Nie wiesz jak to jest być tak sławnym i nie wiedzieć kto cię kocha, a kto chce cię wykorzystać. Jesteś sam. Wśród tłumów ludzi, którzy cię uwielbiają lub nienawidzą. Sam. Pocałuj ją na pożegnanie. Wiem, że tego chcesz… Wtedy zobaczyłem swoje usta zbliżające się do jej policzka, ale nagle poczułem jak tracę równowagę i wszystko zniknęło. Znów byłem po środku sceny i dyszałem ciężko zamiast śpiewać. Wyprostowałem się i chciałem zawrócić, ale poczułem mocny ból głowy i duszności, więc znów oparłem się o kolana i jęknąłem.
Poczułem, że muszę wracać do Julki. Jak najszybciej zejść ze sceny i biec do Julii. Sam nie wiedziałem dlaczego. Ale czułem taką potrzebę.
Zebrałem więc w sobie tyle sił, ile mogłem, wyprostowałem się i powolnym krokiem szedłem za kulisy, omijając skaczących tancerzy, nieraz o mało się nie wywracając i nie zderzając z nimi. Gdy omijałem mały schodek, myślałem że będę musiał to zrobić na czworakach, ale udało mi się tego uniknąć, jedynie podpierając się o podłogę.
Nie możesz mnie tu zostawić. Błagalny wzrok Julii. Drżący, oddalający się głos. Julia! Cisza. Julia, gdzie jesteś?! Cisza. Odezwij się!
Julia…
W końcu zatrzymałem się przy końcu sceny i znów oparłem o kolana, bo nie miałem siły dalej iść. Miałem zamiar się położyć na podłodze, ale podszedł do mnie tancerz i wziął pod ramię. Nie pamiętam dokładnie jak to było. Ale trzymał mnie mocno, bo ledwo trzymałem się na nogach.
- Justin, oddychaj. – wołał. – Spokojnie. Będzie dobrze. Słyszysz mnie?
Zalana łzami Julia. Piękna. Jak anioł… Jak anioł… Burza. Grzmi… A ona taka piękna jak anioł. Nie zostawiaj mnie tutaj! Szloch. Nie taki zwyczajny szloch. To był ciche i hipnotyczne wzywanie o pomoc. Powtarzany wciąż na ten sam sposób, był dla niej niczym mantra. Ja cię nie zostawię.
Mężczyzna, o którego ramię się podpierałem poklepał mnie po policzku, ale nie czułem wiele.
- Słyszysz mnie?! – wołał nerwowo.
Zalana łzami Julia. Piękna. Jak anioł… Nagle z jej pleców wyrastają olbrzymie skrzydła, wydając z siebie głośny szelest. Widok tak silnych i potężnych skrzydeł, otwierając się znienacka, przyspieszył bicie mego serca i straciłem równowagę. Zmusiłem się do otwarcia oczu, ale nic już nie widziałem. Był czarno. Do moich uszu dobiegały stłumione głosy i muzyka. Ale przede mną panowała ciemność. Ale jednak coś dostrzegałem, gdzieś daleko. Wytężyłem wzrok i ją zobaczyłem. Julia. Szare, mocarne skrzydła, wydawały się być zarazem twarde jak stal, ale miłe jak puch. Siedziała na ziemi, trzymając mnie nieprzytomnego i bladego z przemarznięcia na podołku. Przytknęła mi rękę do serca, jakby zabierając ze mnie tym samym całe zimno. Podniosła mnie trochę wyżej i owinęła mnie swoimi skrzydłami, tak, że wcale mnie nie było widać. I nagle napotkałem jej wzrok, a jej zaparło dech w piersiach, jakby z przerażenia. Otworzyła usta by coś powiedzieć, ale wtedy wszystko zniknęło.
Oczami Julii

Czekałam na niego za kulisami, gapiąc się jak głupia w ten mały ekranik na ścianie, gdzie widziałam co się dzieje, i zdając sobie sprawę, że on zaraz padnie na tej scenie, a nie mogąc tam wyjść, choćbym chciała, bo zdaniem niektórych ,,zepsułabym cały koncert tak po prostu tam wchodząc i zabierając Justina”. Kręciłam się w kółko po całym pomieszczeniu jak fryga, nic nie mogąc zrobić. Bez skutku prosiłam, by ktokolwiek wszedł na scenę i go przyprowadził. Dopiero, gdy Justin już tracił równowagę, podbiegłam do tancerza najbliżej wejścia za kulisy i wyszeptałam mu do ucha, by pomógł chłopakowi, ale zanim zdążyłam cokolwiek wytłumaczyć, Justin sam skierował się w naszym kierunku. Potem się schowałam i czekałam, aż go tu przyprowadzi.
Wreszcie drzwi się otworzyły. To Justin pchnął je z wielkim wysiłkiem z nieznaczną pomocą tancerza, który trzymał Jusa w pasie i pomagał mu wejść do środka. Chłopak był cały siny, prawie przezroczysty, mokry od potu na twarzy, ale nadal przytomny. Podbiegłam do niego. Miał zamknięte oczy.
- Justin, połóż się. – zamierzałam go wziąć pod ramię i położyć na kanapie. Ale on zachwiał się, jakby ziemia osuwała mu się spod nóg.
- Jak anioł… - wyszeptał bardzo niewyraźnie i byłby upadł na ziemię, gdybyśmy go nie złapali.
Z pomocą paru osób położyłam go drżącymi rękoma na sofie, jego nogi umieściłam na uparciu. Podczas gdy ludzie z ekipy okrążali go, przynosili różne rzeczy i wołali coś do siebie nawzajem, ja siedziałam obok i patrzyłam na Justina, zupełnie nic nie robiąc, tylko patrząc jakby to miało w czymkolwiek pomóc. Po prostu nie mogłam znieść widoku Jusa nieprzytomnego już po raz drugi. Nie wykazywał żadnych znaków życia. Nie przypominało to snu. Przypominało to śmierć.
Odsunęłam od siebie tą myśl, ale ona wróciła, gdy z przerażeniem stwierdziłam, że jego klatka piersiowa się nie unosi, ani nie opada. Justin nie oddychał.
Wśród głośnych wołań, by przeniesiono wodę, by wezwano lekarza, tylko ja spokojnie patrzyłam się na Justina, czując, że nie mogę nic zrobić. Że nie umiem mu pomóc. Lecz na szczęście ta chwila szybko minęła.
- On nie oddycha! Lekarza! – krzyknęłam.
Ale powiedzieć było łatwiej niż zrobić. Karetka miała za moment przyjechać, a my nie mogliśmy bezpiecznie wynieść Justina z areny, bo wokół czyhały fanki, które rzucały się na chłopaka, nie zwracając uwagi, że jest nieprzytomny. Było duszno i tłoczno. Wachlowałam Justina rękami i ulotką, jaką znalazłam na podłodze, odgarniałam mu włosy z czoła, nic więcej nie mogłam zrobić. Pewien miły ochroniarz przyszedł nam z pomocą i trzymał Justina na rękach, gdy mieliśmy zamiar wyjść, jednak nie byliśmy w stanie tego zrobić, bo tłumy po prostu by nas wszystkich zgniotły. Mieliśmy już wzywać policję, by uspokojono szalone dziewczyny, ale gdy karetka przyjechała to całe szczęście ratownicy dali sobie radę. Przepchali się przez wszystkich z noszami, położyli na nie Justina, po czym osłaniając go doprowadzili do karetki. Nie chcieli, bym jechała razem z nimi.
- Pan nie rozumie, on mnie potrzebuje! – krzyczałam, ale w końcu uległam, chcąc, by Justin prędko dotarł do szpitala. Najważniejsze było, by jak najszybciej uzyskał pomoc.
Pojazd odjeżdżał na moich oczach.
*

Oczami Justina

Otworzyłem oczy. Byłem w jakimś jasnym pomieszczeniu. Na początku niewiele widziałem. Wszystko było rozmyte. Nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, że jestem już przytomny, że żyję. Nie wiedziałem co się dzieje, gdzie jestem. W ogóle nic nie myślałem. Zupełnie jakbym dopiero przed chwilą pojawił się na świecie.
Dopiero po chwili rozpoznałem sylwetki kilku młodych kobiet, pochylających się nade mną. Chyba właśnie spostrzegły, że się budzę, więc zaczęły coś mówić, ale nie zrozumiałem ani słowa. Ale były spokojne. Więc nie wpadłem w panikę.
Gdy obraz się nieco wyostrzył i widziałem dokładnie ich twarze, spojrzałem pytająco na jedną z nich, nie do końca wiedząc o co pytać. Nie pamiętałem nic. Ani co się stało, ani co tu robię, wszystko wydawało mi się dziwne, jakbym pierwszy raz zobaczył ludzi i świat. Nie wiedziałem, o co spytać. Jedyne co pamiętałem to anioł. I jego potężne skrzydła, które mnie osłaniały, od których chłonęło ciepło. Od wewnątrz były delikatne i mięciutkie, jak puch, więc wtulałem się w nie mocno, a raczej to anioł sam mnie w nie wtulał. Od zewnątrz wyglądały na solidne i twarde niczym stal. Jakby osłaniały i odgradzały mnie od całego zła, jakie było wokół.
Ale nie minęła minuta, a zacząłem sobie wszystko przypominać – wszystko wracało do normy. Powoli nawet wracał widok obrazów, momentów z mojego snu, mojej jawy. Nie do końca wiem jak to nazwać… Ale nie chciałem tego zapominać. Coś mnie do tego ciągnęło. Czułem się dzięki temu lepiej. Wyczuwałem, że czekałem na to już od dawna. To było jak deszcz na pustyni. Wyczekiwane od dawna, ale jakże niespodziewane.
W końcu zorientowałem się, że mam założony inhalator. Oddychałem głośno i w pewnej chwili ulżyło mi, bo przypomniało mi się, że na koncercie nie mogłem nabrać oddechu. Wydawało mi się, jakby to było parę godzin temu. A od tego czasu minęło może jakieś 15 minut. I serce mi zatłukło szybciej, bo wiedziałem, że fani tam nadal są. I czekają.
Ale lekarze nie pozwalali mi wstać, po paru rozmowach zdjęli mi inhalator i zostawili mnie samego, tylko od czasu do czasu zaglądała tu któraś z pielęgniarek, by się upewnić, że wszystko w porządku. Zastanawiałem się, gdzie się podziała Julka… Nie spodziewałem się, że mnie zostawi w takiej sytuacji. A przecież pamiętam, że była za kulisami. Widziałem ją przez jakieś półtorej sekundy, zanim zemdlałem, i wydaje mi się, że między innymi to ona mnie złapała. A może mi się tylko wydawało? Może to był już sen? Może to był ten anioł? Może Julcia spokojnie śpi sobie w hotelu, Ryan jej pilnuje, a ona nie zdaje sobie sprawy, co się ze mną stało? To nawet dobrze, bo nie musi się martwić… Albo się obudziła i jest na mnie zła, o niczym nie wiedząc?
Nie wiedziałem co o tym myśleć. Miałem totalnego doła. Nie wiedziałem co się dzieje z Julką, dobijało mnie to, że znów zawiodłem fanów, prócz tego poczułem się kompletnie sam. Leżałem w szpitalu i nikt, zupełnie nikt do mnie nie przyszedł. Nawet rodzina. Wiedziałem, że byli daleko. I wiedziałem, że to nie ich wina. Ale czasami czułem, jakbym wcale nie miał rodziny. A o przyjaciołach szkoda gadać… Okej, Ryan. Ryan, z którym spotykałem się raz na kilka miesięcy, jeśli miałem szczęście. Czasami zastanawiałem się, czy warto. Czy może nie powinienem wrócić do Kanady, do mojego starego domu, sprzedać moje wszystkie wille, kilka samochodów i powrócić do dawnego życia, wrócić do starych kumpli, grać z nimi w koszykówkę i jeździć na deskach i po prostu czuć się tak jak kiedyś? Czuć się takim, jak inni. Wiedzieć, że jestem jednym z nich. A raczej zdawać sobie sprawę z tego, że oni to wiedzą. Że wiedzą, że jestem tylko jednym z milionów chłopaków, że jestem człowiekiem. Nie jestem idealny. Nikt nie jest. Ale dlaczego wszyscy ode mnie tego wymagają? Bo co? Bo jestem sławny? To jest powód, dlaczego mam być nieszczęśliwy? To jest powód, przez który mam się czuć poniżany, wyśmiewany, śledzony, zagrożony, słyszeć jak obgadują mnie za plecami i tylko czekają, aż popełnię jakiś błąd? Zadrwią ze wszystkiego – jak się przejęzyczę, jak się przewrócę, jak źle wyjdę na zdjęciu, a wkrótce zaczną sobie stroić żarty z tego, że zasłabłem, obwinią mnie, że zawiodłem fanów, jakbym sam nie czuł się z tym źle.
I przez chwilę zastanawiałem się… Who will bring me flowers when it’s over?... I poczułem, że ten koniec jest już blisko. Nie wiedziałem dlaczego. Ale czułem to. Chciałem poczuć jeszcze raz skrzydła, oplatające mnie dookoła. Moje oczy wypełniły się łzami… Tylko raz. Jeszcze raz poczuć to co wtedy. Spotkać tego anioła. A teraz? Who will give me comfort when it’s cold?
I już chciałem się pogrążyć w pochłaniającym mnie powoli smutku, tak jak ocean pochłania wielkie, z pozoru silne statki.
I’m only human, wyszeptałem. Wtedy do sali weszła Julia.
Spojrzałem się w jej stronę, nie zważając na to, czy zauważy łzy w moich oczach, czy nie. Nie zważając na to, jak wyglądam, i co mam na sobie. Była piękna. Zresztą chyba nie muszę o tym wspominać. Ona zawsze była piękna. Miała zmartwione oczy i na początku zawahała się, czy ma wejść do środka, ale postąpiła parę kroków do przodu. W rękach trzymała kurczowo jakąś siatkę, szarpiąc delikatnie i rozrywając jej krańce.
Oczami Julii

Weszłam tam i patrzyłam na niego szklanymi oczami pełnymi współczucia. A co miałam zrobić? Co miałam powiedzieć? Już nieważne było, czy dobrze wypadnę i co on sobie pomyśli. Już mnie męczyło i bolało trzymanie w sobie tych wszystkich uczuć, jakie we mnie siedziały głęboko. Nie chciałam już ograniczać się tylko do paru tych samych słów pocieszenia. Chciałam, aby wiedział, ile dla mnie znaczy. Chciałam to w końcu z siebie wydusić.
- Moje słońce. – wyszeptałam i podeszłam bliżej, przytulając go delikatnie do siebie.
Oczami Justina

Na początku pomyślałem tylko ,,Słońce?...”, ale gdy mnie objęła i trwaliśmy tak w bezruchu, przymknąłem oczy i przez głowę przemknęła mi myśl ,,To jest ten anioł.”.
Oczami Julii

Pociągnęłam nosem. Tak bardzo się o niego martwiłam, ale nie chciałam byśmy tu siedzieli i płakali, więc spróbowałam się uspokoić. Odsunęłam się od niego.
- Przyniosłam ci czekoladki. – przerwałam ciszę i się zaśmialiśmy cicho. – Ale troszkę zjadłam sama z nerwów. Przepraszam.
I znów zachichotaliśmy, a potem podsunęłam mu pod nos bombonierki, by trochę poweselał. Chwilę rozmawialiśmy o tym co się stało. Przekonywałam go, że to nie jego wina, że nie mam mu za złe, że chciał dobrze. Miał zrezygnować w ogóle z koncertu, jednak go zagrał. Co z tego, że przerwał w połowie? Zasłabł. Ale starał się. Poświęcił się. To był dowód, że nie zawiódł fanów.
A potem ubłagałam go, by nieco wypoczął, położył się i przespał. Prosił mnie, bym wróciła do hotelu i tam spokojnie przespała noc, a on zostanie tutaj, więc obiecałam mu, że tak zrobię, jak tylko pogrąży go sen. Widziałam jednak, że długo nie mógł zasnąć, więc spytałam dlaczego.
- Jakoś niezręcznie się czuję. – odpowiedział. - Zawsze zasypialiśmy równocześnie, a teraz… tak się patrzysz…
Uśmiechnęłam się do niego i położyłam się obok, bo łóżko było dosyć szerokie i miejsca było sporo. Wpierw zdziwił się nieco, ale po chwili rozpromienił i położył głowę ponownie na poduszce. Głaskałam go delikatnie po ramieniu, ale po paru minutach zorientowałam się, że może to nie daje mu spać, więc przestałam i tylko na niego patrzyłam.
Ale on sięgnął po moją rękę i położył z powrotem na ramieniu. Uśmiechnęłam się i zrobiło mi się ciepło na sercu. Przeczesywałam mu palcami włosy, ale nieco się odsunął. Wiedziałam, że nie lubi, jak ktoś dotyka jego fryzury. Gładziłam go więc jedynie po ręce, aż w końcu oparłam głowę na jego ramieniu i rozluźniłam się, starając się jednak nie zasnąć, by móc dotrzymać obietnicy i wrócić do hotelu, gdzie nie wiadomo jak bardzo się rozgościł Ryan.
Odczekałam jakiś kwadrans i zadowolona stwierdziłam, że Jus śpi słodko i się uśmiecha. Ostrożnie wyślizgnęłam dłoń z jego uścisku i zebrałam się do wyjścia. Na pożegnanie pocałowałam go w policzek najdelikatniej jak tylko potrafiłam, aby przypadkiem go nie obudzić. To było to. To czego potrzebowałam. Od dawna skryte we mnie pragnienia. Tak głęboko schowane, że nawet ja nie miałam o nich pojęcia.
Cichutko wyszłam z sali, następnie opuściłam szpital i udałam się do hotelu, gdzie rzeczywiście Ryan bardzo się rozgościł, bo leżał rozłożony na całym łóżku. Ale nie zdenerwowało mnie to. Zaśmiałam się nawet cicho. Byłam szczęśliwa. Wciąż czułam ciepło Justina i jego policzek pod moimi wargami. Kochałam go.
Bardzo go kochałam.

Część ze zdarzeń opisanych wyżej wydarzyła się naprawdę -> KLIK
Dobra, zupełnie nie wiem czy jest ciekawe czy nie, czy fajne czy nie. WY PISZCIE!
Pracowałam nad tym długo, baaardzo długo. Pospieszaliście mnie non stop, więc mam nadzieję, że jesteście usatysfakcjonowani. :P
Poza tym przepraszam za te długie przerwy. Dlatego rozdział jest mega długi. By Wam starczyło na długo, haha.
42 komentarze = nowy rozdział
Dziękuję za wszystko! ♥
Tagi: 20
06.05.2013 o godz. 22:46

Rozdział 9
Oczami Justina
Tego samego dnia

Kiedy wsiedliśmy do limuzyny, widziałem jak Sky poprawia sukienkę i grzywkę z zdenerwowania, a ja uśmiechałem się tylko wspominając jak sam się denerwowałem.
- Nie masz się czym denerwować. Będzie świetnie – powiedziałam biorąc ją za rękę by przestała poprawiać włosy. Na twarzy dziewczyny pojawił się od razu rumieniec, ale nie wiedziałem czy z zażenowania, że się denerwuje, czy z mojego powodu.
Bieber może i jesteś przystojny, ale ona ma dopiero trzynaście lat! – upomniałem siebie w myślach i puściłem rękę Schuyler. Wydawało mi się, że westchnęła z ulgą, ale raczej na pewno się przesłyszałem.
Jechaliśmy w ciszy, a kiedy w końcu limuzyna się zatrzymała, zobaczyłem jak Sky momentalnie się spina.
- Cholera – powiedziałem cicho i spróbowałem ją jakoś uspokoić. – Sky popatrz na mnie, wszystko będzie dobrze – pogłaskałem ją po ręce i patrzyłem prosto w jej niebieskie oczy, ale najbardziej intrygująca była w nich ta bursztynowa obwódka.
Dziewczyna uspokoiła się odrobinę, ale to nadal było za mało byśmy mogli wyjść z limuzyny.
- Sky nie bałaś się wysłać do mnie dema, a teraz się boisz. Jesteś naprawdę odważna, oboje to wiemy – powiedziałem do niej z uśmiechem, który odwzajemniła.
Zanim znów by się przestraszyła, otworzyłem drzwi i wysiadłem pierwszy, podając jej rękę by mogła wysiąść. Kiedy wysiadła błyski fleszy prawie mnie oślepiły, ale mój wzrok był do nich przyzwyczajony w przeciwieństwie do wzroku Schuyler. Obejrzałem się by zobaczyć co z nią, a ona już uśmiechała się do zdjęć.
Spryciara – pomyślałem i sam zacząłem uśmiechać się i pozować.
Pozowanie do zdjęć szybko się skończyło i przyszedł czas na wywiady. Pytali mnie o płytę, jej promocje, ale pierwsze pytanie jakie podało w moją stronę brzmiało: „Kim jest ta dziewczyna?”. Odkąd media ujrzały Sky po raz pierwszy każdy zastanawiał się kim ona dl mnie jest. Niektórzy uważali, że to moja kuzynka, inni brali ją za siostrzenicę Scootera, ale nikt nie domyślał się prawda, mieli poznać ją dopiero teraz.
- To jest Schuyler i będę jej pomagał w rozwinięciu skrzydeł. Zrozumiecie jak ją usłyszycie – powiedziałem obejmując dziewczynę w talii i przyciągając ją do siebie delikatnie, na co chyba się zarumieniła.
Sky odważyła się i sama odpowiedziała na kilka pytań, co jakiś czas zerkając na mnie. Nie miałem pojęcia czemu to robi, ale uważałem, że to słodkie szczególnie w jej wykonaniu.
Oczami Domi
Kiedy zdjęcia i wywiady się skończyły odetchnęłam z ulgą. Teraz tylko dotrwać do występu, a potem after party. Kiedyś marzyłam o czymś takim, nawet nie myśląc, że tak szybko to się stanie naprawdę.
- Sky wszystko dobrze? – usłyszałam głos Justina i dopiero po chwili zrozumiałam, co do mnie mówi. Odpowiedziałam skinieniem głowy, a on się do mnie uśmiechnął. – Chodź, pewnie już na nas czekają – wziął mnie za rękę i gdzieś zaprowadził.
Dopiero kiedy zobaczyłam Kalę i Alexa zrozumiałam. Na chłopaka nawet nie zwróciłam uwagi, ale za to przyjrzałam się przyjaciółce. Wyglądała strasznie dziewczęco i słodko w przeciwieństwie do mnie.
- Boże, Kala wyglądasz pięknie! – powiedziałam przytulając ją delikatnie. Odsunęłam się by móc przyjrzeć się jej dokładnie - Skąd wzięłaś tą sukienkę? – zapytałam, bo nie pamiętałam by miała taką. Ona jedynie skinęła w stronę Justina i już wiedziałam wszystko.
Zaczęłam rozmawiać z nią i w pewnym momencie usłyszałam chrząknięcie. Kiedy się odwróciłam i ujrzałam Aleca tylko prychnęłam cicho.
- Domi – jak tylko usłyszałam swoje prawdziwe imię posłałam mu mordercze spojrzenie, a on od razu się poprawił – to znaczy Sky. Myślisz, że nie chciałem ci powiedzieć? Tyle razy chciałem ci powiedzieć prawdę, ale nie mogłem przez wujka. Kiedy miałaś już ją poznać, powiedziałaś mi o demie dla Justina. Nie chciałem byś pomyślała, że osiągnęłaś to dzięki mnie, a nie swojemu talentowi. Sky proszę zrozum – ostatnie zdanie powiedział ciszej i wydawało mi się, że zobaczyłam łzy w jego oczach.
Mam za miękkie serce – pomyślałam przytulając chłopaka do siebie.

Stałam już przebrana i czekałam na swój występ, poprawiając ten durny mikrofon.
- Zostaw, bo popsujesz – usłyszałam głos Justina i zostawiłam mikrofon w spokoju.
Chłopak podszedł do mnie i sam go poprawił, także już mi nie przeszkadzał.
- Dzięki – powiedziałam i zaczęłam powtarzać kroki, bo tekst znałam, aż za dobrze.
Kiedy Just zorientował się co robię zaśmiał się, a ja uzłaca to za najpiękniejszy dźwięk na świecie.
- No co? – zapytałam udając, że nie wiem o co chodzi.
- Nic tylko zachowujesz się jak ja przed każdym występem – odpowiedział mi z łobuzerskim uśmiechem.
Pokręciłam tylko głową i poprawiłam fullcap modląc się, czego często nie robiłam by ten występ poszedł mi świetnie.
Przed wyjściem na scenę usłyszałam od JB jeszcze powodzenia, a potem zaczął się mój występ.
What to do, what to do with the boy like you?
L-like you? What to do with you? (Oh!)
What to do with the boy like you?
(What to do with the boy like you? L-like you?)
I know you know
I’m wrapped around your finger
You're so, you're so
Beautiful and dangerous
Hot and cold
Don't you see the light, boy
I could blow your mind, boy
Let me be your new toy
I do what I want and I get what I want when I want it, w-want it, w-want it
I'm not gonna stop til I get what you got til I got it, g-got it, g-got it
What to do with the boy, with the boy like you?
Got me lost, got me hooked
Now I'm so confused
Was this apart of your plan?
I don't really understand
What to do, what to do with the boy like you? (Oh!)
With the boy like you (Oh!)
With the boy like you
I’m gonna win
Boy, your game is over
Try to play
But you're down 10-1
Keep the change
You won't know what hit cha
You're not fooling anyone
I do what I want and I get what I want when I want it, w-want it, w-want it
I'm not gonna stop til I get what you got til I got it, g-got it, g-got it
What do I do with a boy, with a boy like you?
Got me lost, got me hooked
Now I’m so confused
Was this apart of your plan?
I don't really understand
What to do, what to do with a boy like you?
What do I do with a boy like you?
L-like you. What do I do with you? (Oh!)
L-like you. What do I do with a boy like you?
What do I do with a boy like you.
Like you. What do I do with you. (Oh!)
L-like you. What do I, w-what do I do.
What do I do with a boy, with a boy like you?
Got me lost, got me hooked
Now I’m so confused
Was this apart of your plan?
I don’t really understand
What to do, what to do with a boy like you?
What do I do with a boy, with a boy like you?
Got me lost, got me hooked
Now I’m so confused
Was this apart of your plan?
I don’t really understand
What to do, what to do with a boy like you?
What do I do with a boy like you?
L-like you. What do I do with you? (Oh!)
With a boy like you. (Oh!)
What do I do with a boy like you?
L-like you. What do I do with you? (Oh!)
With a boy like you. (Oh!)
With a boy like you. (Oh!)
With a boy, with a boy like you

Kiedy wysęp się skończył, nie mogłam przestać się uśmiechać. Byłam taka szczęśliwa jak jeszcze nigdy. Rozpierała mnie energia i szczęście.
- I jak po pierwszym występie mała? – nie zdążyłam się jeszcze napić, a Justin już stał obok mnie choć widziałam go przed chwilą pod sceną.
- Świetnie! To było coś niesamowitego! – powiedziałam sięgając po butelkę wody.
- Poczekaj do rozpoczęcia trasy. Koncerty i ta energia od Beliebers na pewno ci się spodoba – dodał i zniknął, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.

After party zaczęła się już dawno, ale ja dopiero teraz się tam pojawiłam. Po występie musiałam się przebrać i udzielić kilka wywiadów. Kiedy tylko znalazłam się na miejscu, rozglądałam się za Kalą, Justinem, Alexem lub kimkolwiek kogo znam. Długo nie musiałam szukać, bo już po chwili ktoś zasłonił mi oczy. Tą osobę wszędzie rozpoznam.
- Alex wiem, że to ty – powiedziałam rozbawiona, a chłopak odsłonił mi oczy, ale nie odezwał się nawet słowem tylko zaprowadził na parkiet.
To do niego niepodobne – pomyślałam, ale już po chwili moje myśli skupiły się na tym, że Alex obejmuje mnie w talii.
Światło było strasznie słabe, choć błyskały różne kolorowe światełka, ale dałam radę dostrzec, że chłopak ma na sobie kapelusz, tak jak i Justin. Zabrałam mu go i założyłam, a potem objęłam rękami jego szyje. Przetańczyłam z nim kilkanaście piosenek śmiejąc się i tuląc do niego. Kiedy ostatnia właśnie się kończyła zebrałam w sobie odwagę i musnęłam delikatnie jego wargi. Na początku był chyba oszołomiony, ale już po chwili zaczął mnie delikatnie całować. Może nie uwierzycie, ale był to mój pierwszy pocałunek i cieszyłam się, że całuje się z Alexem, ale gdzieś w głębi duszy żałowałam, że to nie Justin.
Kiedy oderwałam się od jego cudownych warg i otworzyłam oczy doznałam szoku. Przede mną stał Just, który uśmiechał się do mnie delikatnie, a ponad jego ramieniem zobaczyłam wściekłą Selenę.
Boże, co ja narobiłam?! – krzyknęłam do siebie w myślach uwalniając się z jego uścisku i biegnąc do wyjścia.
Gdy znalazłam się już na zewnątrz po moich policzkach spływały łzy, a makijaż pewnie był rozmazany, ale ja miałam to gdzieś.
Pocałunek z Justinem to nie był tylko zwykły pocałunek, tylko coś więcej… o wiele więcej – takie myśli chodziły po mojej głowie kiedy siedziałam w limuzynie wiozącej mnie do domu Justina, a przez najbliższe 3 lata też mojego.
Kiedy samochód w końcu się zatrzymał szybko z niego wysiadłam i tylko spojrzałam czy nikogo nie ma jeszcze. Na szczęście Justa jeszcze nie było, a ja pobiegłam szybko do pokoju, zamykając za sobą drzwi na klucz. Mogło się wydawać, że jestem opanowana, ale całą drogę płakałam i nawet teraz łzy spływały po moich policzkach.
- Jak mogłam go nie rozpoznać?! – krzyknęłam zła na siebie, wszystko i wszystkich.
Jutro miało mnie tu nie być, więc spakowałam ostatnie rzeczy i poszłam do łazienki. Rozebrałam się i weszłam pod gorące strugi wody, które zmywały mój rozmazany makijaż, a także moje łzy.
Nie wiem ile stałam pod prysznicem, ale szczerze mnie to nie obchodziło. Gorąca woda pomogła mi się uspokoić choć na chwilę, bo kiedy położyłam się do łóżka przebrana w za duży T-shirt o spodenki po moich policzkach spływały kolejne dziś już łzy.
Zapowiada się przepłakana noc, którą odeśpię w samolocie do Włoch – pomyślałam tuląc się do poduszki i próbując zasnąć.
------------------------
No i kolejny rozdział za nami. Chcę wam ogłosić, że blog zostaje oficjalnie przeniesiony. Mam nadzieje, że nadal będziecie go czytać, bo akcja dopiero się rozkręca.
Do następnego na blogspot
Domi
Tagi: Rozdział 9
17.04.2013 o godz. 19:25
WIELKI POWRÓT! :D

PO DŁUGIEJ NIEOBECNOŚCI WRÓCIŁAM! Miło Was ponownie spotkać. Szczegóły pod rozdziałem. :) Miłej lektury!
Muzyka
Oczami Justina

Właśnie wtedy, gdy miał stać się koniec, wtedy, gdy wkraczałem w ostatni, najwyższy etap rozpaczy, wtedy, gdy już traciłem nadzieję, wtedy, gdy już nie zastanawiałem się, czy warto położyć kres życiu i przywitać się ze śmiercią, czy nie, lecz po prostu chciałem to zrobić i zapomnieć o wszystkim, właśnie wtedy usłyszałem głos Julii, który był dla mnie jak głos anioła… Anioła, którego nie widziałem.
- Justin! – zawołała. Jej głos przerwał mój smutek i na chwilę zapomniałem o moich zamiarach. Patrzyłem się uważnie w tamtą stronę.
Była jak anioł, którego nie widziałem.
Ale czułem jego obecność.
Przełknąłem z wysiłkiem ślinę. Czułem, jak gardło płonęło mi z bólu, lecz to nie miało znaczenia. Ledwo potrafiłem ruszyć lodowatymi dłońmi lub nogami, które stały sztywno na barierce mostu.
- Julia? – spytałem, drżącym głosem. – Julia, jesteś tam? – krzyknąłem głośniej. Patrzyłem się z góry na las otoczony ciemnościami, który czym dalej się ciągnął, tym gęściejszy się stawał. I nie widziałem tam nic, poza konturami jakiejś chaty, gdzieś dość daleko i prócz setek różnych drzew. Ani żywej duszy. Wydawało mi się, pomyślałem. Rzeczywiście zwariowałem. Słyszę jej głos, paplam jak popapraniec i stoję na barierce mostu. Może to z tęsknoty, a może po prostu postradałem zmysły. Ale faktem jest, że nigdy bym sobie nie wybaczył, gdyby jej coś się stało z mojej winy. Nawet gdybym chciał, nie potrafiłbym żyć ze świadomością, że przeze mnie komuś stała się wielka krzywda.
- Julia! – wrzasnąłem głośno, by jednak się upewnić, że jej nie ma w pobliżu. Nastała chwila ciszy. Serce mi waliło jak szalone, z odrobiną nadziei. Szklanymi oczyma rozglądałem się dookoła. Wstrzymywałem nawet oddech, by nie zagłuszyć najcichszego odgłosu. Czekałem.
Ale było cicho jak, kurwa, makiem zasiał. Zresztą nie miałem już nawet siły przeklinać. To i tak nic nie mogło zmienić… I moja śmierć… nic nie mogła zmienić.
Zszedłem z barierki i usiadłem na moście, opierając się o nią. Chwyciłem sweter Julki w dłonie i wytrzepałem go niestarannie ze śniegu. Zamknąłem oczy i pozwoliłem łzom ogrzewać moją twarz i spływać na jedyną rzecz, która została mi po Julii. W tej pozbawionej jakiejkolwiek nadziei chwili, zrozumiałem ryzyko jakie podjąłem zostawiając ją tutaj… I zrozumiałem, co zrobiłem. Przez chwilę jednak waham się jeszcze, co do podjętej właśnie decyzji… Ale nie potrafię naprawić tego, co zrobiłem. Żadna ilość łez, miłości lub błagań nie odnajdzie i nie przywróci mi Julii.
Pozbawiony jakichkolwiek sił podniosłem się, jeszcze raz spojrzałem się za siebie, po czym ruszyłem w kierunku miejsca, z którego tu przyszedłem.
Oczami Julii

Biegłam tak szybko, na ile było mnie tylko stać i krzyczałam, ile sił w płucach, ale w końcu musiałam się zatrzymać. Byłam wycieńczona. Ostatkiem sił uniosłam głowę i spojrzałam się na most.
I serce mi na chwilę stanęło, gdy zobaczyłam, że na nim już nikt nie stoi. Już było za późno! Zerwałam się i biegłam w stronę wzburzonej rzeki. Woda płynęła bardzo szybko i rozbijała się o wielkie skały. Było tu naprawdę głośno i wiało stąd przeszywającym całe ciało chłodem. Zaczęłam rozglądać się i szukać wzrokiem czegokolwiek, jakiegoś znaku – czapki Justina, rękawiczki, zegarka, komórki, ale nie widziałam nic…
Wiecie co jest najgorsze? Stracić nadzieję. W takim razie najgorsze miałam już w tej chwili za sobą. Usiadłam na śniegu. Nie mogłam już nic zrobić. Czułam, że to moja wina. Czułam pustkę. Wiedziałam, że zawiodłam Justina, zawiodę wszystkich – jego całą rodzinę, fanów, moją mamę i siebie samą! Nigdy sobie nie mogłam wybaczyć. Miałam mu pomagać… On mnie potrzebował.
W tej chwili sobie uświadomiłam jak cholernie ja sama go potrzebuję.
- Justin...
Gdy go wołałam, tak naprawdę nie wzywałam już nikogo. Nawet nie miałam już kogo wołać. To był tylko dodatek do tej strasznej nocy i do odgłosu wzburzonych fal.
Lewis pomógł mi wstać.
- Nie poddawaj się… Na pewno nic mu nie jest. Wstań. – powiedział czule, chwycił mnie za ramię i podał mi latarkę. - Weź się w garść. Nie widziałem, by ktokolwiek skakał z mostu, może tylko się za tobą rozglądał, przecież wspominałaś, że on ma głupie pomysły i nie potrafi przewidzieć konsekwencji swoich czynów.
Ruszyliśmy. Zaczęłam świecić dookoła latarką, szukając Justina wzrokiem i wołaliśmy go oboje. Ale oprócz naszych nawoływań panowała absolutna cisza. Nawet wiatr ustał, a rzeka uspakajała się i cichła. Ten bezgłos przerywał tylko mój bezradny szloch, który powoli się uciszał. Na pewno z nim wszystko w porządku, myślałam. Po prostu przesadzam, tak jak zwykle ludzie przesadzają, gdy się martwią o kogoś, kogo kochają. Przypomniało mi się, jak kiedyś zostałam dłużej w szkole, a mamie wpadł do głowy durny pomysł, że może ktoś mnie porwał i właśnie mnie gwałci, podczas gdy w rzeczywistości siedziałam na konsultacjach z fizyki. Wtedy tego nie rozumiałam... Teraz doznałam już strachu o najbliższych.
Oczami Justina

Całe moje zdrętwiałe od zimna ciało mnie bolało i każdy krok kosztował mnie wiele wysiłku. Byłem głodny i chciało mi się pić. Drżałem z zimna. Kręciło mi się w głowie i nie do końca wiedziałem już gdzie zmierzam i czy idę w dobrą stronę. Czułem, że będę bardzo chory. Nie starczyło mi sił na długo… W końcu usiadłem pod jakimś drzewem i poczułem jak moja głowa staję się ciężka. Nie czułem już żadnej części mego ciała. Oczy mi się zamykały. Nie byłem w stanie nawet pomyśleć, czy ja zasypiam, czy umieram, i w ogóle co się ze mną dzieje. Zresztą było mi wszystko jedno. Nie czułem nic. Jakbym już przestał istnieć, mimo że nadal żyłem. Nie pamiętam co było dalej.
Oczami Julii

Lewis był naprawdę kochany, że chciał mi pomóc… Szukaliśmy go jakiś czas. Panująca atmosfera przygnębiała mnie jeszcze bardziej. Rzeczywiście, jakby zapowiadała wielkie nieszczęście.
Nie będę was już zanudzać opisywaniem miejsc, w których go szukaliśmy – zresztą wszystkie miejsca wyglądały tak samo, w końcu byliśmy w lesie. Nie trwało to bardzo długo. Prędzej czy później i tak pożegnałabym się z Lewisem i sama krążyła dalej po lesie. Z każdą sekundą było coraz mniej nadziei. W pewnym momencie na śniegu znalazłam breloczek Justina do spodni, puszystą białą kulkę… Była przemoczona i brudna. Zmieniła kolor na szary. Podniosłam ją i wtuliłam ją w siebie.
- Where’s my baby?! – wrzasnęłam na cały las i zaszlochałam. – Gdzie jest moje kochanie?!
- Julia… Kogoś tam widzę. – odezwał się nagle Lewis. W ułamku sekundy oprzytomniałam i spojrzałam przed siebie. Mężczyzna oświetlił latarką miejsce, gdzie… leżał Justin oparty o pień drzewa. A w rękach trzymał kurczowo mój sweter.
- Justin! Jezus Maryja, Justin... – podbiegłam do niego i uklękłam przy nim, nie zwracając uwagi, że moje kolana marzną w lodowatym śniegu. Objęłam dłońmi jego twarz i przyjrzałam się mu. Ale on ani drgnął. Był lodowaty. Spływały po nim zimne kropelki wody. Miałam zamiar ubrać go w mój sweter, który miał w rękach, by choć trochę go ogrzać, ale okazało się, że jest przesiąknięty śniegiem. Zadałam sobie pytanie, jak w ogóle go znalazł… On mnie szukał… A ja szukałam jego. Szukał mnie do ostatniej chwili, aż do zupełnego wyczerpania. Zrobiłabym to samo. Nigdy nie zostawiłabym tu Justina samego. Mimo smutnego widoku zmarzniętego, nieprzytomnego chłopaka pojawiło się coś w rodzaju radości w moim sercu. Byłam szczęśliwa, że go widzę, że widzę jego piękną twarz, na której jednak maluje się cierpienie. Poza nim nie dało się odczytać z jego twarzy nic więcej. Może tylko mi się wydaje, że odnalazłam Justina? Może to tylko jego ciało… Może Justina już nie ma.
– Lewis, pomóż mi! – zawołałam. On zareagował od razu i wyjął ze swojej torby koc, który wcześniej przygotował, najwyraźniej spodziewając się takiej sytuacji. Pomogłam mu owinąć w niego Justina, który był bardzo przemarznięty. Każdy mój dotyk był delikatny, przepełniony miłością. Chciałam teraz dobrze dla Justina. Nie miałam mu za złe. Sobie samej miałam za złe. Lewis chciał już ruszać w drogę, ale ja co chwilę panicznie sprawdzałam tętno Jusa. Biło mu serce. I to była dla mnie ogromna ulga. Każde jedno uderzenie było dla mnie sensem życia.
- Trzeba go zabrać do szpitala! – krzyknęłam i spojrzałam przerażonym wzrokiem na Lewisa, który jednak pokręcił przecząco głową.
- Nie panikujmy. Nic mu nie będzie, to silny chłop! Ogrzejmy go w samochodzie, poczekajmy, nie jest tak źle. Serce mu bije poprawnie, oddycha… Zobaczymy, jak będzie. A będzie dobrze. – uśmiechnął się. Przytaknęłam. Lewis dźwignął Justina.
Teraz jedyne co pozostało to zabrać go do auta i zająć się Jusem.
*

Położyliśmy Justina na tylnych siedzeniach, owinęliśmy kocem i przykryliśmy suchą kurtką. Lewis usiadł przed kierownicą, ale na razie nie zamierzaliśmy jechać. Nie wiedziałam co robić. Czekaliśmy.
Lewis patrzył na moją zmartwioną twarz, a ja z nadzieją wpatrywałam się w Justina. Miałam nadzieję, że zaraz się obudzi i już wszystko będzie dobrze. Że mi wybaczy. Wciąż otulałam go staranniej i panicznie sprawdzałam jego tętno, zdjęłam mu z nóg mokre buty, rozebrałam go z przemoczonej bluzy i założyłam na niego polar, który podał mi Lewis. Zamierzałam też zabrać mu z rąk mój zimny, przemoczony do suchej nitki sweter, by jego dłonie miały szansę się ogrzać, ale trzymał go bardzo mocno i jego palce były sztywne od zimna. W końcu jednak udało mi się odłożyć sweter. Bałam się, że jego ręce opadną teraz bezwładnie, a to byłby straszny widok... Ale tak się nie stało. Justin, choć nadal nieprzytomny, położył ręce spokojnie na klatce piersiowej.
- On nie zapadnie w śpiączkę, prawda? – spytałam Lewisa, a ten pokręcił przecząco głową.
- Coś ty! Jasne, że nie. – przekonywał mnie, i nawet lekko się uśmiechnął, wiedząc, że grubo przesadzam, ale nie odezwał się słowem na ten temat. A ja, chociaż nieprzekonana, odetchnęłam z ulgą i pogłaskałam Justina po mokrym policzku, który był cieplejszy niż jeszcze chwilę temu.
- Słyszysz mnie, Justin? – wyszeptałam. – Jestem z ciebie dumna… Byłeś taki dzielny. Zapomnijmy o tym co się stało. Wybacz mi, że nie potrafiłam ci pomóc. Teraz już będzie lepiej… Justin… - mówiłam bardziej do siebie, niż do niego, bo chłopak ani drgnął. – Kocham cię... – to ostatnie co powiedziałam. Położyłam się przy nim i wtuliłam się w niego od tyłu.
Oczami Justina*

Ciemność. Cisza…
- Słyszysz mnie, Justin?
Szept. Wydał się jeszcze bardziej milczący niż sama cisza. Czy szept może być milczący? W tamtej chwili wszystko milczało.
Powoli zaczynałem widzieć. Odróżniałem kolory… Widziałem tłum ludzi. Zacząłem się przez nich przepychać, przemykać między nimi po cichu do mojego samochodu. Bałem się. Wiedziałem, że jestem tutaj niemile widziany. Wiedziałem, że mnie tu nie chcą. I znowu ciemność.
,,Fucking little cock!”
Cisza.
,,Fuck off back to America. Fucking liitle morot!”
Każde słowo bolało. Byłem bez szans. Wszyscy dookoła krzyczeli na mnie i wyzywali mnie.
- Co powiedziałeś?! Co ty, kurwa, powiedziałeś?! – próbowałem się bronić, ale tylko pogorszyłem sprawę. Wszyscy wyczuli nutę płaczu w moich słowach i zaczęli mnie wyśmiewać i ubliżać mi jeszcze głośniej. Schowałem się w aucie i odjeżdżając, jeszcze słyszałem za sobą krzyki.
- Wypierdalaj z tego kraju! Nie chcemy ciebie tutaj, słyszysz?! Natychmiast rusz stąd swoją dupę! Już cię tu nie ma!
Cisza.
Widziałem Julię. Widziałem nas, jak dopiero się poznaliśmy i zwierzaliśmy sobie w moim pokoju. Widziałem też, jak się śmiała. Widziałem jak tańczyliśmy. I jak patrzyliśmy w gwiazdy na balkonie. Wtedy Julia wyszeptała ,,Jestem z ciebie dumna…”, uśmiechnęła się i zniknęła. Poczułem się, jakbym został zupełnie sam na świecie. Jakby już nie było nikogo. Nigdy nie czułem się tak samotnie.
- Czy kiedykolwiek czujesz się samotny? – usłyszałem głos Oprah z wywiadu, który był przed moim poznaniem z Julią.
- Oczywiście… Tak, czasem jestem samotny.
- Nawet z tym wszystkim, co masz?
- Mhmm… - potwierdziłem cicho, by się nie rozpłakać. – Wiesz, czasami każdy potrzebuje takiej drugiej osoby, by była przy tobie. I wtedy jestem samotny…
- A czy jesteś przygnębiony?
- Czasem tak. Są dni, gdy jestem bardzo przygnębiony.
- Ponieważ?
Ponieważ jestem sam. Bo wszystko mnie przerasta. Bo jak popełnię jakiś błąd, wszyscy się ode mnie odwracają. Bo nie wiem komu ufać. Bo nikt mnie nie rozumie. Bo wszyscy znają Justina Biebera, ale mnie, Justina, nie zna nikt. Bo się boję. Bo potrzebuję kogoś obok. Bo ludzie nie wiedzą, jaki jestem naprawdę.
- Ponieważ jestem po prostu człowiekiem.
Czasami masz gorsze dni, nie wiesz dlaczego, może po prostu… po prostu nie dajesz sobie rady z tym, przez co przechodzisz...
*

Oczami Julii

Jakiś czas później, w hotelu, Julia siedzi przy łóżku, na którym leży Justin
Jeszcze się nie obudził… To było straszne… Tylko patrzyłam i bezradnie czekałam, aż Justin da znak życia.
Tak naprawdę w samochodzie otworzył oczy i spojrzał na mnie. Przewrócił się powoli na bok i znów zamknął powieki. A potem błyskawicznie zasnął. Ale miałam wrażenie, że nadal jest nieprzytomny, bo spał bardzo twardo.
Ogrzewałam go własnymi dłońmi, kocami, niezliczoną ilością swetrów, kołder, przemywałam mu twarz ciepłą wodą, mimo że oczywiście nie była tak zmarznięta jak w chwili, gdy leżał w śniegu pod drzewem. Chciało mi się płakać, ale już zabrakło mi sił i tylko siedziałam obok i kiwałam się, wpatrzona w niego, ze śladami łez na policzkach. Wszystko mnie bolało, głowa mi pękała, ale ten ból był niczym w porównaniu z cierpieniem, panującym w moim sercu. Ono biło tylko dla Justina.
Oczami Justina

A Justin żył tylko dla niego.
Oczami Julii

Chwyciłam chłopaka za rękę i zaczęłam mu śpiewać cichym, drgającym głosem, który był już nieco zachrypnięty.
- Don’t you worry… Don’t you cry… Even it’s not a story, it’s our life…
Justin zadrżał delikatnie i jęknął. Wbiłam przestraszony wzrok w chłopaka i pomogłam mu się nieco podnieść. Aż wreszcie otworzył nieznacznie oczy i spojrzał na mnie spod przymkniętych powiek. Wyglądał mizernie. I tak też się czuł.
- Justin… - nie zdołałam powiedzieć nic innego i przytuliłam go mocno do serca. Serca, które bije tylko dla niego. Już nie drżałam z emocji, ponieważ udało mi się uspokoić. Podałam mu kubek ciepłej herbaty do ust. - Skarbie… Już wszystko będzie dobrze, obiecuję. – mówiłam. – Obiecuję. – powtórzyłam i chwyciłam go za rękę. Patrzył na mnie niemrawo, wciąż jakby nieprzytomnie.
- Widziałam, że chciałeś skoczyć z mostu. – przełknęłam głośno ślinę. – Jestem z ciebie dumna, że tego nie zrobiłeś. Justin… Nic nie mów. Wybacz mi. Jak mi nie wybaczysz to cię zrozumiem. Ale nie wywalaj mnie z pracy. Nie dlatego, że chcę twoich pieniędzy. Ja chcę być przy tobie. Nie mogę cię zostawić. Chociaż możesz mnie nawet wywalić i mi nie płacić ani grosza. Nie obchodzi mnie to. Nie zostawię cię… Nie musisz nic mówić, Jus… Odpocznij… - wyrzuciłam z siebie to wszystko prawie na jednym oddechu. Chociaż czułam się fatalnie, bardziej się martwiłam o samopoczucie Justina.
- Ja? – spytał drżącym głosem, w którym słychać było same negatywne emocje. Smutek. Współczucie. Łzy. Zmęczenie. Zagubienie. – Wybaczyć tobie? To ty wybacz mi, Julka…
- Ciii… - przytknęłam mu palec do ust, po czym zabrałam kubek z jego rąk i odłożyłam na stolik nocny. – Odpoczywaj, Justin. Nie mam ci za złe.
- Dziękuję, że mnie nie zostawiłaś, nawet gdy cię wyrzucałem. Wywiozłem cię na drugi koniec miasta, a to ty mnie szukałaś i ty mnie uratowałaś. – westchnął głośno i zamknął oczy. Odsunął moje dłonie od swojej twarzy. – Jestem wstrętnym gnojem, wiem. Ale idź, Julka… Po tym co ci zrobiłem… Ja nie chcę ci zrobić krzywdy. Idź, Julia… Ja się boję… - nie mógł dobrać słów.
- Nie martw się, Jus! – przerwałam mu. – Wiem, że jesteś dobrym, cudownym człowiekiem. Nie boję się, skarbie… Ufam ci. Nie chcę cię zostawić.
- Mm, nie, Julka! – podniósł głos, ale wtedy przytuliłam go mocno i wybuchnął płaczem. – Nie zostawiaj mnie… - wyszeptał, myśląc, że nie słyszę, oparł głowę na moim ramieniu i bawił się czule moimi włosami.
Oczami Justina

Ranek, godzina 8:36
Obudził mnie słoneczny promyk padający na moją twarz. Otworzyłem oczy, ale zaraz je przymknąłem. Gdy tylko się poruszyłem ból przeszył całe moje ciało, aż stęknąłem cicho, ale usiadłem i rozejrzałem się. Obok mnie spała Julia. Była ubrana dokładnie w to, co wczoraj, gdy się otrząsnąłem. Widocznie zasnęliśmy nieświadomie. Pogłaskałem ją po policzku, a mój dotyk ją obudził. Od razu na mój widok się uśmiechnęła, więc ja do niej też.
- Dzień dobry, księżniczko. – przywitałem ją, próbując nie myśleć o tym, że wyglądam przynajmniej tragicznie, i że każde słowo powoduje ogromny ból w moim gardle.
- Dzień dobry… - próbowała się przeciągnąć, ale nagle skrzywiła się, jakby poczuła ból w mięśniach lub dostała nagłego ataku migreny. Leżała jeszcze chwilę, dopóki nie nabrała sił, by coś powiedzieć. – Zgadnij, kogo znalazłam. A raczej co.
- Hmm… Co znalazłaś? – każde słowo sprawiało, że głowa bolała mnie jeszcze bardziej, ale rozmowa z Julią była mi teraz potrzebna.
- Jerrego.
- Kogo? – zmarszczyłem brwi i pociągnąłem nosem. – Jerrego? – na wszelki wypadek upewniłem się, czy mam na sobie spodnie.
- No. Patrz. – pokazała mi moją lalkę wodoo, której szukałem niedawno.
- To jest Swagguś! – poprawiłem dziewczynę i zabrałem jej moją własność. – Albo Pan Bezimienny. Chyba go pomyliłaś z kimś innym. – spojrzałem na nią podejrzliwie.
- Z kim? – spytała zdziwiona, ale zaraz zrobiła taką minę, która zdradzała, że już raczej wie, o co chodzi. – Ooo… Rzeczywiście. – zaśmiała się nerwowo. – No przecież, Swagguś. Jak mogłam pomylić! Przecież Jerry to… coś innego. Haha, woops.
Nie wytrzymałem i zacząłem się śmiać razem z nią. Nie brzmiało to jak śmiech, gdyż oboje byliśmy zakatarzeni i czuliśmy się okropnie, ale jednak się śmialiśmy. I to była jedna z niewielu chwil niedługo po ostatnich wydarzeniach, podczas których się uśmiechaliśmy. Potem oboje chorowaliśmy, mieliśmy wysokie gorączki i czuliśmy się okropnie przez pewien czas. Piliśmy takie okropne świństwo zwane mlekiem z miodem, które Julce smakowało, braliśmy leki przeciwgorączkowe i syropy i dopiero po jednym dniu wezwaliśmy lekarza. Julka miała zapalenie zapalenie migdałków, a ja ostre zapalenie oskrzeli... I było niezbyt przyjemnie. Wyszedłem z tego po 7 dniach, ale wtedy Julka jeszcze nie doszła do siebie, mimo, że jej choroba zazwyczaj trwa krócej, bo się przepracowywała - robiła zakupy i gotowała, kiedy powinna leżeć i odpoczywać.
Najgorsze było to, że przegapiłem cztery koncerty, ale udało je się przesunąć na późniejszy termin. Obiecałem Julce, że zrezygnuję z najbliższego koncertu, gdyż byłem jeszcze trochę osłabiony po chorobie.
- Justin, zrezygnujesz z najbliższego koncertu, a jak pojawisz się na kolejnym, to pamiętaj, że jakbyś się źle poczuł to masz usiąść albo się położyć chociażby na scenie! I jak będzie taka potrzeba zaczepisz jakiegoś tancerza, żeby cię odprowadził za kulisy, chociażbyś miał przerwać w połowie piosenki, jasne?
Obiecałem jej, że zrezygnuję z koncertu w Londynie, ale ja nie potrafiłem zawieźć fanów. Po prostu nie potrafiłem.
Ryan mi we wszystkim pomógł. Jak tylko dowiedział się, co się ostatnio stało przyjechał do Anglii. Julka była chora bardziej niż ja, miała tego dnia wysoką temperaturę. Ryan przyszedł do hotelu się nią zajmować. Wtedy akurat spała, a ja miałem wymknąć się z pokoju i popędzić na koncert. Ryan miał pilnować, by w razie jak Julia się obudzi, nie domyślała się niczego. Jednak nie wszystko poszło dobrze z planem. Trzeba było się słuchać Julki…
Miałem jeszcze chwilę czasu, więc razem z przyjacielem usiadłem sobie przy śpiącej Julii. Nie chciałem jej zostawić samej nawet na chwilę, dlatego nie poszliśmy rozmawiać do salonu. I dlatego też zwołałem do Anglii Ryana, by tego wieczoru Julka nie została sama. Gdzieś tam w środku chciałem, by Julia spodobała się Ryanowi i by on trochę mi pozazdrościł, że spędzam z nią całe dnie (i noce). Tyle, że Julka akurat wtedy była chora…
Jednak jeszcze zanim Ryan przyszedł do nas w gości uczesałem sięgające prawie do pępka włosy Julki i umalowałem jej paznokcie, bo wiedziałem, że sama na to nie ma siły.
- Jaka ona ładna… - westchnął, gdy już siedzieliśmy obok niej i patrzyliśmy się na nią jak cielę w malowane wrota. Uśmiechnąłem się pod nosem i spojrzałem na niego z ukosa. – Wiem, o czym myślisz. – powiedział, a ja się zarumieniłem, sam nie wiem dlaczego.
- O czym? – spytałem i odwróciłem wzrok.
- Nie udawaj, że nie wiesz! Na pewno masz ochotę ją czasem... - ucichł, gdy spiorunowałem go wzrokiem. - ...pocałować. Powiedz, czemu tego nie robisz? Ma chłopaka? – dopytywał się.
- Pff, Ryan, co ty znowu paplasz. – przewróciłem oczami.
- Och, przepraszam. ,,Tylko przyjaciele”, ho ho ho! – przedrzeźniał mnie. Szturchnąłem go lekko.
- Ej! Ona ratuje mnie z opresji i… zresztą wiesz, jaka ona dla mnie jest. – westchnąłem.
- Stary… Nadal nie masz ochoty jej pocałować? Po tym wszystkim co dla ciebie zrobiła? Po każdej nocy jak śpi przy tobie? I po tym jak tańczycie i uczycie się razem? Po tym jak cię zawsze pociesza, i wspiera, i kocha, i tuli, i w ogóle jest przy tobie cały czas? Czasami tylko ona. Nawet gdy wszyscy odchodzą. Powiedz, nie masz ochoty jej pocałować?
Nastała cisza. Cały czas patrzyłem na Julię albo w podłogę, a nie w oczy Ryana, bo po prostu się wstydziłem.
- Mam. – odpowiedziałem krótko.
- To, Justin, co cię powstrzymuje? – spytał i puknął mnie w ramię, bym na niego spojrzał, ale nie zrobiłem tego.
- Nie wiem… To trudne. – wyszeptałem. – Po pierwsze ona chyba ma chłopaka. Po drugie, gdyby chciała ze mną być to by było to po niej widać, a nie widać. Kocha mnie, ale na inny sposób. Po trzecie, boję się, że gdybyśmy już byli razem i pokłócilibyśmy się, czy tam zerwalibyśmy czy cokolwiek, to by był koniec z tym co jest teraz, z tą przyjaźnią i tą więzią. Ja nie chcę być sam. Ona jest dla mnie taka dobra, Ryan. Nie wyobrażam sobie już bez niej funkcjonować. Ona sprawia, że się uśmiecham, i tylko ona mnie rozumie, i chociaż nie znała mnie przed moją sławą, tak jak ty, to ona wie doskonale, kim jestem. Traktuje mnie inaczej. I zawsze mnie chwali… I… Ja nie chcę jej stracić, Ryan. – spojrzałem w końcu na niego.
- Ale… skoro ona cię kocha, to cię nie zostawi.
- A jak odmówi? Co ona pomyśli? Że zależy mi na tym, by z nią chodzić, a nie na tym, by po prostu być zawsze blisko siebie? Że jestem tacy jak wszyscy?
- Mówiłeś, że lubi szczerość i wszystko przyjmuje ze zrozumieniem. Powiedz jej o tym, co czujesz. A spotyka się z kimś? Często wychodzi z domu?
- Nie… Nie wychodzi.
- Gada z kimś wciąż przez telefony? Na Skype? Wciąż się śmieje do monitora? Wzdycha? Wciąż ci gada o jakimś chłopaku, jaki jest słodki i co jej powiedział, i tak dalej?
- Nie. Tylko wzdycha i śmieje się do monitora, czasem pisze z kimś. Ale nie wiem z kim. – odpowiedziałem.
- Uu, koleś, chyba ci ktoś ją zabiera sprzed nosa.
- Och, Ryan… Nadal nic nie rozumiesz. Nieważne. – wstałem. – Pilnuj jej, a ja muszę już iść.
- Hej, hej! – zatrzymał mnie, gdy już chciałem odejść. – Poczekaj chwilę. Chociaż pocałuj ją na pożegnanie, przecież śpi.
Zarumieniłem się mocno, ale znalazłem jakąś wymówkę.
- Ale ona jest chora…
- To w policzek. Dajesz! Nie wstydź się, no. Przecież śpi… Wiem, że chcesz. Chociaż raz, będzie super, spróbuj jakie to uczucie…
Zawahałem się, ale podszedłem bliżej i usiadłem przy Julii, która spała jak kamień. Westchnąłem i pogładziłem ją po włosach. Wiedziałem, że będzie wściekła, że jej nie posłuchałem i jednak zagrałem koncert. Zbliżyłem się. Chyba nigdy nie byłem tak blisko jak teraz. To było takie niesamowite uczucie. Serce mi waliło jak szalone. Zamknąłem oczy. Słyszałem jej oddech. Świat się zatrzymał. Pocałowałem ją najdelikatniej jak potrafiłem. Musnąłem wargami jej policzek raz i drugi… I odsunąłem się od niej. Uśmiechnąłem się do Ryana.
- I jak? – spytał.
- Bosko. – odpowiedziałem, po czym wstałem. Dałem mu znak, że wychodzę i zamknąłem za sobą drzwi.
Oczami Julii

No, fajnie się spało, ale trzeba wstawać i zrobić Justinowi zupę, chociaż mam ponad 37 gorączki, ale to też nie jest tak źle. Ziewnęłam i otworzyłam oczy. Okazało się jednak, że ani ziewnięcie ani otwarcie oczu nie było najlepszym pomysłem, bo to pierwsze wywołało ogromny ból gardła, a drugie skończyło się mini atakiem serca na widok twarzy Ryana siedzącego naprzeciw mnie.
- Co ty tu robisz? – spytałam. – Gdzie Justin?

*Sen Justina jest mniej więcej pokazany w linku u góry pod nazwą ,,Muzyka". W tym fragmencie opowiadania znajdują się cytaty z wywiadu Justina z Oprah.

Przepraszam za długą nieobecność, ale z moim zdrowiem nie jest coraz lepiej, ale coraz gorzej. W ogóle zbyt często mam chwile załamania i nie jestem w stanie często pisać, ale teraz mam nadzieję, że rozdział będzie wcześniej. Naprawdę, przepraszam Was, zrozumcie mnie. Nie zostawiajcie mnie. Potrzebuję Was. Kocham dla Was pisać.
Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Wiem, że długo czekaliście. Starałam się, ale nie wiem, czy jest ciekawie. Piszcie w komentarzach.
Pewnie zauważyliście, że część zdarzeń w moim opowiadaniu była naprawdę w życiu Justina. Że tak powiem, śledzę jego życie i wszystko co się naprawdę wydarzy piszę tutaj z odrobiną fikcji, byśmy mogli zrozumieć jak on się czuje. By wszyscy Beliebers wiedzieli, że on też cierpi. Podpowiedzi co do nowych rozdziałów zawsze możecie znaleźć dowiadując się co naprawdę jest u Justina, np. jak zmienił fryzurę być może w moim opowiadaniu będzie o tym wspomniane (nie zrozumcie mnie źle, Justin nikogo nie wywoził do lasu, haha).
Obiecałam też polecić bloga Oli, więc zapraszam. KLIK!
Mam mnóstwo pomysłów na kolejne rozdziały, więc nie będzie nudno. Postaram się. :)
39 komentarzy = nowy rozdział
I gdybyście mogli się pomodlić za mnie, za zdrowie i ogólnie, byłabym wdzięczna. W tym tygodniu mam 6 sprawdzianów i muszę się uczyć, ale znalazłam czas, żeby napisać dla Was rozdział. Bo wiem, że długo czekaliście. ♥ Kocham Waaas!
I dziękuję za olbrzymią ilość komentarzy pod poprzednim rozdziałem - 48 i ponad 80 tysięcy wejść. Cieszę się, że wchodziliście tu codziennie, by sprawdzić, czy już jest nowy rozdział i mam nadzieję, że dziś, wchodząc i widząc nową notkę, ucieszyliście się. :)
PS. Tęskniłam za Wami. ♥
Tagi: 19
06.04.2013 o godz. 20:04

http://trying-not-to-love.blogspot.com/ mój nowy bloggg o JB wchodźcie i komentujcie proszę :*.
Tagi: opowiadanie
02.04.2013 o godz. 17:29
Muzyka!
Nie wiem czy spodoba Wam się taki typ rozdziału, taki ponury i smutny, ale mam nadzieję, że tak.
Oczami Julii

Robiło się coraz później. Dotychczas granatowe niebo ciemniało coraz bardziej, stając się coraz ciemniejsze. Chmury miały różne barwy – od szarych do buro-brązowych i wyglądały bardziej jak rozmyte smugi na obrazie jakiegoś sławnego malarza, niż na prawdziwe wieczorne obłoki. Słońca już nie było widać. Aż na sam widok krajobrazu za oknem chciało się płakać, nie wiadomo z jakiej przyczyny. Dlatego, że jest tak pięknie? Dlatego, że jest tak ponuro? Ale jeden widok przygnębiał mnie bardziej niż mroczne niebo. Zalana łzami twarz Justina.
Nie rozpoznawałam go teraz. Siedziały w nim jakby dwie osoby – Justin, ten co zawsze, wrażliwy i uczuciowy chłopak, który po prostu potrzebuje wsparcia, i człowiek, którego do tej pory nie znałam, który jest zdolny do wszystkiego, jeśli jego miłość go zrani. Nawet do najgorszych czynów. Gdy patrzyłam na twarz chłopaka raz widziałam w nim przyjaciela, który nie daje rady i miałam zamiar go przytulić, ale bałam się, widząc jego groźny wzrok.
- Nie potrzebuję cię. – zapewniał, dysząc ze złości. – Więc wyjdź. – dodał. Jego ton był bardzo gniewny, ale odważyłam się odpowiedzieć. Nie mogłam go tak po prostu zostawić w takim stanie i tylko czekać, aż chłopak sobie coś zrobi. Nie mogłam pozwolić, by siedział tu sam i podejmował szereg złych decyzji.
- Nie… - wyszeptałam stanowczo, nie odwracając wzroku. Ból mnie przeszył, gdy ścisnął mnie mocno za ramię.
Oczami Justina

Najpierw strata Sel. Potem fałszywi fani. A teraz jeszcze odejście Jess! Wszyscy wokół są tacy sztuczni. Cały świat jest załgany i zwyczajnie pomylony, tak jak ludzie, których spotkałem do tej pory na mojej drodze! Żyję w zakłamaniu.
Po prostu nie panowałem nad sobą i swoją złością. Chciałem rozwalić wszystko dookoła, chciałem być sam, miałem same złe zamiary, byłem wściekły na wszystko, wszystkich, i na cały świat. I tak się złożyło, że w pobliżu była tylko Julka i musiała tego słuchać i patrzeć na mnie w takim stanie, co też doprowadzało mnie do szału. Straciłem wszystkie nadzieje i siły w ułamku sekundy. Moje serce było tak boleśnie pęknięte, że nie miałem już żadnych dobrych uczuć, a same złe. Nikomu nie wierzyłem. W tamtej chwili nawet Julce nie ufałem. Ona jest tak samo fałszywa jak inni, ale ja zawsze dam się nabrać, myślałem. Zawsze! Bo jestem taki naiwny! A potem Julia weźmie tą kasę ode mnie i sobie pójdzie i zostanę znowu sam! Taka przyjaciółka za kasę, tak?! Że ja nie zauważyłem wcześniej jej sztuczności. Że ja, głupi, tego nie zauważyłem!
Ale druga połowa mnie mówiła: stary, co ty wyprawiasz! Nie dość, że nikt prócz niej ci nie został, to jeszcze ją wywalasz z domu, a potem pewnie będziesz beczał, że jej już nie ma, tak?! Ogarnij się. Ogarnij się, chłopie! Już!
Nie panowałem nad sobą. Tym bardziej musiała iść. Bałem się, że raczej posłucham tej gorszej strony i jeszcze zrobię jej krzywdę. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Nigdy nie byłem tak wkurzony. Musiałem ją wyrzucić z domu, zanim zrobię jej coś złego.
- Wyjdź, powiedziałem! Słyszysz?! – krzyczałem. Z jednej strony robiłem to dla jej dobra, z drugiej, bo nie chciałem jej znać. – Wyjdziesz czy nie?! – wrzasnąłem jeszcze głośniej.
Oczami Julii

Wyjść, czy nie? Wyjść, czy nie? Zastanawiałam się. I nic mi nie przychodziło do głowy. Każdej decyzji mogłam potem żałować. Ale już nie było czasu, by się dłużej namyślać. Jus szarpnął mnie mocno za ramię i wytargał z apartamentu. Szedł gdzieś ze mną, ściskając mnie mocno za ramię. Ledwo za nim nadążałam.
- Jak nie wyjdziesz, to cię sam, jasna cholera, wywiozę.
W końcu wyszliśmy z hotelu, a Jus wpakował mnie na tylne siedzenia swojego samochodu, a sam wsiadł za kierownicę. Ruszyliśmy. Nie wiedziałam, gdzie mnie wiezie, jednak nastała cisza, która mogła pomóc chłopakowi ochłonąć. Ale ja oczywiście popsułam wszystko swoim gadaniem.
- Nie wyżywaj się na mnie, dlatego, że zraniła cię dziewczyna… - powiedziałam.
- To twoja wina, rozumiesz?! Zniszczyłaś nas. Mnie. Nie chcę cię znać. – Justin przyspieszył.
Około 30 minut później
- Justin, nie wiem, gdzie ty mnie wieziesz, ale wracajmy, proszę! – mówiłam do Justina, ale jakkolwiek się odezwałam, doprowadzało go to do szału.
- Cicho! Wiozę cię do hotelu, z daleka ode mnie…
- Bez moich rzeczy? – spytałam.
- Dowiozę ci je potem! Uch… Gdzie ja skręciłem? Matko, pogubiłem się… Gdzie my, kurna chata, jesteśmy? – mówił do siebie i się rozglądał. Wyglądał, jakby już powoli dochodził do siebie, więc spróbowałam skorzystać z okazji.
- Jus, to nie moja wina, że twoja dziewczyna… - zaczęłam, ale mi przerwał.
- Znowu zaczynasz?! Wiesz co, Julka? Nie wiedziałem, że jesteś taką egoistką. Myślałem, że zawsze staniesz po mojej stronie. – mówiąc to wszystko, nie patrzył na mnie, ale przed siebie.
- Bo tak jest!
- Jasne! Mi jej będzie brakować jak nie wiem. – wyszeptał.
- A mnie nie będzie ci brakować? – spytałam niepewnie, ale spuściłam głowę. Sięgnęłam na tyły samochodu po bluzę i kurtkę i opatuliłam się. Było naprawdę zimno. Na siedzeniu obok leżała jakaś czapka, zdaje się Justina, więc włożyłam ją na głowę.
- Jeśli nie, to dlatego, że ona mnie kocha. A ty mnie nie kochasz. Ty jesteś fałszywa, jak wszyscy. – odpowiedział złośliwie.
- Jeżeli cię kocha, to dlaczego cię zostawiła? – odparłam. Nastała cisza. Jus gwałtownie się zatrzymał.
- Wysiadaj. – rozkazał stanowczo. Przeszedł mnie dreszcz. Tym razem był spowodowany strachem, a nie przeszywającym mnie mrozem. Cała się trzęsłam. Chyba nigdy nie było mi tak zimno jak teraz. Nie czułam stóp, ani dłoni, ani nosa, i szczękałam zębami. Ale gdy to powiedział, zastygłam w bezruchu. Nie wiedziałam, czy mówił na serio. – Chciałem cię zawieść do hotelu, ale skoro taka jesteś, dasz sobie radę sama.
- Ale…
- W tej chwili.
Nie chcąc go denerwować, otworzyłam drzwi samochodu i wysiadłam.
- Zamknij. – wycedził przez zęby. Zawahałam się, ale zatrzasnęłam drzwi i odeszłam trochę. Moje nogi zatopiły się po kolana w śniegu. Nie było tutaj nic. Totalne pustkowie. Nie było nawet śladów ludzkich stóp. Tylko śnieg. I las. A dwa metry za moimi plecami stała jakaś stara, rozwalająca się chata z dech. Wyglądała jak karczma sprzed trzystu lat. I to jeszcze taka nawiedzona, w której kiedyś ktoś popełnił zabójstwo. Dach był załamany, drzwi prawie odpadały, kiwając się w jedną i drugą stronę, gdy wiatr dmuchnął choć odrobinę mocniej, skrzypiąc przy tym hałaśliwie. Obok leżała jakaś deska i strzępki drewna. I było bardzo zimno. Przeleciało mi przez myśl, że to dobre miejsce do kręcenia horrorów, a potem pomyślałam, że nie mam specjalnej ochoty, by znaleźć się w takim filmie.
Wpatrzyłam się w samochód Justina, który już się wycofywał.
- Justin!... – zawołałam. Pierwszy raz pozwoliłam sobie na płacz. Głos mi się załamywał. – Nie możesz mnie tu zostawić! – krzyknęłam i poszłam za nim kilka kroków. Lecz pojazd już zawracał. – Wracaj! Jak mam stąd wyjść?! Którędy iść?!
Odjeżdżał. Widziałam jak znikał.
- Proszę… - wyszeptałam. Pobiegłam za autem. Wiedziałam, że sama nie dam sobie rady. Właśnie zostałam zupełnie sama w obcym miejscu, w mieście, w kraju, w świecie, którego nie znałam.
Oczami Justina

Jakiś czas później, hotel
Wpadłem do apartamentu i z hukiem zatrzasnąłem za sobą drzwi. Chwilę krążyłem od ściany do ściany, łapiąc się od czasu do czasu za głowę i zastanawiając się, co u licha się ze mną dzieje, co ja wyprawiam, dlaczego i czy dobrze zrobiłem, czy źle, i co się dzieje, i co zrobić i… I nic nie wymyśliłem. Usiadłem na łóżku i westchnąłem. Próbowałem się uspokoić. Podczas jazdy z powrotem do hotelu złość nieco mi przeszła, ale to, co się ze mną działo było naprawdę dziwne. Nie wiedziałem, co o tym wszystkim myśleć i co powinienem zrobić. Ale wiedziałem, że muszę się przede wszystkim uspokoić.
Wszedłem na Twittera i napisałem kilka Tweetów. ,,Beznadziejny dzień”. ,,Co ja u licha wyprawiam?”. ,,Nie mogę tego znieść, nie mam już siły. Proszę, zrozumcie mnie”. Wyrzuciłem z siebie tylko cząstkę tego, co chciałem powiedzieć. Pragnąłem napisać, że nikomu już nie mogę ufać, ale odpisaliby, że mogę ufać im. Przecież to nie jest takie proste! Skąd mam wiedzieć, który fan to tylko fan, a który fan to Belieber? Skąd mam pewność, w kim mogę żywić nadzieje? Nie mam tej pewności. Nie mam jak się przekonać. Ale może jakaś prawdziwa Belieber to właśnie wszystko czyta i jej przykro? ,,Kocham Beliebers, chyba mam tylko was.”, napisałem i wylogowałem się. Westchnąłem ciężko.
Brakuje mi teraz kogoś, kto by mnie wsparł, rozweselił, przytulił, rozśmieszył i … i po prostu był przy mnie, gdy tego potrzebuje. Tak to bym się wyżalił Julce, byłoby okej… Ale może ona by mnie nie zrozumiała? Nie wie, jaki to ból jak się nie ma nikogo kto cię kocha…
,,Jeżeli cię kocha, to dlaczego cię zostawiła?”, usłyszałem jej głos. ,,Zostaw mnie! Wyjdź!”, krzyczałem. ,,Nie”, wyszeptała pewnie.
,,Poczekajmy. Zobaczymy, jak zrobi. Czy zostanie, czy poczeka. Wtedy okaże się, czy jej na tobie zależy.”, mówiła, a ja stanąłem przed oknem i wyglądałem Jessici. Ale ona nie przyszła. Wyleciała. Zostawiła mnie. ,,Justin! Nie możesz mnie tu zostawić”, Julia wołała za oddalającym się samochodem. ,,Wróć”, dodała. Ale on nie wrócił. Odjechał.
Ja nie wróciłem. A co było jeszcze wcześniej? Cofnijmy się jakieś dwie godziny wstecz…
,,Cześć, Julka! Słuchaj.”, wpadłem do pokoju hotelowego, a Julka siedziała na łóżku i miała łzy w oczach i na policzkach, ale ja tego nie zauważyłem. Zacząłem jej opowiadać o Jess. Nie spostrzegłem, że Julia płacze. Płakała. Julka. Ona płakała, może mnie potrzebowała. Gdy ja płakałem, ona zawsze była przy mnie. A ja, kurwa, ją wywiozłem za miasto, gdzie nie ma żywej duszy, i zostawiłem w lesie na noc, nie wiadomo za co! No, nie wytrzymam!
Chwyciłem za kurtkę i wyleciałem z hotelu.
W tym samym czasie
Już nie miałam siły krążyć po tym lesie. Zgubiłam ślad opon samochodu, pewnie dlatego, że przykryła je już kolejna warstwa śniegu. Nogi miałam jak z waty. Były takie zimne, że ledwo nimi ruszałam. W butach gromadził mi się lodowaty śnieg i zaczął się roztapiać.Czułam, że zaraz zamarznę.
Udało mi się trafić do miejsca, gdzie Justin mnie zostawił. Była tu ta rozwalona karczma, czy cokolwiek to było, z odpadającymi drzwiami i deską nieopodal. Na szczęście miałam na sobie bluzę i kurtkę, które znalazłam na tyłach samochodu Justina, ale w ostatniej chwili udało mi się chwycić jakiś kardigan, który właśnie trzymałam w rękach. Chciałam go na siebie założyć, ale najpierw musiałabym zdjąć z siebie kurtkę, i tak dalej, a już gdy ją rozpinałam, przeszywało mnie okropne zimno, więc wolałam nie ryzykować. Owinęłam sweter wokół moich rąk i ogrzewałam w nim dłonie, co niewiele dawało.
Nie wiedziałam, gdzie dokładnie byłam i jak się stąd wydostać. Nie dość, że tu nie ma zasięgu, to jeszcze telefon powoli mi się rozładowywał… Co ja mam, do cholery, zrobić? Zimno mi… I nie wiem jak się wydostać. A może tu są jeszcze jakieś niebezpieczne zwierzęta, albo, jeszcze gorzej, groźni ludzie? A ja nawet nie mam jak się obronić…
Dobrze zdaję sobie sprawę, że nie jestem na tyle odważna i sprytna, by dać sobie radę samemu setki kilometrów od domu, od rodziny, od znajomych, od kogokolwiek, kto mógłby wyciągnąć pomocną dłoń. Trzeba przyznać, że ze mnie jest dupa wołowa, bo wszędzie potrafię się zgubić i wpadam w panikę.
Ale próbowałam zachować spokój. Musiałam schronić się przed zimnem, które doszczętnie mnie wykańczało. Podeszłam do rozwalającej się chaty za mną i zaświeciłam komórką jej wnętrze. Pełno tu było pajęczyn, pająków, ciem i nie wiadomo czego. Słyszałam też różne szmery myszy lub szczurów, więc od razu stamtąd wyszłam. Poszłam zobaczyć o jest na za chatą, ale tam nie było nic ciekawego. W końcu opadłam z sił i położyłam się na śniegu. ,,Wróć, proszę. Przepraszam. Kocham cię, pamiętaj.”, wysłałam do Justina sms-a, wiedząc, że wiadomość i tak do niego nie dotrze. Ile czasu będę musiała tu jeszcze być? Godzinę? Do jutra rana? Kilka dni? Czy w ogóle Justin po mnie tu przyjdzie? Uch… Zimno mi… Tak strasznie mi zimno. Białymi od zimna palcami poprawiłam czapkę. Położyłam ręce na śniegu. Był teraz jak ciepła kołdra. Ułożyłam głowę na swetrze. Oblizałam zmarznięte wargi i z trudem przełknęłam ślinę. Mój policzek ogrzała gorąca łza.
Oczami Justina

Dwie godziny później
Wysiadłem z auta. Pamiętam. Dokładnie tutaj ją zostawiłem. Ta stara nora, knajpa, czy nie wiadomo co, cala w lodzie i śniegu. Wszędzie śnieg, drzewa… I nic poza tym. Ani śladu Julii.
Rozejrzałem się i oddaliłem nieco od samochodu. Od tej pory napadało tu wiele śniegu… Sięgał mi prawie po kolana. Dobrnąłem jakoś do karczmy i zajrzałem do środka.
- Julia? – spytałem, ale nie uzyskałem odpowiedzi. Zaświeciłem dookoła komórką. Wszedłem powoli do środka, a deski skrzypnęły pod moim ciężarem. Oparłem się jedną dłonią o ścianę, rozglądając się. Nie było jej tu. Spojrzałem na swoją rękę, która była teraz cała w kurzu i pajęczynach. Ale teraz było mi zupełnie wszystko jedno. Otrzepałem ją od niechcenia i wyszedłem na zewnątrz. Wiatr mi zawiał prosto w twarz i z głowy spadła mi wełniana czapka. Widziałem jak odlatuje gdzieś daleko. Zakryłem zmarznięte już uszy i poszedłem w tamtym kierunku, uważając, by nie utonąć w śniegu.
- Julia? Gdzie jesteś? – zawołałem. Podniosłem czapkę z ziemi i otrząsnąłem ją, po czym założyłem na głowę. – Julka, no! Chodź! Nie rób sobie jaj! – krzyknąłem, bo złość nagle powróciła, gdy wpadło mi do głowy, że dziewczyna może mnie wrabiać. – Jesteś tu?... – odpowiedziała mi jedynie cisza. – Julia, to nie jest śmieszne! – wołałem, ile sił w płucach i krążyłem po całej okolicy, aż zabrakło mi sił. Zerknąłem na mój telefon. Nie ma zasięgu. To dlatego nie mogłem się do niej dodzwonić, gdy jeszcze byłem w hotelu.
Co ja zrobiłem?... Wróciłem i stałem obok rozwalającej się chaty. Oparłem się o jej zewnętrzną ścianę, a po chwili zsunąłem się w dół i usiadłem.
- Juuuliaaa! – wrzasnąłem. Po policzku spłynęła mi łza. To jasne, że ona stąd się nie wydostała. Nawet ja nie wiem jak to zrobić w tej chwili! Ona by zadzwoniła, odezwała się, albo wróciła do hotelu… Gdy ją tu zostawiłem, nie miałem pojęcia, że ona nie znajdzie stąd wyjścia! Przecież wjechałem tam i wyjechałem stamtąd w takim błyskawicznym tempie. Nie spodziewałem się… Mmm… Gdzie ona jest? Z rozpaczy zacząłem grzebać w śniegu i odrzucać go na wszystkie strony. – Julia… - powtarzałem. Nagle wyczułem coś zmarzniętymi koniuszkami palców. Wyjąłem ze śniegu szary sweter. To był sweter Julii…
Serce mi walnęło mocniej w pierś. Klęcząc, i ściskając sweter w rękach, rozejrzałem się jeszcze raz. Nie wiedziałem już w którą stronę pójść jej szukać. Ale wiedziałem, że nie mogę jej zostawić. Przytuliłem się do jedynej rzeczy, która mi została jak na razie po Julii.
Julia… Przepraszam… Niech to wszystko okaże się koszmarem. Chcę się już obudzić! Chcę do Julii, chcę ją z powrotem… Jak mogłem? Jak mogłem to zrobić? Boże, nie zabieraj mi jej, proszę, nie zabieraj.
A co jeśli ona już stąd dawno wyszła? Co jeśli jej tu nie ma? Jeśli obraziła się na mnie i teraz szuka schronienia w jakimś ciepłym hotelu? Tak bardzo bym chciał by tak było. Mogłaby być na mnie zła do końca życia, byle tylko nic jej się nie stało, myślałem.
Jak mogłem być tak samolubny i nie myśleć o niej! Ona też nie miała nikogo prócz mnie! A ja… A ja tak ją skrzywdziłem… A teraz albo umiera z zimna, albo jest w jakiejś piwnicy i ktoś ją krzywdzi, albo już dawno nie żyje. Płakałem głośno jak dziecko. Trwało to jakieś piętnaście minut…
W końcu się pozbierałem, wstałem i szukałem jej dalej, tylko to mi zostało. Wziąłem jej sweter do ręki i ruszyłem przed siebie. Chodziłem tak w kółko i szukałem jej chyba z pół godziny, a nagle poczułem coś koło stopy, głęboko w śniegu. Rzuciłem się w tamto miejsce i zacząłem rozgarniać śnieg na wszystkie strony.
- Julia? – spytałem, nie wiadomo kogo. Ale wyjąłem spod białej pokrywy zwykły kamień… Westchnąłem i rzuciłem nim w jakieś drzewo.
W końcu wróciłem do auta i ogrzałem się. Przeżyłem odejście Sel. Przeżyłem odejście Jess. Ale odejścia Julki nie dam rady, myślałem. Jeśli do jutra jej nie znajdę… Ja… Już nie mam siły… Nie dam rady… Nie wybaczę sobie, jeśli jej się coś stało. W życiu sobie nie wybaczę, ani po śmierci też nie. Dlaczego ja wszystko musiałem zepsuć? Oczy mi się zamykały…
Oczami Julii

Około dwóch godzin później
Forgive me… I can’t live without you… Please, forgive me… My heart is colder than the ice and the snow you can see outside… You’ll be alright, but just forgive me. I won’t hurt you anymore. I promise. I’m sorry…*
Otworzyłam oczy. Nie wiedziałam, o co chodzi i co się właśnie stało. Śniło mi się, że mówi do mnie jakiś głos i prosi o wybaczenie. Co to ma znaczyć? Miałam złe przeczucia. Chyba coś nie tak z Justinem… Czułam, że mnie potrzebuje. Właśnie teraz. A jednak nie miałam siły nawet się podnieść. Widziałam jak przez mgłę pomieszczenie, w którym się znajdowałam. Było tu ciepło… Poczułam czyjś dotyk na mojej twarzy i zadrżałam.
- Obudziłaś się… Nie bój się, dziecko. – usłyszałam czuły głos jakiegoś mężczyzny. Odchylił moją głowę lekko do tyłu i przystawił mi do ust kubek z jakimś ciepłym napojem. Nie wiedziałam kim jest ten człowiek, więc odsunęłam się nieznacznie. – To tylko herbata, nie bój się. – pomógł mi się napić.
- Justin? – spytałam bezsilnie.
- Nie. – odparł. Spojrzałam na niego spod przymkniętych powiek. Miał jasną karnację, czarne włosy i trzydniowy zarost.
- Kim pan jest?
- Lewis Henley. – przedstawił się. - Jestem leśniczym. Znalazłem cię wyczerpaną na śniegu, więc przyniosłem cię tutaj. To mój dom. – nastała cisza, bo analizowałam wszystko w głowie, więc mówił dalej. – Jak ty tu trafiłaś? Nie widziałem tu nikogo od wieków! No, dobra, tak stary nie jestem. Trzeba przyznać, że tak samo ciężko stąd się wydostać, jak też się tu znaleźć.
- Dziękuje za pomoc… Gdzie jest Justin? – wyszeptałam.
- Nie wiem… - odpowiedział niepewnie.
- Czy wszystko z nim w porządku? – spytałam, ale nie otrzymałam odpowiedzi. Westchnęłam. – Wie pan jak się stąd wydostać?
Oczami Justina

W tym samym czasie
Wstałem jakieś dwadzieścia minut temu i od tej pory szedłem wciąż przed siebie… Z każdym krokiem miałem coraz mniej nadziei, że ją odnajdę. Nie wiedziałem, czy to co robię ma sens. Julia mogła być wszędzie. Mogło jej nie być dawno w lesie. Mogła już odejść bardzo daleko. Mogła sobie poradzić lub mogła się poddać.
W końcu las stawał się coraz rzadszy, a w pewnym miejscu nie rosło żadne drzewo, ale… stał most. Tak, most, nad rzeką, która płynęła tak szybko, że nawet nie zamarzała. Wszedłem na środek mostu i rozejrzałem się. Nie było stąd widać żadnego człowieka.
- Julia… Czy ty nie widzisz jak cię teraz potrzebuję? – wyszeptałem do siebie i usiadłem, opierając się o belkę. – Tęsknię za tobą… Każdy kawałek mojego serca tęskni za tobą…
Czy życie miało jeszcze jakiś sens? Kto miałby teraz być przy mnie cały czas? Kto powie te słowa, które potrzebuję usłyszeć? Przypomniało mi się, jak pokłóciłem się ze swoim tatą, a potem podbiegłem do Julii i przytuliłem się do niej mocno. Brakuje mi tego… Czemu teraz nie może tak być? Panie Boże, dlaczego mi ją dałeś, a teraz wszystko się komplikuje? Wiem, że to moja wina. Ona była moim aniołem… Nie ma drugiej tak kochanej i idealnej osoby jak ona. ,,Przecież ty jesteś idealny”, usłyszałem jej głos. Powiedziała mi to po moim zerwaniu z Sel… Albo wtedy, na balkonie w sylwestra, gdy powiedziała, że mnie kocha... Mm, ja ją też kocham.
Gdzie ona jest? Czy żyje? Czy jest cała i zdrowa? Nie wiedziałem. Lecz wiedziałem, że strach o nią i niepewność były takie ogromne i tak męczące, że ja już nie mogłem dłużej żyć. Zupełnie straciłem kontrolę nad tym co robię.
Stanąłem na barierce mostu.
Oczami Julii

W tym samym czasie
Wyszłam na zewnątrz. Od razu zrobiło mi się zimno, więc zaczęłam pocierać ręce. Teraz już nie miałam swetra, by ogrzać w nim dłonie. Musiałam go zgubić gdzieś po drodze. Teraz już będzie dobrze. Wrócę do hotelu, dzięki Lewisowi, który wyprowadzi mnie z tego zaścianka, pogadam z Justinem i będzie okej. Nie róbmy z tego wielkiej afery. Po drodze kupię Nutellę, jego ulubione żelki i herbatkę uspokajającą. Mam nadzieję, że on sobie tam radzi. Wierzyłam w to, że zdąży ochłonąć, póki nie wrócę, że wpuści mnie do domu, przeprosi mnie i wszystko dobrze się skończy. Starałam się też wierzyć w to, że się nie rozchoruje po dzisiejszej drace, chociaż wiedziałam, że właśnie tak się stanie.
Oczami Justina

Spojrzałem w dół. Rzeka płynęła bardzo szybko, dalej zakręcała kilka razy. Wszędzie były wielkie kamienie. Woda na pewno była lodowata. Rozbijała się o głazy i wystrzeliwała w górę. Nie byłem pewien, czy chcę to robić. Ale nie chciałem się nad tym zastanawiać. I nie miałem siły. Nie wiedziałem, co robię. Pomyślałem, że lepiej się nie zastanawiać, tylko zrobić to jak najszybciej.
Oczami Julii

Szliśmy cały czas przed siebie, las był naprawdę gęsty. Rozglądałam się uważnie. Nie byłam wcześniej w tej części lasu. Widocznie Lewis musiał mnie nieść przez jakiś czas do swojego domu. Ciekawe, jak daleko jesteśmy.
Oczami Justina

Łzy spływały mi po policzkach. Jeszcze tylko chwila… Może jednak Bóg zmieni zdanie. Wierzę w to, że zmieni. On nie zabierze mi jej. Nie zrobiłby krzywdy takiemu aniołowi, jakim jest Julia.
Oczami Julii

Idziemy dość prędko, bo chcę być jak najprędzej w hotelu, blisko Justina. Las jest coraz rzadszy. Pech chciał, że musiałam się przewrócić o jakiś korzeń i strasznie boli mnie noga. Ale Lewis mówi, że już niedaleko, a wydostaniemy się stąd. Jeszcze tylko może pięć, może dziesięć minut.
Oczami Justina

Wybacz mi, Boże, że muszę to robić. Dziękuję Ci za to, że spełniałeś moje marzenia. Będę dowodem na to, że sława i bogactwo szczęścia nie dają.
Oczami Julii

Widzę jakąś rzekę. Tu była jakaś rzeka? Hmm, dziwne. Rzeka, w środku lasu, i to jeszcze taka kręta i szybka, niezamarznięta w taki mróz. Co to za miejsce? Chcę stąd jak najszybciej się wydostać!
Oczami Justina

Zaraz… Jeśli tu jest rzeka… I most… I zostawiłem nieopodal Julkę… O nie. Ona mogła się zabić! Ona stąd zeskoczyła… Matko… Może ona była tu, niedaleko. Przechodziła tędy i… I stała teraz na tej barierce co ja… Wyobraziłem sobie spadającą stąd Julię, wpadającą na wielkie kamienie. To było dla mnie za wiele. Ona zabiła się PRZEZE MNIE! Och, Julka… Przeze mnie. To za nic w świecie nie da mi żyć! A może nie powinienem popełniać samobójstwa, bo ona, w jakimkolwiek świecie teraz jest, będzie myślała, że to jej wina? Nie, Julia, to nie twoja wina… Ja tylko nie daję rady, pogubiłem się. Kocham cię. Słyszysz? Kocham cię! I potrzebuję. I jesteś moim całym życiem, a jak znikasz… To jestem jak ogień, który gaśnie… Przysięgam, że jeśli wrócisz, że jeśli okaże się, że to wszystko to sen to będę cię traktował inaczej niż do tej pory i się naprawię, i będę ci pomagał, proszę, błagam, wróć! Wróć… Ja nie chcę tego robić! Ale wiem, że bez ciebie sobie nie poradzę, więc dlaczego mam to dłużej ciągnąć?! Czy cierpienie ma sens? Czy cierpienie kiedykolwiek miało sens?
Oczami Julii

Nie mam już sił… Dopiero zaczynało świtać, więc musieliśmy oświecać drogę latarką. Rzeka hałasowała i pluskała, wzbudzając we mnie strach. Już nigdy nie obejrzę żadnego horroru. Chyba, że Justin będzie nalegał. Ale muszę to przemyśleć.
Huh… Matko, co ja tam widzę? Czy tam jest most? No, pięknie. Nie dość, że rzeka, to jeszcze most w środku lasu. Kto by się spodziewał? Chociaż niby pierwszy raz jestem w takim ogromnym lesie, może to normalne, że rzeka płynie w lesie? Huh, nie wiem… Co to ma za znaczenie, teraz, w tej chwili?!
A co to wystaje z tego mostu? Jakaś belka? Nie... To... To jest jakiś człowiek. Człowiek stoi na barierce! Serce zawaliło mi mocniej w pierś i zakręciło mi się w głowie. Spojrzałam na dół. W rzece mnóstwo głazów i kamieni. Przecież on się zaraz roztrzaska! Chyba rozpoznaję tę sylwetkę…
- Justin! – wrzasnęłam i zaczęłam biec w tamtą stronę. – JUSTIN! – krzyczałam. Nie słyszał mnie. Czemu on, do jasnej cholery, mnie nie słyszy?! To przez tą przeklętą rzekę. On zaraz skoczy, przeleciało mi przez głowę, ale odrzuciłam tę myśl. Nie, on tego nie zrobi. To bardzo silny chłopak. To do niego niepodobne... Ale po tym, co dzisiaj przeżył... Czyżby tak bardzo tęsknił za Jess?
Przyspieszyłam. Ale moje zmarznięte nogi, w których prawie straciłam czucie, odmówiły posłuszeństwa i upadłam, a latarka wypadła mi z rąk. Zaczęłam szukać jej rękoma dookoła, ale nie mogłam znaleźć, bo przestała świecić. Wstałam i biegłam bez światła. Lewis został w tyle. Musiałam uważać, by nie wpaść na jakieś drzewo.
- Justin! Jestem tu! – wołałam tak głośno, na ile było mnie stać. Ale most był dalej niż się wydawało. Nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje. Świat mi się kręcił przed oczami, bo zorientowałam się właśnie, że zaraz mogę stracić najważniejszą osobę w moim życiu. Zrozumiałam co się stało. On pożałował, szukał mnie i nie znalazł, a teraz chce się zabić. A może specjalnie się mnie pozbył, by móc to zrobić w spokoju? Justin się już schylał. Czy on naprawdę zamierza skoczyć? Nie było szans, bym zdążyła dobiec. Nabrałam w płuca tyle powietrza, ile było można, zacisnęłam pięści i wydarłam się tak głośno, jak chyba jeszcze nikt nigdy.
- Juuuuustiiiiiiiiiiiin!
Oczami Justina

Obiecuję, że jeśli wrócisz to się naprawię, przysięgam! To już nigdy się nie powtórzy. Już nigdy nie powiem, że nie chcę cię znać, ani że cię nie potrzebuję, bo to nieprawda. I nie nazwę cie już egoistką. To ja jestem egoistą. Zwykłym, słabym idiotą, który sam sobie nie radzi na tym świecie. Tak, to prawda. Nikt mi ciebie nie zastąpi. To wcale nie jest prawda, że jesteś fałszywa jak wszyscy! Byłaś dla mnie kochana i jak najbardziej prawdziwa! Dlatego cię kocham. I zrobię wszystko. Tylko wróć, błagam, wróć.
- Justin!


*Sen Julii: ,,Wybacz mi… Nie mogę bez ciebie żyć… Proszę, wybacz mi… Moje serce jest zimniejsze od lodu i śniegu, który widzisz na zewnątrz. Wszystko będzie z tobą w porządku, tylko mi wybacz. Nie skrzywdzę cię nigdy więcej. Obiecuję. Przepraszam…"

PROSZĘ, PRZECZYTAJCIE!
Kolejny rozdział. Znowu opóźnienia. Czuję, że mi nie wyszedł i Wam się nie spodoba. Przepraszam. Może Was zawiodłam. Ale nie zostawiajcie mnie. Błagam... Kocham pisać dla Was i... i staram się, naprawdę. Nie zostawiajcie mnie, bo ostatnio mam takie obawy. Piszcie w komentarzach co wam się nie podoba, ja się poprawię. :c Obiecuję. To od Was także zależy co będzie dalej. Jeśli podobają Wam się rozdziały tego typu, z dreszczykiem, ale nieco szare, to będę takich pisać więcej, jeśli wolicie inne, to będą inne. Obiecuję, że będę się starać i będzie super, okej?
Jeśli Wam się nie spodobało, dajcie mi jeszcze jedną szansę.
A po drugie na YouTube pojawił się zwiastun mojego pierwszego opowiadania - ,,Pajęczyny Łez". Może zobaczycie? :) Zrobiła go dla mnie Wizualnaxd, i jestem jej bardzo wdzięczna, bo wyszedł naprawdę fajnie. Dziękuję!
Komentarzy było bardzo wiele (za co ogromnie dziękuję i jestem z Was dumna i wdzięczna Wam ♥), więc może...
36 komentarzy = nowy rozdział
Tagi: 18 zwiastun
03.03.2013 o godz. 18:31
- Nicole !!! - krzyknął głos za mną. Raczej ryknął. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Greyson'a machającego mi przyjaźnie ręką po drugiej stronie ulicy. Jak na dzieciaki z polski mieliśmy dość zagraniczne imiona. Chodzę do drugiej klasy gimnazjum. We Wrocławiu. Greyson to mój najlepszy przyjaciel na zawsze. Znam go już 5 lat. Jest śmieszny fajny i w ogóle inny. Chodzę z nim do klasy.. Jedyna normalna osoba w mojej klasie to on. Jestem Belieber. On to szanuje jest tolerancyjny, cały czas się uśmiecha i nie pozwala mi się smucić. Wspaniale mieć takiego przyjaciela jak on, nie wymieniła bym go na żadnego innego. To był mój Grey. Odmachałam ręką do zielono okiego chłopaka, nie miałam teraz zbytnio czasu żeby z nim gadać co on dobrze wiedział. Dzisiaj był koncert mojego idola w moim kraju na który nie jadę. Smutne.. Dzisiaj cały dzień byłam dobita. Gdyby nie mój przyjaciel płakałabym. Powoli traciłam nadzieje na szczęście. Czemu tak mówię ? Rodzice rozwiedzeni mieszkam z tatą, którego interesuje tylko i włącznie praca. Mama ? Znalazła nowego i lata do o koła świata. Został mi tylko Mój Greyson. On mi jedynie okazuje miłość. Tak, tak miałam chłopaków nawet 3. Jeden mnie bił, drugi wykorzystał ( nie w tym sensie zboczeńce !) jak nie byłam mu potrzebna zostawił. A trzeci po prostu czułam się jakbym była w tym związku na siłę. Pragnęłam czułości i ją dostawałam , leczy nic do niego nie czułam. Trzy nie wypały... Pech. Weszłam do mojego domu ściągnęłam, moje buty. W biegłam do domu. Jak zwykle pusty. Zobaczyłam karteczkę na stolę. "będę za tydzień kasę masz w barku -Tata" Już się przyzwyczaiłam że znikał. Usiadłam do lekcji. Nie miałam najmniejszej ochoty czego kolwiek jeść. Humor popsuty usiadłam do zasranej fizyki, której tak bardzo nienawidziłam." Po co w ogóle mi to potrzebne w życiu ? " - zadałam sobie to samo pytanie co miliony uczniów na całym świecie codziennie. Mogli by uczyć jak wypełnia się pity i inne duperele, a nie jakiś na nic nam nie przydatnych rzeczy. 1 godzina uczenia i dalej nic nie umiem. Nie rozumiem tego ! - pomyślałam. Usłyszałam krótkie KIK KIK co oznaczało że dostane SMS. Przycisnęłam jedyni nie dotykowy przycisk w moim telefonie, następnie przejechałam palcem po ekranie mojego kochanego telefonu. "Greyson" - "Mała jak przygotowania do seansu ?? Bo już do Ciebie idę .. Będę za 10 minut. Mam nadzieję że mnie wpuścisz #twójswagistycznykumpel " Uśmiechnęłam się pod nosem. Ohh ten Swagistyczny Greyson. Napisałam szybki wpis na TT " Oglądam koncert w telewizji ... #swag" Poszłam do łazienki umyłam twarz . Zapięłam grzywkę, zrobiłam kucyka na bok ubrałam spodnie od piżamy i top. Szczerze Grey miał nie przychodzić, ale to uparciuch jak widać. Już usłyszałam dzwonek w drzwiach zbiegłam w moich trampkach. Tak, tak chodzę w trampkach po domu wiem, nie jestem normalna. Podobnie jak mój idol. Otworzyłam drzwi a tam zobaczyłam mojego Swagistycznego kumpla z torbą na trening cieszącego się jak głupi do sera.
- Co ty tak mordę cieszysz ?? - powiedziałam w miarę poważnie. On tylko wlazł do domu, jakby tu mieszkał. Wlazł do mojego pięknego pokoju. Rzucił torbę obok łóżka i spojrzał na mnie cwano.
- Szykuje się upojna noc skarbie . - zaczął zacierać ręce. Ja już wiedziałam o co chodzi.
- Ty a kto powiedział że mam ochotę Cię przenocować ?!- on objął mnie w tali i przyssał się do policzka. Zachichotałam i go odepchnęłam.
- Dobra wycieraczka twoja! - wymamrotałam a on odwalił taniec radości. Boże jaki idiota i ja się z nim zadaje ??
- SWAG . - powiedziałam on wziął mnie na barana i zaniósł do kuchni. Tam właśnie z jego ramion zrobiłam popcorn i wzięłam cole. Cały czas nie przestając się śmiać. Postawiłam popcorn na biurku. Włączyłam nogą telewizor
on rzucił mnie na łóżko jak worek kartofli.
- Debil ! - On odwrócił się do mnie przodem położył opierając na łokciach z siebie zadowolony.
- Ale Swagistyczny twój debil. - przybliżył swoje usta do moich najwidoczniej przez przypadek. Usłyszałam pisk z TV od razu z trudem go zepchnęłam i ujrzałam zaczynający się koncert. Wziął popcorn i usiadł obok mnie już cicho trochę smutny.
Z każdą minutą koncertu chciało mi się płakać, bo nie mogłąm tam być. Grey pocieszał że kiedyś go poznam , ale to nie pomagało. Marzyłam by ten koncert już się skończył. Podczas ostatniej piosenki rozryczałam się na dobre. Grey wyłączył telewizor wściekły.
- Przestań ! On nie jest wszystkim na świecie ! Nie mogę patrzeć jak płaczesz !- powiedział zły.
- Przepraszam, ale wierz ile on dla mnie znaczy... - wymamrotałam . Położył mnie na łóżku, łzy leciały po moich policzkach. Nachylił się nad mną oparł swoje czoło o moje i popatrzył głęboko w oczy.
- Sprawie że uwierzysz że marzenia się spełniają. - powiedział mi prosto w oczy . Mnie przeszedł dreszcz. Przytuliłam go mocno. Zgasił światło przytulił mnie i właśnie tak zasnęłam w objęciach mojego najlepszego przyjaciela...


******
Jednak opowiadanie. Jak się wam podoba ? Proszę o komentarze. Założyłam bloga bo brakuje mi waszego wsparcia szczególnie teraz.. Podoba wam się ? Wyszłam z wprawy ? Jest gorzej czy lepiej ? Wasza theklaudia.
02.03.2013 o godz. 18:50
Czarnawdowa
Mój sennik
O mnie: http://www.formspring.me/Czaranawdowa
statystyki